Zapisz jako PDF Wydrukuj

Obli­cze cierpiącego

Posted by: xTom in Ewangelia Add comments

Obie­cany umiesz­czony tu oneg­daj tekst, jako uzu­peł­nie­nie poprzed­niego wpisu doty­czą­cego poję­cia Ofiary.

XX wieku czło­wiek był świad­kiem wyda­rzeń, któ­rych nie powi­nien był widzieć, które nie powinny zaist­nieć; stał się przez te wyda­rze­nia ani­mal patiens[1]. Ich sym­bo­lem jest Auschwitz. Po tym wyda­rze­niu udo­wad­niano nie­moż­ność ist­nie­nia Boga, ska­zy­wano Go na śmierć z powodu Jego nie­czu­ło­ści w obli­czu Shoah, a przy­naj­mniej chro­niono Boga, który miał oddać część prze­strzeni stwo­rze­niu[2].

Ogrom cier­pień potę­go­wany jest zawsze przez świa­do­mość, że cierpi się samemu. Ważną przy­czyną tej świa­do­mo­ści jest alter­na­tywa: albo Bóg umarł, albo powró­cił do swej nie­ob­ja­wial­no­ści i jako nie­skoń­cze­nie szczę­śliwy ist­nieje w swoim nie­bie. Wię­cej, cza­sami towa­rzy­szy temu sta­nowi rze­czy przy­pusz­cze­nie, że to Bóg zsyła cier­pie­nia, a nawet nimi mani­pu­luje. Ta sytu­acja pro­wo­kuje tezy podobne do zda­nia Die­tri­cha Bon­höf­fera: „Tylko cier­piący Bóg może pomóc”, przy jed­no­cze­snym pyta­niu czy nie lepiej jest mil­czeć w obli­czu tak wiel­kiej tra­ge­dii (księga Hioba). Ten dra­ma­tyczny krzyk cier­pią­cego czło­wieka zwią­zany bywa także z pobież­nym[3] rozu­mie­niem for­muły „Bóg sędzia spra­wie­dliwy, który za dobre wyna­gra­dza a za złe karze”. Dobrze rozu­miana zatem rela­cja miło­sier­dzia i spra­wie­dli­wo­ści pozwala stwier­dzić że „cier­pie­nie nie jest karą za grzech ani nie jest odpo­wie­dzią Boga na zło świata”[4].

Auschwitz sta­nowi jakby soczewkę, w któ­rej sku­piają się prądy mające swój począ­tek w XIX wieku[5], ogni­skuje ono dys­kurs biblijny i chry­sto­lo­giczny oraz meta­fi­zyczne idee filo­zo­fii pro­cesu. Punk­tem wyj­ścia jest sytu­acja cier­pią­cego czło­wieka i stąd Bóg nie tylko jest obecny pośród czło­wie­czego cier­pie­nia, ale także ma w nim swój udział[6]. Auschwitz, nie­stety, chyba nie jest tylko upior­nym wid­mem prze­szło­ści, ale i sym­bo­lem współ­cze­sno­ści[7], lecz wbrew temu „ludz­kość ma się dosko­nale, mimo Auschwitz”[8] Kla­syczne już tek­sty Wie­sela[9] i Molt­manna[10], czer­pią­cego z teo­lo­gii krzyża Mar­cina Lutra, uka­zują Boga soli­dar­nego z cier­pie­niem, soli­dar­nego w cier­pie­niu. Cier­pie­nie jako doświad­cze­nie powszechne skła­nia czło­wieka do patrze­nia na Boga jako na Emma­nu­ela w cier­pie­niu, ma to miej­sce szcze­gól­nie tam, gdzie „ludzie ludziom zgo­to­wali taki los”[11].

W ten spo­sób wszech­mo­gący, roz­ko­szu­jący się wła­snym szczę­ściem, nie­po­ru­szony obser­wa­tor, w obli­czu komi­nów kre­ma­to­riów wymie­rzo­nych w niebo jak potworna wieża Babel, odszedł, gdyż ludzie nie rozu­mieli meta­fi­zycz­nego języka jakim Go wykła­dano. Powró­cono zatem do języka Biblii, języka Boga zaan­ga­żo­wa­nego w sprawy Izra­ela. Bóg jest tam pełen współ­czu­cia i miło­ści (hesed)[12], można się do Niego zbli­żyć i roz­ma­wiać z Nim „twa­rzą w twarz”. Pro­rocy uka­zują Tego, Który Jest jako smu­cą­cego się grze­chami ludu i gnie­wa­ją­cego się za nie­wier­ność. Zmie­nia On czę­sto swe posta­no­wie­nia i odczuwa żal[13]. Taki obraz sta­nowi pod­stawę do orze­cze­nia o zmien­no­ści Boga i moż­li­wo­ści Jego cier­pie­nia. Zmien­ność jest bowiem zawsze zwią­zana z płasz­czy­zną try­ni­tarną, z poję­ciem Osoby. Na płasz­czyź­nie zaś natury należy roz­pa­try­wać uję­cie jed­no­ści. Cier­pie­nie Boga jest cier­pie­niem w miło­ści, sta­nowi boski pathos rozu­miany jako „stan uczu­ciowy, który pro­rocy ujmują jako zla­nie się w jedno miło­ści i gniewu”[14]. Pathos Boga wypływa z Jego miło­ści[15], a skoro defi­niu­jemy naturę Boga przez miłość stwier­dzamy Jego zdol­ność do cier­pie­nia, gdyż „miłość i cier­pie­nie nie stoją obok sie­bie i nie są od sie­bie oddzie­lone, lecz two­rzą jed­ność”[16]. Ta jed­ność jest tak głę­boka że gdyby Bóg nie mógł cier­pieć, nie mógłby też miło­wać, ponie­waż miłość z natury wiąże się z ryzy­kiem cier­pie­nia[17]. Przez stwo­rze­nie i przy­mie­rze Bóg wysta­wił się na moż­li­wość zra­nie­nia, akcep­tu­jąc cier­pie­nie jakie może wyni­kać z takiego posu­nię­cia. Każdy kto kocha uza­leż­nia się prze­cież w pewien spo­sób od osoby kocha­nej. Doświad­cze­nia osoby miło­wa­nej stają się udzia­łem miłu­ją­cego, tak współ­ra­dość jak i współ­cier­pie­nie. Myśl o cier­pie­niu miło­ści[18] znaj­duje swe opar­cie w Sta­rym Przy­mie­rzu dostar­cza­jąc obraz Boga bli­skiego i żywego[19]. Owo cier­pie­nie miło­ści nie jest rze­czy­wi­sto­ścią nega­tywną, zawiera bowiem w sobie pewną dosko­na­łość[20]. W takiej per­spek­ty­wie imię Boga: „Jestem, który jestem”, wyraża soli­dar­ność Boga ze stwo­rze­niem, nie zaś Toma­szowy argu­ment ipsum esse sub­si­stens. Zło, rozu­miane w Sta­rym Przy­mie­rzu, jako nie podzie­lone na fizyczne i moralne, jest przy­czyną cier­pie­nia (wyłą­cza­jąc księgę Hioba). Z tego powodu trudno jest w Bogu oddzie­lić drogi cier­pie­nia; drogę odrzu­co­nej miło­ści (Rdz 6, 5–6) i jego współ­cier­pie­nie z odrzu­co­nymi czy cho­rymi. Do cza­sów Hioba i Pie­śni Sługi Jahwe nie ma miej­sca dla współ­czu­cia Boga wobec nie­win­nego cier­pie­nia. Zawsze jest ono zawi­nione i zesłane przez Boga jako kara, choć boli także Boga (Jr 14, 17). Hiob i cier­piący Sługa są przy­kła­dami na nie­za­leż­ność sta­ro­te­sta­men­tal­nych antro­po­mor­fi­zmów i obronę trans­cen­den­cji Boga. Księga Hioba zaś nie uka­zuje Boga jako litu­ją­cego się nad swym sługą, a cier­piący Sługa jest w pewien spo­sób na zewnątrz Boga jako suwe­ren­nego władcy. Nie­mniej trudno jest odmó­wić tym nar­ra­cją cech obrazu miłu­ją­cego Boga.

