Jezus powiedział do swoich apostołów: Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową; i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy. Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. Kto przyjmuje proroka, jako proroka, nagrodę proroka otrzyma. Kto przyjmuje sprawiedliwego, jako sprawiedliwego, nagrodę sprawiedliwego otrzyma. Kto poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tych najmniejszych, dlatego że jest uczniem, zaprawdę powiadam wam, nie utraci swojej nagrody. Gdy Jezus skończył dawać te wskazania dwunastu swoim uczniom, odszedł stamtąd, aby nauczać i głosić [Ewangelię] w ich miastach.
Opuścić wszystko, nie brać chleba, torby pieniędzy. Zostawić czasem ojca i matkę. Bóg zasługuje na wszystko. To modlitwa pustych rąk, to trud ogołoceonego serca. Tylko puste ręce można napełnić. Tylko puste ręce mogą przyjąć krzyż. „A kto nie bierze sewgo krzyża nie jest Mnie godzien“. Nie być godnym Boga… A im bardziej pragniem kochać, tym bardziej winniśmy mieć puste ręce. Zgodzić się na ogołocenie; bezlitosne i szorstkie. Przetopione w tyglu Bożej miłości, przechodząc przez istotową samotność staje się wolaniem samego Boga proszącego o okrycie czy kubek wody. To ogołocenie staje się wolnością czystego serca oczekującego jedynie Źródła. To miecz, który przyniósł Jezus. Miecz oddzielający w nas wszstko co nie jest z Boga.
