Histo­ria pew­nej Miło­ści: kamień

I nachy­lił się Bóg nad świa­tem. Myślimy, że dla czło­wieka go stwo­rzył. Uru­cho­mił całą pro­ce­durę inte­rak­cji ato­mów i nadał im prawa, które odkry­wają fizycy, nie szu­ka­jąc autora. Wyci­snął Bóg pie­częć wła­snej istoty na czło­wieku zbu­do­wa­nym z gleby. I odtąd każde pra­gnie­nie miło­ści jest szu­ka­niem pełni. Utkani z miło­snej istoty i opor­nej ziemi, nie­do­koń­czeni i szu­ka­jący spełnienia.

Twoje pra­gnie­nie stam­tąd mi widnieje,

Gdzie czas i miej­sce mają kres swój wieczny.

Nie, by rado­ści wła­snej przywileje

Zwięk­szyć, lecz by blask, co z niej się wyłania,

Mógł świe­cąc wyrzec o sobie: «Istnieje»,

W bez­cza­sie wiecz­nym, za gra­nicą trwania

I poj­mo­wa­nia, z woli swej podmuchu

Pra­mi­łość nowe stwo­rzyła kochania.”

Uśmiech­nął się Bóg do nagiego Adama jak Ojciec uśmie­cha się nad koły­ską syna. „Miłość trzeba pie­lę­gno­wać tak jak dziecko, aby się nie zazię­biła, nie zwa­rio­wała, nie wyle­ciała przez okno jak ptak”. Dla­tego prze­cha­dzał się Adam z Bogiem w porze powiewu wia­tru, a Bóg osła­niał czło­wieka swoją tajem­nicą. Cho­dzili po ogro­dzie i każdy ślad ich stóp odci­skał się na cie­płym pia­sku. Czło­wiek widział kroki Boga. A Bóg uczył czło­wieka samego sie­bie; obja­śniał tajem­nice nie­skoń­czo­no­ści. Mimo obec­no­ści Boga w Ada­mie była jakaś tęsk­nota. Bóg spoj­rzał w sie­bie i pogrą­żył czło­wieka w głę­bo­kim śnie. „W tańcu dwóch osób, piękno każ­dego ruchu wynika ze sko­or­dy­no­wa­nia swo­jego poru­sza­nia się z part­ne­rem… piękno roz­cho­dzące się na świat poprzez two­rze­nie rela­cji pomię­dzy każdą Osobą w prze­cię­ciu się Ich spoj­rzeń, w przy­zy­wa­niu Ich ruchów. Jest to piękno rela­cji nie sta­tycz­nej, ale dyna­micz­nej”. Utkał z jego ciała kobietę, a miej­sce to zapeł­nił, aby kobieta nie wró­ciła. I obu­dził się Adam rozu­mie­jąc, że teraz stał się czło­wiek. Męż­czy­zną i nie­wia­stą stwo­rzył ich. Ona sub­telna i piękna, rozu­mie­jąca świat osób i on stwo­rzony w świe­cie rze­czy. Tak two­rzył Bóg. Roz­dał sie­bie roz­dzie­la­jąc swoje piękno i odpo­wie­dzial­ność. Od wiel­kich ciał nie­bie­skich po byty naj­sub­tel­niej­sze. I odtąd kobieta ma być piękną, a męż­czy­zna ma chro­nić jej piękno. Bóg nauczył ich sie­bie. Pozna­wali czym jest miłość. Mówił Bóg, że miłość nie jest tylko otwar­ciem na dru­giego, bo staje się wtedy uprzej­mo­ścią. Mówił, że nie jest tylko rado­ścią i szczę­ściem bo byłaby tylko miło­ścią opła­coną od razu. Zapy­tali wtedy: Tato, a czym ona jest? Bóg się zamy­ślił i spoj­rzał w oczy Syna. Odpo­wie­dział, że Miłość to prze­strzeń wol­no­ści, która połą­czy niebo z zie­mią i zawsze będzie miała ręce wycią­gnięte, aby przy­tu­lić do zra­nio­nego serca. Nie zro­zu­miał czło­wiek nie­śmier­telny tych słów swo­jego Taty. Poszli więc dalej, a Bóg napi­sał dra­mat zwią­zany z ludzką wol­no­ścią. Miło­ści nie można narzu­cić moje dziecko, nawet Ja muszę o nią pro­sić. I tak zakoń­czył Bóg lekcję.

jest wielka miłość

uczyła święta babcia

pozo­staję jej wierny

miło­ści za Bóg zapłać”

Następ­nego dnia Bóg musiał się nauczyć ceny wol­no­ści, jaką obda­rzył czło­wieka. „Czy, aby na pewno Bóg was kocha?” roz­legł się syczący głos mistrza podejrzeń.