W cen­trum eko­nomi znaj­duje się Wcie­le­nie wraz z jego pro pas­chalną orien­ta­cją, stąd roz­pa­truje się cier­pię­tli­wość Boga, Syna Bożego jako czło­wieka oraz w rela­cji Ojca i Syna. Z miło­ści Bóg posłał na świat Syna (por. J 3,16) i tym samym dowiódł swej cier­pię­tli­wo­ści ponie­waż to „wcie­le­nie jest kon­se­kwen­cją boskiej zdol­no­ści do cier­pie­nia. (…) nie jest począt­kiem boskiego cier­pie­nia, ale jego kon­ty­nu­acją w cza­sie i prze­strzeni”[21]. Ponadto krzyż Syna wyraża naturę Boga zdol­nego do cier­pie­nia[22], jako że kto widzi Jezusa, widzi także i Ojca (por. J 14,9). W krzyżu który „znisz­czył aksjo­mat abso­lut­no­ści, aksjo­mat nie­wraż­li­wo­ści i aksjo­mat nie­zmien­no­ści”[23], naj­peł­niej oka­zuje się cier­piący Bóg. Zmien­ność Boga nie jest prze­cież taka jak zmien­ność stwo­rzeń, wynika ona bowiem z miło­ści nie zaś z przy­musu (Moltmann).

Syn obja­wia miłość Ojca na krzyżu, jako czło­wiek i Syn Boży, doświad­cza wszyst­kiego, co wiąże się z ludz­kim losem, a więc cier­pie­nia i śmierci. Tra­dy­cyj­nie, to czło­wiek cier­piał, nato­miast jako Bóg Jezus pozo­sta­wał nie­cier­pię­tliwy. Kryje się tu jed­nak pewna nie­lo­gicz­ność bowiem w tym klu­czu trudno jest zro­zu­mieć Wcie­le­nie, a myśl ta pro­wa­dzi w kie­runku doke­ty­zmu. Jeśli wyzna­jemy jed­ność Chry­stusa wów­czas odno­sze­nie cze­goś do czło­wie­czeń­stwa ma prze­ło­że­nie na jego bóstwo. Com­mu­ni­ca­tio ido­ma­tum musi odno­sić się do całej osoby Chry­stusa. W tym rozu­mo­wa­niu można przy­jąć cier­pie­nie Syna na krzyżu i cier­pie­nie Ojca jako Ojca w śmierci Syna, uni­ka­jąc patry­pa­sjo­ni­zmu oraz zacho­wu­jąc orto­dok­sję trynitarną.

Dalej, można zapy­tać, przyj­mu­jąc, że Jeden z Trójcy jest zdolny cier­pieć, czy ta zdol­ność jest wyłączna, czy jest wspólna wszyst­kim Oso­bom? Jeśli cier­pie­nie Syna jest także cier­pie­niem Ojca, a krzyk Jezusa na krzyżu jest krzy­kiem Syna, opusz­cza­nego przez Ojca, odby­wa­ją­cym się w głę­bo­ko­ściach boskiej natury[24], to doświad­cze­nie opusz­cze­nia doty­czy także i Ojca przez doświad­cze­nie opusz­cze­nia Syna, ono zaś for­muje i kon­sty­tu­uje bycie Ojca i Syna.

