Zapisz jako PDF Wydrukuj

Słowo o słowach…

Posted by: xTom in Ewangelia Add comments

Na wieść o Jego wiel­kich czy­nach szło za nim nie tylko wiel­kie mnó­stwo ludzi, lecz cisnęły się też do Niego słowa cier­piące na roz­ma­ite cho­roby. Przy­cho­dziły, aby Go słu­chać i zna­leźć uzdro­wie­nie ze swo­ich dole­gli­wo­ści. I gdzie­kol­wiek przy­był, wszę­dzie zja­wiały się zaraz chore słowa. Cza­sem zno­szono je na noszach.

O zacho­dzie słońca przy­nie­siono do Niego spa­ra­li­żo­waną GAZETĘ, a nio­sło ją czte­rech redak­to­rów. A że nie mogli zbli­żyć się do Niego z powodu tłu­mów, weszli przez dach i przez otwór spu­ścili scho­ro­wane i wychu­dłe cza­so­pi­smo. Jezus i widząc ich wiarę, odpu­ścił gaze­cie wszyst­kie grze­chy, nie nakła­da­jąc naj­mniej­szej pokuty. A przej­rzaw­szy myśli uczo­nych, powie­dział do spa­ra­li­żo­wa­nej: Wstań i idź two­imi drogami!

Gdy tłumy napie­rały na Niego, pode­szła z tyłu i dotknęła się frędzli Jego płasz­cza pewna LIRYKA, co cier­piała od tylu lat na upływ słów. Wiele prze­cier­piała od róż­nych kry­ty­ków, a nic jej nie pomo­gło, lecz miała się jesz­cze gorzej. Sły­szała ona o Jezu­sie, więc całą drogę mówiła sobie: Żebym się choć Jego płasz­cza dotknęła, a będę zdrowa. Zaraz też, skoro to uczy­niła, ustał jej sło­wo­tok i poczuła, że jest uzdro­wiona ze sła­bo­ści. A wtedy Jezus zapy­tał: Kto się mnie dotknął? Gdy wszy­scy się wypie­rali , liryka, widząc, że się nie ukryje, zbli­żyła się drżąca i upadł­szy przed Nim, wyznała Mu całą prawdę.

Gdy wszedł do pew­nego mia­sta, zwró­cił się do Niego set­nik i pro­sił Go, mówiąc: Panie, moje ROZ­KAZY są chore i ludzie bar­dzo od nich cier­pią. Rzekł mu Jezus: przyjdę i uzdro­wię je. Lecz set­nik odpo­wie­dział: Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod mój dach, ale powiedz tylko słowo, a wystar­czy. Bo i ja, choć pod­le­gam wła­dzy, mam pod sobą żołnie­rzy. Gdy Jezus to usły­szał, zdzi­wił się i rzekł do tłumu: Tak wiel­kiej wiary nie zna­la­złem jesz­cze u nikogo. I od tej godziny roz­kazy były znowu zdrowe.

Gdy wycho­dził z mia­sta, zbli­żyły się ostroż­nie do Niego WIA­DO­MO­ŚCI pokryte trą­dem i wrzo­dami, cały czas prze­by­wa­jące z dala od ludzi i prawdy. Teraz pode­szły i uklę­kły przed Nim, pro­sząc Go: Panie, jeżeli chcesz, masz moc nas oczy­ścić. Jezus uli­to­wał się na nimi, wycią­gnął rękę i rzekł: Chcę, bądź­cie oczysz­czone! A ledwo to powie­dział, natych­miast zostały oczysz­czone. Potem upo­mniał je jesz­cze surowo i wnet odprawił.

Pew­nego razu po połu­dniu przy­pro­wa­dzono do Niego KAZA­NIE głu­cho­nieme i pro­szono, żeby poło­żył nań rękę. On wziął je na bok od rze­szy, potrzą­snął i zaraz otwo­rzyły się jego uczy i roz­wią­zały się więzy języka. I nabrało natych­miast rumieńców.

Pew­nego dnia przy­szedł też LIST z uschniętą tre­ścią. Bie­da­czyna nie śmiał nawet pro­sić o cud dla sie­bie. Bła­gał tylko o bło­go­sła­wień­stwo dla adre­sata. Przy­no­szono Mu rów­nież dzie­cięcy SZCZE­BIOT, lecz ucznio­wie szorstko zabra­niali tego.

On jed­nak na każde słowo kładł ręce i uzdra­wiał z nie­do­ma­gań. I wiele słów poszło za Nim. A tłumy zdu­mie­wały się widząc, że nieme mówi, ułomne jest zdrowe, chrome cho­dzi, nie­wi­dome widzi.

K. Wój­to­wicz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

2 Responses to “Słowo o słowach…”

  1. W. Says:

    Piękne :)

    co jakiś czas wpa­dają mi w ręce ewan­ge­lie apo­kry­ficzne, jak „Ewan­ge­lia według Piłata“ czy „„Dobry czło­wiek Jezus i łotr Chry­stus“ — chyba potrzeba takiego pisa­nia bie­rze się z jakie­goś „Zache­uszo­wego rozpędu“,

    ale przy­po­wieść Wój­to­wi­cza to cał­kiem inny nurt — dziękuję.

  2. Non sum dignus | Blog księdza Tomasza Delurskiego Says:

    […] słowa budu­jące i nisz­czące. Gorące i let­nie. Według wiary i według jej braku. Słowo o sło­wach Ver­bum caro fac­tum est Podziel się […]

Leave a Reply