Zapisz jako PDF Wydrukuj

Dło­nie Ojca

Posted by: xTom in Ewangelia Add comments

Zbli­żali się do Jezusa wszy­scy cel­nicy i grzesz­nicy, aby Go słu­chać. Na to szem­rali fary­ze­usze i uczeni w Piśmie. Ten przyj­muje grzesz­ni­ków i jada z nimi. Opo­wie­dział im wtedy nastę­pu­jącą przy­po­wieść: Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zosta­wia dzie­więć­dzie­się­ciu dzie­wię­ciu na pustyni i nie idzie za zgu­bioną, aż ją znaj­dzie? A gdy ją znaj­dzie, bie­rze z rado­ścią na ramiona i wraca do domu; spra­sza przy­ja­ciół i sąsia­dów i mówi im: Ciesz­cie się ze mną, bo zna­la­złem owcę, która mi zgi­nęła. Powia­dam wam: Tak samo w nie­bie więk­sza będzie radość z jed­nego grzesz­nika, który się nawraca, niż z dzie­więć­dzie­się­ciu dzie­wię­ciu spra­wie­dli­wych, któ­rzy nie potrze­bują nawró­ce­nia. Albo jeśli jakaś kobieta, mając dzie­sięć drachm, zgubi jedną drachmę, czyż nie zapala świa­tła, nie wymiata z domu i nie szuka sta­ranne, aż ją znaj­dzie. A zna­la­zł­szy ją, spra­sza przy­ja­ciółki i sąsiadki i mówi: Ciesz­cie się ze mną, bo zna­la­złam drachmę, którą zgu­bi­łam. Tak samo, powia­dam wam, radość powstaje u anio­łów Bożych z jed­nego grzesz­nika, który się nawraca. Powie­dział też: Pewien czło­wiek miał dwóch synów. Młod­szy z nich rzekł do ojca: Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przy­pada. Podzie­lił więc mają­tek mię­dzy nich. Nie­długo potem młod­szy syn, zabraw­szy wszystko, odje­chał w dale­kie strony i tam roz­trwo­nił swój mają­tek, żyjąc roz­rzut­nie. A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej kra­inie i on sam zaczął cier­pieć nie­do­sta­tek. Poszedł i przy­stał do jed­nego z oby­wa­teli owej kra­iny, a ten posłał go na swoje pola żeby pasł świnie. Pra­gnął on napeł­nić swój żołą­dek strą­kami, któ­rymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał. Wtedy zasta­no­wił się i rzekł: Iluż to najem­ni­ków mojego ojca ma pod dostat­kiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrze­szy­łem prze­ciw Bogu i wzglę­dem cie­bie; już nie jestem godzien nazy­wać się twoim synem: uczyń mię choćby jed­nym z najem­ni­ków. Wybrał się więc i poszedł do swo­jego ojca. A gdy był jesz­cze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzru­szył się głę­boko; wybiegł naprze­ciw niego, rzu­cił mu się na szyję i uca­ło­wał go. A syn rzekł do niego: Ojcze, zgrze­szy­łem prze­ciw Bogu i wzglę­dem cie­bie, już nie jestem godzien nazy­wać się twoim synem. Lecz ojciec rzekł do swo­ich sług: Przy­nie­ście szybko naj­lep­szą szatę i ubierz­cie go; daj­cie mu też pier­ścień na rękę i san­dały na nogi. Przy­pro­wadź­cie utu­czone cielę i zabij­cie: będziemy uczto­wać i bawić się, ponie­waż ten mój syn był umarły, a znów ożył; zagi­nął, a odna­lazł się. I zaczęli się bawić. Tym­cza­sem star­szy jego syn prze­by­wał na polu. Gdy wra­cał i był bli­sko domu, usły­szał muzykę i tańce. Przy­wo­łał jed­nego ze sług i pytał go, co to ma zna­czyć. Ten mu rzekł: Twój brat powró­cił, a ojciec twój kazał zabić utu­czone cielę, ponie­waż odzy­skał go zdro­wego. Na to roz­gnie­wał się i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłu­ma­czył mu. Lecz on odpo­wie­dzał ojcu: Oto tyle lat ci służę i nigdy nie prze­kro­czy­łem two­jego roz­kazu; ale mnie nie dałeś nigdy koź­lę­cia, żebym się zaba­wił z przy­ja­ciółmi. Skoro jed­nak wró­cił ten syn twój, który roz­trwo­nił twój mają­tek z nie­rząd­ni­cami, kaza­łeś zabić dla niego utu­czone cielę. Lecz on mu odpo­wie­dział: Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do cie­bie należy. A trzeba się wese­lić i cie­szyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył, zagi­nął a odna­lazł się.

