Zapisz jako PDF Wydrukuj

Smutki Matki

Posted by: xTom in Ewangelia Add comments

Obok krzyża Chry­stusa stały: Matka Jego i sio­stra Matki Jego, Maria, żona Kle­ofasa, i Maria Mag­da­lena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i sto­ją­cego obok Niej ucznia, któ­rego miło­wał, rzekł do Matki: „Nie­wia­sto, oto syn Twój“. Następ­nie rzekł do ucznia: „Oto Matka twoja“. I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie.

Matka. W tym poję­ciu zawiera się obec­ność i współ­od­czu­wa­nie; cały geniusz kobiety jakby zawarty w tym sło­wie. Macie­rzyń­stwo jest bole­sne, choć wiąże się z rado­ścią. Macie­rzyń­stwo wiąże się ze łzami. Łzy Matki roz­cią­gają się i na nasze grze­chy. Matka pła­cze nad wybo­rami dzieci, nad naszymi błęd­nymi dro­gami. A to cier­pie­nie świad­czy moc­niej niż słowa. Taka jest cena miło­ści. Matka płaci miło­ścią. Płaci i pła­cze: „Nawra­caj­cie się“. Matka w La Salette, w Syra­ku­zach, Matka spod krzyża. „Oto Matka Twoja“. Ona, potrafi zro­zu­mieć ból, któ­rego nie mie­ści dusza, śmierć Syna. To Matka obecna przy łóżku cho­rego dziecka, obecna w ostat­nich chwi­lach. Obecna pod krzy­żem, przy wybo­rach prze­ciw­nych miło­ści. Przy łonach matek zada­ją­cych śmierć wła­snemu dziecku.

Kto się smut­kiem nie poru­szy,
gdy roz­waży boleść duszy
Matki z Jej Dzie­cię­ciem wraz?“

Gdy ule­gnie śmierci ciało,
oble­czone wieczną chwałą,
dusza niech osią­gnie raj.“

POCHYL SIĘ NAD MATKI BÓLEM

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

6 Responses to “Smutki Matki”

  1. Rena Says:

    MODLI­TWA
    Jeśli nas Matka Boska nie obroni
    To co się sta­nie z tym naro­dem
    Codzienne modły więc zano­szę do Niej
    By oca­liła nas przed gło­dem.
    Przed gło­dem ust, któ­rym zabra­kło chleba,
    Przed gło­dem serc, w któ­rych nie mieszka miłość,
    Przed gło­dem zemsty, któ­rej nam nie trzeba,
    Przed gło­dem wła­dzy, co jest tylko siłą.
    Jeśli nas Matka Boska nie obroni
    To co się sta­nie z Pola­kami
    Codzienne modły więc zano­szę do Niej
    By oca­liła nas przed… nami.
    Nami, co toną, tonąc innych topią,
    Co marzą, innym odma­wia­jąc marzeń,
    Co z głową w pętli jesz­cze nogą kopią,
    By ślad zosta­wić na kop­nię­tej twa­rzy…
    Jacek Kacz­mar­ski
    20.10.1989
    http://​www​.youtube​.com/​w​a​t​c​h​?​v​=​g​l​D​e​t​l​xXsq4

  2. xTom Says:

    Madonna ate­istów

    Czu­wam nad tymi,
    Któ­rzy nie wie­rzą
    W mojego Syna.
    Pra­gnę im pomóc.
    Są moimi dziećmi.
    Jak wszy­scy.
    Cho­ciaż nic o tym
    Nie wiedzą.

    Modlę się.

    Modlę się
    Za tych,
    Któ­rzy się nie modlą.

    Gdy krwa­wią,
    Moją modli­twą
    Jak ban­da­żem
    Owi­jam ich rany.

    Gdy toną,
    Rzu­cam im
    Moją modli­twę
    Jak pas ratunkowy.

    Gdy umie­rają,
    Z mojej modli­twy
    Czy­nię wez­gło­wie
    Dla ich zmę­czo­nej
    Skroni.

    A potem biorę do ręki
    Ich syczące popioły.
    I kładę je
    U stóp mojego Syna.
    I bła­gam Go
    O miło­sier­dzie
    Dla próchna.

    Dla prze­czą­cych
    Dla nie­wie­rzą­cych.
    Dla nie ist­nie­ją­cych.
    Mówię:
    Stwórz ich,
    Mój Synu najukochańszy.

