Bóg posłał anioła Gabriela do mia­sta w Gali­lei, zwa­nego Naza­ret, do Dzie­wicy poślu­bio­nej mężowi, imie­niem Józef, z rodu Dawida; a Dzie­wicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: „Bądź pozdro­wiona, pełna łaski, Pan z Tobą, bło­go­sła­wiona jesteś mię­dzy nie­wia­stami“. Ona zmie­szała się na te słowa i roz­wa­żała, co mia­łoby zna­czyć to pozdro­wie­nie. Lecz anioł rzekł do Niej: „Nie bój się, Maryjo, zna­la­złaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i poro­dzisz Syna, któ­remu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Naj­wyż­szego, a Pan Bóg da Mu tron Jego pra­ojca, Dawida. Będzie pano­wał nad domem Jakuba na wieki, a Jego pano­wa­niu nie będzie końca“.

Na to Maryja rze­kła do anioła: „Jakże się to sta­nie, skoro nie znam męża?“ Anioł jej odpo­wie­dział: „Duch Święty zstąpi na Cie­bie i moc Naj­wyż­szego osłoni Cię. Dla­tego też Święte, które się naro­dzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto rów­nież krewna Twoja, Elż­bieta, poczęła w swej sta­ro­ści syna, i jest już w szó­stym mie­siącu ta, która ucho­dzi za nie­płodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego“.
Na to rze­kła Maryja: „Oto ja słu­żeb­nica Pań­ska, niech mi się sta­nie według twego słowa“. Wtedy odszedł od Niej anioł.
Anioł leciał ciężki od wia­do­mo­ści, którą miał prze­ka­zać. Ona zmie­szała się. Zaufała i Słowo stało się cia­łem. Nikt nie nazwał Syna zlep­kiem komó­rek. 120 ooo zabi­tych dzieci dzien­nie. 46 000 000 rocz­nie. Ogromny krzyk dzieci, które nie mają siły, by się bronić.
„Wie­cie, Pan poka­zał mi wszyst­kie te rze­czy, któ­rych nie jeste­śmy w sta­nie ujrzeć naszymi ziem­skimi oczyma, w „Księ­dze Życie“. Uka­zał mi, co się wyda­rzyło, gdy lekarz prze­pro­wa­dzał abor­cję. Zoba­czy­łam tego leka­rza, jak trzy­mał coś na kształt obcęg, któ­rymi chwy­cił dziecko i roz­drob­nił je na kawałki. Dziecko krzy­czy z całej siły. O mój Boże, tak bar­dzo krzy­czy. (…) Łono kobiety, które poczęło, pełne jest świa­tła, bla­sku zjed­no­cze­nia Pana z tą nowo stwo­rzoną duszą. I gdy mor­dercy i per­so­nel kli­nik abor­cyj­nych chwy­tają dziecko obcę­gami i roz­człon­ko­wują je, jak bar­dzo wal­czy o życie ta maleńka istota. Zoba­czy­łam, jak Pan drżał i wzdry­gał się, gdy wyry­wali z Jego rąk tę duszę. Gdy zabija się taki dziecko, to ono tak gło­śno krzy­czy, że całe Niebo drży i trzę­sie się. (…) Ale i w pie­kle roz­lega się krzyk, ale try­umfu, porów­ny­walny z okrzy­kiem na sta­dio­nie piłki noż­nej, gdy ktoś strzeli gola. Pie­kło jet takim sta­dio­nem, ogrom­nym, nie­da­ją­cym się ogar­nąć wzro­kiem boiskiem peł­nym demo­nów, dia­błów, któ­rzy odnió­sł­szy try­umf krzy­czą jak sza­leni. (…) Bro­dzimy we krwi tych nie­win­nych dzieci i nawet tego nie zauwa­żamy. Jest to dla nas nor­malną rze­czą; jest po pro­stu na porządku dzien­nym. Gdy ktoś anga­żuje się w walkę prze­ciwko abor­cji, przed­sta­wiany jest jako fana­tyk, kon­ser­wa­ty­sta, ktoś sta­ro­modny i tro­chę sza­lony. To jest jeden z naj­więk­szych try­um­fów księ­cia pie­kła, sza­tana. Jak ma być dobrze na tym świe­cie, jeśli to cena nie­win­nej krwi każ­dego nie­na­ro­dzo­nego spra­wia, że nowe demony wypusz­czane są na zie­mię? Wkrótce tanie się od nich na świe­cie ciemno.“ dr G. Polo