Świa­dec­two Pisma i filo­zo­fia kształ­to­wały obraz Boga na prze­strzeni lat chrze­ści­jań­stwa. Cier­pie­nie Boga umoż­li­wia współ­cze­sna filo­zo­fia, pod­czas gdy grec­kie poję­cie Boga prze­jęte po myśli pla­toń­skiej, wska­zuje na Boga jako sta­tycz­nego, samo­wy­star­czal­nego i nie­zmien­nego, a przede wszyst­kim nie­cier­pię­tli­wego. Taki obraz przez Filona Alek­san­dryj­skiego (autor dzieła pod zna­czą­cym tytu­łem „Quod deus immu­ta­bi­lis sit”), prze­ka­zany został Ojcom a oni przed­ło­żyli go scho­la­sty­kom, co zna­la­zło swe zwień­cze­nie w okre­śle­niu Boga jako actus purus[25]. Tej boskiej nie­zmien­no­ści nie można jed­nak roz­pa­try­wać ontycz­nie, ale etycz­nie, gdyż Bóg pozo­staje w żywej i cią­głej rela­cji z czło­wie­kiem. Zarzut zaś hel­le­ni­za­cji można inter­pre­to­wać sote­rio­lo­gicz­nie, gdyż w klu­czu fun­da­mentu sote­rio­lo­gicz­nego roz­pa­tru­jemy Boga jako więk­szego od cier­pie­nia, a przez to mogą­cego nas od niego zba­wić[26]. Sta­tyka Boga w uję­ciu grec­kim pod­dana kry­tyce przez filo­zo­fię pro­cesu dała siłę poję­ciu cier­pię­tli­wo­ści Boga. Czer­pie ona z myśli Hegla i Leib­niza, a wyra­żana jest przez Whi­te­he­ada[27] i Hartshorne’a, gło­sząc ideę zmiany jako uni­wer­sal­nego ele­mentu rze­czy­wi­sto­ści. W tej kon­cep­cji Bóg, z per­spek­tywy bie­guna pier­wot­nego (abs­trak­cji), jest w poten­cjal­no­ści, nie jest tym, czym jest aktu­al­nie, ale tym czym aktu­al­nie może się stać. W tej per­spek­ty­wie może On postrze­gać wszyst­kie wyda­rze­nia i wcho­dzić w rela­cję ze wszyst­kimi bytami, w szcze­gól­no­ści z czło­wie­kiem. Na tym pozio­mie jest On nie zdolny do zmiany, a Jego rela­cja do wszyst­kiego powo­duje rela­cję wszyst­kiego do Niego. Z punktu zaś widze­nia bie­guna wtór­nego (kon­kret­no­ści), ist­nieje w każ­dym momen­cie czasu w pro­ce­sie, stąd pod­lega zmien­no­ści wraz z następ­nym uję­ciem wszyst­kich „aktu­al­nych zaist­nień”. Stąd Bóg jako ten, który przyj­muje wszystko w sie­bie, pod­lega cier­pie­niu jako rze­czy­wi­stemu doświad­cze­niu ludz­kiego cier­pie­nia[28], w ten spo­sób krzyż wpro­wa­dza zmianę w Bogu[29].

Odej­ście od sta­łych fun­da­men­tów meta­fi­zycz­nych teo­lo­gii, dla nad­mier­nej antro­po­mor­fi­za­cji to zarzut w sto­sunku do podej­ścia uzna­ją­cego, że Bóg jest pas­si­bi­lis. Taki pro­ces uka­zuje pathos Boga jako podobny ludz­kiemu i tak przez Boga doświad­czany, powo­du­jąc w Nim zmiany emo­cjo­nalne i psy­cho­lo­giczne, dopro­wa­dza do stanu cier­pie­nia w tym zakre­sie. Cier­pie­nie więc doty­czy Syna jako czło­wieka, nie jako Boga, taką moż­li­wość przed Bogiem otwo­rzyła Inkar­na­cja. Sama jed­nak Inkar­na­cja Logosu jest wyda­rze­niem tak rady­kal­nym, że chrze­ści­jań­stwo z trud­no­ścią radzi sobie z jej wyni­kami[30].

Rah­ner, sam dopusz­cza­jąc moż­li­wość zmiany w Bogu jaka zaszła przez Wcie­le­nie[31], czy­ta­jąc pisma von Bal­tha­sara[32] wyczuwa nie­bez­pie­czeń­stwo gno­styc­kie pro­wa­dzące do „teo­lo­gii śmierci Boga”, wpro­wa­dza­jąc w duszę cier­pią­cego czło­wieka nie­po­kój przez ode­bra­nie mu pocie­chy pły­ną­cej z nie­cier­pię­tli­wo­ści Boga[33]. Ten ostatni w teo­dra­ma­tycz­nej (dalej TD) wizji wyja­śnia współ­cier­pie­nie Boga w per­spek­ty­wie try­ni­tarno — chry­sto­lo­gicz­nej, czer­piąc przy tym z myśli Ser­giu­sza Buł­ga­kowa[34]. Jezus jest, według bazy­lej­czyka, uni­wer­salną i jedyną posta­cią miło­ści try­ni­tar­nej Ojca do czło­wieka, rzu­ca­ją­cym świa­tło na stwo­rze­nie i samego Stwórcę[35]. Jest Miło­ścią[36] przez którą Bóg stwo­rzył świat i dzięki któ­rej bie­rze On za ten świat odpo­wie­dzial­ność, odpo­wie­dzial­ność za obda­ro­wa­nie czło­wieka wol­no­ścią. Bóg nie zamyka się na czło­wieka nawet w sytu­acji gdy ten zrywa z Nim com­mu­nio. Miłość Boga staje się zatem keno­tyczna i jako kon­se­kwentna pro­wa­dzi do cier­pie­nia i śmierci. Zamknię­cie czło­wieka nie powo­duje zamknię­cia Boga, czego naj­więk­szym wyra­zem jest Jezus Chry­stus, Bóg wcie­lony[37]. Jezus zosta­wia­jąc w/​przy Ojcu wszech­moc, staje się, w Duchu, abso­lut­nie posłuszny. Dalej, Syn odpo­wiada na posła­nie Ojca w Duchu szcze­gól­nie w wymia­rze Krzyża[38]. W wyda­rze­niu Krzyża naj­peł­niej obja­wiana jest try­ni­tarna, eucha­ry­styczna miłość, cier­piąca dla i za czło­wieka. Chry­stus cier­piąc i umie­ra­jąc dla czło­wieka w swoim czło­wie­czeń­stwie obja­wia cier­pie­nie i śmierć miło­ści try­ni­tar­nej w jej eko­no­micz­nej for­mie, aż po krzyk mil­cze­nia zawie­sza­jący czas[39]. W komu­nii odda­ją­cej się miło­ści Osób, Ojciec rodząc Syna w miło­ści, prze­ka­zuje Mu całą swoją boskość. Syn odpo­wiada Ojcu w dzięk­czy­nie­niu miło­ści. Ich miłość wza­jemna jest oso­bową miło­ścią Ducha. Ta pier­wotna kenoza (Urke­nose) wewnątrz­try­ni­tarna, polega na cał­ko­wi­tym „wywłasz­cze­niu” Ojca ku Synowi. W tym eucha­ry­stycz­nym dia­logu obja­wia się róż­nica Osób w dystan­sie, jak i bli­skość — jed­ność w try­ni­tar­no­ści, oraz try­ni­tar­ność w jed­no­ści[40]. Oznaki życia w Oso­bo­wej miło­ści sta­no­wią bazę dla cier­pie­nia i śmierci. Śmierć eko­no­miczna Chry­stusa staje się śmier­cią miło­ści Syna, mając swój fun­da­ment w miło­ści imma­nent­nej Syna do Ojca w Duchu. Grzech jako anty — miłość, ma swój oso­bowy cha­rak­ter, pole­ga­jący na odrzu­ce­niu Osoby a tym samym samego sie­bie. Try­ni­tarna miłość jest com­mu­nio róż­nicy i jed­no­ści oso­bo­wej, gdzie grzech jest oso­bo­wym odrzu­ce­niem, odda­le­niem się od miło­ści. Śmierć jest więc samo — odda­le­niem się od miło­ści Boga; spo­tę­go­wa­niem róż­nicy. W tej per­spek­ty­wie Jezus przy­jął to odda­le­nie grze­chu czło­wieka, by go prze­zwy­cię­żyć posłu­szeń­stwem — Zmar­twych­wsta­niem; powro­tem do com­mu­nio w bli­sko­ści i róż­nicy. W męce Syna cier­pie­nie dotyka nie tylko Jego ludz­kiej natury, ale także Jego rela­cji z Ojcem w opusz­cze­niu, gdzie Duch łączy Ich w for­mie rozłąki.

