Ostat­nia z cyklu kate­chez o czyśćcu. Kate­cheza ta doty­czyć będzie naszej wła­snej śmierci. Mówi się, że dwie rze­czy są w życiu pewne: śmierć i podatki. Pomi­ja­jąc lekki błąd teo­lo­giczny tego zda­nia, trzeba pamię­tać, że pew­nie dla więk­szo­ści z nas to zda­nie jest pew­ni­kiem. Umrzemy. Ty i ja. Naj­więksi i naj­świętsi umie­rali. Co wię­cej nawet Chry­stus, Bóg-​człowiek prze­szedł przez to doświad­cze­nie. Co więc ma wspól­nego medy­ta­cja o wła­snej śmierci z czyść­cem? Otóż marze­niem wielu kato­li­ków jest choćby ostat­nie miej­sce w czyśćcu. Wia­domo, stam­tąd droga wie­dzie tylko w górę. Jest to jed­nak zbyt wąska per­spek­tywa. Naszym pra­gnie­niem winno być niebo i tylko niebo. Do tego trzeba wiel­kich pra­gnień, pra­gnień tak wiel­kich aby pomie­ścić Boga.

Na począ­tek kilka myśli filo­zo­ficz­nych. Otóż przy­po­mi­nam czy­tel­ni­kom, że na tym blogu znaj­duje się kon­fe­ren­cja o śmierci w wymia­rze antropologicznym.

Kon­fe­ren­cja o śmierci

Poję­cie medi­ta­tio mor­tis, czyli ćwicze­nia się w śmierci jako pew­nej ducho­wej ścieżki łączy się w pierw­szej kolej­no­ści z Sokra­te­sem. Czło­wiek, który umiera za psu­cie mło­dzieży, nie uzna­wa­nie pań­stwo­wych bogów i wiarę w innych jest tym, który łączy ideał filo­zo­fii jako wyboru mądro­ści połą­czo­nego ze śmier­cią. Ten ideał życia (filo­zo­fia bowiem była sztuką życia, a nie tylko inte­lek­tu­al­nymi docie­ka­niami) był reali­zo­wany do końca, nawet za cenę życia. Takie rozu­mie­nie filo­zo­fii bar­dzo uła­twiło roz­prze­strze­nia­nie się chrze­ści­jań­stwa ponie­waż męczeń­stwo pierw­szych chrze­ści­jan było kate­go­rią dowo­dową dla filo­zo­fów pogań­skich. Warto tu przy­po­mnieć choćby postać wiel­kiego filo­zofa i męczen­nika Justyna, który szu­ka­jąc prawdy (Prawdy) i widząc męczeń­stwo chrze­ści­jan, podej­muję decy­zję o tym by się ochrzcić. Sam potem oddaje życie jako męczen­nik. Wra­ca­jąc jed­nak do Sokra­tesa trzeba też przy­po­mnieć, że cała filo­zo­fia w Pla­toń­skich (pogań­skich) dia­lo­gach jest defi­nio­wana jako ćwicze­nie się w śmierci. Jest bowiem cią­głym umie­ra­niem, czyli oczysz­cza­niem duszy. Stąd bar­dzo pro­sta droga do tego, co napi­sał święty Kle­mens Alek­san­dryj­ski, a mianowicie:

Pełen jest więc Kościół takich ludzi, któ­rzy przez całe swe życie ćwiczą się w goto­wo­ści przy­ję­cia życio­daj­nej śmierci wio­dą­cej ich do Chry­stusa (…). Wolno jest więc każ­demu wie­rzą­cemu w naszej wspól­no­cie dążyć do mądrości“.

Mądrość zatem jest sta­nem goto­wo­ści do śmierci. W cza­sie prze­śla­do­wań wła­ści­wie jedyną kate­go­rią świę­to­ści było męczeń­stwo. Nie mamy żadnych świę­tych z okresu prze­śla­do­wań, któ­rzy nie byliby męczen­ni­kami… Kościół miał nawet spory pro­blem z usta­le­niem kry­te­riów świę­to­ści kiedy ustały prześladowania…Bodaj pierw­szym świę­tym nie-​męczennikiem był Mar­cin z Tours (zmarły 8 listo­pada 397r.) To koniec czwar­tego wieku…

