Zapisz jako PDF Wydrukuj

Ogień z nieba

Posted by: xTom in Ewangelia Add comments

Gdy dopeł­niał się czas wzię­cia Jezusa z tego świata, posta­no­wił udać się do Jero­zo­limy i wysłał przed sobą posłań­ców. Ci wybrali się w drogę i przy­szli do pew­nego mia­steczka sama­ry­tań­skiego, by Mu przy­go­to­wać pobyt. Nie przy­jęto Go jed­nak, ponie­waż zmie­rzał do Jerozolimy.

Widząc to ucznio­wie Jakub i Jan rze­kli: „Panie, czy chcesz, a powiemy, żeby ogień spadł z nieba i znisz­czył ich?“ Lecz On odwró­ciw­szy się zabro­nił im. I udali się do innego miasteczka.
Broń nas Boże przed tylko naszymi pomy­słami na gło­sze­nie Ewan­ge­lii. Broń nas Boże od nie­na­wi­ści w sto­sunku do tych, któ­rzy Cię odrzu­cają. Narody i cywi­li­za­cje, które zamy­kają swe serca przed przy­cho­dzą­cym Bogiem usy­chają. Ogień kie­dyś zstąpi z nieba i to, co suche spło­nie. Czas jed­nak musi się wypeł­nić. Szansa na nawró­ce­nie zawsze jest na wycią­gnię­cie ręki. Bóg tylko czeka na zapro­sze­nie. Cza­sem jak żebrak pod bramą serca koła­cze cier­pie­niem czy nie­zro­zu­miałą histo­rią życia. Cza­sem pisze pro­sto na krzy­wych liniach życia. Inna jest miara czło­wieka i inna jest miara Boga. Bóg bowiem przy­jął na sie­bie wszel­kie odrzu­ce­nie i wszystko co jest nie-​Bogiem, aby nie­na­wi­ści prze­ciw­sta­wić miłość i tak zwy­cię­żyć bez walki i ognia z nieba. Taka jest też nasza droga do Jero­zo­limy, gdy napo­ty­kamy na sama­ry­tań­skie mia­sta w nas i wokół nas. „Moc bowiem w sła­bo­ści się dosko­nali“. Nie tyle zwal­czać wciąż zło, co czy­nić dobro. Zło jest bez­silne wobec siły miło­ści. Kie­dyś mówiono o chrze­ści­ja­nach: „Popa­trz­cie jak oni się miłują“. I to zmie­niło świat. Nie rzym­ska siła, nawet nie grecka mądrość i nie ogień z nieba. „Kochaj i rób co chcesz“.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

12 Responses to “Ogień z nieba”

  1. Nika Says:

    Wczo­raj wra­ca­łam z pracy auto­bu­sem. Obok mnie sie­dział młody chło­pak. Słu­chał muzyki. Ja otwo­rzy­łam książkę „365 prze­bły­sków wiecz­no­ści, Medy­ta­cje na każdy dzień“. Chło­pak ten chwi­lami czy­tał ze mną, więc prze­dłu­ża­łam czy­ta­nie, żeby mógł dokoń­czy stronę. Potem otwie­ra­łam w miej­scach, gdzie tema­tem była miłość Boga do czło­wieka. W pew­nej chwili zapy­tał o tytuł tej książki, bo mi tro­chę wyczy­tał. Powie­dzia­łam, że to mnie cie­szy, zapi­sa­łam na kartce tytuł książki i rado­sny wysiadł z auto­busu.
    Każdy czło­wiek jest dziec­kiem Boga. Dziec­kiem umi­ło­wa­nym przez Boga. Trudno jest kochać innych ludzi nie czu­jąc się kocha­nym, a żaden czło­wiek nie będzie kochał nas tak bar­dzo, jak kocha nas Bóg.

