Gdy znowu wielki tłum był z Jezu­sem i nie mieli co jeść, przy­wo­łał do sie­bie uczniów i rzekł im: „Żal mi tego tłumu, bo już trzy dni trwają przy Mnie, a nie mają co jeść. A jeśli ich pusz­czę zgłod­nia­łych do domu, zasłabną w dro­dze; bo nie­któ­rzy z nich przy­szli z daleka“.

Odpo­wie­dzieli ucznio­wie: „Skąd tu na pust­ko­wiu będzie mógł ktoś nakar­mić ich chle­bem?“ Zapy­tał ich: „Ile macie chle­bów?“ Odpo­wie­dzieli: „Sie­dem“. I pole­cił ludowi usiąść na ziemi. A wziąw­szy te sie­dem chle­bów, odmó­wił dzięk­czy­nie­nie, poła­mał i dawał uczniom, aby je roz­dzie­lali. I roz­dali tłu­mowi. Mieli też kilka rybek. I nad tymi odmó­wił bło­go­sła­wień­stwo i pole­cił je roz­dać. Jedli do syto­ści, a pozo­sta­łych ułom­ków zebrali sie­dem koszów. Było zaś około czte­rech tysięcy ludzi. Potem ich odpra­wił. Zaraz też wsiadł z uczniami do łodzi i przy­był w oko­lice Dalmanuty.
Skąd tu na pust­ko­wiu znaj­dziemy chleb? Tylu głod­nych zmie­rza przez tę pusty­nię wiel­kiego mia­sta, w poczu­ciu swo­jej syto­ści. „Żal mi tego ludu…“. Scho­wani w krza­kach, uni­ka­jący Boga a jed­no­cze­śnie głodni tego cho­dze­nia w porze powiewu wia­tru. Z Miło­ści powsta­li­śmy, Miło­ści szu­kamy i do Miło­ści chcemy wró­cić. My błą­dzący Ara­mej­czycy, głodni potom­ko­wie Adama. Wzięci z ziemi raj­skiej i do ziemi ogrodu na Wscho­dzie tęsk­niący. „Ile macie chle­bów?“ Sie­dem. Wystar­czy. Codzien­nie Wielka Miłość przy­cho­dzi w małej postaci. Chleb zdolny nakar­mić głód. Ukryty Bóg, w lek­kim powie­wie eucha­ry­stycz­nego zachwytu.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Leave a Reply