lis 16

Jezus opowiedział przypowieść, dlatego że był blisko Jerozolimy, a oni myśleli, że królestwo Boże zaraz się zjawi.
Mówił więc: „Pewien człowiek szlachetnego rodu udał się w kraj daleki, aby uzyskać dla siebie godność królewską i wrócić. Przywołał więc dziesięciu sług swoich, dał im dziesięć min i rzekł do nich: «Zarabiajcie nimi, aż wrócę». Ale jego współobywatele nienawidzili go i wysłali za nim poselstwo z oświadczeniem: «Nie chcemy, żeby ten królował nad nami».
Gdy po otrzymaniu godności królewskiej wrócił, kazał przywołać do siebie te sługi, którym dał pieniądze, aby się dowiedzieć, co każdy zyskał.
Stawił się więc pierwszy i rzekł: «Panie, twoja mina przysporzyła dziesięć min». Odpowiedział mu: «Dobrze, sługo dobry; ponieważ w drobnej rzeczy okazałeś się wierny, sprawuj władzę nad dziesięciu miastami».
Także drugi przyszedł i rzekł: «Panie, twoja mina przyniosła pięć min». Temu też powiedział: «I ty miej władzę nad pięciu miastami».
Następny przyszedł i rzekł: «Panie, tu jest twoja mina, którą trzymałem zawiniętą w chustce. Lękałem się bowiem ciebie, bo jesteś człowiekiem surowym: chcesz brać, czegoś nie położył i żąć, czegoś nie posiał».
Odpowiedział mu: «Według słów twoich sądzę cię, zły sługo. Wiedziałeś, że jestem człowiekiem surowym: chcę brać, gdzie nie położyłem, i żąć, gdziem nie posiał. Czemu więc nie dałeś moich pieniędzy do banku? A ja po powrocie byłbym je z zyskiem odebrał».
Do obecnych zaś rzekł: «Odbierzcie mu minę i dajcie temu, który ma dziesięć min». Odpowiedzieli mu: «Panie, ma już dziesięć min». Powiadam wam: «Każdemu, kto ma, będzie dodane; a temu, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. Tych zaś przeciwników moich, którzy nie chcieli, żebym panował nad nimi, przyprowadźcie tu i pościnajcie w moich oczach»“. Po tych słowach ruszył na przedzie zdążając do Jerozolimy.
Ewangelia podobna niedzielnej. Talenty i miny. Tło, na którym rozgrywa się opowieść o Bogu. „Lękałem się bowiem ciebie…“ Z lęku można ukryć miłość bardzo głęboko, zakopać ją. Można także trzymać nienaruszoną i traktować jak relikwię. Jednak wiara, nadzieja i miłość mnożą się kiedy się nimi dzielimy. Puszczamy je w obrót, a one wydają owoce. Zysk, który jest przekładany na rozwój Królestwa. Otrzymałeś zalążek wiary na chrzcie i na nim można poprzestać. Chrześcijaństwo z metryki i kościelnej kartoteki. Wiara nie karmiona Słowem i czynem matowieje, pokrywa się śniedzią przyzwyczajenia i rutyny. Nadzieja, której nie dzielisz z tymi, którzy jej potrzebują w modlitwie i dobrym słowie, staje się tanim optymizmem. W końcu miłość, która nie wychodzi poza czubek twojego nosa, nie sprawi że poznasz Boga. „My się kochamy“. Prawda, każdy kocha siebie. Takie spotkanie egoizmów. Tak można ukrywać u nie pomnażać wiary otrzymanej na chrzcie świętym, nadziei wynikającej z sakramentu pokuty i pojednania czy miłości przyrzekanej kiedyś przed ołtarzem. Ze strachu przed wypłynięciem na głębię.
Można również bać się Boga i żyć w paraliżu wywołanym lękiem. Przecież „Bóg jest sprawiedliwy, za dobre wynagradza, a za zło karci“. Prawda, Bóg jest sprawiedliwy. Jednak, jak pisał Jan Paweł II, „miłosierdzie jest głębszym źródłem sprawiedliwości“, oraz „gdy sprawiedliwość zostaje oderwana od miłosiernej miłości, staje się zimna i bezlitosna“. Bóg jest sprawiedliwy, ale nie naszą miarą sprawiedliwości. Poza tym to prawo działa i w drugą stronę mówiąc, że żaden dobry czyn nie zostanie nam zapomniany. I w końcu patrząc na życie świętych, trzeba jasno powiedzieć, że ta zasada nie funkcjonuje tak, jak ją pobieżnie rozumiemy. Święci bowiem byli często dotykani cierpieniami fizycznymi i duchowymi, na które sobie nie „zasłużyli“. Wzorem Chrystusa, jedynego absolutnie Sprawiedliwego, który stał się grzechem i zawisł na krzyżu, po to, by z otwartego boku wszyscy mogli doświadczać miłosierdzia. By, nikt nie oskarżał Boga o okrucieństwo.
Czemu zatem czytamy ewangelię o tak podobnej treści, w tak krótkim odstępie czasu? Może z powodu różnicy wartości. Dzisiejsza ewangelia mówi o znacznie mniejszych sumach. Jakby chodziło o sprawy drobniejsze, małe czyny i słowa. Tych wielkich wyborów dokonujemy w życiu kilka razy. Mały wybory obecna są każdego dnia. Może tu trzeba szukać majątku do pomnożenia. W małych gestach i słowach jak znak krzyża wykonany przed posiłkiem w restauracji wyraża wiarę. Jak dobre słowo i zachęta do modlitwy wyszeptane zrozpaczonej koleżance. I jak mała kawa zrobiona żonie przed wyjściem z pracy. „Wielka miłość rzeczy małe umie zamieniać na rzeczy wielkie i tylko miłość nadaje czynom naszym wartość (…)“. Nie bój się zatem Boga, który jest miłością, bo „doskonała miłość usuwa lęk“.
I na koniec pieśń o patronce dnia dzisiejszego Matce Miłosierdzia, co w Ostrej świeci bramie:
Listopad 16th, 2011 at 22:17
Nie bać się Boga… Lęk budzi tylko nieznane, nieodkryte. Obce. Bóg nie chce być obcy. Prawdziwa Miłość nigdy nie jest obca. Czy boimy się swoich rodziców? Nie. Kochamy ich. Chcemy mieć z nimi jak najlepsze relacje. I oni z nami również. A Pan Bóg jeszcze bardziej nas kocha niż nasi rodzice.
Listopad 17th, 2011 at 20:40
Boża Obecność: powiew wiatru, zachód słońca …,otulenie w ciszy codzienności, moje szepty do Miłości…