lip 08

Jezus powiedział do swoich apostołów. „Idźcie i głoście: «Bliskie już jest królestwo niebieskie». Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie. Nie zdobywajcie złota ani srebra, ani miedzi do swych trzosów. Nie bierzcie na drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski. Wart jest bowiem robotnik swej strawy.
A gdy przyjdziecie do jakiegoś miasta albo wsi, wywiedzcie się, kto tam jest godny, i u niego zatrzymajcie się, dopóki nie wyjdziecie. Wchodząc do domu, powitajcie go pozdrowieniem. Jeśli dom na to zasługuje, niech zstąpi na niego pokój wasz; jeśli nie zasługuje, niech pokój wasz powróci do was.
Gdyby was gdzie nie chciano przyjąć i nie chciano słuchać słów waszych, wychodząc z takiego domu albo miasta, strząśnijcie proch z nóg waszych. Zaprawdę powiadam wam: Ziemi sodomskiej i gomorejskiej lżej będzie w dzień sądu niż temu miastu“.
Bliskie jest królestwo choć wciąż nie nadchodzi. A może przychodzi, tylko my go nie dostrzegamy. Może królestwo jest między tymi, którzy potrafią kochać i wybaczać. Może jest w uśmiechu dziecka, któremu pozwolono żyć. Może jest w cierpieniu, które nie pozwala spać i nie pozwala zapomnieć, że jest potrzebne, aby ofiarowanie stało się ciałem. Może nie ja powinienem o tym pisać… Widziałem to królestwo… Wiele lat temu. Byłem młodszy, pojechałem na kurs ewangelizacji. Kilka dni i wypuszczono nas po dwóch i trzech do pewnego miasteczka. Bez niczego, na kilka dni. Zadanie było proste; mówić o Jezusie. I szliśmy. Bywało różnie. Jedni otwierali drzwi i słuchali, inni przeklinali. Czasem przypominam sobie te twarze. Niczego nam wtedy nie brakowało, choć nie mieliśmy nic. Potem wróciłem, skończyłem studia. Biskup położył na mnie dłonie. Smakowałem świętego Tomasza, Augustyna. Obrosłem w rzeczy i zabezpieczenia. W szkole kazali mi założyć konto w banku. Dostałem pokoik na Ochocie. Kupiłem kota. I świat się nie zawalił, zwykła kolej rzeczy ktoś powie. Tylko ja już chyba nie potrafię tak jak kiedyś, tak po prostu… I szukam królestwa, które przychodzi i wciąż mi się wymyka z rąk. Bo nie mam dłoni pustych by je przyjąć tak pokorne jak przychodzi… Trudno mi będzie umierać, tak myślę teraz w nocy, gdy kształty rzeczy się zacierają. Tyle we mnie ziemi, której w dzień sądu będzie gorzej niż sodomskiej i gomorejskiej…
Lipiec 8th, 2011 at 13:38
Nie wiem czy Je ksiądz kiedyś znajdzie ale nigdy nie wolno przestać szukać…:)
…niepokój zaspokojenia
Niech pcha człowieka ku trudom i znojom;
Jeśli nie dobroć, to ciężar znużenia
Wzniesie go na pierś moją”.
Lipiec 9th, 2011 at 23:27
Powiało jakimś takim zwątpieniem.
Ale przez co tak naprawdę? Chyba nie przez to konto w banku a tym bardziej przez zapewne milusińskiego kota?
Byłem młody?! A co będzie jak księdzu stuknie trzydziestka?!
Reflekcje są potrzebne, te o umieraniu też, ale nie ma się co tak przejmować
Ja myślę, że ksiądz bardzo dużo potrafi i robi dobrego i będzie cały czas niestrudzenie szukać.
Lipiec 9th, 2011 at 23:56
wiara i zwątpienie wszystko się jakoś przewija. I nie napisałem „byłem młody“ tylko „młodszy“ a to różnica
Lipiec 10th, 2011 at 00:39
ok, to różnica.
Jestem wyczulona ostatnio na zwątpienia, koleżanka popełniła samobójstwo a po tym fakcie okazało się, po poważnych rozmowach, że kilkoro innych moich znajomych o tym myślało (ku mojemu zdumieniu).
No i jest cieżko.
Darmo otrzymane życie i się z niego rezygnuje… Zastanawiam się tylko dlaczego Bóg, tak po prostu nie wystarcza? Owszem, może być ciężko w życiu, ze sobą, ale oprócz sądu jest miłosierdzie Boże. I to też za mało..
Lipiec 10th, 2011 at 00:52
bo wiara przeplata się ze wątpieniem…
Lipiec 19th, 2011 at 17:50
Wątpliwości w wierze są po to, aby w niej nie zasnąć. Nic tak nie służy rozwojowi życia duchowego, jak wątpliwości. To one sprawiają, że człowiek staje się zimny lub gorący. Najgorsza jest obojętność. Gdzieś wyczytałam, że zamraża na śmierć.