Smutki Matki

6 uwag do wpisu “Smutki Matki”

  1. MODLITWA
    Jeśli nas Matka Boska nie obroni
    To co się stanie z tym narodem
    Codzienne modły więc zanoszę do Niej
    By ocaliła nas przed głodem.
    Przed głodem ust, którym zabrakło chleba,
    Przed głodem serc, w których nie mieszka miłość,
    Przed głodem zemsty, której nam nie trzeba,
    Przed głodem władzy, co jest tylko siłą.
    Jeśli nas Matka Boska nie obroni
    To co się stanie z Polakami
    Codzienne modły więc zanoszę do Niej
    By ocaliła nas przed… nami.
    Nami, co toną, tonąc innych topią,
    Co marzą, innym odmawiając marzeń,
    Co z głową w pętli jeszcze nogą kopią,
    By ślad zostawić na kopniętej twarzy…
    Jacek Kaczmarski
    20.10.1989
    http://www.youtube.com/watch?v=glDetlxXsq4

  2. Madonna ateistów

    „Czuwam nad tymi,
    Którzy nie wierzą
    W mojego Syna.
    Pragnę im pomóc.
    Są moimi dziećmi.
    Jak wszyscy.
    Chociaż nic o tym
    Nie wiedzą.

    Modlę się.

    Modlę się
    Za tych,
    Którzy się nie modlą.

    Gdy krwawią,
    Moją modlitwą
    Jak bandażem
    Owijam ich rany.

    Gdy toną,
    Rzucam im
    Moją modlitwę
    Jak pas ratunkowy.

    Gdy umierają,
    Z mojej modlitwy
    Czynię wezgłowie
    Dla ich zmęczonej
    Skroni.

    A potem biorę do ręki
    Ich syczące popioły.
    I kładę je
    U stóp mojego Syna.
    I błagam Go
    O miłosierdzie
    Dla próchna.

    Dla przeczących
    Dla niewierzących.
    Dla nie istniejących.
    Mówię:
    Stwórz ich,
    Mój Synu najukochańszy.

    Wypełń ich
    Swoją treścią.
    Natchnij ich
    Swoją wiecznością.
    Rozpal ich
    Swoją męką.
    Niech będą
    Twoim cierniem.
    Niech będą
    Twoim krzyżem.

    Umrzyj za nich.
    Umrzyj jeszcze jeden raz.
    Jeszcze raz.
    Ostatni raz,
    Mój Synu najukochańszy.

    Błaga Cię o to
    Twoja Matka.
    Błaga Cię o to
    Madonna ateistów.” R. Brandstaetter

  3. Pieta

    Synu
    co oni z Toba zrobili?…
    wiem
    że mnie słyszysz…
    proszę Cię
    nie pozwól mi ust otworzyć
    bo wtedy
    będę tak długo krzyczeć
    aż mi pęknie serce i czaszka…!
    Pomóż mi milczeć…
    Niech wiatr za mnie krzyczy
    i ten pelikan
    któremu sępy
    rozszarpały młode pisklęta…
    Niech płacze Jordan
    i wody Tyberiady
    niech płaczą morza
    strumienie i wodospady
    niech płaczą za mnie
    ja muszę milczeć
    muszę
    pomóż mi mój Jezusie…

    Gdy ostatni gwóźdź ustąpił
    całym bezwładem
    zwalił się Jej w ramiona
    ugięła się pod ciężarem
    usiadła…
    Nie
    tylko wargi zagryzła
    aż strużki krwi popłynęły
    z kącików ust
    które były jak ziemia rozpalona…

    Swoją białą
    drżącą dłonią
    wodziła lekko
    po tych otwartych ranach
    jakby uleczyć pragnęła
    opatrzyć troskliwie
    napełnić wszystkie
    żarem swego serca
    i ożywić
    ożywić koniecznie…

    gdybym mogła
    rozgrzać znowu
    Twoje serce
    gdybym mogła
    przelać w Ciebie
    swoje życie
    gdybym mogła
    lecz nie mogę…

    teraz mogę
    tylko milczeć
    i tak patrzeć
    i tak czekać
    i się modlić
    i tak kochać
    i wciąż wierzyć
    że ta miłość
    nie zna śmierci
    i że znowu
    zmartwychwstanie…

    Gdzie jesteś synu…?
    Czy już u Ojca…?
    Nie może być
    bo zapomniałeś zabrać ciało…
    … więc gdzie…?
    tu też Cię nie ma
    choć przecież Ciebie trzymam…
    Gdzie znowu odszedłeś…?
    Jesteś a Cię nie ma
    nie ma Cie a jesteś…
    Już drugi raz
    gdzieś mi się zapodziałeś…
    … ale gdzie…?
    Pójdę szukać
    i odnajdę…

