
Jezus wyszedł znowu nad jezioro. Cały lud przychodził do Niego, a On go nauczał. A przechodząc ujrzał Lewiego, syna Alfeusza, siedzącego w komorze celnej, i rzekł do niego: „Pójdź za Mną“. On wstał i poszedł za Nim.
Jezus usłyszał to i rzekł do nich: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników“.
I znów trzeba zacząć od Miłości. Inaczej nie da się zrozumieć tej Ewangelii. Miłość nie dzieli, miłość nie różnicuje na tych godnych i tych godnych pogardy. Miłość zasiada przy stole, zaprasza do stołu. Miłość wchodzi w odrzucenie, pogardę, we wszelkie odłączenie. Przecież wiadomo co ludzie powiedzą. To ten je z grzesznikami, celnikami, prostytutkami, kolaborantami. A Mistrz jest w tym cudownie wolny. To prawdziwa Dobra Nowina; Ewangelia. Nie przyszedłem do sprawiedliwych, ale do grzeszników. Do tych, którzy maja poplątane losy. Do tych, którzy gdzieś w kruchcie kościoła nie śmią oczu podnieść. Miłość przychodzi i zasiada do stołu.
„Jeżeli zasiadłeś do jednego stołu z wrogiem i łamałeś się z nim chlebem, wróg przestawał być wrogiem, a stawał się twoim przyjacielem, jeżeli spożyłeś przy jednym stole posiłek z człowiekiem niższego od ciebie pochodzenia, podniosłeś go do własnej wysokości i uczyniłeś go sobie równym, jeżeli wiodłeś z twoim sąsiadem spór, ale potem zaprosiłeś go do swego domu, ugościłeś go i jadłeś z nim z jednej miski, było to dowodem, żeś wyrzucił z serca wszelką ku niemu niechęć” – pisze Brandstaetter. Miłość po dziś dzień łamie chleb.
Nadszedł czas kolędy. Wchodzę do wielu domów. Również tych gdzie mieszkają celnicy i grzesznicy. Czasem chciałbym unieść się w świętym gniewie. Czasem i tak trzeba, by być jak Jan Chrzciciel. Czasem jednak przypomina mi się wiersz księdza Twardowskiego i milknę.
„Nie przyszedłem pana nawracać
zresztą wyleciały mi z głowy wszystkie mądre kazania
jestem od dawna obdarty z błyszczenia
jak bohater w zwolnionym tempie
nie będę panu wiercić dziury w brzuchu
pytając co pan sądzi o Mertonie
nie będę podskakiwał w dyskusji jak indor
z czerwoną kapką na nosie
nie wypięknieję jak kaczor w październiku
nie podyktuję łez, które się do wszystkiego przyznają
nie zacznę panu wlewać do ucha świętej teologii łyżeczką
po prostu usiądę przy panu
i zwierzę mój sekret
że ja, ksiądz
wierzę Panu Bogu jak dziecko.“
Styczeń 15th, 2011 at 16:35
Panie Jezu.Codziennie stajesz na drodze mojego życia. Wskazujesz na mnie palcem i mówisz :„Pójdź za Mną“.
Staram się iść za Tobą. Staram się… Chcę.
Jednak moje dobre chęci, pragnienia bardzo często przegrywają z moimi słabościami, grzechami. Potykam się często o własną dumę i pychę.
Upadam.
Lecz Ty nie zostawiasz mnie, nie krytykujesz, nie osądzasz. Jesteś ze mną. Podnosisz. Leczysz. Opatrujesz rany. Wybaczasz. Zapraszasz na ucztę. Nie gardzisz. Zasiadasz przy jednym stole.
Ciągle słyszę “ Pójdź za Mną“. Idę. Często jak dziecko we mgle. Błądzę. Gubię się.
Ale idę. Bo widzę sens.
Ty Jesteś Sensem.
Miłością.