
Trudno mówić o czyśćcu jako o miejscu i przestrzeni, jak i o czasie. Z drugiej strony wieczność w sensie ścisłym przysługuje tylko Bogu, który nie ma początku ani końca. Godnym więc rozważenia jest stan pomiędzy czasem a wiecznością. Stan ten (aevum) byłby właściwy stworzeniom. Aby jednak przybliżyć ten stan trzeba wyjść od faktu Wcielenia. Oto wieczny i nieskończony Bóg przyjmuje ramy czasowe wchodząc w czas i przestrzeń. Pozwala się ograniczyć, pozostając nadal nieskończonym. Może zatem powiedzieć, że Bóg przyjął na siebie ludzki czas. Wieczność, która weszła w czas zapewnia także czasowi wejście w wieczność. Wieczność zostaje zapisana w czasie więc czas i przestrzeń zostają odkupione i przeznaczone do przemienienia, a nie do zniszczenia. „Czas staje się, w Jezusie Chrystusie Słowie Wcielonym, wymiarem Boga, który jest wieczny sam w sobie“. (Jan Paweł II, Tertio millenio adveniente) Jeśli więc rozpatrujemy czas w czyśćcu trzeba powiedzieć, że o ile występuje to można go określić jako czas psychologiczny. Taki czas bliski jest naszemu doświadczeniu kiedy to pewne chwile wydają nam się całą wiecznością, a inne uciekają bardzo szybko. W czyśćcu przeżywanie czasu jest więc bardzo spersonalizowane. Można nawet powiedzieć, że jest tyle czasów w czyśćcu ile jest tam dusz. Każdy jakby miał swój czas odmierzany winą. Im jednak bardziej wzrasta miłość, czyli o ile dusza się oczyszcza, tym wolniej czas zaczyna płynąć. Im bowiem więcej światła, tym więcej drobinek kurzu widać, a jak wiemy przed Bogiem dusza musi być absolutnie czysta. Jeśli zaś chodzi o stan dusz w czyśćcu to wymienić należy te stany, które dostępne są duszom. Pierwszy i podstawowy stan duszy w czyśćcu, który stanowi największe jej cierpienie to tęsknota za Bogiem. Będąc tu na ziemi wiele rzeczy pozostaje przed nami zakrytych z powodu naszych grzechów. Po śmierci, stając przed Bogiem poznamy jak fascynujący jest Bóg, jak piękny. Niektórzy autorzy posługują się tu obrazem magnesu, który automatycznie przyciąga opiłki metalu. Ta automatyczna fascynacja Bogiem będzie połączona z prześwietleniem duszy. To światło Boga bezlitośnie obnaży każdą drobinkę kurzu grzechowego. Okaże się każdy grzech popełniony myślą, mową, czynem i zaniedbaniem. To czego dokonaliśmy i co zaniedbaliśmy oraz wszystkie te sytuacje, gdy staliśmy się powodem grzechu innych. To, co zostawiło ślad w duszy. Wszystko to jest przeszkodą dla zjednoczenia się czystym bytem jakim jest Bóg. To odłączenie przy jednoczesnym przyciąganiu stanowi źródło największego cierpienia tzn. tęsknoty za Bogiem. Tu znów miłość łączy się z cierpieniem. Trochę tak jak zakochany, który nie może być ze swoją umiłowaną. Tęsknota staje się jego największą męką. Tak można też rozumieć ogień, który kojarzy nam się z czyśćcem. Tęsknota, która trawi duszę i wypala w niej wszystko, co nie było z Boga. Bóg jest bowiem ogniem pożerającym (Pwt 4, 24). Stąd święty Paweł mógł napisać, że dusza ocaleje „jakby przez ogień“.
Jest także w czyśćcu rzeczywistość cierpienia, które przechodzi dusza celem oczyszczenia. Jak już napisałem każdy grzech zaciąga winę oraz karę doczesną. Wina zostaje nam odpuszczona w sakramencie pokuty. Kara doczesna natomiast pozostaje. Należy zatem już tu na ziemi odpokutować za swoje grzechy podejmując różne akty pokutne oraz zyskując odpusty. Jeśli tej pokuty nie wypełnimy na ziemi mamy sposobność dokonania jej w czyśćcu. Taka pokuta, będąca w czyśćcu oczyszczającym cierpieniem, różni się od siebie w zależności od wagi win. Jest kilka przyczyn, od których zależy długość i intensywność czyśćcowych cierpień. Pierwsza z nich to oczywiście czystość duszy wymagana do spotkania z Bogiem. Druga to ilość i jakość grzechów oraz braków czy zaniedbań miłości popełnionych za ziemskiego życia. Po trzecie to stopień odpokutowania grzechów za życia. Po czwarte jest to zapomnienie nas żyjących o tych, którzy odeszli przed nami. Mam tu na myśli zapomnienie w modlitwie, w Mszach świętych, w odpustach. Módlmy się zatem za tych naszych braci i siostry żebrzących w czyśćcu o modlitwę:
Boże miłosierny, z tronu Twojej chwały
wejrzyj na biedne dusze w czyśćcu cierpiące.
Wejrzyj na ich karanie i męki, jakie ponoszą,
na łzy, które przed Tobą wylewają.
Usłysz ich błagania i jęki,
którymi wołają do Ciebie o miłosierdzie.
Zmiłuj się nad nimi i odpuść im grzechy.
Wspomnij, najłaskawszy Ojcze,
na Mękę, którą Twój Syn podjął dla nich.
Wspomnij na Krew Przenajświętszą,
którą za nich wylał.
Wspomnij na gorzką śmierć Jego,
którą dla nich podjął i zmiłuj się nad nimi.
Za wszystkie ich przewinienia,
których się kiedykolwiek dopuściły,
ofiaruję Ci przenajświętsze życie
i wszystkie czyny Twego najmilszego Syna.
Za zaniedbania popełnione w Twojej świętej służbie
ofiaruję Ci Jego gorące pragnienia.
Za opuszczenie dobrych i zbawiennych spraw
ofiaruję Ci nieskończone zasługi Twego Syna.
Za wszystkie krzywdy, jakich od nich doznałeś,
ofiaruję Ci wszystko, co Ci kiedykolwiek miłego świadczyły.
Na koniec za wszystkie męki, które słusznie muszą cierpieć,
ofiaruję Ci wszystkie pokuty, posty, czuwania, modlitwy, prace, boleści, Krew i Rany, mękę i Śmierć niewinną,
którą z najgorętszej miłości cierpiał za nas najmilszy Twój Syn.
Błagam Cię, abyś raczył przyjąć te ukochane dusze
do rajskiej szczęśliwości,
aby Cię tam wielbiły na wieki.
Amen.