
Obok krzyża Chrystusa stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: „Niewiasto, oto syn Twój“. Następnie rzekł do ucznia: „Oto Matka twoja“. I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie.
Matka. W tym pojęciu zawiera się obecność i współodczuwanie; cały geniusz kobiety jakby zawarty w tym słowie. Macierzyństwo jest bolesne, choć wiąże się z radością. Macierzyństwo wiąże się ze łzami. Łzy Matki rozciągają się i na nasze grzechy. Matka płacze nad wyborami dzieci, nad naszymi błędnymi drogami. A to cierpienie świadczy mocniej niż słowa. Taka jest cena miłości. Matka płaci miłością. Płaci i płacze: „Nawracajcie się“. Matka w La Salette, w Syrakuzach, Matka spod krzyża. „Oto Matka Twoja“. Ona, potrafi zrozumieć ból, którego nie mieści dusza, śmierć Syna. To Matka obecna przy łóżku chorego dziecka, obecna w ostatnich chwilach. Obecna pod krzyżem, przy wyborach przeciwnych miłości. Przy łonach matek zadających śmierć własnemu dziecku.
„Kto się smutkiem nie poruszy,
gdy rozważy boleść duszy
Matki z Jej Dziecięciem wraz?“
„Gdy ulegnie śmierci ciało,
obleczone wieczną chwałą,
dusza niech osiągnie raj.“
Wrzesień 15th, 2011 at 12:02
MODLITWA
Jeśli nas Matka Boska nie obroni
To co się stanie z tym narodem
Codzienne modły więc zanoszę do Niej
By ocaliła nas przed głodem.
Przed głodem ust, którym zabrakło chleba,
Przed głodem serc, w których nie mieszka miłość,
Przed głodem zemsty, której nam nie trzeba,
Przed głodem władzy, co jest tylko siłą.
Jeśli nas Matka Boska nie obroni
To co się stanie z Polakami
Codzienne modły więc zanoszę do Niej
By ocaliła nas przed… nami.
Nami, co toną, tonąc innych topią,
Co marzą, innym odmawiając marzeń,
Co z głową w pętli jeszcze nogą kopią,
By ślad zostawić na kopniętej twarzy…
Jacek Kaczmarski
20.10.1989
http://www.youtube.com/watch?v=glDetlxXsq4
Wrzesień 15th, 2011 at 12:51
Madonna ateistów
„Czuwam nad tymi,
Którzy nie wierzą
W mojego Syna.
Pragnę im pomóc.
Są moimi dziećmi.
Jak wszyscy.
Chociaż nic o tym
Nie wiedzą.
Modlę się.
Modlę się
Za tych,
Którzy się nie modlą.
Gdy krwawią,
Moją modlitwą
Jak bandażem
Owijam ich rany.
Gdy toną,
Rzucam im
Moją modlitwę
Jak pas ratunkowy.
Gdy umierają,
Z mojej modlitwy
Czynię wezgłowie
Dla ich zmęczonej
Skroni.
A potem biorę do ręki
Ich syczące popioły.
I kładę je
U stóp mojego Syna.
I błagam Go
O miłosierdzie
Dla próchna.
Dla przeczących
Dla niewierzących.
Dla nie istniejących.
Mówię:
Stwórz ich,
Mój Synu najukochańszy.
Wypełń ich
Swoją treścią.
Natchnij ich
Swoją wiecznością.
Rozpal ich
Swoją męką.
Niech będą
Twoim cierniem.
Niech będą
Twoim krzyżem.
Umrzyj za nich.
Umrzyj jeszcze jeden raz.
Jeszcze raz.
Ostatni raz,
Mój Synu najukochańszy.
Błaga Cię o to
Twoja Matka.
Błaga Cię o to
Madonna ateistów.“ R. Brandstaetter
Wrzesień 15th, 2011 at 14:15
Pieta
Synu
co oni z Toba zrobili?…
wiem
że mnie słyszysz…
proszę Cię
nie pozwól mi ust otworzyć
bo wtedy
będę tak długo krzyczeć
aż mi pęknie serce i czaszka…!
Pomóż mi milczeć…
Niech wiatr za mnie krzyczy
i ten pelikan
któremu sępy
rozszarpały młode pisklęta…
Niech płacze Jordan
i wody Tyberiady
niech płaczą morza
strumienie i wodospady
niech płaczą za mnie
ja muszę milczeć
muszę
pomóż mi mój Jezusie…
Gdy ostatni gwóźdź ustąpił
całym bezwładem
zwalił się Jej w ramiona
ugięła się pod ciężarem
usiadła…
Nie
tylko wargi zagryzła
aż strużki krwi popłynęły
z kącików ust
które były jak ziemia rozpalona…
Swoją białą
drżącą dłonią
wodziła lekko
po tych otwartych ranach
jakby uleczyć pragnęła
opatrzyć troskliwie
napełnić wszystkie
żarem swego serca
i ożywić
ożywić koniecznie…
gdybym mogła
rozgrzać znowu
Twoje serce
gdybym mogła
przelać w Ciebie
swoje życie
gdybym mogła
lecz nie mogę…
teraz mogę
tylko milczeć
i tak patrzeć
i tak czekać
i się modlić
i tak kochać
i wciąż wierzyć
że ta miłość
nie zna śmierci
i że znowu
zmartwychwstanie…
Gdzie jesteś synu…?
Czy już u Ojca…?
