Droga oczysz­cze­nia zapo­cząt­ko­wana zostaje za ziem­skiego życia czło­wieka. Jest to droga do dosko­na­ło­ści, sta­no­wiąca współ­dzia­ła­nie łaski Bożej i wol­no­ści czło­wieka. Oczysz­cze­nie pod­czas ziem­skiego życia jest zatem aktywne i bierne. Po śmierci będzie już tylko bierne. Pod­czas naszej ziem­skiej wędrówki kie­ru­jemy się w stronę Boga. To pierw­sza trud­ność ponie­waż Bóg jest Święty w spo­sób dla nas nie­wy­obra­żalny. Hebraj­skie „Kadosz“, które prze­tłu­ma­czone jest na śpie­waną we wszyst­kich kościo­łach sekwen­cję „Święty, Święty, Święty“, ozna­cza nie tylko świę­tość, ale i odłą­cze­nie, inność. Bóg jest cał­ko­wi­cie inny od wszyst­kiego co możemy o Nim powie­dzieć i pomy­śleć. Jest także Święty w zna­cze­niu, któ­rego my nie jeste­śmy w sta­nie pojąć. Dla­tego w nie­bie kon­tem­pla­cja Boga będzie trwałą wiecz­nie. Bóg bowiem nigdy się nam nie znu­dzi. Gdy więc pada pyta­nie w Ewan­ge­lii: „Któż więc może się zba­wić?“ pada odpo­wiedź: „U ludzi to nie­moż­liwe, ale nie u Boga; bo u Boga wszystko jest moż­liwe“. Uświę­ce­nie zatem jest już u swo­ich fun­da­men­tów dzia­ła­niem Boga, który współ­pra­cu­jąc z czło­wie­kiem udziela mu sie­bie. Nie ozna­cza to braku dzia­ła­nia ze strony czło­wieka (kwie­tyzm). Naj­więk­sze bowiem z przy­ka­zań mówi o miło­ści Boga, bliź­niego i sie­bie. Widać tu nie tylko postawę uni­ka­nia grze­chu, to zbyt mało. Chrze­ści­ja­nin jest czło­wie­kiem miło­ści wcie­lo­nej tzn. takim, który uni­ka­jąc grze­chu, kocha miło­ścią wyra­żoną w czy­nie i/​lub modli­twie. Każdy jest więc zobo­wią­zany do miło­ści mądrej, bio­rą­cej przy­kład z Boga, który jest Miło­ścią. Te dwa ele­menty łaski i dzia­ła­nia czło­wieka wyra­ził pięk­nie św. Ignacy pisząc „Módl się tak jakby wszystko zale­żało od Cie­bie, a czyń tak jakby wszystko zale­żało od Boga“. Część, która zakłada wysi­łek czło­wieka nazwana jest ascezą (tak grecy nazy­wali ćwicze­nie). W taki spo­sób czło­wiek zapro­szony jest do drogi. Sym­bo­liczny obraz tejże możemy odna­leźć w przy­po­wie­ści o mar­no­traw­nym synu zwa­nej także przy­po­wie­ścią o miło­sier­nym ojcu. Jest w niej kilka ele­men­tów sta­no­wią­cych opis naszej rela­cji z Bogiem. Po pierw­sze dystans. Daleka kra­ina obra­zuje nie­obec­ność Boga, którą czło­wiek nosi w sobie. Droga roz­po­czyna się kiedy czło­wiek obu­dzi w sobie tęsk­notę za Ojcem. Następ­nie rodzi się pra­gnie­nie pod­ję­cia drogi i zmiana kie­runku. Trwa­nie w tym kie­runku i utrzy­my­wa­nie go przy­bliża czło­wieka do Ojca. Kto trwa kon­se­kwent­nie w obję­tej dro­dze i umiera może być pewny zba­wie­nia. Nie oma­wiam w tym miej­scu całej pro­ble­ma­tyki moral­nej zwią­za­nej z kry­tyką tzw, opcji fun­da­men­tal­nej. Odsy­łam tu do tek­stu ency­kliki Jana Pawła II „Veri­ta­tis Splen­dor“, a kon­kret­nie jej dru­giego roz­działu. Tekst II roz­działu Veri­ta­tis Splendor.