Zosta­wia­jąc jed­nak te roz­wa­ża­nia o związku życia chrze­ści­jań­skiego ze śmier­cią należy powie­dzieć, że cza­sem uod­por­niamy się na śmierć. Tyle o niej sły­szymy. W mediach, w naszych rodzi­nach. Aż do czasu naszej wła­snej śmierci. Ujaw­nia się w tedy cała paleta ludz­kich uczuć. Z doświad­cze­nia szpi­tal­nych kape­la­nów wynika, że naj­trud­niej odcho­dzą księża i zakon­nice… Może ze względu, że tu, w szpi­talu już nikt ich nie odwie­dza, czują się opusz­czeni przez tych, któ­rym słu­żyli. Pra­wie zawsze odcho­dzą w samot­no­ści… Tym bar­dziej każ­demu przy­datna jest medy­ta­cja o wła­snej śmierci. Cza­sem odbywa się ona nad trumną naszych bli­skich, albo na listo­pa­do­wym cmen­ta­rzu. Cza­sem jed­nak odkła­dana jest na „potem“. „Potem“, które może nie być nam dane… Kie­dyś w prak­tyce życia zakon­nego znaj­do­wało się miej­sce na przy­go­to­wa­nie do śmierci. Raz w mie­siącu zakon­nik zobo­wią­zany był tak prze­żyć dzień, jakby miał on być jego ostat­nim. Zasta­no­wić się w nim z kim się jesz­cze pogo­dzić, kogo prze­pro­sić, komu podzię­ko­wać. Myślę, że tę prak­tykę można śmiało zasto­so­wać w życiu każ­dego z nas. Zasta­no­wić się, może wypi­sać nazwi­ska tych, któ­rym jeste­śmy jesz­cze winni słowo „prze­pra­szam“, „dzię­kuję“. Może Ci ludzie już nie żyją. Warto wtedy napi­sać list. Prze­czy­tać go na głos i spa­lić. Kiedy modlimy się odma­wia­jąc „Ojcze nasz“, wypo­wia­damy słowa „bądź wola Twoja“. To też doty­czy się momentu naszej śmierci. Bóg zna tę godzinę i każdy oddech nas do niej przy­bliża. Jeśli to sobie uświa­do­mimy mogą wystą­pić w nas różne uczu­cia. Lęk i obawa nie były także obce Chry­stu­sowi. Przy­po­mnij­cie sobie scenę w Ogro­dzie Oliw­nym. To bodaj jedyne miej­sce w całym Piśmie świę­tym gdzie Bóg prosi o obec­ność czło­wieka. Bóg nie chce umie­rać w samot­no­ści… Pod­czas tej medy­ta­cji mogą się poja­wić także pyta­nia o sens życia, o jakoś życia, o wybory, któ­rych doko­na­li­śmy. Tego też nie należy się oba­wiać. To powinno skła­niać do głęb­szej modli­twy. Modli­twy swoim udrę­cze­niem, swoim lękiem. Jak Chry­stus, który w Ogrójcu taką wła­śnie lek­cję umie­ra­nia nad przekazał.

pogrą­żony w udręce jesz­cze usil­niej się modlił, a jego pot był jak gęste kro­ple krwi, sączące się na ziemię”

Ta samot­ność i osa­mot­nie­nie (to dwa różne poję­cia) stały się naj­bar­dziej widzialne w okrzyku skargi:

Boże mój, Boże mój, cze­muś Mnie opu­ścił?”

Taka jest soli­dar­ność Boga z czło­wie­kiem. Bóg zna to „odczu­cie“ samot­no­ści i lęku. Sam Chry­stus pytał „Boże gdzie jesteś?“

Zbyt pro­ste wydają się wtedy słowa, które wypo­wie­dział sam Chry­stus o Łaza­rzu „nie umarł, tylko śpi“. Sen jako meta­fora śmierci. Każdy kto modli się na bre­wia­rzu wie, że w modli­twie koń­czą­cej dzień odma­wia się modli­twę nawią­zu­jącą do tego faktu. Mówi się wtedy: „noc spo­kojną i śmierć szczę­śliwą niech nam da Bóg Ojciec Wszech­mo­gący (…)“. Warto w tym miej­scu wspo­mnieć pewną róż­nicę seman­tyczną. Otóż czę­sto sły­szymy o nekro­po­liach. W samym tym sfor­mu­ło­wa­niu tkwi jed­nak pewne nie­bez­pie­czeń­stwo. Nekro­po­lia ozna­cza bowiem tyle, co „mia­sto zmar­łych“. Wyraz „cmen­tarz“ ozna­cza tyle co „miej­sce snu“. Jak widać jest tu deli­katna róż­nica, o któ­rej warto pamię­tać. Nie czas tu i miej­sce, aby pogłę­biać ten temat z punktu widze­nia histo­rycz­nego, choć jest to bar­dzo zaj­mu­jąca histo­ria. Wra­ca­jąc jed­nak do naszej wła­snej medy­ta­cji o śmierci warto prze­czy­tać sobie histo­rię Jezusa, Łaza­rza, Marii i Marty. To pasjo­nu­jąca opo­wieść o przy­jaźni, śmierci, pyta­niach, które poja­wiają się w for­mie pre­ten­sji do Boga. W końcu to opo­wieść o Bogu, który wzru­sza się i płacze…