Tajem­nica prze­pa­ści Bożego miło­sier­dzia. Tajem­nica Boga wybie­ga­ją­cego do wra­ca­ją­cego czło­wieka. To też histo­ria jakich wiele odkąd czło­wiek wie lepiej, od kiedy odcho­dzi od Boga. Cza­sem nie­któ­rzy wra­cają. Innych zastaje śmierć, gdy są jesz­cze daleko… „Przy­po­wieść o synu mar­no­traw­nym mówi o miło­ści, która ist­niała, zanim było moż­liwe jakie­kol­wiek odrzu­ce­nie, i o miło­ści, która będzie ist­nieć po tym, gdy wszyst­kie odrzu­ce­nia już się doko­nają. Cho­dzi tu o pier­wotną i wieczną miłość Boga, który jest zarówno Matką, jak i Ojcem“. Jak roz­po­czyna się ta histo­ria? Pew­nie gdzieś, gdzie nie ist­niał jesz­cze czas. Gdzieś mię­dzy Ojcem i Synem w Duchu. A od kiedy Miłość została wcie­lona grzesz­nicy zbli­żali się do Jezusa. Po co? Nie dys­ku­to­wali. Nie tłu­ma­czyli się. Zbli­żali się, aby Go słu­chać… Jeśli w Twoim życiu chrze­ści­jań­stwo nie działa, to może zbli­żasz się, ale nie słu­chasz. Tak czę­sto potra­fimy tylko mówić i tłu­ma­czyć swój grzech. Ile razy w kan­ce­la­rii para­fial­nej przy­cho­dzą narze­czeni. Pytam jakiego są wyzna­nia. Kato­licy. Kate­cheza też jest. Nawet matura z reli­gii. No tak, a adres zamiesz­ka­nia? Oka­zuje się ten sam. Długo tak? Od kilku lat, sły­szę, ale tak jest wygod­niej pro­szę księ­dza, tak jakoś wyszło… A grzesz­nicy zbli­żali się do Jezusa, ponie­waż w Nim było coś takiego, co ich pocią­gało. On ich sza­no­wał. Nada­wał im sens, któ­rego poszu­ki­wali, jak my, w grze­chu. Ponie­waż grzech zawsze jest mira­żem dobra, ułudą szczę­ścia. Fary­ze­usze nato­miast szem­rali. Jak my szem­ramy plot­ku­jąc, logu­jąc się ano­ni­mowo na forach inter­ne­to­wych. W mięk­kich kap­ciach, przed ekra­nem tele­wi­zora czy kom­pu­tera odgry­wamy tchórz­liwy seans szem­ra­nia. I nagle nie podoba się papież, pre­zy­dent i sąsiadka. Wra­ca­jąc do histo­rii. Nasu­wają się dwa pyta­nia. Gdzie jest matka? Może zmarła? Patrząc jed­nak teo­lo­gicz­nie na ten tekst można powie­dzieć, że Bóg jest i Ojcem i Matką. Jak na obra­zie Rem­branta. Dwie dło­nie. Jedna deli­katna, sub­telna, a druga silna, nieco nie­zgrabna. Dłoń Ojca i Matki… Matka może przy­tu­li­łaby syna i tłu­ma­czyła. Ojciec daje wol­ność. Bóg sza­nuje wol­ność. Pozwala żeby­śmy robili głu­poty, byśmy zoba­czyli jak sma­kuje grzech. Ryzyko miło­ści. Ryzyko podobne jak w przy­padku mał­żeń­stwa. Dwie osoby i nie­znana przy­szłość. A kiedy poja­wia się dziecko. Kto odgad­nie jego przy­szłość? Bóg jed­nak także wypa­truje, wzru­sza się głę­boko, bie­gnie, rzuca się na szyje. Jak matka… I dru­gie pyta­nie. Skoro Ojciec jest tak dobry, to czemu ma takie dzieci? My od lat cho­dzimy do kościoła. Sły­szymy o świę­tych. I dalej ruszamy w świat. Dla­czego? Dla­czego młod­szy odszedł? Nie wiemy. Możemy się domy­ślać. Ojciec był mądry. Zawsze miał rację. Brat chciał być pierw­szy, a nawet już dawno odszedł z domu cho­ciaż nie­ustan­nie w nim miesz­kał. I młod­szy syn odszedł w dale­kie strony budo­wać swój świat. Nie jedna dziew­czyna ode­szła z Kościoła, od rodziny by budo­wać swój świat, by być ważną. A tak czę­sto potem budziła się w chle­wie obok męż­czy­zny, który nie był jej mężem, a być może był mężem innej kobiety. Ponie­waż gdzie­kol­wiek odej­dziemy, tam zawsze zabie­rzemy sie­bie. A odcho­dzimy daleko. I cho­dzimy smutni. Bar­dzo smutni, nie wie­dzieć czemu. W zeszłym roku liczba