Jezus powie­dział do swo­ich apo­sto­łów. „Idź­cie i gło­ście: «Bli­skie już jest kró­le­stwo nie­bie­skie». Uzdra­wiaj­cie cho­rych, wskrze­szaj­cie umar­łych, oczysz­czaj­cie trę­do­wa­tych, wypę­dzaj­cie złe duchy. Darmo otrzy­ma­li­ście, darmo dawaj­cie. Nie zdo­by­waj­cie złota ani sre­bra, ani mie­dzi do swych trzo­sów. Nie bierz­cie na drogę torby ani dwóch sukien, ani san­da­łów, ani laski. Wart jest bowiem robot­nik swej strawy.

A gdy przyj­dzie­cie do jakie­goś mia­sta albo wsi, wywiedz­cie się, kto tam jest godny, i u niego zatrzy­maj­cie się, dopóki nie wyj­dzie­cie. Wcho­dząc do domu, powi­taj­cie go pozdro­wie­niem. Jeśli dom na to zasłu­guje, niech zstąpi na niego pokój wasz; jeśli nie zasłu­guje, niech pokój wasz powróci do was.
Gdyby was gdzie nie chciano przy­jąć i nie chciano słu­chać słów waszych, wycho­dząc z takiego domu albo mia­sta, strzą­śnij­cie proch z nóg waszych. Zaprawdę powia­dam wam: Ziemi sodom­skiej i gomo­rej­skiej lżej będzie w dzień sądu niż temu miastu“.
Bli­skie jest kró­le­stwo choć wciąż nie nad­cho­dzi. A może przy­cho­dzi, tylko my go nie dostrze­gamy. Może kró­le­stwo jest mię­dzy tymi, któ­rzy potra­fią kochać i wyba­czać. Może jest w uśmie­chu dziecka, któ­remu pozwo­lono żyć. Może jest w cier­pie­niu, które nie pozwala spać i nie pozwala zapo­mnieć, że jest potrzebne, aby ofia­ro­wa­nie stało się cia­łem. Może nie ja powi­nie­nem o tym pisać… Widzia­łem to kró­le­stwo… Wiele lat temu. Byłem młod­szy, poje­cha­łem na kurs ewan­ge­li­za­cji. Kilka dni i wypusz­czono nas po dwóch i trzech do pew­nego mia­steczka. Bez niczego, na kilka dni. Zada­nie było pro­ste; mówić o Jezu­sie. I szli­śmy. Bywało róż­nie. Jedni otwie­rali drzwi i słu­chali, inni prze­kli­nali. Cza­sem przy­po­mi­nam sobie te twa­rze. Niczego nam wtedy nie bra­ko­wało, choć nie mie­li­śmy nic. Potem wró­ci­łem, skoń­czy­łem stu­dia. Biskup poło­żył na mnie dło­nie. Sma­ko­wa­łem świę­tego Toma­sza, Augu­styna. Obro­słem w rze­czy i zabez­pie­cze­nia. W szkole kazali mi zało­żyć konto w banku. Dosta­łem pokoik na Ocho­cie. Kupi­łem kota. I świat się nie zawa­lił, zwy­kła kolej rze­czy ktoś powie. Tylko ja już chyba nie potra­fię tak jak kie­dyś, tak po pro­stu… I szu­kam kró­le­stwa, które przy­cho­dzi i wciąż mi się wymyka z rąk. Bo nie mam dłoni pustych by je przy­jąć tak pokorne jak przy­cho­dzi… Trudno mi będzie umie­rać, tak myślę teraz w nocy, gdy kształty rze­czy się zacie­rają. Tyle we mnie ziemi, któ­rej w dzień sądu będzie gorzej niż sodom­skiej i gomorejskiej…

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

6 Responses to “Kró­le­stwo o twa­rzy dziecka”

  1. ela Says:

    Nie wiem czy Je ksiądz kie­dyś znaj­dzie ale nigdy nie wolno prze­stać szu­kać…:)
    …nie­po­kój zaspo­ko­je­nia
    Niech pcha czło­wieka ku tru­dom i zno­jom;
    Jeśli nie dobroć, to cię­żar znu­że­nia
    Wznie­sie go na pierś moją”.

  2. aga Says:

    Powiało jakimś takim zwąt­pie­niem.
    Ale przez co tak naprawdę? Chyba nie przez to konto w banku a tym bar­dziej przez zapewne milu­siń­skiego kota?
    Byłem młody?! A co będzie jak księ­dzu stuk­nie trzy­dziestka?!
    Reflek­cje są potrzebne, te o umie­ra­niu też, ale nie ma się co tak przej­mo­wać :)
    Ja myślę, że ksiądz bar­dzo dużo potrafi i robi dobrego i będzie cały czas nie­stru­dze­nie szukać.

  3. xTom Says:

    wiara i zwąt­pie­nie wszystko się jakoś prze­wija. I nie napi­sa­łem „byłem młody“ tylko „młod­szy“ a to róż­nica :)

  4. aga Says:

    ok, to róż­nica.
    Jestem wyczu­lona ostat­nio na zwąt­pie­nia, kole­żanka popeł­niła samo­bój­stwo a po tym fak­cie oka­zało się, po poważ­nych roz­mo­wach, że kil­koro innych moich zna­jo­mych o tym myślało (ku mojemu zdu­mie­niu).
    No i jest cieżko.
    Darmo otrzy­mane życie i się z niego rezy­gnuje… Zasta­na­wiam się tylko dla­czego Bóg, tak po pro­stu nie wystar­cza? Owszem, może być ciężko w życiu, ze sobą, ale oprócz sądu jest miło­sier­dzie Boże. I to też za mało..

  5. xTom Says:

    bo wiara prze­plata się ze wątpieniem…

  6. Barbara Says:

    Wąt­pli­wo­ści w wie­rze są po to, aby w niej nie zasnąć. Nic tak nie służy roz­wo­jowi życia ducho­wego, jak wąt­pli­wo­ści. To one spra­wiają, że czło­wiek staje się zimny lub gorący. Naj­gor­sza jest obo­jęt­ność. Gdzieś wyczy­ta­łam, że zamraża na śmierć.

Leave a Reply