
Jezus oddalił się ze swymi uczniami w stronę jeziora. A szło za Nim wielkie mnóstwo ludu z Galilei. Także z Judei, z Jerozolimy, z Idumei i Zajordania oraz z okolic Tyru i Sydonu szło do Niego mnóstwo wielkie na wieść o Jego wielkich czynach. Toteż polecił swym uczniom, żeby łódka była dla Niego stale w pogotowiu ze względu na tłum, aby się na Niego nie tłoczyli. Wielu bowiem uzdrowił i wskutek tego wszyscy, którzy mieli jakieś choroby, cisnęli się do Niego, aby się Go dotknąć. Nawet duchy nieczyste, na Jego widok, padały przed Nim i wołały: Ty jesteś Syn Boży. Lecz On surowo im zabraniał, żeby Go nie ujawniały.
Wielu szło za Mistrzem. Ci z Jerozolimy, którzy byli blisko przymierza i ci z okolic Tyru i Sydonu. Szli ciekawscy i ci, którzy wierzyli w cud. Szli ci, którzy chcieli zdemaskować kolejnego fałszywego Mesjasza i ci, którzy życie za Niego oddadzą. Tłum był wielki. Tekst grecki mówi, że ludzie nie tyle tloczyli się, co napadali na Niego. Minęły 2000 lat. My nadal idziemy za Nim. Wierzący i poszukujący. Ci, którzy wierzą prawdziwie i ci, którym wydaje się, że wierzą. Wielki tlum z tegorocznej kolędy. A szło za Nim wielkie mnóstwo ludu z Białobrzeskiej i z Bitwy Warszawskiej. Z Korotyńskiego i Grójeckiej. Przychodzimy do Niego już nie po to, by sie Go dotknąć, ale po to, by Go spożyć…
Styczeń 20th, 2011 at 14:22
To jest piękne. Człowiek, czy chce, czy nie, czy sobie zdaje sprawę, czy nie — zmierza i idzie za Bogiem. Warto odpowiedzieć sobie na pytanie — dlaczego.