Obok krzyża Jezusa stały: Matka Jego i sio­stra Matki Jego, Maria, żona Kle­ofasa, i Maria Mag­da­lena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i sto­ją­cego obok Niej ucznia, któ­rego miło­wał, rzekł do Matki: „Nie­wia­sto, oto syn Twój“. Następ­nie rzekł do ucznia: „Oto Matka twoja“. I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie.

Kró­lowa bole­sna z ser­cem sied­mio­kroć prze­bi­tym. Od tej godziny wziąć Ją do sie­bie. Słusz­nie się Nią chlu­bimy. Vivat Polo­nus, unus defen­sor Mariae pisał Mic­kie­wicz. I dumni jeste­śmy, że Sobie­ski w Jej imię powstrzy­mał Tur­ków. Potem w Jej święto pod War­szawą poko­na­li­śmy zarazę bol­sze­wicką. I że kar­dy­nał Hlond wie­ścił, że zwy­cię­stwo przez Nią przyj­dzie. I że kar­dy­nał Wyszyń­ski wszystko na Nią posta­wił. I że bło­go­sła­wiony papież wołał „Totus tuus“, że jedna ręka strze­lała a druga pro­wa­dziła kulę. Cza­sem jed­nak wstyd, że taki głupi masz Maryja ten naród. Ojco­wie śpie­wali: „nie będzie Nie­miec pluł nam w twarz“, a my sami sobie plu­jemy. Powstają z mar­twych dawne wady naro­dowe: pie­niac­two, zawiść, pry­wata. Jak­by­śmy zapo­mnieli czy­imi jeste­śmy dziećmi. I nie piszę tego o poli­ty­kach. Piszę o rodzi­nach, o tym co się dzieje za ścianą. Myślę o dzie­ciach, które na pierw­szą komu­nię dosta­wały róża­niec. Potem waż­niej­szy był kom­pu­ter czy rower. Róża­niec odszedł w cień. Myślę o mło­dzieży matu­ral­nej, która przed egza­mi­nami doj­rza­ło­ści tłumni zmie­rza ku Jasnej Górze a potem, jak w Ewan­ge­lii, tak mało przy­cho­dzi podzię­ko­wać. Myślę o rodzi­nach, które już nie klę­kają wspól­nie do wie­czor­nej modli­twy, a potem mówią w kon­fe­sjo­nale, że nie widzą Boga w swoim życiu. Myślę w końcu o ślubach Jasno­gór­skich z 56 roku, gdzie nasi ojco­wie i nasze matki ślubo­wały bro­nić życia…

Dziw­nym jeste­śmy królestwem…

Mam jed­nakże przy­jem­ność współ­pracy z Domo­wym Kościo­łem. I widzę jak wiara potrafi rosnąć. Jak rodzice i dzieci wspól­nie wie­czo­rem klę­kają do modli­twy. Widzę jak mał­żon­ko­wie roz­ma­wiają ze sobą, a nie tylko wymie­niają infor­ma­cję. I tu kró­le­stwo Matki się roz­sze­rza. Przez rodzinę. Chlu­bimy się z tych wiel­kich Pola­ków, o któ­rych pisa­łem wcze­śniej, a prze­cież każdy z nich w bio­gra­fii ma momenty gdzie widział rodzi­ców na kola­nach, zato­pio­nych w Bogu. Takie kró­le­stwo jest moż­liwe jeśli wszystko będziemy zaczy­nać tak, jak roz­po­czy­nała się majowa kon­sty­tu­cja: „W imię Boga w Trójcy Jedy­nego“. I jesz­cze oddajmy głos bło­go­sła­wio­nemu synowi tej pol­skiej Maryj­nej poboż­no­ści, który krzy­czał w 1991 roku:

„Oto matka moja i moi bra­cia“. Może dla­tego mówię tak, jak mówię, ponie­waż to jest moja matka, ta zie­mia! To jest moja matka, ta Ojczy­zna! To są moi bra­cia i sio­stry! I zro­zum­cie, wy wszy­scy, któ­rzy lek­ko­myśl­nie pod­cho­dzi­cie do tych spraw, zro­zum­cie, że te sprawy nie mogą mnie nie obcho­dzić, nie mogą mnie nie boleć! Was też powinny boleć! Łatwo jest znisz­czyć, trud­niej odbu­do­wać. Zbyt długo nisz­czono! Trzeba inten­syw­nie odbu­do­wy­wać! Nie można dalej lek­ko­myśl­nie nisz­czeć!

