Zapisz jako PDF Wydrukuj

Pra­gnie­nie

Posted by: xTom in Ewangelia Add comments

Klik­nij by powiększyć

Gdy Jezus modlił się na osob­no­ści, a byli z Nim ucznio­wie, zwró­cił się do nich z zapy­ta­niem: Za kogo uwa­żają Mnie tłumy? Oni odpo­wie­dzieli: Za Jana Chrzci­ciela; inni za Elia­sza; jesz­cze inni mówią, że któ­ryś z daw­nych pro­ro­ków zmar­twych­wstał. Zapy­tał ich: A wy za kogo Mnie uwa­ża­cie? Piotr odpo­wie­dział: Za Mesja­sza Bożego. Wtedy surowo im przy­ka­zał i napo­mniał ich, żeby nikomu o tym nie mówili. I dodał: Syn Czło­wie­czy musi wiele wycier­pieć: będzie odrzu­cony przez star­szy­znę, arcy­ka­pła­nów i uczo­nych w Piśmie; będzie zabity, a trze­ciego dnia zmar­twych­wsta­nie. Potem mówił do wszyst­kich: Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego sie­bie, niech co dnia bie­rze krzyż swój i niech Mnie naśla­duje! Bo kto chce zacho­wać swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa.

Czło­wiek to kłę­bo­wi­sko pra­gnień. Cza­sem sprzecz­nych, cza­sem nie­od­kry­tych. Czlo­wiek wciąż pra­gnie, na coś czeka, cią­gle chce bar­dziej. Jest jed­nak pra­gnie­nie naj­głęb­sze, naj­czę­sciej nie­uświa­do­mione. „Cie­bie, mój Boże pra­gnie moja dusza“. I kiedy patrzymy na Bibilę to nie znaj­dziemy tam kur­tu­azji, grzecz­no­ścio­wych uśmie­chów i let­nich postaw. Jest tam tęsko­nota i pra­gnie­nie. Pra­gnie­nie czło­wieka by być jedno z Bogiem. I pra­gnie­nie Boga, by być jedno z czło­wie­kiem. Jakby Bóg śpie­wał dzi­siej­szy psalm. „Cie­bie, mój czło­wie­cze pra­gnę“. Aż wresz­cie nade­szła peł­nia cza­sów. Pra­gnie­nie Boga i czło­wieka speł­niły się w Chry­stu­sie. „Późno Cię umi­ło­wa­łem, Pięk­no­ści dawna, a tak nowa, późno Cię umi­ło­wa­łem. W głębi duszy byłaś, a ja się błą­ka­łem po bez­dro­żach i tam Cie­bie szu­ka­łem, bie­gnąc bez­ład­nie ku rze­czom pięk­nym, które stwo­rzy­łaś. Ze mną byłaś, a ja nie byłem z Tobą. One mnie wię­ziły z dala od Cie­bie — rze­czy, które by nie ist­niały, gdyby w Tobie nie były. Zawo­ła­łaś, rzu­ci­łaś wezwa­nie, roz­dar­łaś głu­chotę moją. Zabły­snę­łaś, zaja­śnia­łaś jak bły­ska­wica, roz­świe­tli­łaś ślepotę moją. Roz­la­łaś woń, ode­tchną­łem nią — i oto dyszę pra­gnie­niem ku Tobie. Skosz­to­wa­łem — i oto głodny jestem, i łaknę. Dotknę­łaś mnie — i zapło­ną­łem tęsk­notą za poko­jem Twoim“. Tyle Augu­styn. Pon­nie­waż nawet grzech czło­wieka jest złą reali­za­cją pra­gnie­nia Boga…

I jesz­cze to pyta­nie. Za kogo Mie uwa­żasz? Kim dla cie­bie jestem? Kim On jest? Może Kimś kogo się spo­dzie­wamy. Jak Żydzi, któ­rzy nie roz­po­znali czasu swo­jego nawie­dze­nia i stra­cili szanse na spo­tka­nie pra­gnień. A Bóg zawsze przy­cho­dzi ina­czej. W lek­kim powie­wie, w natchnie­niu serca, na krzyżu, w bra­cie, żonie. Tak Bóg przy­cho­dzi. On wiecz­nie nie roz­po­znany, tak zaska­ku­jący ludzką logikę. Łatwo nam ludziom wpaść w pułapkę for­muły, fary­zej­skiej sztyw­no­ści. Stąd rodzą się pięc­dzie­sie­cio­letni chłopcy spo­wia­da­jący się jak przy pierw­szej komu­nii. Te same grze­chy, ta sama for­muła. Poprawna, bez­pieczna reli­gij­ność. Trzy razy to, pięć razy tamto, wię­cej nie pamię­tam, pacio­rek, kośció­łek. I życie dziw­nie nadal się nie zmie­nia. A kochasz Boga? Może od lat prze­cho­dzisz obok Niego obo­jęt­nie, a jed­no­cze­śnie cze­goś pra­gniesz i nie rozu­miesz sie­bie. Tak się odzywa twoja dusza, która Boga pra­gnie jak zeschnięta zie­mia. „Opu­ścili Mnie, źródło wody żywej, żeby wyko­pać sobie cysterny, cysterny popę­kane, które nie utrzy­mują wody“; wciąż aktu­alna skarga ustami Jere­mia­sza. I na koniec jesz­cze raz mistrz odkry­tego pra­gnie­nie duszy, Augu­styn. „Stwo­rzy­łeś nas jako skie­ro­wa­nych ku Tobie. I nie­spo­kojne jest serce nasze, dopóki w Tobie nie spo­cznie“.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Leave a Reply