W końcu śmierć uczy nas pokory. Nie znamy dnia i godziny, to nie my okre­ślimy warunki naszego odej­ścia. Tak trudno wtedy powie­dzieć „Ojcze, w Twoje ręce powie­rzam ducha mego“. Trudno pośród śmierci bli­skich wysłu­chać słów:

„A dusze spra­wie­dli­wych są w ręku Boga i nie dosię­gnie ich męka. Zdało się oczom głu­pich, że pomarli, zgon ich poczy­tano za nie­szczę­ście i odej­ście od nas za uni­ce­stwie­nie, a oni trwają w pokoju” (Mdr 3,1–3).

Praw­dziwą śmier­cią jest więc odda­le­nie się od Boga. Ta śmierć utrwa­lona na wieki w postaci pie­kła jest praw­dzi­wym dra­ma­tem. Dla­tego medy­ta­cja wła­snej śmierci powinna nas przy­go­to­wać do ufnego rzu­ce­nia się w ręce Ojca.

Chciał­bym pole­cić jesz­cze tekst, który pozwa­lam sobie wkleić.

Naj­lep­szym lekar­stwem na zabie­gane życie jest wizyta na cmen­ta­rzu. Tam niczym popsute zabawki leżą obok sie­bie bogaci i biedni, wie­rzący i nie­wie­rzący, święci i bluź­niercy. Zanim w proch się obrócą.

Ci któ­rzy wie­rzą, że Boga nie ma, rodzą się i umie­rają tak samo jak wie­rzący w Jego ist­nie­nie. Zwłoki wie­rzą­cych w Boga nie pachną, nie są święt­sze od zwłok wal­czą­cych ate­istów, może tro­chę bar­dziej zawie­dzione. Czyż dobre uczynki, speł­niane za życia, nie powinny ustrzec bogo­boj­nego ciała przed zepsu­ciem – osta­teczną porażką? Czy ludz­kie współ­czu­cie i wdzięcz­ność wyra­żana w mowach pogrze­bo­wych jest wystar­cza­jącą nagrodą dla bez­boż­nych? Poże­gna­li­śmy ich jak prze­gra­nych i bojaźń nas ogar­nia na samą myśl, że mogliby powró­cić. Choć nie­je­den z nich ładnie za życia się ubie­rał, kupo­wał pre­zenty na Gwiazdkę, kochał rodzinę i wiele dobra po sobie zosta­wił to jednak
Leży w tym bru­dzie, otoczony
Zgni­li­zną, kałem z każ­dej strony,
W smro­dzie, plwo­ci­nach, nieczystości.
Miejże na wszystko to baczenie…
Spójrz, jak z wewnętrz­nych dróg, kanałów
Mazie cuch­nące się pomału
Na zewnątrz ciała wydo­stają. (Pierre de Nesson)
…a gdyby wró­cił do nas żywy, obmył się i ucze­sał, prze­pro­sił i zaczął pach­nieć lawendą? Gdyby któ­re­goś dnia wró­cił odle­żaw­szy swe lata na cmen­ta­rzu i jak ska­za­niec zwol­niony z galery sta­nął u naszych drzwi? Czy byłby trak­to­wany ina­czej niż popsuta już raz zabawka, wydo­byta z kubła na śmieci?
(…) Życie wieczne to nie to samo, co życie po śmierci. Życie wieczne nie roz­po­czyna się z chwilą usta­nia funk­cji życio­wych orga­ni­zmu. Ono po pro­stu trwa, nie­ogra­ni­czone wyda­rze­niami w cza­sie. Nie ma życia po śmierci. Jest życie pomimo śmierci, nie­wzru­szone cza­sem, nie­ska­żone obumie­ra­niem, po pro­stu życie, ist­nie­nie poza cza­sem, bez końca, wiecz­nie. Pełne jest ono chwil, w któ­rych wzra­stamy i chwil, w któ­rych cofamy się wstecz; chwil cią­głego upa­da­nia i chwil ponow­nego pod­no­sze­nia się. Lecz gdy tak żyjemy pory­wani falami impul­sów, uczuć i ambi­cji, gdy budu­jemy i nisz­czymy, gdy cho­dzimy dookoła, nie wie­dząc za co się chwy­cić, to Bóg jest zawsze ten sam. Aby słu­żyć mu dzi­siaj, nie potrze­buję zapew­nie­nia, że żyć będę po śmierci. Nawet gdyby Niebo nie ist­niało, nie zawiódł­bym się na Bogu. Dał mi życie i może mi je odebrać.
No koniec jesz­cze dwa linki, które mogą bar­dzo pomóc w patrze­niu na śmierć.
Pierw­szy z nich to link do pew­nej książki. Jej autor, kape­lan dużego War­szaw­skiego szpi­tala ks. dr Mariusz Ber­nyś (z któ­rym miesz­kam na jed­nym pię­trze :) dzieli się swoim doświad­cze­niem i opo­wie­ściami o spo­tka­niu Bożego miło­sier­dzia w śmierci. Książka, o któ­rej mówi się, że trzeba ją czy­tać z pudeł­kiem chu­s­te­czek. Naprawdę i z całego serca polecam.

