Zapisz jako PDF Wydrukuj

Ku reflek­sji…

Posted by: xTom in Ewangelia Add comments

Mil­cze­nie, kiedy potrzebne jest świa­dec­two. Znów wra­cam do tej kwe­stii. Znów sakra­menty są udzie­lane nie­wie­rzą­cym. Ktoś zarzuci mi, że nie mam prawa oce­niać wiary innych. Prawda. Jed­nak po owo­cach poznaje się drzewo. Jak wiarę mogą prze­ka­zać rodzice, któ­rzy ostatni raz w kościele byli na swoim ślubie? O jakiej wie­rze jest tu mowa? Wiem, że życie bywa skom­pli­ko­wane. Czy jed­nak naszego życia nie kształ­tują nasze wybory? Czy to nie my sami kom­pli­ku­jemy sobie życie? Jak można prze­ka­zać coś, czego się samemu nie posiada? Można zapy­tać cóż winne jest dziecko? Nic. A cóż winne jest dziecko mamy, która w sta­nie bło­go­sła­wio­nym (słowo ciąża ma jed­nak wymiar nega­tywny) nad­używa alko­holu czy niko­tyny i rodzi się nie­peł­no­sprawne? Także nic. A jed­nak ponosi ono kon­se­kwen­cje wybo­rów swo­ich rodzi­ców. Nie ina­czej jest w życiu ducho­wym. A jeśli to dziecko umrze? Sta­ro­żytni chrze­ści­ja­nie, cho­ciaż żyli w sta­łym zagro­że­niu życia nie spie­szyli się z chrztem dzieci, prak­ty­ku­jąc ponadto długi okres kate­chu­me­natu. Warto sobie prze­my­śleć tę postawę. Wiem, że wrzu­cam kamy­czek do wła­snego kapłań­skiego ogródka. Dokąd jed­nak liczy się przede wszyst­kim ilość, a nie jakość skut­kiem tego będzie coraz wyż­sza śred­nia wieku w kościo­łach, ponie­waż nie­wie­rzące dzieci nie­wie­rzą­cych rodzi­ców nie będą odwie­dzały tego budynku chyba, że będzie potrzebny jakiś papie­rek do chrztu czy ślubu. Skut­kiem tego będzie też trak­to­wa­nie reli­gii jako prze­rwy na kanapkę. Z całą kon­se­kwen­cją uży­wam tu słowa reli­gia, a nie kate­cheza, gdyż to ostat­nie sfor­mu­ło­wa­nie doty­czy ludzi wie­rzą­cych. A co z bierz­mo­wa­niem będą­cym czę­sto uro­czy­stym poże­gna­niem z Kościo­łem z bło­go­sła­wień­stwem biskupa? Wszystko ma piękną formę. Śluby, chrzty, pierw­sze komu­nie tylko jakby wiary bra­ko­wało. Wiem, że to też czę­sto wina nas księży, naszej formy pro­wa­dze­nia dusz­pa­ster­stwa. Jed­nakże to dość nie­bez­pieczna pokusa. Pokusa pew­nej wygody. Klient jest zała­twiony szybko i jest zado­wo­lony. Świa­dec­two moral­no­ści wysta­wione, dziecko ochrzczone. Sta­ty­styka poszła w górę, biskup się cie­szy. Kiedy odbywa się wizy­ta­cja nagle powstają grupy para­fialne i wszyst­kie dzieci spon­ta­nicz­nie bar­dzo dzię­kują z kartki pod­su­nię­tej przez zapo­bie­gliwą sio­strę. Może potrzebna jest jakaś forma ewan­ge­li­za­cji naszych die­ce­zji zamiast kolej­nego listu epi­sko­patu, przy odczy­ta­niu któ­rego więk­szość para­fian zaśnie snem spra­wie­dli­wego? Wszak każdy, a szcze­gól­nie kapłan ma obo­wią­zek gło­sze­nia przede wszyt­kim Chry­stusa, który naro­dził się, umarł i zmar­twych­wstał z miło­ści i dla naszego zba­wie­nia. Kwe­stie in vitro, abor­cji czy homo­sek­su­ali­zmu są naprawdę trze­cio­rzędne w sto­sunku do tego. Może potrzeba jed­nej linii wśród bisku­pów, by Kościół dziw­nie się nie dzie­lił na toruń­ski i kra­kow­ski i by z doku­men­tów wyda­wa­nych przez Epi­sko­pat tajem­ni­czo nie zni­kały zapisy o odpo­wie­dzial­no­ści moral­nej poli­ty­ków? Pew­nie uogól­niam, może się mylę. Wiara jed­nak ma swój wymiar prak­tyczny, także i spo­łeczny. Śmiesz­nie brzmiało wezwa­nie epi­sko­patu, w któ­rym biskupi nawo­ły­wali do tego, aby kato­licy gło­so­wali na tych kan­dy­da­tów, któ­rych poglądy są zgodne z naucz­niem Kościoła. To tak jakby pol­skich kibi­ców nawo­ły­wać do tego, żeby kibi­co­wali biało-​czerwonym, jak powie­dział jeden znany homi­leta. Czy jed­nak nie powstaje lub już nie powstała dość duża odle­głość mię­dzy paste­rzami a owcami? Swoją drogą nie jest to dziwne skoro na bisku­pów zasad­ni­czo wybie­rani są pra­cow­nicy kurii czy rek­to­rzy semi­na­riów, któ­rzy mają conajm­niej mgli­ste poję­cie o pracy dusz­pa­ster­skiej na „pierw­szej linii“. Dla­tego bar­dzo pro­szę wszyst­kich, któ­rzy będą czy­tać ten tekst módl­cie się za Waszych pro­bosz­czów i ich wika­riu­szy. Módl­cie się za Waszych bisku­pów die­ce­zjal­nych i ich sufra­ga­nów. A jeśli omo­dli­cie nas, zwra­caj­cie nam uwagę. W cze­try oczy, jeśli to nie pomoże weź­cie kogoś ze sobą. Jeśli i to nie pomoże udaj­cie się do biskupa. Przede wszyst­kim jed­nak módl­cie się za nas, byśmy mieli odwagę odrzu­cić pokusę zgni­łej łatwi­zny. Sami też nie zwle­kaj­cie ze swoim nawró­ce­niem. Czy­taj­cie o wyzna­wa­nej przez sie­bie wie­rze. Cza­sem bar­dzo przy­kro usły­szeć w kon­fe­sjo­nale pyta­nie: „A gdzie znajdę tę Ewan­ge­lię ? tego Łuka­sza?“ Jesz­cze raz prze­pra­szam jeśli ktoś poczuł się dotknięty tymi sło­wami. To tylko moje reflek­sje, może nie do końca słuszne. Warto jed­nak prze­my­śleć pewne sprawy, żeby nie mil­czeć w imię źle rozu­mia­nego sta­tus quo.

