
„Zastanawiam się niekiedy, jak mogą postrzegać księdza ludzie, którzy nie znają bliżej kapłańskiego życia. Przy ołtarzu, pięknie ubrany, odprawia mszę świętą. Potem siada do konfesjonału, by słuchać wyznań o różnych grzechach. Potem idzie do kancelarii, gdzie siedzi za biurkiem, rozmawia i zbiera pieniądze. Chodzi po kolędzie i tez bez koperty nie wychodzi z mieszkania. A przy tym wszystkim mieszka w pięknej plebanii, przed którą parkuje swój samochód. Rzeczywiście — żyć, nie umierać. Zaraz na wstępie moich refleksji o codziennym kapłańskim życiu chciałbym napisać wprost: są księża, którym rzeczywiście żyje się, no właśnie, „super“. (…) Jak bardzo można się pomylić, patrząc na kogoś z daleka, nie poznając jego życia — jak to mówimy — od podszewki. Kiedy patrzę na rodziny spacerujące w niedzielę, w parkach i na ulicach, to też niekiedy mam ochotę pomyśleć sobie: „Jak tym ludziom blogo płynie życie. Tak sobie ten mąż z żoną i z dziećmi spacerują, jedzą lody, śmieją się“. (…) Wiem, że życie rodzinne to nie tylko niedzielne spacery, ale także troska o to, jak związać koniec z końcem. To nie przespane noce przy łóżeczku płaczącego dziecka, to zmęczenie wspólnym wieloletnim mieszkaniem pod jednym dachem z teściami. (…) Podobnie i w życiu kapłańskim. Chodzenie po kolędzie to nie tylko mile wizyty w gościnnych domach, ale i słuchanie opryskliwych uwag (…). Konfesjonał to nie tylko ponoć ekscytujące słuchanie ludzkich grzechów. Opowiadała mi pewna siostra zakonna, jak była świadkiem, kiedy do konfesjonału usiadł, po raz pierwszy w życiu, młodziutki zakonnik. Wyspowiadał kilka osób, wyszedł, usiadł w ławce w kościele i rozpłakał się… (…) Kiedy się patrzy na księdza w kościele, na ulicy czy w samochodzie, kiedy słucha się, co ludzie mówią, to można pomyśleć: ten to ma życie. Może i niektórzy mają. Ale czy wszyscy wiedzą, jak na przykład wygląda starość kapłana? Czy wielu widziało, czy chociaż wie, jak wygląda, gdzie się znajduje dom dla starych księży? Taki jeden, jedyny dom starców, którego nie odwiedzają dzieci, ani wnuki pensjonariuszy. (…) Ludziom świeckim, dla których sensem starości jest troska o dzieci i wnuki, trudno jest niekiedy w ogóle wyobrazić sobie taką sytuację. Nie piszę tego wszystkiego po to,aby kogoś przekonywać, że my księża to mamy bardzo ciężkie życie i że trzeba się nad nami użalać. (…) Wiem, że wszyscy chcielibyście spotykać księży spokojnych, cierpliwych, uśmiechniętych. (…) Ale o ten uśmiech, cierpliwość niekiedy tak trudno. Chyba mnie wszyscy małżonkowie, matki, ojcowie zrozumieją.. Ten bieg zaczyna się niekiedy już na początku grudnia. W dużych parafiach już w tym czasie zaczyna się chodzenie po kolędzie. I wtedy jest się do godziny czternastej w szkole, a już o szesnastej wymarsz na osiedle. Niekiedy w trakcie kolędy jeden jeszcze musi wrócić na wieczorną mszę świętą. Gdy w tym czasie przyjdą rekolekcje adwentowe, to wszystko się jeszcze bardziej potęguje. Jest przecież tyle spowiedzi. Przed samą wigilią co kwadrans dzwonek do drzwi: „ja tylko po opłatek…“. Po świętach dalszy ciąg kolędy. a przez cały czas „nieplanowane“ pogrzeby, wyjścia do chorych i do szpitala, i jeszcze ktoś poprosi o ważną rozmowę. I trzeba być cierpliwym, nawet gdy wśród łez przez pół godziny powtarza chaotycznie w kółko to samo. W czasie wizyty kolędowej biega się jak może. Przecież cały czas trwają normalne spotkania z grupami młodzieżowymi, synodalnymi, z ministrantami. Po tym wszystkim trzeba usiąść w domu i przygotować lekcje do szkoły, kazanie, konferencje na kurs przedmałżeński. (…) Zimą wszystko odkłada się na później, ale po skończonej kolędzie zaczyna się Wielki Post. Rekolekcje, spowiedź w swojej parafii i w parafiach sąsiednich, drogi krzyżowe i gorzkie żale. Potem, po świętach wielkanocnych lekki oddech i już zaraz pierwsze komunie. Dziesiątki spowiedzi dzieci, rodziców, chrzestnych. Potem cała historia powtarza się z bierzmowanymi. A gdy kończy się maj, jeszcze tylko procesja Bożego Ciała i zakończenie roku katechetycznego. Proboszczom przy tym wszystkim dochodzą budowy i remonty kościołów, plebanii, sprawy cmentarza, wizyty w urzędach, ZUS-y katechetów i organistów itp., itd. Nie chcę się użalać, że taki ciężki nasz los. Matki i gospodynie domowe także nie raz zasypiają ze zmęczenia w fotelu. (…) Piszę o tym, byście pamiętali, że czasem brak cierpliwości, uśmiechu, to wcale nie zła wola, tylko przekroczenie jakiejś granicy, za którą niekiedy trudno brać się w garść i iść do ludzi swobodnym i uśmiechniętym. (…) Ci, którzy narzekają, że ksiądz bezmyślnie spowiada, powinni także pamiętać, że to była dla nich pierwsza i ostatnia spowiedź tego dnia, a dla księdza mogła byc już pięćdziesiąta, Trzeba pamiętać, że niekiedy ksiądz chodzący po kolędzie sam może być chory i mieć gorączkę. (…) Nie chcę wszystkiego tłumaczyć. chcę tylko pokazać, że idealny ksiądz, który jest dla wszystkich cierpliwy i grzeczny, dla każdego zawsze ma czas i swoim postępowaniem zawsze zadawala wiernych, jest taką sama utopią, jak małżeństwo, w którym nigdy nie ma sprzeczki. Jak rodzice, którzy nigdy nie zdenerwują się na swoje dzieci.“ x P. Pawlukiewicz, Porozmawiajmy spokojnie o księżach, Warszawa 1997.
I na koniec kilka myśli pewnego bielańskiego proboszcza:
Styczeń 4th, 2011 at 10:44
„… przed kapłaństwem klękam“