Szpi­tal na Bana­cha
Dzien­ni­czek o cier­pie­niu czło­wieka i miło­sier­dziu Boga
ks. Mariusz Bernyś

LINK DO KSIĄŻKI KSMARIUSZA

I na zupełny koniec pio­senka. Pro­sta, ale urze­kła mnie swoim pod­ję­ciem tematu umierania.

JA NIE UMIERAM

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

21 Responses to “Czy­ściec: Medy­ta­cja o wła­snej śmierci”

  1. AndrzejKrawczykOdstepca Says:

    W nocy obja­wil mi sie Jehowa i prze­ka­zal wia­do­mosc dla ksie­dza: „Duchowy prze­wod­nik, ktory zamyka oczy na sciane nie­wy­god­nych fak­tow zde­rzy sie z nia razem z ludzmi kto­rych prowadzi“.

  2. rena Says:

    Warto prze­czy­tać „Szpi­tal na Banacha„opowieści tam zawarte są wzru­sza­jące i dające nadzieję. Dzięki tej książce się­gnę­łam do Dzien­niczka świę­tej sio­stry Fau­styny. Dzię­kuję. Chwała Panu!

  3. Patryk Says:

    Śmierć duchowa to zaskle­pie­nie się w sobie.Skupienie
    się jedy­nie na swo­ich suk­ce­sach i słabościach.Pan Jezus
    zapra­sza nas do trwa­nia w jego miłości.Do wyj­ścia z 
    bez­piecz­nej przystani.

  4. monika Says:

    Przy­bądź­cie z nieba na głos naszych modlitw,
    miesz­kańcy chwały wszy­scy święci Boży;
    Z obło­ków jasnych zejdź­cie anio­ło­wie,
    Z rze­szą zba­wio­nych spiesz­cie na spotkanie.

    Refren:

    Aniel­ski orszak niech twą duszę przyj­mie,
    Unie­sie z ziemi ku wyży­nom nieba,
    A pieśń zba­wio­nych niech ją zapro­wa­dzi,
    Aż przed obli­cze Boga Najwyższego.

    Niech cię przy­gar­nie Chry­stus uwiel­biony,
    On wezwał cie­bie do kró­le­stwa świa­tła.
    Niech na spo­tka­nie w pro­gach Ojca domu
    Po cie­bie wyj­dzie lito­ściwa Matka.

    Pro­mienny Chry­ste, Boski Zba­wi­cielu,
    jedyne świa­tło, które nie zna zmierz­chu,
    bądź dla tej duszy wiecz­nym odpocz­nie­niem,
    pozwól oglą­dać chwały Twej majestat.

    To pieśń pogrze­bowa. Nie jest smutna. Prze­ciw­nie.
    Bar­dzo ją lubię.
    Jeśli cho­dzi o medy­ta­cję o wła­snej śmierci.
    Cza­sem o niej roz­my­ślam o tym jak to będzie. W co będę ubrana, jak będzie wyglą­dał mój pogrzeb, jak będą zacho­wy­wać się inni. Pró­buję spoj­rzeć na sie­bie jakby “ z dru­giej strony“ i wcale nie jest to jakieś smutne, przy­gnę­bia­jące. Nie.
    Jest inne.
    Jak myślę o swoim odej­ściu coraz czę­ściej docho­dzę do prze­ko­na­nia, że nic mnie tu, na ziemi nie trzyma. Mogę rzu­cić wszystko.
    Pro­szę Boga, żeby pozwo­lił mi spoj­rzeć na sie­bie tak, jak On mnie widzi. W prawdzie.

    Tak jak Ksiądz napi­sał, musimy, powin­ny­śmy pra­gnąć Nieba. Tylko Nieba. Nie możemy się roz­drab­niać. W tej spra­wie musimy być mak­sy­ma­li­stami.
    :)

  5. monika Says:

    Do Andrzeja:
    „Dys­ku­sja ate­isty z wie­rzą­cym to tro­chę jak roz­mowa sin­gielki z mężatką“

    Pozdra­wiam
    :)

  6. AndrzejKrawczykOdstepca Says:

    Do Moniki:
    Sin­gielka moze pomoc kole­zance uwol­nic sie od zlego meza.

