Ta histo­ria zaczyna się w miej­scu, w któ­rym zawo­dzą słowa. Zdani jeste­śmy zatem na syce­nie się odbla­skami, figu­rami i obra­zami. Prze­le­wa­jąc bez­rad­nie ocean do dołka, patrzymy. Pro­wa­dzą nas obrazy, słowa, poezja i wciąż jeste­śmy nie­za­spo­ko­jeni. Tak zosta­li­śmy stwo­rzeni, aby szu­kać pełni, a nie znaj­du­jąc jej tu, zatęsknili…

Tak naprawdę bowiem jest to też histo­ria o tęsk­no­cie odwiecz­nej, co stała się ziem­ską i nigdy nie wygasa. On szczę­śliwy od zawsze, zapa­trzony we wła­sne piękno, co nosi imię Syna i to spoj­rze­nie pomię­dzy, co jest deli­katne i mocne, bo jest Osobą. Od zawsze patrzyli na sie­bie defi­niu­jąc Miłość. Wycho­dzili sobie naprze­ciw, nic dla sie­bie nie zosta­wia­jąc. Sto­su­nek Ich Miło­ści wyra­stał dużo dalej poza otrzy­my­wa­nie, był wol­nym wybo­rem dawa­nia. Wyry­wa­jąc się z natu­ral­nej nie­na­ru­szal­no­ści i nie­do­stęp­no­ści chcieli być dla sie­bie darem. Dla­tego przez taką formę rezy­gna­cji z sie­bie, wza­jem­nie się wzbo­ga­cali, żyjąc od zawsze w eks­ta­zie. Tak będąc ojco­stwem i macie­rzyń­stwem, Bóg promieniował:

Cho­ciaż patrzę z podzi­wem na Syna, nie umiem się weń prze­obra­zić. Patrzę naprawdę z podzi­wem. Jakże bar­dzo jest napeł­niony tre­ścią ludzką. Jest on żywym kon­tra­stem wszel­kiej samot­no­ści. Gdy­bym umiał się weń zanu­rzyć, gdy­bym umiał się wsz­cze­pić w niego, wydo­był­bym z sie­bie tę Miłość, któ­rej jest pełen. Ta wła­śnie miłość odsła­nia Ojca w Synu, a w Ojcu przez Syna rodzi Oblu­bieńca. Ojciec i Oblu­bie­niec: jakże bar­dzo On zabiega o każ­dego czło­wieka jakby o skarb naj­więk­szy, jak o dobro nie­po­wta­rzalne, jak miłu­jący o umi­ło­waną: Oblu­bie­niec i Syn (…) Czy ty także szu­kasz, dziecko? Rodze­nie zaczyna się od jed­no­ści i do jed­no­ści dąży. W tym jest miłość”.

Tak trwali w bez­cza­sie, we wza­jem­nym obda­ro­wa­niu, pisząc Miłość z dawa­nia i przyj­mo­wa­nia. Z dzia­ła­nia i kon­tem­pla­cji. Z wiary i widze­nia. Z modli­twy i decy­zji. Wiara jako odda­nie i modli­twa jako ado­ra­cja. Miłość sta­nowi o bli­sko­ści i odda­le­niu. Sta­ra­jąc się być bli­sko, sta­rają się zro­bić miej­sce, a więc uczy­nić krok w tył. Takie odda­le­nie Miło­ści pozwo­liło Im nie posia­dać. Bóg będąc bogaty stał się nie­skoń­cze­nie ubogim.

Powie­dziano Miłości:

  • Napisz swoje imię.

Napi­sała.

Powie­dziano:

  • Odczy­taj.

Odczy­tała.

Powie­dziano:

  • Policz litery.

Odpo­wie­działa:

  • Nie uczy­łam się rachować”.

Bóg trwał w odda­niu i przyj­mo­wa­niu, a każdy z Trzech w Bogu przyj­mo­wał, ale nie brał. Przyj­mo­wał tzn. zga­dzał się na dar, brać bowiem ozna­cza wybór sie­bie i tego co nam wygodne. Tak Bóg posta­no­wił stwo­rze­nie. Miłość chce się roz­da­wać. Stwo­rzył więc anioły i poka­zał im swe piękno. One zaśpie­wały Sanc­tus i nie prze­staną już nigdy śpie­wać. Była jed­nak w Bogu jesz­cze jedna tęsk­nota, ale to już cał­kiem inna historia..

Pole­cam jesz­cze kon­fe­ren­cję x. Pio­tra Paw­lu­kie­wi­cza pt: „Kim jest Bóg?“

Ks. PIOTR PAW­LU­KIE­WICZKIM JEST BÓG?“

(obraz: Jose de Ribera, Trójca Święta, 1635, muzeum Prado, Madryt, Hiszpania)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

2 Responses to “Histo­ria pew­nej Miło­ści: prehistoria”

  1. monika Says:

    Ojciec zapa­trzony w piękno Syna, w Jego Miłość, stwo­rzył czło­wieka. Z miło­ści do Syna…
    Syn z miło­ści do Ojca poszedł na krzyż. Aby uwiel­bić Ojca.
    Wza­jemna Miłość Ojca do Syna i Syna do Ojca… Duch.
    Bóg zapra­sza nas do tej Miło­ści. Do dawa­nia i przyj­mo­wa­nia…
    Jestem stwo­rzona z Miło­ści i do Miło­ści.
    To cudow­nie piękne i jed­no­cze­śnie tajem­ni­cze. Nie­po­jęte…
    Pra­gnę kon­tem­plo­wać Tę Miłość… zato­pić się w Niej… roz­to­pić… Tak, żeby mnie już nie było… aby została Miłość.
    Tylko Miłość.

  2. Piotr Says:

    Dzięki za te słowa. Dzięki za link do „Kim jest Bóg?“

Leave a Reply