Kenoza Syna polega przede wszyst­kim na pozo­sta­wie­niu przez Niego boskiej wszech­mocy a posłu­szeń­stwo miło­ści w sto­sunku do Ojca sta­nowi cel Jego misji. Cier­pie­nie i śmierć Chry­stus przyj­muje dobro­wol­nie, poko­nu­jąc je tean­dryczną miło­ścią na drze­wie Krzyża. Cier­pie­nie i śmierć w miło­ści jest odda­niem sie­bie samego Ojcu w Duchu. Ten try­ni­tarny wydźwięk Krzyża polega na nie instru­men­tal­nym trak­to­wa­niu, przez Bal­tha­sara, czło­wie­czeń­stwa Chry­stusa. Jego czło­wie­czeń­stwo staje się prze­strze­nią try­ni­tar­nej miło­ści (wy)dajacej się[41]. W ten spo­sób try­ni­tarny Bóg może współ — umie­rać dla czło­wieka. Współ — umie­ra­nie nie doty­czy jed­nak istoty Boga, ale doty­czy wyda­rze­nia oso­bo­wego mię­dzy Ojcem a Wcie­lo­nym Synem w Duchu. Grzech wzięty na sie­bie poprzez czło­wie­czeń­stwo Chry­stusa zostaje poko­nany przez boską moc życia. Cier­pie­nie i śmierć osoby Chry­stusa jest wyra­zem pełni życia w miło­ści. Kenoza Syna nie jest zaś moralna, ale onto­lo­giczna i tean­dryczna a przez to odku­pie­nie Chry­stusa staje się wol­nym dia­lo­giem miło­ści mię­dzy Bogiem i człowiekiem.

Teo­lo­go­wie gło­szący, że Bóg jest jed­nak impas­si­bi­lis mówią o Nim, że „cier­piał i umarł na krzyżu tylko w sen­sie wtór­nym i apro­pria­cyj­nym ze względu na toż­sa­mość oso­bową Jezusa z Osobą Syna Bożego, na toż­sa­mość pod­miotu (com­mu­ni­ca­tio idio­ma­tum). Cier­piał i umarł Jezus w Oso­bie Syna Bożego”[42].

Pas­si­bi­lis vel impas­si­bi­lis; compatiens.

Bóg nie może co prawda cier­pieć, ale może współ­cier­pieć. To zna­czy: może się utoż­sa­mić z nami cier­pią­cymi”[43]. Odpo­wie­dzią jest więc Chry­stus – Miłość, scho­dząca z czło­wie­kiem na dno pie­kła. Jezus jest odpo­wie­dzią na uni­ver­sum cier­pie­nia, zacho­wu­jąc jed­nak tajem­nicę, jest odpo­wie­dzią na apo­rię cier­pię­tli­wo­ści Boga. Tajem­nica ta jest obec­no­ścią świa­tła i ciem­no­ści, gdyż „im głęb­sze jest cier­pie­nie, tym bar­dziej zawo­dzą nasze poję­cia”[44]. I choć On wszystko wyja­śnia (wy – jaśnia, roz – jaśnia), to pozo­staje nie usu­nięta nie­po­ję­tość (ciem­ność). Jako pyta­nie (Wort) i odpo­wiedź (Antwort) jest On dalej tajem­nicą. On towa­rzy­szy naszemu cier­pie­niu (Bóg z nami współ­cierpi, zało­że­nie tezy pas­si­bi­lis), wyzwa­la­jąc nas z niego (impas­si­bi­lis). W ten spo­sób „o tym, że wszech­mocny współ­cierpi z Hio­bami wszyst­kich miejsc i cza­sów wiemy z Chry­stusa – z Wcie­lo­nego w hio­bową (ludzką) naturę Boga”[45]. Chry­stus więc jest peł­nią życia, tak iż tylko On może pozwo­lić sobie na to, by umrzeć[46]. Jest tak wolny, iż w cier­pie­niu, miej­scu sza­leń­stwa, zga­dza się być pierw­szym ubo­gim, ubogą wdową, speł­nia­jąc ideał bło­go­sła­wieństw. Odpo­wie­dzią na cier­pie­nie czło­wieka jest więc współ­cier­pie­nie Boga, który jako taki nawie­dza samot­ność ludz­kiej udręki[47]. Współ­cierpi nie dla­tego, że nie ma przed cier­pie­niem ucieczki, ale dla­tego, że On może być ucieczką dla cier­pią­cego czło­wieka. Ta ucieczka w kie­runku współ­cier­pią­cego Boga nie zamyka kręgu bólu, ale jest dla czło­wieka źródłem pocie­sze­nia gdyż Bóg jedna w sobie „ból” i radość sta­jąc się przy­czyną szczę­ścia. Prze­kra­cza­nie cier­pie­nia czło­wieka ku współ­cier­pią­cemu Bogu jest nadzie­jo­rod­nym poszu­ki­wa­niem świa­tła w ciem­no­ści. Świa­tło Współ­cier­pią­cego pocho­dzi ze Słowa, które poka­zuje, że grzech i cier­pie­nie nie są ostat­nimi sło­wami ludz­kiej histo­rii. W tym dia­logu, słowu krzyża Syna odpo­wiada słowo Zmar­twych­wsta­nia pocho­dzące od Ojca, uobec­nia­jąc Ducha przez krzyż jako nie­zry­walną łączność Ojca i Syna w sytu­acji obar­cze­nia Jezusa grze­chami ludz­ko­ści. Z tego „bólu” Boga rodzi się bowiem eko­no­mia miło­ści odku­pień­czej[48]; Duch jako zra­niona Miłość Ojca i Syna „krwawi” miło­sier­dziem. Sche­mat ten uka­zuje źródło krzyża w życiu try­ni­tar­nym Boga[49]. Istotą bowiem krzyża jest ofiara, rady­kalna forma odda­nia, wyzby­cia się sie­bie dla dobra dru­giego aż po śmierć. Ten sche­mat odnaj­du­jemy rela­cjach Trzech w Bogu. Wieczne wewnątrz­try­ni­tarne odda­nie się Osób Boskich staje się więc warun­kiem moż­li­wo­ści wyda­rze­nia ofiary krzyża[50].