Na koniec pytam: Który dusz­pa­sterz do tego dopu­ścił? KLIK­NIJ . Moda na „ory­gi­nalne“ pomy­sły dusz­pa­ster­skie chyba przy­cho­dzi z „oświe­co­nego“ zachodu KLIK­NIJ

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

4 Responses to “Ku reflek­sji…”

  1. MAK. Says:

    Odważne tezy ale uwa­żam, że praw­dziwe. Owszem modli­twa jest tu naj­waż­niej­sza, wszy­scy jeste­śmy tylko i aż ludźmi i każdy nawet ksiądz i biskup mają prawo błą­dzić. Dla­tego trzeba się za nich modlić.
    Uwa­żam też, że potrzebna jest kate­chi­za­cja. Nie tylko dzieci ale przede wszyst­kim doro­słych. Jezus dzieci bło­go­sła­wił a nauczał dorosłych.Religię w szkole trak­tuje się jak zwy­kły przed­miot. Może wró­cić do naucza­nia reli­gii w sal­kach kate­che­tycz­nych.
    Nie wiem. Wiem, że trzeba coś zro­bić bo rosną nam anal­fa­beci reli­gijni. Wie­rzy ale nie wie w co( a raczej w Kogo), chrzci tylko dla­tego, że robią tak inni itd.Uważam, że praw­dziwy, prak­ty­ku­jący kato­lik sam powi­nien wie­dzieć na kogo gło­so­wać i nie potrzebny mu do tego list biskupa.
    Dla­tego teraz potrzeba świa­dec­twa, nie listów, wyuczo­nych for­muł i tez. Świa­dec­twa żywego, ogni­stego, praw­dzi­wego. Świa­dec­twa wiary.
    Żeby Pan Bóg kiedy przyj­dzie zna­lazł jesz­cze ludzi, któ­rzy w Niego wie­rzą.
    Na prawdę, nie na pokaz.

  2. Beata Says:

    Dzię­kuję za ten tekst,jest bar­dzo ważny.Nie mnie osądzać,ale coraz czę­ściej spo­ty­kam się z podej­ściem do kapłań­stwa jako do zawodu-​nie jako do powo­ła­nia tylko wła­śnie zawód.Mam oka­zję do obser­wa­cji księży cał­kiem z bliska,bo pra­cuję w ich domu:}.Na pewno nie jest to pełny obraz,ale czę­sto dzia­ła­nie księży mocno odbiega od kazań przez nich głoszonych.Doświadczam tego na wła­snej osobie.Nie działa to dzięki Bogu na mnie gorsząco,ale daje do mysle­nia
    Modlę sie za wszyst­kich Kapła­nów i zasta­na­wiam się czy to moje postrze­ga­nie ich potknięć nie wynika z ewan­ge­licz­nej belki i drza­zgi :) ?

  3. Joanna Says:

    Kiedy czy­tam blogi księży mam wra­że­nie jakie­goś „luzac­twa“ w ich podej­ściu do zasad­ni­czych kwe­stii wiary, do samego sacrum. Księ­dza blog zwró­cił jed­nak moją uwagę i pozy­tyw­nie mnie zasko­czył. Już od dawna chcia­łam zadać pyta­nie dla­czego tak wielu kapła­nów z obo­jęt­no­ścią lub nawet lekką nutką pogardy mówi lub pisze na temat daw­nych form litur­gicz­nych w Kościele, dla­czego jest tyle nie­chęci wobec przed­so­bo­ro­wej myśli teo­lo­gicz­nej, łaciny jako języka Kościoła, nawet cza­sem wobec daw­nej muzyki sakral­nej, co się wła­ści­wie dzieje, czemu nikt nie widzi w tym nic złego? Nie widzi czy może nie chce widzieć? Na świe­cie pusto­szeją kościoły, zda­rzają się Msze odpra­wiane nie­dbale, pra­wie prze­stają róż­nić się od pro­te­stanc­kich (eku­me­nizm?!). Ile jesz­cze dymu sza­tana musi prze­do­stać się do Kościoła kato­lic­kiego, żeby zoba­czył wewnętrzne samo­bój­stwo, a co będzie dalej?

  4. xTom Says:

    w cza­sach kry­zysu w Kościele dobry Bóg zawsze powo­ły­wał świę­tych. Cze­kamy więc…

Leave a Reply