Zapisz jako PDF Wydrukuj

Zache­uszu

Posted by: xTom in Ewangelia Add comments

Jezus wszedł do Jery­cha i prze­cho­dził przez mia­sto. A był tam pewien czło­wiek, imie­niem Zache­usz, zwierzch­nik cel­ni­ków i bar­dzo bogaty. Chciał on koniecz­nie zoba­czyć Jezusa, kto to jest, ale nie mógł z powodu tłumu, gdyż był niskiego wzro­stu. Pobiegł więc naprzód i wspiął się na syko­morę, aby móc Go ujrzeć, tam­tędy bowiem miał przechodzić.

Gdy Jezus przy­szedł na to miej­sce, spoj­rzał w górę i rzekł do niego: „Zache­uszu, zejdź prędko, albo­wiem dziś muszę się zatrzy­mać w twoim domu“. Zeszedł więc z pośpie­chem i przy­jął Go roz­ra­do­wany. A wszy­scy widząc to, szem­rali: „Do grzesz­nika poszedł w gościnę“.
Lecz Zache­usz sta­nął i rzekł do Pana: „Panie, oto połowę mego majątku daję ubo­gim, a jeśli kogo w czym skrzyw­dzi­łem, zwra­cam poczwór­nie“. Na to Jezus rzekł do niego: „Dziś zba­wie­nie stało się udzia­łem tego domu, gdyż i on jest synem Abra­hama. Albo­wiem Syn Czło­wie­czy przy­szedł szu­kać i zba­wić to, co zginęło“.
Zache­usz od dawna cze­kał na to przej­ście. Przej­ście, tak tłu­ma­czy się Pas­chę. Naj­pierw czy­tamy, że Zache­usz był zwierzch­ni­kiem cel­ni­ków. Jakby to go okre­ślało. Bycie zwierzch­ni­kiem innych kola­bo­ran­tów nie przy­spa­rzało przy­ja­ciół. Był bar­dzo bogaty. Nie po pro­stu bogaty, ale bar­dzo bogaty. Miał wszystko i wciąż cze­goś szu­kał. Chciał bowiem „koniecz­nie“ zoba­czyć Jezusa. Koniecz­nie, tym mie­rzyło się pra­gnie­nie Zache­usza. Na dro­dze stał tłum, a on był niski. Ludzie „niscy“ cza­sem chcą rekom­pen­so­wać sobie swój brak bogac­twem. Zza stołu poborcy podat­ków, to on miał wła­dzę. Ten poważny czło­wiek, który mógł użyć straży, by roz­go­nić tłum, bie­gnie i wspina się na drzewo. Nor­malni ludzi nie bie­gali. A już na pewno nie wspi­nali się po drze­wach. Znów Zache­usza spo­tkała chło­sta śmie­chu. Pra­gnie­nie jed­nak było sil­niej­sze. W tej mie­szance pra­gnie­nia i nisko­ści poja­wia się Mistrz. Spoj­rzał w górę. On jeden nie patrzył na Zache­usza „z góry“. Znał jego imię, zoba­czył pra­gnie­nie. Dziś muszę zatrzy­mać się u Cie­bie. Zoba­czy­łem twoje pra­gnie­nie i muszę na nie odpo­wie­dzieć. Bez pyta­nia i form grzecz­no­ścio­wych. Spo­tka­nie wzbu­dziło radość. Może po raz pierw­szy od dłuż­szego czasu Zache­usz doznał w sobie wypeł­nie­nia. Bóg spo­tkał „niskość“ i zaczął ją wypeł­niać swoją wiel­ko­ścią. Aż inni szem­rali. Pew­nie sły­szał uty­ski­wa­nia ludzi, któ­rzy nie pozwo­lili, by ich serce stało się domem Boga. „Lecz Zache­usz sta­nął i rzekł do Pana“. Wresz­cie sta­nął. On niski czło­wiek, przed Bogiem, z napeł­nio­nym ser­cem, które dało mu wiel­kość. Sta­nął i rzekł, że napra­wia krzywdy. Bez żalu i poczu­cia straty. Zmiana myśle­nia, meta­noia. Oto zba­wia­nie stało się udzia­łem tego domu. Syn Czło­wie­czy prze­szedł przez Jery­cho, aby odna­leźć to, co zgi­nęło. Syn Czło­wie­czy prze­szedł przez naj­ni­żej poło­żone tereny, by poznać niskość serca i wszystko napeł­nić sobą.
Świat napeł­niony jest Zache­uszami. Ludźmi poszu­ku­ją­cymi, peł­nymi cie­ka­wo­ści i jed­no­cze­śnie zacho­wu­ją­cymi dystans. Dziwna mie­sza­nina ocze­ki­wań, pytań, poczu­cia winy, którą zasła­niają się jak liściem syko­mory. Prze­mó­wić do Zache­uszów można tylko po imie­niu, trzeba znać ich tajem­nicę bycia mię­dzy wie­rzą­cymi i ate­istami. Zache­usz stał się patro­nem wszyst­kich „wypa­tru­ją­cych“ z przed­sionka wiary, z dru­giego brzegu. Zache­usz, wciąż nasłu­chu­jący głosu Mistrza. „Być może pokut­nik Zache­usz prze­mie­rza dziś liczne prze­strze­nie Kościo­łów, reli­gii i ducho­wo­ści — i nigdzie nie może usły­szeć głosu Chry­stusa, nie może usły­szeć go w owej czy­sto­ści, którą teraz tak dobrze wspomina…“
Wszyst­kich odsy­łam do medy­ta­cji tej ewan­ge­licz­nej sceny. Pomocne mogą być tu dwie pozy­cje książ­kowe. Nie we wszyst­kim pozwa­lam sobie zgo­dzić się z auto­rem, nie­mniej polecam:
x.Tomas Halik, Cier­pli­wość wobec Boga. Spo­tka­nie wiary z nie­wiarą, WAM 2009.
x. Tomas Halik, Prze­mó­wić do Zache­usza, WAM 2005.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

One Response to “Zache­uszu”

  1. Anna Says:

    SPO­WIEDZ

    Dzień się kończy,zmierzch ogar­nia zie­mię,
    gdzieś w Jery­chu naj­star­szym mie­ście świata,
    jestem w zgo­dzie ze swoim sumie­niem
    i spo­wia­dam się po wielu latach.
    Wielka ulga,rodzę się na nowo,
    wielka radość,łzy nie dają spać.
    Wystar­czyło Twoje dobre słowo,
    moje serce prze­stało się bać.
    Zawsze w pamięci mej będziesz i w sercu
    Imię Twe zapi­szę zło­tymi zgło­skami.
    Trzeba by takich braci było wię­cej,
    Swiat będzie piękny i Bóg będzie z nami.
    „Tylko raz czu­jemy wiel­kość nieba,
    wtedy trzeba zasty­gnąć i trwać.„
    Jestem sama,nieba przy mnie nie ma,
    choć wszystko chcia­lam mu dać.

Leave a Reply