
Jezus zaczął wskazywać swoim uczniom na to, że musi iść do Jerozolimy i wiele wycierpieć od starszych i arcykapłanów, i uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie.
A Piotr wziął Go na bok i począł robić Mu wyrzuty: „Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie“. Lecz On odwrócił się i rzekł do Piotra: „Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie“.
Wtedy Jezus rzekł do swoich uczniów: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę? Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi, i wtedy odda każdemu według jego postępowania“.
Kościół bez krzyża to wspólnota bez jasnego nazywania grzechu. To wspólnota, która celebruje samą siebie, odrzuca konfesjonały i pojęcie piekła. To wspólnota, w której stępiono rogi Ewangelii. Nie ma już miejsca na śmierć i grzech. Nie ma miejsca na ludzi starych i chorych. Parafrazując księdza Pasierba można powiedzieć, że każdy kto szuka Kościoła bez krzyża prędzej czy później potknie się o zwłoki Jezusa na Golgocie. Golgota jest nam potrzebna chociaż pewnie Bóg mógłby nas odkupić w prostszy sposób. Krzyż jest nam potrzebny, aby „na jaw wyszły zamysły serc wielu“. Nawet bez związku z Ewangelią mówimy, że przyjaciela poznaje się w biedzie. Krzyż odsłania tajemnicę serca. Ile osób odeszło od Boga z powodu śmierci kogoś bliskiego lub z powodu księdza, który warczał w konfesjonale. Łatwo z Piotrem wyznawać „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego“. Łatwo śpiewać „wszystko Tobie oddać pragnę“. A gdyby Bóg rzeczywiście odebrał Ci wszystko? Jak Hiobowi. Zostałbyś sam ze swoją wiarą lub jej brakiem. I co wtedy? Albo w mniejszej skali. Jeśli musisz się zmierzyć z własnym krzyżem. Jeśli przez kapłana usłyszysz, że masz w konkrecie zmienić swoje życie? Odejść od tej kobiety, wykasować te pliki, przeprosić kogo skrzywdziłeś? Kiedy papież przyjeżdża wszyscy machają flagami, robią sobie zdjęcia, deklarują wiarę. A potem? A potem w 98 % kraju katolików można zabić w świetle prawa dziecko w łonie matki, podczas gdy za znęcanie się nad zwierzętami można zostać skazanym na dwa lata więzienia. I wychodzą na jaw zamysły serca…
„Gdybyśmy sami sobie Ciebie wymyślili
byłbyś bardziej zrozumiały i elastyczny
albo tak doskonały że obojętny
albo tak kochający że niedoskonały
jak wytworni geniusze bądź źli bądź za dobrzy
wolnomyślny i liberalny
mielibyśmy etykę z winą ale bez grzechu
życie bez śmierci
miłość bez rozpaczy
nie byłoby
kołatania z lękiem do bramy
samotnego sumienia
dyżurnego anioła stróża czasem jak niewiernego kota
dzikich pretensji: mam za dobrą opinię
o Bogu żeby w Niego uwierzyć
albo — nic nie wiem ale jestem tak smutny
jakbym wszystko już wiedział
musiałbyś się liczyć z nami i uważać na siebie
nie straszyć kiedy radość zaczyna być grzechem
spełniałbyś po kolei nasze życzenia
urodziłbyś się nie w Betlejem ale w Mądralinie
i dopiero byłbyś naprawdę niemożliwy“ x. Jan Twardowski

Sierpień 28th, 2011 at 22:04
Dziś na Mszy Świętej oddałam, zawierzylam MU siebie. I mój krzyż. Na nowo.