    Pozdra­wiam.

  7. monika Says:

    A jeśli mężatka ma bar­dzo, bar­dzo dobrego męża. Kocha­ją­cego i kocha­nego? Przy­ja­ciela, na któ­rego zawsze liczyć.
    Sin­gielka nie wie co to zna­czy. Nie chce wie­dzieć.
    Taka mniej wię­cej jest róż­nica mię­dzy wie­rzą­cym a nie­wie­rzą­cym.
    Pan Bóg jest takim mężem. Bóg jest Kimś wię­cej…
    Kto Go nie doświad­czył nigdy nie zro­zu­mie o czym nie­udol­nie sta­ram się powie­dzieć.
    Będzie upar­cie trwać w błęd­nej wizji Boga.
    Dopóki sam się nie prze­kona.
    Życzę Ci tego Andrzeju, żebyś sam się przekonał.

  8. Anna Says:

    SĄD OSTA­TECZNY.

    Na ławie oskar­żo­nych zasią­dzie BÓG,
    Sądzić Go będzie cały lud,
    Choć BÓG się wytłu­ma­czy,
    To lud Mu nie wyba­czy:
    — nie­uda­nej sta­ro­ści,
    — zbrodni na ludz­ko­ści,
    — żywio­łów bez liku,
    — nie­na­ro­dzo­nych krzyku,
    — cho­rób nie­ule­czal­nych,
    — ludzi nieobliczalnych.

  9. AndrzejKrawczykOdstepca Says:

    Moniko, z jakiego zro­dla ply­nie twoja wie­dza o Jehowie?

  10. Beata G Says:

    Testa­ment Ber­na­dety Soubirou

    Za biedę, w jakiej żyli mama i tatuś, za to, że się nam
    nic nie uda­wało, za upa­dek młyna, za to, że musia­łem
    pil­no­wać dzieci, stró­żo­wać przy owcach, za cią­głe
    zmę­cze­nie… dzię­kuje Ci, Jezu.

    Za dni, w który przy­cho­dzi­łaś, Maryjo, i za te, w które
    nie przy­szłaś — nie będę Ci się umiała odwdzię­czyć,
    jak tylko w raju. Ale i za otrzy­many poli­czek, za drwiny,
    za obe­lgi, za tych, co mnie mieli za pomy­loną, za 
    tych, co mnie posą­dzali o oszu­stwo, za tych, co mnie
    posą­dzali o robie­nie inte­resu… dzię­kuje Ci, Matko

    Za orto­gra­fię, któ­rej nie umia­łam nigdy, za to,
    że pamięci nigdy nie mia­łam, za moją igno­ran­cję
    i za moją głu­potę, dzię­kuję Ci

    Dzię­kuję, Ci ponie­waż gdy­bym było na ziemi dziecko
    o więk­szej igno­ran­cji i więk­szej głu­po­cie, była­byś
    je wybrała…

    Za to, że moja mama umarła daleko, za ból, który
    odczu­wa­łam, kiedy mój ojciec, zamiast uści­snąć swoją
    małą Ber­na­detę, nazwał mnie „sio­stro Mario Ber­nardo„
    … dzię­kuję Ci, Jezu.

    Dzię­kuję Ci za to serce, które mi dałeś, tak deli­katne
    i wraż­liwe, a które prze­peł­ni­łeś goryczą…

    Za to, że matka Józefa obwie­ściła, że się nie nadaję do
    niczego, dzię­kuję…, za sar­ka­zmy matki mistrzyni, jej
    głos twardy, jej nie­spra­wie­dli­wo­ści, jej iro­nię i za
    chleb upo­ko­rze­nia… dziękuję.

    Dzię­kuję za to, że byłam tą uprzy­wi­le­jo­waną w wyty­ka­niu
    mi wad, tak że inne sio­stry mówiły: „Jak to dobrze, że
    że nie jestem Bernadetą“.

    Dzię­kuję, za to, że byłam Ber­na­detą, któ­rej gro­żono
    wię­zie­niem, ponie­waż widzia­łam Cie­bie, Matko…
    tą Bar­na­detą tak nędzną i marną, że widząc ją, mówili
    sobie: „To ta ma być Ber­na­detą, którą ludzie oglą­dali
    jak rzad­kie zwierzę?“

    Za to ciało, które mi dałeś, godne poli­to­wa­nia, gni­jące…,
    za tę cho­robę, pie­kącą jak ogień i dym, za moje
    spróch­niałe kości, za poce­nie się i gorączkę, za tępe
    ostre bóle… dzię­kuję Ci, mój Boże.