Wra­ca­jąc jed­nak do naszego przy­kładu. Trwa­jąc w swo­jej decy­zji powrotu do Ojca czło­wieka może zastać śmierć. I o ile obrany kie­ru­nek był wystar­cza­jący by sta­nąć po śmierci po stro­nie zba­wie­nia, o tyle pozo­staje jesz­cze, mówiąc obra­zowo, pewna odle­głość od celu. W dro­dze każdy krok w stronę celu można zamknąć w poję­ciu żalu, skru­chy i zadość­uczy­nie­nia. Żal, jak powiada Kate­chizm, jest bólem duszy i łączy się ze znie­na­wi­dze­niem popeł­nio­nego grze­chu oraz posta­no­wie­niem poprawy. Jeśli żal ten jest spo­wo­do­wany miło­ścią do Boga okre­ślamy go jako dosko­nały. Jeśli wypływa ze stra­chu przed pie­kłem, kon­se­kwen­cjami, wstrę­cie do samego sie­bie itd, wtedy nazy­wamy go nie­do­sko­na­łym. Dalej skru­cha, która ma chyba coś wspól­nego ze sło­wem kru­szyć. Skru­sze­niu ulega bowiem w czło­wieku cały mecha­nizm samo uspra­wie­dli­wia­nia się. Dopóki wciąż uspra­wie­dli­wiamy swoje grze­chy hasłami „bo wszy­scy“, „bo muszę“, „bo takie czasy“, „bo nie wypada ina­czej“ tkwimy w posta­wie serca nie skru­szo­nego przed Bogiem. I ostat­nia postawa, czyli zadość­uczy­nie­nie. Żal, wyzna­nie grze­chów, skru­cha przy­go­to­wuje do prze­ło­że­nia czynu w kon­kret dzia­ła­nia czyli do zadość­uczy­nie­nia. Ten ostatni punkt dobrego prze­ży­cia sakra­mentu spo­wie­dzi czę­sto utoż­sa­miany jest z odmó­wie­niem modli­twy, którą nało­żył kapłan w sakra­men­cie pokuty. Oczy­wi­ście w pew­nych przy­pad­kach modli­twa jest jedyną drogą „ure­gu­lo­wa­nia zabu­rzo­nego grze­chem sto­sunku miło­ści“. Zadość­uczy­nie­nie jed­nak powinno mak­sy­mal­nie napra­wić szkodę wyrzą­dzoną naszym grze­chem. Jeśli więc naszym pro­ble­mem jest oszczer­stwo powin­ni­śmy, na miarę naszych moż­li­wo­ści, wypro­sto­wać nie­praw­dziwą infor­ma­cję. Ist­nieje bar­dzo duże nie­bez­pie­czeń­stwo uspra­wie­dli­wia­nia swo­jego braku dzia­ła­nia przez modli­twę. Zawsze łatwiej jest odmó­wić róża­niec niż kogoś prze­pro­sić czy wpła­cić rów­no­war­tość „wynie­sio­nych“ z pracy przed­mio­tów na hospi­cjum. Tak w skró­cie przed­sta­wia się droga oczysz­cze­nia na ziemi widziana od strony człowieka.

Z per­spek­tywy Boga mówi­li­śmy już sobie, że jest to aktu uprze­dza­jący („Zanim słowo powsta­nie na języku, Ty Panie znasz je już całe“). Należy także wyja­śnić, że czym innym jest świę­tość a czym innym dosko­na­łość moralna. Można ćwiczyć się w postę­po­wa­niu moral­nym i nie będzie to miało nic wspól­nego ze świę­to­ścią. Można uni­kać zła i dosko­na­lić się w cno­tach i ani na mili­metr nie przy­bli­żyć się do Boga. Świę­tość nato­miast zakłada ludzką pracę (asceza), jest jed­nak przede wszyst­kim obec­no­ścią Boga w czło­wieku poprzez łaskę. Łaska ta, budu­jąc na natu­rze czło­wieka prze­kra­cza to, co ludz­kie, otwie­ra­jąc czło­wieka na niebo. W tej per­spek­ty­wie rozu­mieć także trzeba pro­blem cier­pie­nia, które trak­to­wane jest cza­sem zupeł­nie fał­szy­wie jako czy­ściec na ziemi. Otóż cier­pie­nie samo z sie­bie nie ma żadnej mocy oczysz­cza­nia. Może ono być skład­ni­kiem tego pro­cesu, ale samo w sobie nie sta­nowi o oczysz­cze­niu. Cier­pie­nie bowiem może zamknąć czło­wieka na Boga, wzbu­dza­jąc w nim tylko bunt a nawet nie­na­wiść. Reasu­mu­jąc trzeba pod­kre­ślić, że to miłość oczysz­cza, a nie cier­pie­nie. Miłość może wyra­żać się przez cier­pie­nie jak cier­pie­nie Chry­stusa w cza­sie męki czy ana­lo­gicz­nie cier­pie­nie matki wyda­ją­cej na świat swoje dziecko. Ten zwią­zek cier­pie­nia, miło­ści, czyśćca i ognia naj­le­piej widać w tek­ście św. Jana od Krzyża „Noc ciemna“. Pisze On tak:

Z tego porów­na­nia możemy wiele rze­czy zro­zu­mieć w związku z tym, cośmy już mówili i co zamie­rzamy powiedzieć.

3. Naj­pierw widzimy, że to samo świa­tło i ta sama miło­sna Mądrość, która ma się złą­czyć z duszą i prze­mie­nić ją w sie­bie, jest czyn­ni­kiem, który w począt­kach duszę oczysz­cza i przy­go­to­wuje. Podob­nie jak ów ogień, który zamie­nił drzewo w sie­bie pochła­nia­jąc je, jest tym samym ogniem, który z początku przy­go­to­wał to drzewo dla wspo­mnia­nych celów.