    Wypełń ich
    Swoją tre­ścią.
    Natchnij ich
    Swoją wiecz­no­ścią.
    Roz­pal ich
    Swoją męką.
    Niech będą
    Twoim cier­niem.
    Niech będą
    Twoim krzyżem.

    Umrzyj za nich.
    Umrzyj jesz­cze jeden raz.
    Jesz­cze raz.
    Ostatni raz,
    Mój Synu najukochańszy.

    Błaga Cię o to
    Twoja Matka.
    Błaga Cię o to
    Madonna ate­istów.“ R. Brandstaetter

  3. Beata Says:

    Pieta

    Synu
    co oni z Toba zro­bili?…
    wiem
    że mnie sły­szysz…
    pro­szę Cię
    nie pozwól mi ust otwo­rzyć
    bo wtedy
    będę tak długo krzy­czeć
    aż mi pęk­nie serce i czaszka…!
    Pomóż mi mil­czeć…
    Niech wiatr za mnie krzy­czy
    i ten peli­kan
    któ­remu sępy
    roz­szar­pały młode pisklęta…
    Niech pła­cze Jor­dan
    i wody Tybe­riady
    niech pła­czą morza
    stru­mie­nie i wodo­spady
    niech pła­czą za mnie
    ja muszę mil­czeć
    muszę
    pomóż mi mój Jezusie…

    Gdy ostatni gwóźdź ustą­pił
    całym bez­wła­dem
    zwa­lił się Jej w ramiona
    ugięła się pod cię­ża­rem
    usia­dła…
    Nie
    tylko wargi zagry­zła
    aż strużki krwi popły­nęły
    z kąci­ków ust
    które były jak zie­mia rozpalona…

    Swoją białą
    drżącą dło­nią
    wodziła lekko
    po tych otwar­tych ranach
    jakby ule­czyć pra­gnęła
    opa­trzyć tro­skli­wie
    napeł­nić wszyst­kie
    żarem swego serca
    i oży­wić
    oży­wić koniecznie…

    gdy­bym mogła
    roz­grzać znowu
    Twoje serce
    gdy­bym mogła
    prze­lać w Cie­bie
    swoje życie
    gdy­bym mogła
    lecz nie mogę…

    teraz mogę
    tylko mil­czeć
    i tak patrzeć
    i tak cze­kać
    i się modlić
    i tak kochać
    i wciąż wie­rzyć
    że ta miłość
    nie zna śmierci
    i że znowu
    zmartwychwstanie…

    Gdzie jesteś synu…?
    Czy już u Ojca…?
    Nie może być
    bo zapo­mnia­łeś zabrać ciało…
    … więc gdzie…?
    tu też Cię nie ma
    choć prze­cież Cie­bie trzy­mam…
    Gdzie znowu odsze­dłeś…?
    Jesteś a Cię nie ma
    nie ma Cie a jesteś…
    Już drugi raz
    gdzieś mi się zapo­dzia­łeś…
    … ale gdzie…?
    Pójdę szu­kać
    i odnajdę…

    Ten sam
    w tych samych ramio­nach
    tylko wtedy
    był taki mały
    a dziś
    doro­sły męż­czy­zna
    wtedy było Betle­jem
    a dziś – Jero­zo­lima
    wtedy ukryci w gro­cie
    a dziś – na tej prze­klę­tej górze
    wtedy byli paste­rze
    dziś – rzym­scy żołnie­rze
    wtedy była noc cicha
    dziś – wie­czór płacz­liwy
    wtedy była jasna gwiazda
    dziś – zaćmione słońce
    wtedy był cały i żywy
    dziś-​zmę­czony
    ale
    ten sam Syn
    i ta sama Matka
    i to samo serce…

    Powie­dzia­łeś:
    – Oto Syn Twój
    i wtedy
    w bla­dej twa­rzy Jana
    zoba­czy­łam
    wszyst­kie ludz­kie twa­rze
    wszyst­kie – co do jed­nej
    te małe rado­sne
    i te powy­krzy­wiane bole­śnie
    te młode załza­wione
    gło­śno roze­śmiane
    te obwie­szone tłusz­czem
    i te przez życie poorane
    wszyst­kie…
    To było nie­sa­mo­wite prze­ży­cie
    rado­sne i bole­sne zara­zem
    tak jak te twa­rze…
    To tak jak wtedy
    kiedy Tyś się rodził
    – tak czu­łam
    i tak czuję cią­gle…
    Uro­dzi­łam Cie­bie
    i stra­ci­łam bole­śnie
    a Ty
    dałeś mi ludzi
    mają­cych się prze­mie­nić
    w dzieci…
    Będę ich rodzić do Wiecz­no­ści
    będę ich kochać
    jak kocha­łam Ciebie…

    Ks. H. Kałuża

  4. Nika Says:

    Miarą bole­ści jest miara miło­ści. Jak bar­dzo cier­piała Matka Boża.
    Jezu, dzię­kuję Ci, że dałeś mi Swoją Mamę.
    Maryjo, dzię­kuję Ci, że zawsze byłaś przy mnie i ota­cza­łaś opieką mnie i moich bliskich.