Prze­cież miłość nie wyklu­cza, nie sta­wia gra­nic. Pew­nie sta­ru­szek jest zazdro­sny i nie chce się podzie­lić z wami” dodał głos.

Adam, który był powo­łany do obrony Ewy zawiódł po raz pierw­szy. Ona się­gnęła po owoc roz­róż­nia­nia dobra i zła. Spo­żyła i podała Ada­mowi. Sma­ko­wała im ta wła­dza auto­no­mii. Kęs za kęsem pochła­niali kłam­stwo i dia­bo­licz­nie obma­cy­wali nicość. Gdy spo­żyli, słodki smak napeł­nił gory­czą ich wnę­trza. Ukryli się bo byli nadzy. A Bóg szu­kał swego arcy­dzieła. Nie zna­lazł więc zawo­łał: „Ada­mie, gdzie jesteś?” Głos był mocny i dono­śny. Echem odbił się od serca czło­wieka i wró­cił do Boga. Jestem tu, ukryty za krza­kami, skry­wa­jący się za gazetą, ucie­ka­jący z domu. Tu jestem bo uwie­rzy­łem w kłam­stwo i nim się kar­mi­łem. Czemu nam to zro­bi­łeś, zapy­tał Bóg choć znał odpo­wiedź. Ona mi podała, wąż mnie zwiódł; festi­wal oskar­żeń. Tych ludzi już znamy, ponie­waż dzie­limy ich los. Ich podej­rze­nia i lęki. Ich pyta­nia o Miłość oraz sły­szymy ten sam syczący głos doby­wa­jący się z gło­śni­ków tele­wi­zo­rów. Taki czło­wiek musi umrzeć. Musi wró­cić do ziemi raj­skiej, nie ska­żo­nej grze­chem, z któ­rej został ule­piony i po któ­rej znów będzie się prze­cha­dzał z Bogiem w porze powiewu wia­tru, ale to już cał­kiem inna historia…

(obraz: Stwo­rze­nie. Bóg przed­sta­wia sobie Adama i Ewę, Anti­qu­ites Juda­iques, 1470/​76r., Biblio­teka Naro­dowa, Paryż, Francja)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

3 Responses to “Histo­ria pew­nej Miło­ści: kamień”

  1. monika Says:

    Czę­sto kiedy czy­tam histo­rię o grze­chu pier­wo­rod­nym, zasta­na­wiam się dla­czego pierwsi rodzice nie wzięli winy na sie­bie. Tylko wza­jem­nie się oskar­żali. Adam Ewę a Ewa węża. To prawda, on ich sku­sił ale oni mu ule­gli. Mieli wolną wolę, wie­dzieli, że Bóg ich kocha, że pra­gnie dla nich jak naj­le­piej. Dla­czego uwie­rzyli kłam­stwu? Tak sobie roz­wa­żam co powie­dział Bóg kiedy spy­tali Go czym jest Miłość… Oni wtedy tego nie rozu­mieli. A Ojciec już wtedy mówił o Synu. O Jego wycią­gnię­tych rękach na krzyżu i o zra­nio­nym Sercu. Jezus zro­bił to dobro­wol­nie. Wolny wybór czło­wieka i wolny wybór Boga. Wybór kłam­stwa i wybór Miło­ści… Syn zapeł­nił prze­strzeń mię­dzy nie­bem a zie­mią wol­no­ścią. I zawsze ma wycią­gnięte ręce, żeby przy­tu­lić nas do swo­jego zra­nio­nego Serca… Bło­go­sła­wiona wina…

  2. Joe Says:

    Jeśli Bóg był ich kocha­nym Tatą, czemu nie prze­ba­czył im tego nie­po­słu­szeń­stwa? Czemu był tak okrutny i wygo­nił ich z Raju? Nie mógł przy­tu­lic ich do Swego serca i oka­zać miło­sier­dzie tak jak robi to za każ­dym razem, gdy przy­cho­dzimy do Sakra­mentu Pojednania?

  3. xTom Says:

    Jeśli dziecko stłu­cze wazon, to rodzic mu wyba­czy, ale każdy dobry rodzic sam nie sprząt­nie…
    Czło­wiek musiał się nauczyć kon­se­kwen­cji. Histo­ria poka­zuje, że dzieci które miały wszystko poza odpo­wie­dzial­no­ścią wyra­stają na ego­istów i utracjuszy.Bóg jest dobrym rodzi­cem, nawet jeśli cza­sem rodzic musi uka­rać swoje dziecko. A prze­cież to nie umniej­sza miło­ści rodzicielskiej.

Leave a Reply