„Miarą cywi­li­za­cji — miarą uni­wer­salną, ponad­cza­sową, obej­mu­jącą wszyst­kie kul­tury — jest jej sto­su­nek do życia. Cywi­li­za­cja, która odrzuca bez­bron­nych, zasłu­guje na miano barbarzyńskiej. (…)

«Wiele razy powta­rzam — i jestem tego pewny — że naj­więk­szym nie­bez­pie­czeń­stwem zagra­ża­ją­cym poko­jowi jest dzi­siaj abor­cja. Jeżeli matce wolno zabić wła­sne dziecko, cóż może powstrzy­mać cie­bie i mnie, byśmy się nawza­jem nie poza­bi­jali? (…) Kto weź­mie odpo­wie­dzial­ność przed Bogiem za miliony i miliony dzieci, któ­rym nie dano szansy na to, by żyły, kochały i były kochane?»

Z tego miej­sca jesz­cze raz powta­rzam to, co powie­dzia­łem w paź­dzier­niku ubie­głego roku: „naród, który zabija wła­sne dzieci, jest naro­dem bez przy­szło­ści“. [Wierz­cie, że nie było mi łatwo to powie­dzieć. Nie było mi łatwo powie­dzieć to z myślą o moim naro­dzie, bo ja pra­gnę dla niego przy­szło­ści, wspa­nia­łej przy­szło­ści.] Potrzebna jest więc powszechna mobi­li­za­cja sumień i wspólny wysi­łek etyczny, aby wpro­wa­dzić w czyn wielką stra­te­gię obrony życia. Dzi­siaj świat stał się areną bitwy o życie.“ Jan Paweł II, Kalisz 1997.

Bądźmy gło­sem sumie­nia tych, któ­rzy już nie sły­szą. Gło­sem sumie­nia leka­rzy, matek, ojców. Bądźmy gło­sem dzieci, z serc któ­rych wydo­bywa się niemy krzyk. Non possu­mus!



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

2 Responses to “Cokol­wiek uczy­ni­li­ście jed­nemu z tych braci moich najmniejszych…”

  1. Wiesława Says:

    Był 25. marca A. D. 2011. Poszłam z mężem na mszę świętą o godzi­nie 18. Mszy prze­wod­ni­czył biskup. Po mszy wyru­szy­li­śmy w mar­szu dla życia. Padał deszcz. Kiedy docho­dzi­li­śmy do kościoła, w któ­rym zakoń­czył się Marsz dla życia, zaczął padać śnieg. Było dużo pięk­nych słów. Sporo osób ślubo­wało roczną modli­twę w inten­cji dziecka poczę­tego. — Dla­czego przez całe to nabo­żeń­stwo czu­łam się jak dziecko po aborcji?

  2. Ewa zwana Basią Says:

    Prze­ciwko fizycz­nemu zabój­stwu — abor­cji jest wiele pro­te­stów. Dobrze jest uświa­da­miać, że to zło, że tak się nie godzi. Źle — robić na takim tema­cie poli­tyczny biz­nes (z obu stron sporu). Ale ja mam jesz­cze inne reflek­sje — dużo się mówi o fizycz­nym zabój­stwie, ale groź­niej­sze jest zabi­ja­nie dusz w tych mło­dych już naro­dzo­nych, zabi­ja­nie rado­ści, zabi­ja­nie myśle­nia — tre­sura na try­bik w maszynce i wpa­ja­nie cyni­zmu. O tym nie chce mówić nikt :(

Leave a Reply