4. Po dru­gie zoba­czymy, że cier­pie­nia nie przy­cho­dzą na duszę ze strony wspo­mnia­nej Mądro­ści, gdyż, jak mówi Mędrzec: „Przy­szły mi razem z nią wszyst­kie dobra“ (Mdr 7, 11). Cier­pie­nia te przy­cho­dzą ze strony sła­bo­ści i nie­do­sko­na­ło­ści duszy, skut­kiem któ­rych nie może bez tego oczysz­cze­nia przyj­mo­wać boskiego świa­tła, sło­dy­czy i roz­ko­szy. (Podob­nie jak drzewo nie może natych­miast, gdy się przy­łoży do niego ogień, prze­mie­nić się w ogień, lecz musi być do tego przy­go­to­wane). Stąd też pocho­dzą cier­pie­nia duszy. Potwier­dza to Ekle­zja­styk mówiąc, ile musiał wycier­pieć, zanim doszedł do zjed­no­cze­nia i rado­wa­nia się tą Mądro­ścią: „Wal­czyła dusza moja o nią… Wnętrz­no­ści moje poru­szyły się, szu­ka­jąc jej, dla­tego dostanę dobrą posia­dłość“ (Syr 51, 25 i 29).

5. Po trze­cie, możemy z tego porów­na­nia poznać, w jaki spo­sób cier­pią dusze czyść­cowe. Ogień nie miałby nad nimi żadnej wła­dzy, choćby je ogar­niał, gdyby one nie miały nie­do­sko­na­ło­ści, z powodu któ­rych muszą cier­pieć. Nie­do­sko­na­ło­ści te bowiem są mate­rią, któ­rej ima się ogień, a gdy się skoń­czą, ogień nie będzie już palił. I tutaj rów­nież, gdy znikną nie­do­sko­na­ło­ści duszy, skoń­czy się jej utra­pie­nie, a pozo­sta­nie radość.

6. Po czwarte, możemy tu poznać, jak dusza w miarę oczysz­cza­nia się za pośred­nic­twem owego ognia miło­ści roz­pala się nim coraz to bardziej.“

Pro­ces ten wyda­wać się może dość skom­pli­ko­wany. Trzeba tu jed­nak wspo­mnieć postać zapo­mnianą dla ducho­wo­ści kato­lic­kiej. Mam tu na myśli św. Dobrego Łotra. Już sama zbitka słów wydaje się dziwna i nie logiczna. Pierw­szy kano­ni­zo­wany i to przez samego Chry­stusa. Wszedł do nieba, nawet wyprze­dza­jąc Matkę Bożą. Wielka miłość spo­tkana i przy­jęta popro­wa­dzi w bramy raju nawet w ostat­niej chwili życia. Pro­stota miło­ści, która kazała świę­tej Tere­sie z Lisieux uwa­żać, że kiedy się kocha czy­ściec nie może ist­nieć. Pisała Ona tak:

Posłu­chaj­cie, jak daleko ma się­gać wasze zaufa­nie! Musi spra­wić, byście uwie­rzyli, że czy­ściec nie jest dla was, tylko dla dusz, które nie poznały Miło­ści miło­sier­nej, czy które wąt­piły w jej oczysz­cza­jącą moc. (…) Bóg pra­gnie tego jesz­cze bar­dziej niż wy sami i zapewne da On wam to, czego ocze­ku­je­cie od Jego miłosierdzia.“

Podob­nie czy­tamy w wyka­zie odpustów:

Jeśli kapłan nie może być obecny, nasza Święta Matka Kościół łaska­wie mu (kona­ją­cemu) udziela, o ile jest odpo­wied­nio dys­po­no­wany, odpu­stu zupeł­nego, który uzy­skuje w momen­cie śmierci, byleby za życia miał zwy­czaj odma­wia­nia jakich­kol­wiek modlitw; w tym przy­padku Kościół zawie­sza trzy warunki zazwy­czaj obwią­zu­jące do uzy­ska­nia odpu­stu zupeł­nego“. (cytat z książki J.-M. Bot, Czy­ściec…, op. cit.)

Pada tu jed­nak słowo — klucz czyli: „o ile jest odpo­wied­nio dys­po­no­wany“. Tę dys­po­zy­cję kształ­tuje się całe życie. Bar­dzo wąt­pliwe by ktoś lek­ce­wa­żący swoją wiarę w chwili śmierci miał tę „odpo­wied­nią dys­po­zy­cję“. Acz­kol­wiek nie ogra­ni­czajmy nikomu prawa do łaski. I na koniec tej czę­ści roz­wa­żań cytat znów ze świę­tej małej Tereski.

Świę­tość nie polega na tej lub owej prak­tyce, ale na uspo­so­bie­niu serca, które spra­wia, że jeste­śmy małymi i pokor­nymi w obję­ciach Boga, uzna­ją­cymi swą sła­bość i ufa­ją­cymi do zuchwal­stwa Jego dobroci ojcowskiej“.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Leave a Reply