Zapisz jako PDF Wydrukuj

Res sacra miser

Posted by: xTom in Ewangelia Add comments

Powstał jakiś uczony w Pra­wie i wysta­wia­jąc Go na próbę, zapy­tał: Nauczy­cielu, co mam czy­nić, aby osią­gnąć życie wieczne? Jezus mu odpo­wie­dział: Co jest napi­sane w Pra­wie? Jak czy­tasz? On rzekł: Będziesz miło­wał Pana, Boga swego, całym swoim ser­cem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umy­słem; a swego bliź­niego jak sie­bie samego. Jezus rzekł do niego: Dobrześ odpo­wie­dział. To czyń, a będziesz żył. Lecz on, chcąc się uspra­wie­dli­wić, zapy­tał Jezusa: A kto jest moim bliź­nim? Jezus nawią­zu­jąc do tego, rzekł: Pewien czło­wiek scho­dził z Jero­zo­limy do Jery­cha i wpadł w ręce zbój­ców. Ci nie tylko że go obdarli, lecz jesz­cze rany mu zadali i zosta­wiw­szy na pół umar­łego, ode­szli. Przy­pad­kiem prze­cho­dził tą drogą pewien kapłan; zoba­czył go i minął. Tak samo lewita, gdy przy­szedł na to miej­sce i zoba­czył go, minął. Pewien zaś Sama­ry­ta­nin, będąc w podróży, prze­cho­dził rów­nież obok niego. Gdy go zoba­czył, wzru­szył się głę­boko: pod­szedł do niego i opa­trzył mu rany, zale­wa­jąc je oliwą i winem; potem wsa­dził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pie­lę­gno­wał go. Następ­nego zaś dnia wyjął dwa denary, dał gospo­da­rzowi i rzekł: Miej o nim sta­ra­nie, a jeśli co wię­cej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wra­cał. Któ­ryż z tych trzech oka­zał się, według twego zda­nia, bliź­nim tego, który wpadł w ręce zbój­ców? On odpo­wie­dział: Ten, który mu oka­zał miło­sier­dzie. Jezus mu rzekł: Idź, i ty czyń podobnie!

Nauczy­cielu co mam czy­nić? Wyru­szyło pyta­nie z głębi nie­spo­koj­nego serca. I Bóg, który słu­cha tego, kto wysta­wia Go na próbę. Padła odpo­wiedź: „Będziesz miło­wał…”. Tu spo­tka­nie mogło się zakoń­czyć. Jed­nak otwiera się kolejna karta, kolejny obraz. Kolejny krok do odpo­wie­dzi o życie wieczne.

Kto jest moim bliź­nim? Jery­cho leży 1100 metrów niżej niż Jero­zo­lima. 27 km odlud­nej drogi. Łatwo zna­leźć cel. Pobity czło­wiek. Ogra­biony z mie­nia, ogra­biony z god­no­ści. I trzech ludzi jak lustro posta­wio­nych wobec czło­wieka. Kapłan. Wraca do domu. Do Jery­cha, kapłań­skiego mia­sta. Wraca po litur­gii. „(…) uszy ma jesz­cze pełne psal­mów śpie­wa­nych w świą­tyni, a szaty mu jesz­cze pachną kadzi­dłem”. Staje przed wybo­rem. Nara­zić się na nie­czy­stość czy pomóc? Odcho­dzi bez­pieczny i czy­sty. Zbyt czy­sty… Potem Lewita. Ten też „myje ręce”. Jest i Sama­ry­ta­nin, pół­po­ga­nin. Znie­na­wi­dzony przez wszyst­kich czy­stych Żydów. Dostrzega pobi­tego. Prze­ła­muje mur. Miło­sier­dzie dosłow­nie „wstrząsa” jego wnętrz­no­ściami. Oliwą prze­mywa ranę, dezyn­fe­kuje ją winem. Czyni jeden gest odwagi. Potem drugi i następne. Wciąga w dobro wła­ści­ciela gospody. Jest jak ojciec i matka trosz­cząc się i poświę­ca­jąc swoją majętność.

Ile osób spo­ty­kamy na pobo­czach naszych dróg? Wielu jest prze­cież pobi­tych przez bez­na­dziej­ność i smu­tek. Wystar­czy spoj­rzeć na twa­rze w auto­bu­sie, lub w naszych kościo­łach. Ilu jest pobi­tych przez wła­sne sła­bo­ści i grze­chy, nałogi czy złe wycho­wa­nie? Ilu jest pobi­tych przez cho­roby i lęk przed śmier­cią? Ilu z nich nie zauwa­żamy? Obok ilu prze­cho­dzimy obo­jęt­nie? Ile dra­ma­tów zza ściany musi się wyda­rzyć, by odkryć, że to też nasza sprawa, żeby prze­ła­mać mur obo­jęt­no­ści. A cza­sem wystar­czy tylko uśmiech, dobre słowo czy modli­twa zamiast narze­ka­nia, że ktoś prze­szka­dza nam na dro­dze. Takiej pomocy potrzeba: kon­kret­nej i cza­sem kosz­tu­ją­cej nas. Puste słowa na nic się nie zda­dzą. Na rany ciała mamy szpi­tale, leka­rzy. Na rany serca trudno cza­sem zna­leźć oczysz­cza­jącą oliwę modli­twy i kojące wino kon­kret­nego gestu. A Chry­stus nadal mimo wszystko pochyla się nad nami. Opa­truje nasze rany. Ojco­wie Kościoła w oli­wie i winie widzieli Eucha­ry­stię, która karmi nasze ciało i nasyca naszego ducha, która opa­truje rany serc zła­ma­nych. „Kto jest bliź­nim tego co wpadł w ręce zbój­ców” Ten, który potra­fił praw­dzi­wie poko­chać. Ten, kto miło­ści nadał realne kształty. Miło­sier­dzie wytwo­rzyło więzy trwal­sze niż pocho­dze­nie czy rasa. „Bliźni nigdy nie jest mi bli­ski. Prze­ciw­nie, jest daleki, odpy­cha­jący, czę­sto anty­pa­tyczny. Bliźni nie wycho­dzi mi naprze­ciw. Nie uła­twia kon­taktu. Z bliź­nim jestem pra­wie zawsze „nie­kom­pa­ty­bilny” (A. Pron­zato).” Miłość jest zawsze w bier­niku. Zawsze jakby krok w tył, w poczu­ciu że jesz­cze coś mogę dla Cie­bie zro­bić. I czę­sto ten leżący na pobo­czu naszej drogi jest naszą drogą do nieba. „Co mam czy­nić by osią­gnąć życie wieczne?” zapy­tasz jak dzi­siej­szy fary­ze­usz. „Co widzisz czyń” odpo­wie ze średnio­wie­cza Chry­stus z Wawel­skiej kate­dry. Res sacra miser…

wyko­rzy­stano: K. Biel, S. Biel, Odkryty skarb. Medy­ta­cje biblijne,

K. Osuch, Miło­sierny Samarytanin.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

One Response to “Res sacra miser”

  1. MAK. Says:

    To prawda…często uśmiech, modli­twa, dobre słowo wystar­czy, żeby komuś pomóc.
    Opa­trzyć jego rany. Te duchowe jak i fizyczne.

Leave a Reply