Zapisz jako PDF Wydrukuj

Czy­ścieć: Stan dusz

Posted by: xTom in Ewangelia Add comments

Trudno mówić o czyśćcu jako o miej­scu i prze­strzeni, jak i o cza­sie. Z dru­giej strony wiecz­ność w sen­sie ścisłym przy­słu­guje tylko Bogu, który nie ma początku ani końca. God­nym więc roz­wa­że­nia jest stan pomię­dzy cza­sem a wiecz­no­ścią. Stan ten (aevum) byłby wła­ściwy stwo­rze­niom. Aby jed­nak przy­bli­żyć ten stan trzeba wyjść od faktu Wcie­le­nia. Oto wieczny i nie­skoń­czony Bóg przyj­muje ramy cza­sowe wcho­dząc w czas i prze­strzeń. Pozwala się ogra­ni­czyć, pozo­sta­jąc nadal nie­skoń­czo­nym. Może zatem powie­dzieć, że Bóg przy­jął na sie­bie ludzki czas. Wiecz­ność, która weszła w czas zapew­nia także cza­sowi wej­ście w wiecz­ność. Wiecz­ność zostaje zapi­sana w cza­sie więc czas i prze­strzeń zostają odku­pione i prze­zna­czone do prze­mie­nie­nia, a nie do znisz­cze­nia. „Czas staje się, w Jezu­sie Chry­stu­sie Sło­wie Wcie­lo­nym, wymia­rem Boga, który jest wieczny sam w sobie“. (Jan Paweł II, Ter­tio mil­le­nio adve­niente) Jeśli więc roz­pa­tru­jemy czas w czyśćcu trzeba powie­dzieć, że o ile wystę­puje to można go okre­ślić jako czas psy­cho­lo­giczny. Taki czas bli­ski jest naszemu doświad­cze­niu kiedy to pewne chwile wydają nam się całą wiecz­no­ścią, a inne ucie­kają bar­dzo szybko. W czyśćcu prze­ży­wa­nie czasu jest więc bar­dzo sper­so­na­li­zo­wane. Można nawet powie­dzieć, że jest tyle cza­sów w czyśćcu ile jest tam dusz. Każdy jakby miał swój czas odmie­rzany winą. Im jed­nak bar­dziej wzra­sta miłość, czyli o ile dusza się oczysz­cza, tym wol­niej czas zaczyna pły­nąć. Im bowiem wię­cej świa­tła, tym wię­cej dro­bi­nek kurzu widać, a jak wiemy przed Bogiem dusza musi być abso­lut­nie czy­sta. Jeśli zaś cho­dzi o stan dusz w czyśćcu to wymie­nić należy te stany, które dostępne są duszom. Pierw­szy i pod­sta­wowy stan duszy w czyśćcu, który sta­nowi naj­więk­sze jej cier­pie­nie to tęsk­nota za Bogiem. Będąc tu na ziemi wiele rze­czy pozo­staje przed nami zakry­tych z powodu naszych grze­chów. Po śmierci, sta­jąc przed Bogiem poznamy jak fascy­nu­jący jest Bóg, jak piękny. Nie­któ­rzy auto­rzy posłu­gują się tu obra­zem magnesu, który auto­ma­tycz­nie przy­ciąga opiłki metalu. Ta auto­ma­tyczna fascy­na­cja Bogiem będzie połą­czona z prze­świe­tle­niem duszy. To świa­tło Boga bez­li­to­śnie obnaży każdą dro­binkę kurzu grze­cho­wego. Okaże się każdy grzech popeł­niony myślą, mową, czy­nem i zanie­dba­niem. To czego doko­na­li­śmy i co zanie­dba­li­śmy oraz wszyst­kie te sytu­acje, gdy sta­li­śmy się powo­dem grze­chu innych. To, co zosta­wiło ślad w duszy. Wszystko to jest prze­szkodą dla zjed­no­cze­nia się czy­stym bytem jakim jest Bóg. To odłą­cze­nie przy jed­no­cze­snym przy­cią­ga­niu sta­nowi źródło naj­więk­szego cier­pie­nia tzn. tęsk­noty za Bogiem. Tu znów miłość łączy się z cier­pie­niem. Tro­chę tak jak zako­chany, który nie może być ze swoją umi­ło­waną. Tęsk­nota staje się jego naj­więk­szą męką. Tak można też rozu­mieć ogień, który koja­rzy nam się z czyść­cem. Tęsk­nota, która trawi duszę i wypala w niej wszystko, co nie było z Boga. Bóg jest bowiem ogniem poże­ra­ją­cym (Pwt 4, 24). Stąd święty Paweł mógł napi­sać, że dusza oca­leje „jakby przez ogień“.