Nie może być
bo zapomniałeś zabrać ciało…
… więc gdzie…?
tu też Cię nie ma
choć przecież Ciebie trzymam…
Gdzie znowu odszedłeś…?
Jesteś a Cię nie ma
nie ma Cie a jesteś…
Już drugi raz
gdzieś mi się zapodziałeś…
… ale gdzie…?
Pójdę szukać
i odnajdę…
Ten sam
w tych samych ramionach
tylko wtedy
był taki mały
a dziś
dorosły mężczyzna
wtedy było Betlejem
a dziś – Jerozolima
wtedy ukryci w grocie
a dziś – na tej przeklętej górze
wtedy byli pasterze
dziś – rzymscy żołnierze
wtedy była noc cicha
dziś – wieczór płaczliwy
wtedy była jasna gwiazda
dziś – zaćmione słońce
wtedy był cały i żywy
dziś-zmęczony
ale
ten sam Syn
i ta sama Matka
i to samo serce…
Powiedziałeś:
– Oto Syn Twój
i wtedy
w bladej twarzy Jana
zobaczyłam
wszystkie ludzkie twarze
wszystkie – co do jednej
te małe radosne
i te powykrzywiane boleśnie
te młode załzawione
głośno roześmiane
te obwieszone tłuszczem
i te przez życie poorane
wszystkie…
To było niesamowite przeżycie
radosne i bolesne zarazem
tak jak te twarze…
To tak jak wtedy
kiedy Tyś się rodził
– tak czułam
i tak czuję ciągle…
Urodziłam Ciebie
i straciłam boleśnie
a Ty
dałeś mi ludzi
mających się przemienić
w dzieci…
Będę ich rodzić do Wieczności
będę ich kochać
jak kochałam Ciebie…
Ks. H. Kałuża
Wrzesień 15th, 2011 at 16:31
Miarą boleści jest miara miłości. Jak bardzo cierpiała Matka Boża.
Jezu, dziękuję Ci, że dałeś mi Swoją Mamę.
Maryjo, dziękuję Ci, że zawsze byłaś przy mnie i otaczałaś opieką mnie i moich bliskich.
Wrzesień 15th, 2011 at 17:32
Już Cię żegnam najmilszy Synu Chrystusie, Serca mego pociecho, śliczny Jezusie;
Cóż ja pocznę ach strapiona, Matka Twoja opuszczona, straciwszy Ciebie!
Weź mnie raczéj na śmierć z sobą, wolę umrzeć razem z Tobą, żyć społem w niebie.
Wieczerzę świętą z ciała Twego gotujesz, Nogi uczniom umywasz, mile całujesz;
Schylasz się do stóp Judasza, Śliczność i ozdoba nasza, łzami polewasz;
Abyś go odwiódł od zdrady, od niezbożnych żydów rady, wzgardę odbierasz.
Już od żalu umieram na to patrzając, Nie wiem co czynić Matka smutna zostając,
Widząc zjadłych żydów czyny, imają Cię bez przyczyny, dosyć żałości.
Na modlitwie klęczącego, krwawym potem płynącego, nie masz litości.
Wiążą, tłuką i w rzekę z mostu wrzucają, Ani przed Biskupami nie przepuszczają!
Policzki ciężkie zadają, do piwnice Cię wtrącają, pastwią nad Tobą:
Depcą, oczy zawięzują, prorokować rozkazują, sami przed sobą.
Niestetyż mnie strapionéj żem doczekała Nieszczęśliwéj godziny, gdym oglądała
Ciebie Syna zranionego, przed Piłatem stawionego, by Cię męczyli;
Do Heroda Cię posłali, aby Cie i tam wyśmiali, i wyszydzili.
Srogość większą u Piłata Ci pokazują, Gdy u słupa rózgami mocno biczują:
Lud wielce zakamieniały, w złości swéj zapamiętały, nic nie folguje;
W którąkolwiek spojźrzę stronę, widzę trudną być obronę, nikt nie lituje.
Miecz okrutny przebija moje wnętrzności, Widząc zawziętą srogość żydowskiéj złości,
Że Cię w purpurę obłóczą, ostre ciernie w głowę tłoczą, nic nie folgując:
Na Piłata krzyczy woła, by Cię na śmierć sądził zgoła nic nie litując.
Łańcuch ciężki na szyję świętą wkładają, trzcinę na pośmiewisko w ręce dawają;
Już Cię na śmierć dekretują i krzyż okrutny gotują, o zła godzina!
Na który masz być włożony, między łotry policzony, straszna nowina!
Na Twe święte ramiona krzyż już włożono, na śmierć jako baranka poprowadzono;
Trzykroć pod krzyżem upadasz, zmiłowania nie oglądasz, wszystek zemdlony;
Cyreneusz krzyż podpiera, Weronika twarz ociera, takeś zmęczony.
Wrzesień 16th, 2011 at 07:23
[…]
Stała pod krzyżem judejska Madonna,
Obelisk bólu wołający w niebo
[…]
O, zakryj oczy i nie patrz na dramat,
Kowalu siedmiu mieczów, które Matka
W sercu poczuła, gdy Jej Syn, zdążając
Jak błyskawica po piorunochronie
Krzyża, wstąpił w sad oliwny
Raju i wszystkim ludziom udowodnił,
Że Bóg potrafi jak człowiek umierać.
R. Brandstaetter „Stabat Mater“