Zapisz jako PDF Wydrukuj

Mała miłość

Posted by: xTom in Ewangelia Add comments

Wró­ciło sie­dem­dzie­się­ciu dwóch z rado­ścią mówiąc: „Panie, przez wzgląd na Twoje imię nawet złe duchy nam się poddają“.

Wtedy rzekł do nich: „Widzia­łem sza­tana spa­da­ją­cego z nieba jak bły­ska­wica. Oto dałem wam wła­dzę stą­pa­nia po wężach i skor­pio­nach, i po całej potę­dze prze­ciw­nika, a nic wam nie zaszko­dzi. Jed­nak nie z tego się ciesz­cie, że duchy się wam pod­dają, lecz ciesz­cie się, że wasze imiona zapi­sane są w niebie“.
W tej wła­śnie chwili Jezus roz­ra­do­wał się w Duchu Świę­tym i rzekł: „Wysła­wiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakry­łeś te rze­czy przed mądrymi i roz­trop­nymi, a obja­wi­łeś je pro­stacz­kom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodo­ba­nie. Ojciec mój prze­ka­zał Mi wszystko. Nikt też nie wie, kim jest Syn, tylko Ojciec; ani kim jest Ojciec, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić“.
Potem zwró­cił się do samych uczniów i rzekł: „Szczę­śliwe oczy, które widzą to, co wy widzi­cie. Bo powia­dam wam: Wielu pro­ro­ków i kró­lów pra­gnęło ujrzeć to, co wy widzi­cie, a nie ujrzeli, i usły­szeć, co sły­szy­cie, a nie usłyszeli“.
Obja­wi­łeś pro­stacz­kom… Ludziom co nic nie mają poza Tobą i wszystko w Tobie, któ­rzy nie potra­fią kochać nikogo poza Tobą i wszyst­kich w Tobie.

Jeśli miłość naj­więk­sza w pro­sto­cie,
a pra­gnie­nie naj­prost­sze w tęsk­no­cie,
więc nie dziw, że pra­gnął Bóg,
aby naj­pro­stsi Go przy­jęli,
ci, któ­rzy duszę mają z bieli,
a dla miło­ści swej nie znają słów.“ x. K. Wojtyła

Jak żyć w obję­ciach XXI wieku? Trzyma, nie puści… Chcę się podzie­lić czymś bar­dzo oso­bi­stym, jed­nym z naj­waż­niej­szych odkryć mojego życia i myśle­nia. Rzecz doty­czy świę­tej Teresy z Lisieux, jej postaci i geniu­szu osoby. Świa­tło, które od niej bije, jest świa­tłem „od Dzie­ciątka Jezus“. W sam raz na święta… I na życie. Bo może być ono spo­so­bem na życie, przy­szło­ścią Kościoła, jego teo­lo­gii… Spró­buję rzecz wyja­śnić. A zatem — po kolei.

Mała Teresa, wielka teologia

Jaka teo­lo­gia na nowe tysiąc­le­cie?. Patronką mojej odpo­wie­dzi, patronką teo­lo­gii dają­cej nadzieję, jest święta Teresa z Lisieux — jej postać, dzieło, myśl. Teo­lo­gia musi się trzy­mać bli­sko świę­tych, ina­czej grozi jej wysu­sze­nie… A Tere­sie dane zostało jedno z naj­głęb­szych w dzie­jach chrze­ści­jań­stwa rozu­mie­nie tajem­nicy Wcie­le­nia — swo­ista „łaska Bożego Narodzenia“.

Ale też w życiu i pismach Teresy na cen­tral­nie usy­tu­owany żłóbek pada nie­ustan­nie cień krzyża. Który to cień — dzięki Wiel­kiej Nocy — staje się bla­skiem. Wła­śnie tak prze­ży­wana „łaska Bożego Naro­dze­nia“, inkar­na­cyj­ność (Inkar­na­cja = Wcie­le­nie) spra­wia, że Teresę cha­rak­te­ry­zuje ducho­wość na wskroś współ­cze­sna: miłość Ziemi, pla­nety ludzi, mar­nej doli czło­wie­czej, zami­ło­wa­nie do aktów stra­co­nych i zna­czą­cych nie­wiele albo nic; bez­względna szcze­rość, pasja i miłość totalna. Wybitny fran­cu­ski pisarz, Jean Guit­ton prze­ni­kli­wie tropi jej nowo­cze­sność, pisze: jest współ­cze­sna jak my — „aż do poczu­cia trwogi ist­nie­nia, aż do doświad­cze­nia rady­kal­nego, wszech­obej­mu­ją­cego zwąt­pie­nia, aż do (…) smaku nico­ści, który dane było Tere­sie poczuć w ostat­nich latach życia, w umie­ra­niu okrut­niej­szym niż sama śmierć“.

Do tego koniecz­nie marze­nie jej życia: „być miło­ścią w sercu Kościoła“ — miłość jako abso­lutne cen­trum, znak toż­sa­mo­ści; „kościel­ność“ reli­gij­nego doświad­cze­nia i prze­ży­cia jako powie­trze, któ­rego obec­ność jest konieczna dla odde­chu czło­wie­czego szu­ka­nia Boga. Oto „łaska Bożego Naro­dze­nia“. Wybie­ra­jąc jed­no­znacz­nie Boga, wybie­rać — tym samym i tym bar­dziej — czło­wieka. Chry­sto­lo­gia od Dzie­ciątka Jezus na czas póź­nej nowo­cze­sno­ści — pro­jekt teo­lo­gii przy­szło­ści, pra­gnie­nie mojego umy­słu i serca. Kto wie, czy nie jest to naj­lep­sza pro­po­zy­cja drogi dla wielu z nas…

Mała droga, wielka miłość

Pan Bóg tak bar­dzo nas kocha i przy­kro Mu, że musi zosta­wić nas na ziemi, aby­śmy wypeł­nili swój czas próby, nie powin­ni­śmy więc przy­spa­rzać Mu dodat­ko­wych przy­kro­ści, skar­żąc się nie­ustan­nie, że jest nam bar­dzo źle; trzeba spra­wiać wra­że­nie, że się tego nie widzi!“.

Autorką tych nie­zwy­kłych, szo­ku­ją­cych wręcz słów, jest wła­śnie ona, dok­tor Kościoła, święta Teresa z Lisieux — od Dzie­ciątka Jezus i Świę­tego Obli­cza. Przy­znajmy, że to, co naj­bar­dziej intry­guje w powyż­szej wypo­wie­dzi, to rady­kalna zmiana per­spek­tywy w podej­ściu do kwe­stii cier­pie­nia, owo­cu­jąca ową pro­wo­ka­cyjną radą: „trzeba spra­wiać wra­że­nie, że się tego nie widzi“. Ale kto­kol­wiek praw­dzi­wie kochał, wie dosko­nale, o czym tu mowa: cier­pieć jak naj­ci­szej, żeby mój ból nie spra­wiał bólu komuś, kogo kocham i kto mnie kocha. Jeśli musi boleć, niech boli tylko mnie, nie jego (ją)…“

x. J. Szymik

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

2 Responses to “Mała miłość”

  1. monika Says:

    Cier­pieć jak najciszej.…

  2. Nika Says:

    Cier­pieć coraz ciszej, kochać coraz moc­niej.
    Jezu pomóż.

Leave a Reply