Jest także w czyśćcu rze­czy­wi­stość cier­pie­nia, które prze­cho­dzi dusza celem oczysz­cze­nia. Jak już napi­sa­łem każdy grzech zaciąga winę oraz karę docze­sną. Wina zostaje nam odpusz­czona w sakra­men­cie pokuty. Kara docze­sna nato­miast pozo­staje. Należy zatem już tu na ziemi odpo­ku­to­wać za swoje grze­chy podej­mu­jąc różne akty pokutne oraz zysku­jąc odpu­sty. Jeśli tej pokuty nie wypeł­nimy na ziemi mamy spo­sob­ność doko­na­nia jej w czyśćcu. Taka pokuta, będąca w czyśćcu oczysz­cza­ją­cym cier­pie­niem, różni się od sie­bie w zależ­no­ści od wagi win. Jest kilka przy­czyn, od któ­rych zależy dłu­gość i inten­syw­ność czyść­co­wych cier­pień. Pierw­sza z nich to oczy­wi­ście czy­stość duszy wyma­gana do spo­tka­nia z Bogiem. Druga to ilość i jakość grze­chów oraz bra­ków czy zanie­dbań miło­ści popeł­nio­nych za ziem­skiego życia. Po trze­cie to sto­pień odpo­ku­to­wa­nia grze­chów za życia. Po czwarte jest to zapo­mnie­nie nas żyją­cych o tych, któ­rzy ode­szli przed nami. Mam tu na myśli zapo­mnie­nie w modli­twie, w Mszach świę­tych, w odpu­stach. Módlmy się zatem za tych naszych braci i sio­stry żebrzą­cych w czyśćcu o modlitwę:

Boże miło­sierny, z tronu Two­jej chwały
wej­rzyj na biedne dusze w czyśćcu cierpiące.

Wej­rzyj na ich kara­nie i męki, jakie pono­szą,
na łzy, które przed Tobą wylewają.

Usłysz ich bła­ga­nia i jęki,
któ­rymi wołają do Cie­bie o miło­sier­dzie.
Zmi­łuj się nad nimi i odpuść im grzechy.

Wspo­mnij, naj­ła­skaw­szy Ojcze,
na Mękę, którą Twój Syn pod­jął dla nich.
Wspo­mnij na Krew Prze­naj­święt­szą,
którą za nich wylał.
Wspo­mnij na gorzką śmierć Jego,
którą dla nich pod­jął i zmi­łuj się nad nimi.

Za wszyst­kie ich prze­wi­nie­nia,
któ­rych się kie­dy­kol­wiek dopu­ściły,
ofia­ruję Ci prze­naj­święt­sze życie
i wszyst­kie czyny Twego naj­mil­szego Syna.
Za zanie­dba­nia popeł­nione w Two­jej świę­tej służ­bie
ofia­ruję Ci Jego gorące pra­gnie­nia.
Za opusz­cze­nie dobrych i zba­wien­nych spraw
ofia­ruję Ci nie­skoń­czone zasługi Twego Syna.
Za wszyst­kie krzywdy, jakich od nich dozna­łeś,
ofia­ruję Ci wszystko, co Ci kie­dy­kol­wiek miłego świad­czyły.
Na koniec za wszyst­kie męki, które słusz­nie muszą cier­pieć,
ofia­ruję Ci wszyst­kie pokuty, posty, czu­wa­nia, modli­twy, prace, bole­ści, Krew i Rany, mękę i Śmierć nie­winną,
którą z naj­go­ręt­szej miło­ści cier­piał za nas naj­mil­szy Twój Syn.

Bła­gam Cię, abyś raczył przy­jąć te uko­chane dusze
do raj­skiej szczę­śli­wo­ści,
aby Cię tam wiel­biły na wieki.

Amen.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Leave a Reply