Pozy­cja Chry­stusa wynika z natury Boga, który wg. Wj 3,14 i 1J 4,8 „Jest, który jest Miło­ścią”. Jest to miłość nie tylko ojcow­ska, ale też macie­rzyń­ska. Bóg jako miłu­jący Ojciec i kocha­jąca Matka (raha­mim[51]) nie mógł pozo­sta­wać obo­jętny na ludz­kie krzywdy i cier­pie­nie. To kobiece obli­cze Boga[52] pozwala na nowe spoj­rze­nie na sto­su­nek Boga do cier­pie­nia. W tym klu­czu odczy­ty­wany frag­ment Oze­asza, roz­dział jede­na­sty[53] pod­suwa cie­kawy argu­ment. Słowo użyte dla okre­śle­nia znisz­cze­nia Sodomy i Gomory (mah­peka) ozna­cza cał­ko­wita zagładę, rady­kalna prze­mianę. W wer­se­cie ósmym to poję­cie odnie­sione zostaje do Boga. Zło dzie­jące się w Izra­elu powo­duje zagładę serca Boga. W miej­sce spra­wie­dli­wo­ści mamy miło­sier­dzie, mat­czyne miło­sier­dzie (użyte hebr. raha­mim). Zło czło­wieka dotyka więc mat­czy­nego serca Boga powo­du­jąc zagładę serca Jahwe rodząc jed­no­cze­śnie ból i tro­skę. Bóg wzbu­dza więc w czło­wieku nadzieję: „Oto panna pocznie i poro­dzi Syna i nazwie go Emma­nuel” (Iz 7,14). Zie­mią reali­za­cji tej obiet­nicy stał się czło­wiek, wraz ze swoim cier­pie­niem. Szcze­gólną wymowę ma tutaj scena z Get­se­mani, gdy Chry­stus zanosi do Ojca swoje prośby. Tajem­nica rela­cji Bóg – cier­pie­nie czło­wieka odsła­nia się w tej sce­nie w postaci Emma­nu­ela w cier­pie­niu. Apo­geum dra­matu męki Jezusa był jed­nak krzyż. Woła­nie „Boże mój, Boże mój, cze­muś mnie opu­ścił?” sta­nowi woła­nie wszyst­kich cier­pią­cych doświad­cza­ją­cych opusz­cze­nia przez Boga, z tą róż­nicą, że od chwili śmierci Jezusa, on sam stał się Emma­nu­elem w umie­ra­niu. Ten krzyk Syna od tej chwili pły­nie nie­ustan­nie od cier­pią­cego stwo­rze­nia w kie­runku mil­czą­cego Boga. W tym krzyku stwo­rze­nia zawiera się wychy­le­nie ku lub prze­ciw nadziei na wybawienie.

Od tej „godziny dzie­wią­tej” każdy woła: „Ojcze, w Twoje ręce powie­rzam ducha mojego”. Bóg więc chce uspra­wie­dli­wić się wobec czło­wieka, wobec cier­pień jakie na niego spa­dają. Odpo­wiada krzy­żem Syna, pochy­le­niem się w nim nad cier­pią­cym czło­wie­kiem, by wyrwać go z grze­chu będą­cego przy­czyną cier­pie­nia. Odpo­wiedź Boga zawiera w sobie jakiś przy­mus[54], Syn przyj­muje postać nie­wol­nika krzyża (doulos)[55], para­dok­sal­nie wybie­ra­jąc krzyż. Jego cień pada od początku na życie Jezusa[56], od momentu Wcie­le­nia (eke­no­sen); Pas­chy Bożego Naro­dze­nia, przez pochy­le­nie nad kon­kret­nym czło­wie­kiem w jego cier­pie­niu, do wyda­rze­nia krzyża jako „szczytu obja­wie­nia nie­zgłę­bio­nej tajem­nicy Boga”[57].

Jed­nak Dawca życia, nadal żyje (Dz 3,15), żyje jako Zmar­twych­wstały. Czy więc Zmar­twych­wstały może być nadal Emma­nu­elem w cier­pie­niu i umieraniu?

Niebo wyklu­cza jaką­kol­wiek formę cier­pie­nia czy umie­ra­nia, a stan zmar­twych­wsta­nia zakłada wol­ność od cier­pie­nia i śmierci. Czy więc sytu­acja czło­wieka nie ule­gła zmianie?