  5. monika Says:

    Już Cię żegnam naj­mil­szy Synu Chry­stu­sie, Serca mego pocie­cho, śliczny Jezusie;

    Cóż ja pocznę ach stra­piona, Matka Twoja opusz­czona, stra­ciw­szy Ciebie!

    Weź mnie raczéj na śmierć z sobą, wolę umrzeć razem z Tobą, żyć spo­łem w niebie.

    Wie­cze­rzę świętą z ciała Twego gotu­jesz, Nogi uczniom umy­wasz, mile całujesz;

    Schy­lasz się do stóp Juda­sza, Ślicz­ność i ozdoba nasza, łzami polewasz;

    Abyś go odwiódł od zdrady, od nie­zboż­nych żydów rady, wzgardę odbierasz.

    Już od żalu umie­ram na to patrza­jąc, Nie wiem co czy­nić Matka smutna zostając,

    Widząc zja­dłych żydów czyny, imają Cię bez przy­czyny, dosyć żałości.

    Na modli­twie klę­czą­cego, krwa­wym potem pły­ną­cego, nie masz litości.

    Wiążą, tłuką i w rzekę z mostu wrzu­cają, Ani przed Bisku­pami nie przepuszczają!

    Policzki cięż­kie zadają, do piw­nice Cię wtrą­cają, pastwią nad Tobą:

    Depcą, oczy zawię­zują, pro­ro­ko­wać roz­ka­zują, sami przed sobą.

    Nie­ste­tyż mnie stra­pio­néj żem docze­kała Nie­szczę­śli­wéj godziny, gdym oglądała

    Cie­bie Syna zra­nio­nego, przed Piła­tem sta­wio­nego, by Cię męczyli;

    Do Heroda Cię posłali, aby Cie i tam wyśmiali, i wyszydzili.

    Sro­gość więk­szą u Piłata Ci poka­zują, Gdy u słupa rózgami mocno biczują:

    Lud wielce zaka­mie­niały, w zło­ści swéj zapa­mię­tały, nic nie folguje;

    W któ­rą­kol­wiek spoj­źrzę stronę, widzę trudną być obronę, nikt nie lituje.

    Miecz okrutny prze­bija moje wnętrz­no­ści, Widząc zawziętą sro­gość żydow­skiéj złości,

    Że Cię w pur­purę obłó­czą, ostre cier­nie w głowę tło­czą, nic nie folgując:

    Na Piłata krzy­czy woła, by Cię na śmierć sądził zgoła nic nie litując.

    Łańcuch ciężki na szyję świętą wkła­dają, trzcinę na pośmie­wi­sko w ręce dawają;

    Już Cię na śmierć dekre­tują i krzyż okrutny gotują, o zła godzina!

    Na który masz być wło­żony, mię­dzy łotry poli­czony, straszna nowina!

    Na Twe święte ramiona krzyż już wło­żono, na śmierć jako baranka poprowadzono;

    Trzy­kroć pod krzy­żem upa­dasz, zmi­ło­wa­nia nie oglą­dasz, wszy­stek zemdlony;

    Cyre­ne­usz krzyż pod­piera, Wero­nika twarz ociera, takeś zmęczony.

  6. ela Says:

    […]
    Stała pod krzy­żem judej­ska Madonna,
    Obe­lisk bólu woła­jący w niebo
    […]
    O, zakryj oczy i nie patrz na dra­mat,
    Kowalu sied­miu mie­czów, które Matka
    W sercu poczuła, gdy Jej Syn, zdą­ża­jąc
    Jak bły­ska­wica po pio­ru­no­chro­nie
    Krzyża, wstą­pił w sad oliwny
    Raju i wszyst­kim ludziom udo­wod­nił,
    Że Bóg potrafi jak czło­wiek umierać.

    R. Brand­sta­et­ter „Sta­bat Mater“

Leave a Reply