osób, które popeł­niły samo­bój­stwo była więk­sza niż tych, któ­rzy zgi­nęli w wypad­kach samo­cho­do­wych… Syn wraca. Wraca jed­nak ponie­waż jest głodny. I tylko dla­tego. To nie jest histo­ria o nawró­ce­niu młod­szego syna. To histo­ria głod­nego syna, który nawet obmy­śla co ma powie­dzieć Ojcu. I Bóg takiego przyj­muje. Takich Bóg nas przyj­muje. Z nie­do­sko­na­łymi moty­wa­cjami, z obmy­ślo­nymi for­muł­kami. Syn nie daje rady nawet dokoń­czyć for­mułki. Ojciec prze­rywa mu. Ofia­ruje mu san­dały, sym­bol wol­nego czło­wieka, pier­ścień, znak god­no­ści kró­lew­skiej oraz płaszcz sym­bol wła­dzy. Ojciec prze­ka­zuje mu god­ność kró­lew­ską i każe przy­go­to­wać wołu. Syn jed­nak teraz jest głodny a przy­go­to­wa­nie wołu zaj­mie tro­chę czasu. Musi cze­kać. Bóg naj­pierw przy­wraca nam god­ność. Przy­cho­dzisz do kościoła. Jesteś głodny rela­cji, zdro­wia, pie­nię­dzy a tu ani biuro matry­mo­nialne, ani pie­nię­dzy nie dają. Przy­cho­dzisz tu i wciąż sły­szysz „Pan z Wami“. Bóg wie czego Ci potrzeba. Naj­pierw uwierz, że Pan jest z Tobą. Wtedy czy będziesz zdrowy czy chory, zdasz egza­min czy nie to przej­dziesz przez burze. Nie dosta­niesz w Kościele kre­dytu, lep­szego męża czy żony. Dosta­niesz komu­nie święta. Jeśli nie możesz przy­stą­pić do komu­nii to upo­rząd­kuj swoje życie. Ojciec wypa­truje Cie z daleka, gdy jesteś jesz­cze daleko. Taka jest nadzieja dla nas grzesz­ni­ków. „Pan jest z Wami“. Ta scena spo­tka­nia z Ojcem to obraz Eucha­ry­stii i sakra­mentu pojed­na­nia. Obraz zasta­wio­nego stołu, przy­go­to­wa­nego dla każ­dego kto wraca z daleka. A jeśli, jak star­szy syn, ktoś prze­cho­dzi pod kościo­łem, lub w domu twier­dzi, że my kato­licy cho­dzimy do kościoła i się nie zmie­niamy bo nadal grze­szymy to mają rację zasad­ni­czo. Ponie­waż to jest miej­sce dla nas mar­no­traw­nych synów. Miej­sce gdzie dosta­jemy san­dały, pier­ścień i płaszcz. Miej­sce gdzie Bóg wybiega po nie-​nawróconych grzesz­ni­ków. To w końcu opo­wieść o trze­cim synu… O tym który nigdy nie opu­ścił Ojca, cho­ciaż odszedł daleko. I który wró­cił do Ojca wynędz­niały, pobity i któ­remu Ojciec przy­wró­cił kró­lew­ską god­ność. „Jezus sam stał się dla nas synem mar­no­traw­nym. Opu­ścił dom swego nie­bie­skiego Ojca, poszedł do odle­głej kra­iny, roz­dał wszystko co miał, i powró­cił przez krzyż do domu swego Ojca. (…) Jezus, który opo­wia­dał tę przy­po­wieść tym, któ­rzy kry­ty­ko­wali Go za prze­by­wa­nie z grzesz­ni­kami, sam prze­żył tę przez sie­bie opi­sy­waną długą i bole­sną wędrówkę (…) Jezus jest synem mar­no­traw­nym mar­no­traw­nego Ojca, roz­dał wszystko, co powie­rzył mu Ojciec, abym i ja mógł stać się do Niego podobny i wró­cić z Nim do domu Ojca“. I na koniec opowieść.

Jedna owca zna­la­zła dziurę w pło­cie i prze­ci­snęła się przez nią. Ucieczka napeł­niła ją szczę­ściem. Błą­dziła długo i zagu­biła się. Wtem spo­strze­gła, że idzie za nią wilk. Zaczęła ucie­kać, ale wilk wciąż był za nią. Aż przy­był pasterz, oca­lił ją i przy­pro­wa­dził na powrót z wielką czu­ło­ścią do stada. Pasterz, chodź wszy­scy nakła­niali go do cze­goś prze­ciw­nego nie chciał napra­wić dziury w płocie…“

Wyko­rzy­stano tek­sty bądź kon­fe­ren­cje nastę­pu­ją­cych auto­rów: x.P. Paw­lu­kie­wicz, S. Puciato, o. A. Szu­stak, H. J. M. Nouwen.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Leave a Reply