W tym miej­scu ważne jest roz­róż­nie­nie; Zmar­twych­wstały nie cierpi, ale współ­cierpi, gdyż współ­cier­pie­nie (gr. sym­pa­theia) jest obja­wem miło­ści, pewną jej formą. Cier­pie­nie zakłada brak, pod­czas gdy współ­cier­pie­nie jest dosko­na­ło­ścią jako forma miło­ści. Miłość zaś jest dosko­nała jako zdolna do współ­od­czu­wa­nia. W Bogu ta miłość jest nad­rzędna w sto­sunku do cier­pie­nia, tak że nie musi On cier­pieć, lecz chce tego[58]. Poza tym nie­do­stępna jest dla nas antro­po­lo­gia popas­chalna, trudno więc jest wyro­ko­wać w tej spra­wie. Jedno nie ulega wąt­pli­wo­ści, współ­cier­pie­nie jako forma miło­ści może ist­nieć po zmar­twych­wsta­niu. Przy­glą­da­jąc się tek­stom z listu do Hebraj­czy­ków mamy kolejny argu­ment za teo­rią współ­cier­pie­nia[59]. „W czym bowiem sam cier­piał będąc doświad­czony, w tym może przyjść z pomocą tym, któ­rzy są pod­dani pró­bom” (Hbr 2,18), dosłow­niej wyraża to tekst: „Bowiem nie mamy arcy­ka­płana nie mogą­cego współ­cier­pieć (sym­pa­the­sai) w naszych bez­sil­no­ściach, ale doświad­czo­nego we wszyst­kim (kata panta) na podo­bień­stwo [nasze], wyjąw­szy grzech” (Hbr 4,15). Bio­rąc pod uwagę formy gra­ma­tyczne, jak rów­nież kon­tekst wypo­wie­dzi należy stwier­dzić, że rów­nież dziś Chry­stus współ­cierpi z nami. To współ­cier­pie­nie zacho­dzi według zasady wza­jem­nej wymiany: my uczest­ni­czymy w Jego cier­pie­niach, On zaś uczest­ni­czy w naszych. Wymiana mię­dzy Chry­stu­sem a nami uwi­docz­niona jest w tek­stach: „Wszystko, co uczy­ni­li­ście jed­nemu z braci moich naj­mniej­szych, Mnie­ście uczy­nili”, (Mt 25,34) jak też: „jeżeli na rękach Jego nie zoba­czę śladu (ton typon) gwoź­dzi i nie włożę palca mego w miej­sce gwoź­dzi, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwie­rzę. (…) Pod­nieś rękę i włóż ją do mego boku” (J 20,24–27). Jeśli ślady męki zostały na uwiel­bio­nym ciele Jezusa jako znaki (ho typos), to Zmar­twych­wstały jest nadal Emma­nu­elem współ­cier­pią­cym. Dalej, św. Paweł stwier­dza: „Gdy cierpi jeden czło­nek, współ­cier­pią (sym­pas­chei) wszyst­kie inne członki (…)” (1 Kor 12,26n). Należy więc zapy­tać jak Głowa ma się rado­wać gdy członki ciała cierpią?

Pozo­staje jesz­cze pyta­nie o współ­cier­pie­nie Boga (Deus com­pa­tiens)[60]. Sprzecz­ność Tako­wego z dosko­na­ło­ścią; z Jego nie­zmien­no­ścią i szczę­ściem jest tylko pozorna. Pismo bowiem nie używa prze­cież kate­go­rii filo­zo­ficz­nej nie­zmien­no­ści. Bóg pozo­staje chyba wolny w sto­sunku do sie­bie samego. Ta wol­ność prze­cież pozwala Mu stać się kimś skoń­czo­nym, ogo­ło­co­nym, umoż­li­wia Wcie­le­nie. Czę­sto przy­ta­czany w tym kon­tek­ście wer­set Jk 1,17 wska­zuje raczej na nie­zmien­ność Boga jako Stwórcy gwiazd i świa­teł kosmicz­nych (Rdz 1,14–18; Ps 136,7). Nie można zatem upo­dab­niać się do biblij­nych fary­ze­uszów, dla któ­rych Bóg nie mógł być jedno z czło­wie­kiem. Ta fary­zej­ska postawa wyzna­cza bowiem Bogu miej­sce, pre­cy­zyj­nie okre­śla­jąc co Bóg może zro­bić, a co Mu nie wypada. W ten spo­sób zamyka się Tego, który jest sem­per maior od naj­śmiel­szych ludz­kich ocze­ki­wań, w gra­ni­cach wyzna­czo­nych przez czło­wieka nie pozwa­la­jąc Mu na to co dla Niego jest bar­dzo cha­rak­te­ry­styczne, na zasko­cze­nie. Przyj­mu­jąc nawet nie­zmien­ność jako boski atry­but trzeba zapy­tać czy współ­cier­pie­nie jako forma miło­ści byłoby z nią sprzeczne. Choć nie należy do istoty Boga, owe współ­cier­pie­nie, to jed­nak wynika z Jego wol­nej woli, która za swój motyw ma jedy­nie Miłość.

Źródłem róż­nic w podej­ściu do pro­blemu cier­pię­tli­wo­ści Boga wydaje się być obraz Boga. W podej­ściu „teo­to­mi­stycz­nym”[61] Bóg ujmo­wany jest przede wszyst­kim jako Abso­lut, co sku­tecz­nie zaciem­nia obraz Boga jako zaan­ga­żo­wa­nego w ludzką egzy­sten­cję, Boga miło­ści i wol­no­ści. To myśle­nie bowiem znacz­nie utrud­nia ist­nie­nie rela­cji wza­jem­no­ści mię­dzy Bogiem i czło­wie­kiem. Dalej, choć odrzu­cono par­ty­pa­sjo­nizm, pochodny monar­chia­ni­zmowi i moda­li­zmowi, jed­no­cze­śnie odrzu­cono nesto­ria­nizm, pod­kre­śla­jąc że czło­wie­czeń­stwo i zwią­zane z nim cier­pie­nie odno­szą się do jed­nej Osoby. Odrzu­ca­jąc zaś patry­pa­sjo­nizm nie odrzu­cono idei cier­pie­nia Boga, ale błędną Jego kon­cep­cję gło­szącą brak „podziału” w Bogu, a co za tym idzie przy­pi­su­jąc cier­pie­nia Syna Ojcu jako jed­nej Oso­bie. W teo­lo­gii Ojców[62] można zna­leźć sfor­mu­ło­wa­nia takie jak „ho pan­thon Theos” (Grze­gorz z Nazjanzu). W taki spo­sób powstała „for­muła teo­pas­chań­ska”, wypły­wa­jąca z 1 Kor 2,8 „nie ukrzy­żo­wa­liby Pana chwały”, oraz z zasady pro­pa­go­wa­nej przez mni­chów scy­tyj­skich (ok. 518r., unus de Tri­ni­tate cru­ci­fi­xus), zna­la­zło to swój oddźwięk w orze­cze­niach Soboru Kon­stan­ty­no­po­li­tań­skiego II gdzie mówiono o „jed­nym z Trójcy Świę­tej, który był ukrzy­żo­wany w ciele”[63] i w edyk­cie dogma­tycz­nym Justy­niana (533r.) dla mono­fi­zy­tów sewe­riań­skich[64].