I jesz­cze jako biskup w utwo­rze „Myśląc Ojczyzna“:

Ojczy­zna – kiedy myślę – wów­czas wyra­żam sie­bie i zako­rze­niam,
mówi mi o tym serce, jakby ukryta gra­nica, która ze mnie prze­biega ku innym,
aby wszyst­kich ogar­niać w prze­szłość daw­niej­szą niż każdy z nas:
z niej się wyła­niam… gdy myślę Ojczy­zna – by zamknąć ją w sobie jak skarb.
Pytam wciąż, jak ją pomno­żyć, jak posze­rzyć tę prze­strzeń, którą wypełnia.

(…)

Drzewo wia­do­mo­ści dobrego i złego wyra­stało nad brze­gami rzek naszej ziemi, wyra­stało
wraz z nami przez wieki, wra­stało w Kościół korze­niami sumień.
Nie­śli­śmy owoce, które ciążą i które wzbo­ga­cają. Czu­li­śmy, jak głę­boko roz­sz­cze­pia się
pień, choć korze­nie wra­stają w jeden grunt…
Histo­ria war­stwą wyda­rzeń powleka zma­ga­nia sumień. W war­stwie tej drgają zwy­cię­stwa
i upadki. Histo­ria ich nie pokrywa, lecz uwy­dat­nia…
Czyż może histo­ria popły­nąć prze­ciw prą­dowi sumień?

(…)

Słaby jest lud, jeśli godzi się ze swoją klę­ską, gdy zapo­mina, że został posłany, by czu­wać
aż przyj­dzie jego godzina. Godziny wciąż powra­cają na wiel­kiej tar­czy histo­rii.
Oto litur­gia dzie­jów. Czu­wa­nie jest sło­wem Pana i sło­wem Ludu, które będziemy
przyj­mo­wać cią­gle na nowo. Godziny prze­cho­dzą w psalm nie­usta­ją­cych nawró­ceń:
Idziemy uczest­ni­czyć w Eucha­ry­stii światów.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

4 Responses to “W imię Boga w Trójcy Jedynego“”

  1. Andrzej Says:

    Co się stało,ze ksiądz tak długo nic nie pisze ?

  2. xTom Says:

    Zasta­na­wiam się czy dalej pro­wa­dzić ten blog. Cho­dzi mi o infor­ma­cje zwrotną czy zamiesz­czane tu tek­sty są czy­tany, czy w czymś poma­gają czy raczej zaciem­nieją, co można popra­wić itd itp. Jak dotych­czas to odzew jest bar­dzo slaby

  3. ela Says:

    Oczy­wi­ście że są czy­tane! Uwa­żam że nie są to „pro­ste“ zatrzy­ma­nia nad ewan­ge­lią, nie­które tektsy są trudne, ale może o to cho­dzi żeby się cza­sem zasta­no­wić, pomy­śleć. Pro­szę niech się ksiądz nie znie­chęca :)

  4. Beata Says:

    Rów­nież przy­łą­czam się do prośby, aby Ksiądz nie rezy­gno­wał z pro­wa­dze­nia tego bloga (oczy­wi­ście każdą inną decy­zję usza­nuję;). Może małym argu­men­tem za będzie to, że tek­sty Księ­dza zawsze pro­wa­dzą mnie (i zapwene nie tylko mnie) do głęb­szych prze­my­ślań nt. Ewan­ge­lii, ludzi, i … wła­snej codzien­nej drogi do Chry­stusa . Ponadto czę­sto te „pro­ste prze­my­śle­nia“ są dla mnie umoc­nie­niem, utwier­dze­niem, że są tacy, dla któ­rych Jezus rze­czy­wi­ście JEST.

Leave a Reply