  2. xTom Says:

    I to jest także spo­sób na ewan­ge­li­za­cję. Nie trzeba od razu wiel­kich gestów. Wystar­czy otwo­rzyć książkę w zatło­czo­nym auto­bu­sie, pozwo­lić komuś prze­czy­tać słowa, któ­rych może nigdy nie usły­szał a za któ­rymi zawsze tęsk­nił. Nasze małe apo­stol­stwo. Wyjąć róża­niec w tymże auto­bu­sie, nie żeby się ludziom poka­zać, ale żeby się modlić za tych co zmie­rzają do pracy czy szkoły. Kupo­wać dobrą prasę i „pod­rzu­cać“ w miej­scu pracy. Zawsze ktoś się­gnie. Bóg prze­ma­wia nie tylko w homi­liach. Naj­pięk­niej­sze kaza­nia mówi­cie Wy świeccy gdy potra­fi­cie z miło­ścią roz­ma­wiać, odpie­rać argu­menty. Kiedy matka przed pusz­cze­niem dziecka do szkoły czyni mu znak krzyża na czole. Kiedy w restau­ra­cji, w ciszy, na sto­jąco, przed posił­kiem czy­ni­cie znak krzyża. To naj­pięk­niej­sze kaza­nie do świata.

  3. monika Says:

    Ja nie­stety nie mogę mówić takich kazań. Nie potra­fię. Choć bar­dzo, bar­dzo bym chciała.…

  4. ela Says:

    Moniko !, Twoje świa­dec­two jakie skła­dasz swoim życiem, tym co robisz i jaką postawę przyj­mu­jesz wobec swo­jego cier­pie­nia to jedno z naj­pięk­niej­szych kazań jakie sły­sza­łam. Wystar­czy poczy­tać Twój blog, a już nic nie jest takie jak przed­tem. Wiem że nie jest to chrze­ści­jań­skie uczu­cie ale zazdrosz­czę Ci Two­jej wiary. Pozdra­wiam Cię ser­decz­nie :) Mam nadzieję że Wie­lebny nie obrazi się za te pry­watne „wycieczki“ :)

  5. xTom Says:

    Wie­lebny się pew­nie nie obrazi, ja może troszkę :)

  6. ela Says:

    Więc kajam się, do nóżek padam, rączki całuję, pokor­nie o wyba­cze­nie pro­szę;
    :)

  7. monika Says:

    Jezeli Księ­dza obra­żam to prze­stanę komen­to­wać… :)

  8. ela Says:

    Ups, ale się zro­bił gali­ma­tias :) Tylko xTom może to odkrę­cić. Moniko, pro­szę Cię prze­czy­taj jesz­cze raz moje komen­ta­rze :)

  9. xTom Says:

    wystar­czy tylko ad rem :)

  10. monika Says:

    Dobrze. Ad rem. Pro­szę Księ­dza, tyle się mówi o 
    “walce“ dobra ze złem. „Zło dobrem zwy­cię­żaj“. Tym­cza­sem kie­dyś sły­sza­łam, Jezus nie wal­czył ze złem ale czy­nił dobro. Ksiądz także o tym pisze.
    Jezus też mówi,żeby nie sta­wiać oporu złemu.
    Jak to pogo­dzić? Czy czy­nie­nie dobra nie jest walką ze złem? A może słowo „walka“ jest tu nieodpowiednie?

  11. xTom Says:

    a jak „wal­czył“ Chrystus?

  12. monika Says:

    Jak „wal­czył“ ? Nazy­wał grzech po imie­niu. Ale nie potę­piał ludzi. Nie oskar­żał. Prze­ciw­nie. Upo­mi­nał, wyba­czał. Jeśli tylko widział choć troszkę skru­chy. Powo­ły­wał grzesz­ni­ków. Sia­dał z nimi przy stole. Nauczał. Uzdra­wiał. A na końcu umarł za nas wszyst­kich na krzyżu. Tak „wal­czył“. Miłością.

Leave a Reply