    Ten sam
    w tych samych ramionach
    tylko wtedy
    był taki mały
    a dziś
    dorosły mężczyzna
    wtedy było Betlejem
    a dziś – Jerozolima
    wtedy ukryci w grocie
    a dziś – na tej przeklętej górze
    wtedy byli pasterze
    dziś – rzymscy żołnierze
    wtedy była noc cicha
    dziś – wieczór płaczliwy
    wtedy była jasna gwiazda
    dziś – zaćmione słońce
    wtedy był cały i żywy
    dziś- zmęczony
    ale
    ten sam Syn
    i ta sama Matka
    i to samo serce…

    Powiedziałeś:
    – Oto Syn Twój
    i wtedy
    w bladej twarzy Jana
    zobaczyłam
    wszystkie ludzkie twarze
    wszystkie – co do jednej
    te małe radosne
    i te powykrzywiane boleśnie
    te młode załzawione
    głośno roześmiane
    te obwieszone tłuszczem
    i te przez życie poorane
    wszystkie…
    To było niesamowite przeżycie
    radosne i bolesne zarazem
    tak jak te twarze…
    To tak jak wtedy
    kiedy Tyś się rodził
    – tak czułam
    i tak czuję ciągle…
    Urodziłam Ciebie
    i straciłam boleśnie
    a Ty
    dałeś mi ludzi
    mających się przemienić
    w dzieci…
    Będę ich rodzić do Wieczności
    będę ich kochać
    jak kochałam Ciebie…

    Ks. H. Kałuża

  4. Miarą boleści jest miara miłości. Jak bardzo cierpiała Matka Boża.
    Jezu, dziękuję Ci, że dałeś mi Swoją Mamę.
    Maryjo, dziękuję Ci, że zawsze byłaś przy mnie i otaczałaś opieką mnie i moich bliskich.

  5. Już Cię żegnam najmilszy Synu Chrystusie, Serca mego pociecho, śliczny Jezusie;

    Cóż ja pocznę ach strapiona, Matka Twoja opuszczona, straciwszy Ciebie!

    Weź mnie raczéj na śmierć z sobą, wolę umrzeć razem z Tobą, żyć społem w niebie.

    Wieczerzę świętą z ciała Twego gotujesz, Nogi uczniom umywasz, mile całujesz;

    Schylasz się do stóp Judasza, Śliczność i ozdoba nasza, łzami polewasz;

    Abyś go odwiódł od zdrady, od niezbożnych żydów rady, wzgardę odbierasz.

    Już od żalu umieram na to patrzając, Nie wiem co czynić Matka smutna zostając,

    Widząc zjadłych żydów czyny, imają Cię bez przyczyny, dosyć żałości.

    Na modlitwie klęczącego, krwawym potem płynącego, nie masz litości.

    Wiążą, tłuką i w rzekę z mostu wrzucają, Ani przed Biskupami nie przepuszczają!

    Policzki ciężkie zadają, do piwnice Cię wtrącają, pastwią nad Tobą:

    Depcą, oczy zawięzują, prorokować rozkazują, sami przed sobą.

    Niestetyż mnie strapionéj żem doczekała Nieszczęśliwéj godziny, gdym oglądała

    Ciebie Syna zranionego, przed Piłatem stawionego, by Cię męczyli;

    Do Heroda Cię posłali, aby Cie i tam wyśmiali, i wyszydzili.

    Srogość większą u Piłata Ci pokazują, Gdy u słupa rózgami mocno biczują:

    Lud wielce zakamieniały, w złości swéj zapamiętały, nic nie folguje;

    W którąkolwiek spojźrzę stronę, widzę trudną być obronę, nikt nie lituje.

    Miecz okrutny przebija moje wnętrzności, Widząc zawziętą srogość żydowskiéj złości,

    Że Cię w purpurę obłóczą, ostre ciernie w głowę tłoczą, nic nie folgując:

    Na Piłata krzyczy woła, by Cię na śmierć sądził zgoła nic nie litując.

    Łańcuch ciężki na szyję świętą wkładają, trzcinę na pośmiewisko w ręce dawają;

    Już Cię na śmierć dekretują i krzyż okrutny gotują, o zła godzina!

    Na który masz być włożony, między łotry policzony, straszna nowina!

    Na Twe święte ramiona krzyż już włożono, na śmierć jako baranka poprowadzono;

    Trzykroć pod krzyżem upadasz, zmiłowania nie oglądasz, wszystek zemdlony;

    Cyreneusz krzyż podpiera, Weronika twarz ociera, takeś zmęczony.

  6. […]
    Stała pod krzyżem judejska Madonna,
    Obelisk bólu wołający w niebo
    […]
    O, zakryj oczy i nie patrz na dramat,
    Kowalu siedmiu mieczów, które Matka
    W sercu poczuła, gdy Jej Syn, zdążając
    Jak błyskawica po piorunochronie
    Krzyża, wstąpił w sad oliwny
    Raju i wszystkim ludziom udowodnił,
    Że Bóg potrafi jak człowiek umierać.

    R. Brandstaetter „Stabat Mater”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>