Sierpień 28th, 2011 at 22:31
BÓg zapłać za dzisiejsze kazanie.. Co zrobiliby z tym przesłaniem „wierni“ pewnej luteranskiej parafii na duńskiej prowincji. Światły pastor, urzędnik państwowego kościoła luteranskiego ogłosił zgromadzonym w pewna niedziele, ze tak naprawdę jest nie tylko niewierzacym w Chrystusa, ba, Boga, mało — nie wierzy w nic. Wierni przyjęli te szczerą, ludzką odważną deklarację z.. entuzjazmem i zrozumieniem! Nie to jest najciekawsze. W tym do cna już laickim społeczeństwie zaprotestowalo protestanckie nomen omen …państwo. Postanowiło zwolnić pastora z urzędowej od wieków w Skandynawii posady, ponieważ nie spełnia podstawowego kryterium: nie wierzy w to co głosi i co mu zlecono. Dość paradoksu? Nie, życie jest bogatsze. „Wierni“ zagrozili ministerstwu sądem administracyjnym, konstytucyjnym, a jak nie pomoże , to Strasbourgiem! Postanowili, ze bez względu na rozwój wypadków odchodzą z państwowego kościoła, tworzą samodzielną parafię z pastorem ateistą, bo taki „nasz“ i najfajniejszy. Protestanccy protestanci, Marcin Luter gdyby miał iluminację, wrocilby się zlany potem pod augsburdzkie drzwi i naprawial inaczej chorujacy wówczas Kościół. Świetny i żałosny przykład degeneracji społeczeństw, którym z Bogiem nie po drodze, bo to anachronizm, Biblia nie uatrakcyjnia się wkomponowywaniem apokryfow, czy nie jest pisana przez Dana Browna… Zbory pustoszeja, są sprzedawane.. katolikom (imigracyjnym), asyryjskim chrześcijanom, żydom i muzułmanom. Prywatyzacja. Tam już nie będzie urzędnika i fochów. Tradycyjne wyznania i ryty znów się wzmacniają. Oddolnie, bez „małej pomocy przyjaciół“ z TV, światlych gazet i rozgadanych laickich mędrców, wpadających sobie w słowa. W Skandynawii gdzie w państwowych zborach można już wszystko, tylko Krzyża, kapłanów brak. Wierni dawno zapomnieli adres parafii lub kojarzą z artystyczna prowokacją. Dzisiejsze kazanie coś uzmysławia, ale żyjemy jak u Pana Boga za piecem, ludycznie, tradycyjnie, czasem zgodnie z Tradycją. Można się pocieszac, ze degeneracja nie postępuje, jak na Zachodzie. Nie tworzą się struktury „My jesteśmy Kościołem“ a co najwyżej zaszaleje x.Natanek, lokalny „celibatnik“, czy zdeterminowany redymptorysta. Gość Niedzielny zyskuje czytelników, młodzi wbrew przepowiedniom lat 90tych trwają i pielgrzymują, szukają. Tylko powołań coraz mniej. Oby kaznodzieje tacy jak x.Wojsław (odszedł do kurii w Olsztynie), x.Mariusz, czy x. Tomasz — siali, siali. Już wiecej wiernych słucha kazań, w Warszawie uczestniczę w Mszach w kościołach Dekanatu i widzę postęp, widzę tez cichy Renesans Tradycji i Czerwińska. Może to będzie sposób na wzmocnienie Kościoła. Wierni jesteśmy z natury wyczekujacy, leniwi. Nadzieja w charyzmatach, duszpasterzach i świadectwach.. Bóg zapłać i za dziś
Sierpień 28th, 2011 at 23:09
moja dusza zaczęła łkać , łzy popłynęły jak potok , chwyciłam się Krzyża Jezusa i błagałam abym , nigdy nie zaparła się Krzyża, abym pozostała z Nim tak zwarta na zawsze do końca moich dni , jak wiele lat temu na Górze , na tej dalekiej skalistej ziemi ale jakże bliskiej bo na niej stał Krzyż a na tym Krzyżu –Jezus , wiec byłam w domu u siebie , a ten Krzyż taki samotny , czarny ‚drzewo już spękane ale dla mnie Najpiękniejszy i mimo wiele metrów wysokości taki swój , bliski , taki mój , stałam tak oplątując ramionami i opierając głowę o ten Krzyż cichutko szeptałam „ Jezu trzymaj mnie mocno bo inaczej zginę bez Ciebie , Ty wiesz jak bardzo potrzebuję Ciebie i kocham ciebie „ czas się zatrzymał a wszystko wokół takie dalekie i gdzieś w oddali wołający głos powrócił mnie do rzeczywistości „ Julio musimy wracać „ . biegnąc po tych ostrych kamieniach z góry , zobaczyłam naszego przewodnika – Księdza i szepnęłam do tego maleńkiego Krzyża trzymanego w dłoni od Różańca „ tak Jezu , Ty zawsze Jesteś obok mnie , Ty zawsze idziesz przede mną „ . jeszcze tylko zwrot do tyłu aby spojrzeć na Ten Krzyż i Kapłana przede mną „ tak Ty Jezu i ten Kapłan jesteście Jednością „ . tak Jezus pouczył mnie modlić się za Kapłanów .
Sierpień 29th, 2011 at 23:06
Dziękuję.