Śmierć Boga nie jest więc zagro­że­niem dla chrze­ści­jań­skiej wiary, jest bowiem zasad­ni­cza róż­nica w podej­ściu do pro­blemu mię­dzy spo­so­bem rozu­mie­nia nie­tz­sche­ań­skim a chrze­ści­jań­skim. Owa róż­nica wyraża się w zgo­dzie na Boga odpo­wia­da­ją­cego na tajem­nicę ludz­kiego cier­pie­nia, swoim współ­cier­pie­niem, lub też w bun­cie prze­ciw takiemu Bogu. Jeśli Bóg współ­cierpi, to samo ist­nie­nie cier­pie­nia nie jest już wię­cej zarzu­tem w sto­sunku do Boga, a w świe­tle nie­dziel­nego poranka upada zarzut Boskiej sła­bo­ści[65]. Dalej, być może wobec pytań o sens ludz­kiego cier­pie­nia, odpo­wie­dzią będzie moż­li­wość pozna­nia Boga, uczest­nic­twa w Jego cier­pie­niu, by poznać pełną prawdę o Miło­ści, która jest jedy­nym zada­niem czło­wieka nawet w bun­krze głodowym…

Jest w chrze­ści­jań­stwie coś bar­dzo cha­rak­te­ry­stycz­nego; para­doks, pewna kom­ple­men­tar­ność sprzecz­no­ści[66], w tym przy­padku jest podob­nie: „Bez­kre­sny, Nie­wi­dzialny, który z powodu nas stał się Widzialny, Nie­uchwytny, Nie­cier­pię­tliwy, który z naszego powodu stał się zdolny do cier­pień”[67].

Czy jed­nak temat ten nie jest zbyt abstrakcyjny?

Mrok nocy dla wiary w sytu­acji, w któ­rej każ­dego dnia umiera 35000 dzieci z powodu biedy, a na zbro­je­nia wydaje się wię­cej niż dwa miliony dola­rów na minutę[68] powo­duje, że pyta­nie o miej­sce Boga w tej sytu­acji ma sens, któ­rego doświad­czają także ci, któ­rych miłość została odrzu­cona, zdra­dzona, gdy ból zadają ci, któ­rych kochamy najbardziej.


[1] Por. V. E. Frankl, Homo patiens, tłum. R. Czer­necki, J. Moraw­ski, War­szawa 1971.

[2] Por. H. Jonas, Idea Boga po Auschwitz, tłum. G. Sowin­ski, Kra­ków 2003.

[3] „Ów pry­mat, pierw­szeń­stwo miło­ści w sto­sunku do spra­wie­dli­wo­ści (co jest rysem zna­mien­nym całego Obja­wie­nia), ujaw­nia się wła­śnie poprzez miło­sier­dzie.”, Jan Paweł II, Dives in mise­ri­cor­dia 4.

[4] Tenże, Ewan­ge­lia cier­pie­nia. Wybór homi­lii, prze­mó­wień i doku­men­tów, J. Ponie­wier­ski [red.], Kra­ków 1997, s. 167, można jed­nak zna­leźć pewien zwią­zek por. tenże, Salvi­fici dolo­ris 10n.

[5] Idea ta poja­wiła się w kręgu wspól­noty angli­kań­skiej, pod wpły­wem rewo­lu­cji prze­my­sło­wej i wyda­rzeń I wojny światowej.

[6] Por. źródłowe dla tego opra­co­wa­nia Th. G. Weinandy, Czy Bóg cierpi?, tłum. J. Majew­ski, Poznań 2003.

[7] „Dzi­siaj musimy się oba­wiać że obóz kon­cen­tra­cyjny jest tylko przy­krywką, że świat na zasa­dzie uni­wer­sal­nego prawa maszyny przy­biera jako całość struk­turę obozu kon­cen­tra­cyj­nego.”, J. Rat­zin­ger cyt. za J. Majew­ski, Miłość ukrzy­żo­wana. Nad teo­lo­gią cier­pie­nia Jana Pawła II, War­szawa 1998, s. 29.

[8] V. Jan­kélévitch, To, co nie­uchronne. Roz­mowy o śmierci, tłum. M. Kwa­terko, War­szawa 2005, s. 16.

[9] „Eses­mani powie­sili dwóch żydow­skich męż­czyzn i chłopca przed wej­ściem do obozu. Męz­czyź­nie umarli szybko, ale śmier­telne cier­pie­nia chłopca cią­gnęły się jesz­cze pół godziny. «Gdzie jest Bóg? Gdzie on jest?» — zapy­tał ktoś za mną. Kiedy chło­piec wciąż wisiał w męczar­niach na stryczku, ów męż­czy­zna znowu zapy­tał: «Gdzie jest Bóg?». I wtedy usły­sza­łem w sobie głos, który mówił: «Gdzie on jest? Tutaj On jest. Wisi na szu­bie­nicy».”, E. Wie­sel, Night, Lon­dyn 1972, s. 76n.

[10] „Mówie­nie w tym miej­scu o Bogu, który nie może cier­pieć, ozna­cza­łoby robie­nie z niego demona. Mówie­nie tutaj o Bogu abso­lut­nym byłoby czy­nie­niem z Niego uni­ce­stwia­ją­cej nico­ści. Mówie­nie tu o Bogu obo­jęt­nym ska­zy­wa­łoby ludzi na obo­jęt­ność.”, J. Molt­mann, The Cru­ci­fied God, Lon­dyn 1974. S. 273n; „Nie może być żadnej teo­lo­gii «po Auschwitz», która nie zaj­muje się teo­lo­gią w Auschwitz, tj. modli­twami i krzy­kiem ofiar. Bóg był obecny tam, gdzie odma­wiano Szema Israel i Modli­twę Pań­ską.”, tenże, History and the Triune God, Lon­dyn 1991, s. 29.

[11] po Hiro­szi­mie, K. Kita­mori, The­ology of the Pain of God, Lon­dyn 1966; w cza­sie uci­sku raso­wego, J. Cone, God of the Oppres­sed, Lon­dyn 1977.