    I za tę duszę, którą mi dałeś, za pusty­nię wewnętrz­nej
    oschło­ści, za Twoje noce i Twoje bły­ska­wice, za 
    Twoje mil­cze­nie i Twe pio­runy, za wszystko. Za Cie­bie
    – i gdy byłeś obecny, i gdy Cię bra­ko­wało…
    dzię­kuje Ci, Jezu

  11. AndrzejKrawczykOdstepca Says:

    Koscioly opusz­cza wier­nych ostatki
    i pustki beda na tacy,
    zdejma leniuszki swe kolo­ratki
    i pojda wresz­cie do pracy.

    Kiedy sie zmie­rza z zycia zwy­klego
    twar­dej mate­rii opo­rem,
    wnet sie naucza, w pracy nie placi
    nikt za mie­le­nie ozorem.

  12. rena Says:

    Wszech­mo­gący, miło­sierny Boże,
    litość Twoja jest nie­wy­czer­pana.
    I choć nędza mej duszy jest ogromna tak jak morze
    Okaż mi miło­sier­dzie Boże!
    Okaż mi, Boże, miło­sier­dzie swoje,
    według lito­ści Serca Jezu­so­wego.
    Usłysz bła­ga­nia i prośby moje,
    okaż mi miło­sier­dzie Swoje!
    Wie­ku­ista Trójco, dobry Boże,
    litość Twoja jest nie­po­li­czona.
    A więc ufam tak nie­zbi­cie Miło­sier­dzia Twego morze.
    Okaż mi miło­sier­dzie Boże!
    Wszech­moc miło­sier­dzia Twego, Panie
    roz­sła­wiona jest po świe­cie całym.
    Nie­chaj wieczna cześć i chwała Twoja nigdy nie usta­nie.
    Okaż mi miło­sier­dzie, Panie!

    http://​www​.youtube​.com/​w​a​t​c​h​?​v​=​a​x​F​R​t​D​IJJs4

  13. Nika Says:

    Andrzeju, Modlę się za wszyst­kich księży i pro­szę Cię byś na ich temat się wię­cej nie wypo­wia­dał i nie zamę­czał naszego wspa­nia­łego ks. Tomasza. Mnie wszy­scy księża są bar­dzo potrzebni i nie tylko mnie.
    Ser­decz­nie Cię pozdrawiam.

  14. AndrzejKrawczykOdstepca Says:

    Nika:

    Nie spla­mi­lem sie na tym blogu ani klam­stwem ani wul­gar­nym jezy­kiem. Czy z grzecz­no­sci dla cie­bie mam sobie zalo­zyc kne­bel?
    Przy­po­mi­nam, ze to jest blog z opcja komen­ta­rzy, bez ogra­ni­czen swia­to­po­gla­do­wych dla osob komentujacych.

    Za wiki­pe­dia: „Komen­tarz — krótki tekst o cha­rak­te­rze opi­nio­twór­czym. Zaczy­namy od przed­sta­wie­nia fak­tów, które chcemy sko­men­to­wać, a następ­nie zamiesz­czamy wła­sne opi­nie na dany temat. W tego typu wypo­wie­dziach można uży­wać słów nace­cho­wa­nych emo­cjo­nal­nie, by poprzez nie, wpły­wać na czy­tel­nika. Komen­tarz powi­nien koń­czyć się pod­su­mo­wa­niem — wnio­skiem autora, puentą lub pyta­niem reto­rycz­nym skie­ro­wa­nym do odbiorcy“.

  15. monika Says:

    Cał­ko­wi­cie podzie­lam zda­nie Niki. Cał­ko­wi­cie. Pytasz skąd czer­pie swoją wie­dzę o Bogu. Z Eucha­ry­stii, nauki Kościoła, czy­ta­nia Pisma Św, innych ksią­żek. Z wła­snego doświad­cze­nia na modli­twie. Z dzia­ła­nia Jego w moim życiu. Cią­gle mnie zaska­kuje. Zadzi­wia. Ty, jak widzę, swoją wie­dzę opie­rasz na wiki­pe­dii i wła­snych wymy­słach. Nie przyj­mu­jesz cier­pli­wego tłu­ma­cze­nia ks. Tomasza i innych na tym blogu. Ty wiesz lepiej. Wiesz swoje. Smutne to… Powiem Ci jesz­cze, że para­dok­sal­nie Twoje komen­ta­rze utwier­dzają moją (mam nadzieję, że nie tylko moją ) wiarę. Na koniec chcia­łam Cię zapro­sić na mój blog. Z góry mówię, że nie będę mogła z Tobą dys­ku­to­wać czy pole­mi­zo­wać. Nie mam na to sił, nie­stety. Ale zapra­szam do poczy­ta­nia i pozna­nia punktu widze­nia osoby świec­kiej. Pozdra­wiam serdecznie.

