Gdy tłum został nasy­cony, zaraz Jezus przy­na­glił uczniów, żeby wsie­dli do łodzi i wyprze­dzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczy­nił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wie­czór zapadł, a On sam tam prze­by­wał. Łódź zaś była już sporo sta­diów odda­lona od brzegu, mio­tana falami, bo wiatr był przeciwny.

Lecz o czwar­tej straży noc­nej przy­szedł do nich, kro­cząc po jezio­rze. Ucznio­wie, zoba­czyw­szy Go kro­czą­cego po jezio­rze, zlę­kli się, myśląc, że to zjawa, i ze stra­chu krzyk­nęli. Jezus zaraz prze­mó­wił do nich: „Odwagi, Ja jestem, nie bój­cie się“.
Na to ode­zwał się Piotr: „Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do sie­bie po wodzie“. A On rzekł: „Przyjdź“. Piotr wyszedł z łodzi i kro­cząc po wodzie przy­szedł do Jezusa. Lecz na widok sil­nego wia­tru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyk­nął: „Panie, ratuj mnie“. Jezus natych­miast wycią­gnął rękę i chwy­cił go mówiąc: „Czemu zwąt­pi­łeś, małej wiary?“
Gdy wsie­dli do łodzi, wiatr się uci­szył. Ci zaś, któ­rzy byli w łodzi, upa­dli przed Nim, mówiąc: „Praw­dzi­wie jesteś Synem Bożym.

Chry­stus prze­cha­dza się po jeziorze

Jest noc.

Modlę się do Ciebie.

Lecz Ty nie przychodzisz.

Cóż mi z tego,
Że wiara
Jest prze­dłu­że­niem
Ludz­kiego życia
W wiecz­ność,
Skoro jestem czło­wie­kiem
Małej wiary?

Boję się głębi,
Po któ­rej nie umiem stąpać.

Modlę się do Ciebie.

Lecz Ty wciąż nie przychodzisz.

Moją modli­twą szar­pie
Gwał­towny wiatr.
Moja modli­twa poczyna
Burzyć się i pienić.

Przyjdź do mnie, Boże,
Gali­lej­ski Prze­chod­niu,
W porę wscho­dzą­cej trwogi,
W porę głę­bo­ko­ści,
W porę sza­le­ją­cego jeziora.

Nie omi­jaj mnie.
Stą­paj po mojej

Spie­nio­nej modli­twie,
I nie pozwól,
By mnie wyrzu­ciła
Jak topielca
Na swój zamu­lony
Brzeg. R. Brandstaetter


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Leave a Reply