Zapisz jako PDF Wydrukuj

Na uczcie z Mistrzem

Posted by: xTom in Ewangelia Add comments

Jezus wyszedł znowu nad jezioro. Cały lud przy­cho­dził do Niego, a On go nauczał. A prze­cho­dząc ujrzał Lewiego, syna Alfe­usza, sie­dzą­cego w komo­rze cel­nej, i rzekł do niego: „Pójdź za Mną“. On wstał i poszedł za Nim.

Gdy Jezus sie­dział w jego domu przy stole, wielu cel­ni­ków i grzesz­ni­ków sie­działo razem z Jezu­sem i Jego uczniami. Było bowiem wielu, któ­rzy szli za Nim. Nie­któ­rzy uczeni w Piśmie spo­śród fary­ze­uszów widząc, że je z grzesz­ni­kami i cel­ni­kami, mówili do Jego uczniów: „Czemu On je i pije z cel­ni­kami i grzesznikami?“

Jezus usły­szał to i rzekł do nich: „Nie potrze­bują leka­rza zdrowi, lecz ci, któ­rzy się źle mają. Nie przy­sze­dłem powo­łać spra­wie­dli­wych, ale grzeszników“.

I znów trzeba zacząć od Miło­ści. Ina­czej nie da się zro­zu­mieć tej Ewan­ge­lii. Miłość nie dzieli, miłość nie róż­ni­cuje na tych god­nych i tych god­nych pogardy. Miłość zasiada przy stole, zapra­sza do stołu. Miłość wcho­dzi w odrzu­ce­nie, pogardę, we wszel­kie odłą­cze­nie. Prze­cież wia­domo co ludzie powie­dzą. To ten je z grzesz­ni­kami, cel­ni­kami, pro­sty­tut­kami, kola­bo­ran­tami. A Mistrz jest w tym cudow­nie wolny. To praw­dziwa Dobra Nowina; Ewan­ge­lia. Nie przy­sze­dłem do spra­wie­dli­wych, ale do grzesz­ni­ków. Do tych, któ­rzy maja poplą­tane losy. Do tych, któ­rzy gdzieś w kruch­cie kościoła nie śmią oczu pod­nieść. Miłość przy­cho­dzi i zasiada do stołu.

Jeżeli zasia­dłeś do jed­nego stołu z wro­giem i łama­łeś się z nim chle­bem, wróg prze­sta­wał być wro­giem, a sta­wał się twoim przy­ja­cie­lem, jeżeli spo­ży­łeś przy jed­nym stole posi­łek z czło­wie­kiem niż­szego od cie­bie pocho­dze­nia, pod­nio­słeś go do wła­snej wyso­ko­ści i uczy­ni­łeś go sobie rów­nym, jeżeli wio­dłeś z twoim sąsia­dem spór, ale potem zapro­si­łeś go do swego domu, ugo­ści­łeś go i jadłeś z nim z jed­nej miski, było to dowo­dem, żeś wyrzu­cił z serca wszelką ku niemu nie­chęć” – pisze Brand­sta­et­ter. Miłość po dziś dzień łamie chleb.

Nad­szedł czas kolędy. Wcho­dzę do wielu domów. Rów­nież tych gdzie miesz­kają cel­nicy i grzesz­nicy. Cza­sem chciał­bym unieść się w świę­tym gnie­wie. Cza­sem i tak trzeba, by być jak Jan Chrzci­ciel. Cza­sem jed­nak przy­po­mina mi się wiersz księ­dza Twar­dow­skiego i milknę.

Nie przy­sze­dłem pana nawra­cać
zresztą wyle­ciały mi z głowy wszyst­kie mądre kaza­nia
jestem od dawna obdarty z błysz­cze­nia
jak boha­ter w zwol­nio­nym tem­pie
nie będę panu wier­cić dziury w brzu­chu
pyta­jąc co pan sądzi o Mer­to­nie
nie będę pod­ska­ki­wał w dys­ku­sji jak indor
z czer­woną kapką na nosie
nie wypięk­nieję jak kaczor w paź­dzier­niku
nie podyk­tuję łez, które się do wszyst­kiego przyznają

nie zacznę panu wle­wać do ucha świę­tej teo­lo­gii łyżeczką

po pro­stu usiądę przy panu
i zwie­rzę mój sekret
że ja, ksiądz
wie­rzę Panu Bogu jak dziecko.“

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

One Response to “Na uczcie z Mistrzem”

  1. MAK. Says:

    Panie Jezu.Codziennie sta­jesz na dro­dze mojego życia. Wska­zu­jesz na mnie pal­cem i mówisz :„Pójdź za Mną“.
    Sta­ram się iść za Tobą. Sta­ram się… Chcę.
    Jed­nak moje dobre chęci, pra­gnie­nia bar­dzo czę­sto prze­gry­wają z moimi sła­bo­ściami, grze­chami. Poty­kam się czę­sto o wła­sną dumę i pychę.
    Upa­dam.
    Lecz Ty nie zosta­wiasz mnie, nie kry­ty­ku­jesz, nie osą­dzasz. Jesteś ze mną. Pod­no­sisz. Leczysz. Opa­tru­jesz rany. Wyba­czasz. Zapra­szasz na ucztę. Nie gar­dzisz. Zasia­dasz przy jed­nym stole.
    Cią­gle sły­szę “ Pójdź za Mną“. Idę. Czę­sto jak dziecko we mgle. Błą­dzę. Gubię się.
    Ale idę. Bo widzę sens.
    Ty Jesteś Sen­sem.
    Miłością.

Leave a Reply