  16. Anna Says:

    Do Andrzeja Krawczyka.Bardzo podoba mi się Twój wier­szyk sama prawda.A komen­tarz Moniki skwi­tuję tak:brak innych zainteresowań,rozmodlenie ktore pro­wa­dzi do schzofrenii,tak,tak,znam takie przy­padki uza­leż­nie­nia od modlitwy-​to dziala jak nar­ko­tyk ale tylko na ludzi słabych.Zamieszczam swój wiersz,może ktoś coś z tego zro­zu­mie albo narażę się tym roz­mo­dlo­nym.
    LIST DO PANA BOGA.
    Mówią, że jesteś miło­sierny
    i że wciąż kochasz ludzi,
    a Ty po pro­stu jesteś bierny
    i wcale się nie tru­dzisz.
    Stwo­rzy­łeś świat-​czy to prawda?
    A może on sam się stwo­rzył?
    Lub przed wie­kami Bóg w kulki zagrał
    i z dia­błem pakt utwo­rzył?
    Nie czuję tego byś Ty tu rzą­dził,
    za wiele zła jest na świe­cie.
    Biblia mówi,że będziesz nas sądził,
    a powiedziałeś:żyjcie jak chce­cie.
    A więc żyjemy i się zma­gamy
    z Twoją obo­jęt­no­ścią,
    nawza­jem sobie poma­gamy,
    Ty jesteś wiąż nico­ścią.
    Co mamy robić,co nam zostało ?
    Jak mamy wie­rzyć w Cie­bie?
    Doświad­czasz ludzi,nieszczęść Ci mało,
    sie­dzisz spo­koj­nie w nie­bie.
    Sie­dzisz i patrzysz na swoje dzieło,
    na ten świat nie­udały.
    Obudz się BOŻE i pokaż ludziom,
    że jesteś DOSKO­NAŁY !
    Anna.

  17. AndrzejKrawczykOdstepca Says:

    Moniko,
    Ujal­bym to ina­czej, opie­ram swoja wie­dze o wspol­cze­sna nauke i wnio­ski z tej wie­dzy ply­nace.
    Wiki­pe­dia to wspa­niala i wia­ry­godna ency­klo­pe­dia. Z wiki­pe­dii wiem np, ze kaplani zmie­nili tresc dekalogu.

    Praw­dziwy deka­log jest w Ksie­dze Wyj­scia.
    http://​pl​.wiki​pe​dia​.org/​w​i​k​i​/​D​e​kalog

    Czy grze­ba­nie w boskich przy­ka­za­niach to nie jest przy­pad­kiem blu­znier­stwo? Jaki trzeba miec tupet, zeby powie­dziec swemu bogu „twoje slowa nie sa dla nas dosc dobre, nanie­siemy poprawki“? Czy jaki­kol­wiek kaplan kie­dy­kol­wiek chocby zajak­nal sie w roz­mo­wie z toba, ze pod­stawa two­jej wiary, dzie­siec przy­ka­zan, w ory­gi­nale brzmia inaczej?

    Co do kosciola jako zro­dla infor­ma­cji, nie ufaj bez­kry­tycz­nie kapla­nom. Slowa ludzi kto­rych dochody i eme­ry­tury uza­le­znione sa od tego czy uwie­rzysz w to co mowia nalezy wery­fi­ko­wac.
    Szczere slowa sa zazwy­czaj dar­mowe. Szcze­rosc i prawda nie kryja sie nigdy za fasada wybu­ja­lej reto­ryki, oce­anu slow i dze­sia­tek kazan i ency­klik.
    Pol­ska daje koscio­lowi rzym­sko­ka­to­lic­kiemu miliard zło­tych rocz­nie, poza tym dostaje on 750 mln zł dota­cji z Unii Euro­pej­skiej. Kosciol jest dru­gim wla­sci­cie­lemn ziem­skim w kraju.
    Aby zro­zu­miec czy­jes praw­dziwe inten­cje prze­sledz droge jaka poda­zaja do niego pieniadze.

    Gdzie tu jest Jezus?

    Dzie­kuje za zapro­sze­nie, odwie­dza­lem juz two­jego bloga i bar­dzo mi sie podoba. Szcze­rze ci wspol­czuje, moja zona row­niez jest ciezko chora. Trzy­maj sie! I nie szu­kaj boga w kosciele bo tam go nie znaj­dziesz. Znaj­dziesz go w bez­in­te­re­sow­nej ludz­kiej pomocy, usmie­chu przy­ja­ciela, szu­mie wia­tru i zacho­dzie slonca.

