wrz 27

Gdy dopełniał się czas wzięcia Jezusa z tego świata, postanowił udać się do Jerozolimy i wysłał przed sobą posłańców. Ci wybrali się w drogę i przyszli do pewnego miasteczka samarytańskiego, by Mu przygotować pobyt. Nie przyjęto Go jednak, ponieważ zmierzał do Jerozolimy.
Widząc to uczniowie Jakub i Jan rzekli: „Panie, czy chcesz, a powiemy, żeby ogień spadł z nieba i zniszczył ich?“ Lecz On odwróciwszy się zabronił im. I udali się do innego miasteczka.
Broń nas Boże przed tylko naszymi pomysłami na głoszenie Ewangelii. Broń nas Boże od nienawiści w stosunku do tych, którzy Cię odrzucają. Narody i cywilizacje, które zamykają swe serca przed przychodzącym Bogiem usychają. Ogień kiedyś zstąpi z nieba i to, co suche spłonie. Czas jednak musi się wypełnić. Szansa na nawrócenie zawsze jest na wyciągnięcie ręki. Bóg tylko czeka na zaproszenie. Czasem jak żebrak pod bramą serca kołacze cierpieniem czy niezrozumiałą historią życia. Czasem pisze prosto na krzywych liniach życia. Inna jest miara człowieka i inna jest miara Boga. Bóg bowiem przyjął na siebie wszelkie odrzucenie i wszystko co jest nie-Bogiem, aby nienawiści przeciwstawić miłość i tak zwyciężyć bez walki i ognia z nieba. Taka jest też nasza droga do Jerozolimy, gdy napotykamy na samarytańskie miasta w nas i wokół nas. „Moc bowiem w słabości się doskonali“. Nie tyle zwalczać wciąż zło, co czynić dobro. Zło jest bezsilne wobec siły miłości. Kiedyś mówiono o chrześcijanach: „Popatrzcie jak oni się miłują“. I to zmieniło świat. Nie rzymska siła, nawet nie grecka mądrość i nie ogień z nieba. „Kochaj i rób co chcesz“.
Wrzesień 27th, 2011 at 22:19
Wczoraj wracałam z pracy autobusem. Obok mnie siedział młody chłopak. Słuchał muzyki. Ja otworzyłam książkę „365 przebłysków wieczności, Medytacje na każdy dzień“. Chłopak ten chwilami czytał ze mną, więc przedłużałam czytanie, żeby mógł dokończy stronę. Potem otwierałam w miejscach, gdzie tematem była miłość Boga do człowieka. W pewnej chwili zapytał o tytuł tej książki, bo mi trochę wyczytał. Powiedziałam, że to mnie cieszy, zapisałam na kartce tytuł książki i radosny wysiadł z autobusu.
Każdy człowiek jest dzieckiem Boga. Dzieckiem umiłowanym przez Boga. Trudno jest kochać innych ludzi nie czując się kochanym, a żaden człowiek nie będzie kochał nas tak bardzo, jak kocha nas Bóg.
Wrzesień 27th, 2011 at 22:36
I to jest także sposób na ewangelizację. Nie trzeba od razu wielkich gestów. Wystarczy otworzyć książkę w zatłoczonym autobusie, pozwolić komuś przeczytać słowa, których może nigdy nie usłyszał a za którymi zawsze tęsknił. Nasze małe apostolstwo. Wyjąć różaniec w tymże autobusie, nie żeby się ludziom pokazać, ale żeby się modlić za tych co zmierzają do pracy czy szkoły. Kupować dobrą prasę i „podrzucać“ w miejscu pracy. Zawsze ktoś sięgnie. Bóg przemawia nie tylko w homiliach. Najpiękniejsze kazania mówicie Wy świeccy gdy potraficie z miłością rozmawiać, odpierać argumenty. Kiedy matka przed puszczeniem dziecka do szkoły czyni mu znak krzyża na czole. Kiedy w restauracji, w ciszy, na stojąco, przed posiłkiem czynicie znak krzyża. To najpiękniejsze kazanie do świata.
Wrzesień 28th, 2011 at 08:59
Ja niestety nie mogę mówić takich kazań. Nie potrafię. Choć bardzo, bardzo bym chciała.…
Wrzesień 28th, 2011 at 13:25
Moniko !, Twoje świadectwo jakie składasz swoim życiem, tym co robisz i jaką postawę przyjmujesz wobec swojego cierpienia to jedno z najpiękniejszych kazań jakie słyszałam. Wystarczy poczytać Twój blog, a już nic nie jest takie jak przedtem. Wiem że nie jest to chrześcijańskie uczucie ale zazdroszczę Ci Twojej wiary. Pozdrawiam Cię serdecznie
Mam nadzieję że Wielebny nie obrazi się za te prywatne „wycieczki“
Wrzesień 28th, 2011 at 13:53
Wielebny się pewnie nie obrazi, ja może troszkę
Wrzesień 28th, 2011 at 16:02
Więc kajam się, do nóżek padam, rączki całuję, pokornie o wybaczenie proszę;
Wrzesień 28th, 2011 at 17:00
Jezeli Księdza obrażam to przestanę komentować…
Wrzesień 28th, 2011 at 18:20
Ups, ale się zrobił galimatias
Tylko xTom może to odkręcić. Moniko, proszę Cię przeczytaj jeszcze raz moje komentarze
Wrzesień 28th, 2011 at 18:21
wystarczy tylko ad rem
Wrzesień 28th, 2011 at 19:16
Dobrze. Ad rem. Proszę Księdza, tyle się mówi o
“walce“ dobra ze złem. „Zło dobrem zwyciężaj“. Tymczasem kiedyś słyszałam, Jezus nie walczył ze złem ale czynił dobro. Ksiądz także o tym pisze.
Jezus też mówi,żeby nie stawiać oporu złemu.
Jak to pogodzić? Czy czynienie dobra nie jest walką ze złem? A może słowo „walka“ jest tu nieodpowiednie?
Wrzesień 28th, 2011 at 21:10
a jak „walczył“ Chrystus?
Wrzesień 29th, 2011 at 10:04
Jak „walczył“ ? Nazywał grzech po imieniu. Ale nie potępiał ludzi. Nie oskarżał. Przeciwnie. Upominał, wybaczał. Jeśli tylko widział choć troszkę skruchy. Powoływał grzeszników. Siadał z nimi przy stole. Nauczał. Uzdrawiał. A na końcu umarł za nas wszystkich na krzyżu. Tak „walczył“. Miłością.