  18. monika Says:

    Zapro­si­łam Cię na bloga nie dla­tego, żebyś mi współ­czuł ale po to, żebyś poznał punkt widze­nia świec­kiej. A Boga zna­la­złam. W Kościele. Poza Kościo­łem nie ma Zbawienia.

  19. monika Says:

    Do Anny. Chcia­łam Cię zapew­nić, że mam wiele zain­te­re­so­wań. A na modli­twie spo­ty­kam Miłość i Pokój jakiego świat dać nie może. Pozdra­wiam Cię serdecznie

  20. xTom Says:

    Otóż znów widać, że ktoś ma tu pro­blem ze zro­zu­mie­niem. Otóż stwier­dze­nia takie jak „leniuszki w kolo­rat­kach“ i mie­li­nie ozo­rem“ mnie np. obra­żają. Pro­szę wie­rzyć, że mam co robić. I bar­dzo chęt­nie cza­sem zamie­nił­bym się z kimś na ter­mi­narz. Wyra­że­nie „mie­le­nie ozo­rem“ nawet nie będę komen­to­wał. Poza tym oczy­wi­ście, że nie mam zamiaru cen­zu­ro­wać komen­ta­rzy. Nie­mniej trzeba zapy­tać w jakim celu jest tu ta opcja. Komen­tarz pod moim postem jest komen­ta­rzem pod moim wpi­sem, co suge­ruje, że można się odno­sić do tek­stu. Jeśli infor­ma­cje są tu umiesz­czane tylko po to… no wła­śnie po co? Chyba już napi­sa­łem, że jeśli ktoś chce wymie­nić się argu­men­tami, to pro­si­łem, aby prze­nieść się na forum
    kato​lik​.us
    tam, w miarę moż­li­wo­ści będziemy odpo­wia­dać na argu­menty.
    I na koniec dwa linki i cytat. Pierw­szy link to obra­zek z inter­netu. Ot, tak dla prze­my­śle­nia:
    http://​28​.media​.tum​blr​.com/​t​u​m​b​l​r​_​l​s​4​0​v​v​S​3​J​W​1​r​2​9​p​6​c​o​1​_​4​0​0.jpg
    drugi link to zapro­sze­nie do zło­że­nia świa­dec­twa:
    http://​pl​.glo​ria​.tv/​?​m​e​d​i​a​=​2​12459
    i na koniec cytat z dzi­siej­szego pierw­szego czy­ta­nia:
    Myśl­cie o Panu wła­ści­wie i szu­kaj­cie Go w pro­sto­cie serca. Daje się bowiem zna­leźć tym, co Go nie wysta­wiają na próbę, obja­wia się takim, któ­rym nie brak wiary w Niego. Bo prze­wrotne myśli oddzie­lają od Boga, a Moc, gdy ją wysta­wiają na próbę, karci nie­mą­drych. Mądrość nie wej­dzie w duszę prze­wrotną, nie zamieszka w ciele zaprze­da­nym grze­chowi. Święty Duch kar­no­ści ujdzie przed obłudą, usu­nie się od nie­mą­drych myśli, wypło­szy Go nadej­ście nie­pra­wo­ści.
    Mądrość bowiem jest duchem miłu­ją­cym ludzi, ale bluź­niercy z powodu jego warg nie zostawi bez kary: ponie­waż Bóg świad­kiem jego sumie­nia, praw­dzi­wym stró­żem jego serca, tym, który sły­szy mowę jego języka. Albo­wiem Duch Pań­ski wypeł­nia zie­mię, Ten, który ogar­nia wszystko, ma zna­jo­mość mowy.

    A teraz wra­cam do czy­ta­nia Biblii. Tak to już jest, że jedni czy­tają Pismo święte a inni Wiki­pe­dię.
    Niniej­szym koń­czę tę dys­ku­sję pole­ga­jącą na wyle­wa­niu swo­jego żalu do Boga, który ponoć nie ist­nieje, a nawet jeśli ist­nieje to obja­wia się tylko Andrzejowi.

  21. Anna Says:

    Gdy się zagu­bisz w tym życia szale,
    świat nie sta­nie w miejscu,potoczy się dalej.
    I tylko ślady,które pozo­sta­wisz,
    zebrane będą,zważone na szali.
    Bo w życiu czło­wieka liczyć się powinno
    nie to co zgro­ma­dził lecz to co dał innym.
    Ile ukochał,ile duszy wło­żył
    w każde swe dzieło na tym świe­cie Bożym.
    Wtedy w pamięci tych co pozo­stali,
    zachowa się tyle,że będziesz żyć dalej. /​anna/​

Leave a Reply