[12] „Bóg więc nosi nasz spo­sób życia tak jak Syn Boży nosi nasze wzru­sze­nie. Sam Ojciec rów­nież doznaje wzru­szeń. Jeżeli ludzie Go pro­szą, lituje się i ubo­lewa, doznaje pew­nego uczu­cia miło­ści.”, Ory­ge­nes, Homi­lie o Księ­gach Iza­ja­sza i Eze­chiela, tłum. S. Kalin­kow­ski, Kra­ków 2000, s. 141.

[13] Por. np. Rdz 6,6–7; Sdz 2,18; 2Sm 24,16; 1Krn 21,15; Ps 106,45; Jr 18,8; Am 7,3.6; Jl 2,13; Jn 3,10.

[14] P. Fid­des, The Cre­ative Suf­fe­ring of God, Oks­ford 1988, s. 20.

[15] Por. W. Kasper, Bóg Jezusa Chry­stusa, tłum. J. Tyrawa, Wro­cław 1996, s. 238–247.

[16] J. Y. Lee, God Suf­fers for Us: A Sys­te­ma­tic Inqu­iry into a Con­cept of Divine Pas­si­bi­lity, Haga 1974, s. 230.

[17] „życie Jezusa odsła­nia nam (…) samo sedno uczuć Bożych: Bóg cierpi, albo­wiem miłuje.”, Ch. Schön­born (współ­prac. M. Kon­rad, H. P. Weber), Bóg zesłał Syna swego. Chry­sto­lo­gia, tłum. i oprac. L. Bal­ter, Poznań 2002, s. 231.

[18] „W porządku bytu cier­pie­nie jest nie­do­sko­na­ło­ścią. W porządku miło­ści jest pie­czę­cią dosko­na­ło­ści.”, F. Varil­lon, La souf­france de Dieu, Paris 1975, s. 71, cyt. za: M. Paluch [red.], Świety Tomasz teo­log. Wybór stu­diów, tłum. Z. Bomert, A. Kuryś, P. Lichacz, War­szawa — Kety 2005, s. 387.

[19] np. „Miło­wa­łem Izra­ela, gdy jesz­cze był dziec­kiem, i syna swego wezwa­łem z Egiptu. (…) Pocią­gną­łem ich ludz­kimi wię­zami, a były to więzy miło­ści. Byłem dla nich jak ten, co pod­nosi do swego policzka nie­mowlę — schy­li­łem się ku niemu i nakar­mi­łem go. (…) Jakże cię mogę porzu­cić, Efra­imie, i jak opu­ścić cie­bie Izra­elu? Moje serce na to się wzdryga i roz­pa­lają się moje wnętrz­no­ści. Nie chcę, aby wybuch­nął pło­mień mego gniewu i Efra­ima już wię­cej nie znisz­czę, albo­wiem Bogiem jestem, nie czło­wie­kiem; pośrodku cie­bie jestem Ja — Święty, i nie przy­cho­dzę, żeby zatra­cać.”, Oz 11, 1–9.

[20] „(…) dla istoty stwo­rzo­nej zdol­ność cier­pie­nia sta­nowi o praw­dzi­wej dosko­na­ło­ści. (…) czy nie trzeba, aby w Bycie tym zna­la­zło się w for­mie, któ­rej nie zdoła nazwać żadne ludz­kie słowo — to wszystko, co w cier­pie­niu istoty stwo­rzo­nej jest tajem­ni­czą dosko­na­ło­ścią?”, R. Mari­tain, Wiel­kie przy­jaź­nie, tłum. A. Olędzka-​Frybesowa, E. Kra­sno­wol­ska, M. Wań­ko­wi­czowa, Kra­ków 1962, s. 113n.

[21] J. Y. Lee, God Suf­fers for Us: A Sys­te­ma­tic Inqu­iry into a Con­cept of Divine Pas­si­bi­lity, dz. cyt., s. 56.

[22] „Bóg cierpi odwiecz­nie w Krzyżu; Bóg jest naj­bar­dziej boski w cier­pie­niu Krzyża.”, P. Fid­des, The Cre­ative Suf­fe­ring of God, dz. cyt., s. 31.

[23] E. Jün­gel, God as the Mystery of the World: On the Foun­da­tion of the The­ology of the Cru­ci­fied One in the Dispute Between The­ism and Athe­ism, Edyn­burg 1983, s. 373.

[24] Por. J. Molt­mann, The Cru­ci­fied God, dz. cyt., s. 151n.

[25] Por. Sth I 9.

[26] Por. W. Kasper, Jezus i wiara, w: W. Kasper, J. Molt­mann, Jezus-​tak, Kościół-​nie? O chry­sto­lo­gicz­nych źródłach kry­zysu Kościoła, Kra­ków 2005, s. 35.

[27] Por. A. N. Whi­te­head, Reli­gia w two­rze­niu, tłum. A. Szost­kie­wicz, Kra­ków 1997.

[28] „Cho­ciaż natura pier­wotna Boga jest nie­za­leżna od świata, to jed­nak posiada On rów­nież «naturę wtórną», odno­szącą się do Jego fizycz­nego aspektu, przez który postrzega On świat. Innymi słowy – Bóg absor­buje wpływy ze świata, przyj­mu­jąc w sie­bie skutki świa­to­wych dzia­łań i decy­zji. Odczu­wa­jąc świat w ten spo­sób, Bóg cierpi, albo­wiem pod­czas gdy wszyst­kie byty wno­szą war­tość do niego, one rów­nież aktu­ali­zują zarówno dobro, jak i zło poprzez wybory, któ­rych doko­nują, a Bóg przyj­muje ich skutki. On także odczuwa ich doświad­cze­nie cier­pie­nia.”, P. Fid­des, The Cre­ative Suf­fe­ring of God, dz. cyt., s. 41.

[29] „współ­cze­sna teo­lo­gia zde­cy­do­wa­nie odcho­dzi od sta­rego aksjo­matu o Bogu nie­zdol­nym do cier­pie­nia, szczę­śli­wym w zaświa­tach bez względu na to, co dzieje się na ziemi. Dzi­siaj w całym chrze­ści­jań­stwie widać zwrot w kie­runku wizji Boga zdol­nego do współ­cier­pie­nia — nie z samej swo­jej natury, ale z oso­bo­wej miło­ści i tro­ski o los swo­ich stwo­rzeń. To współ­cier­pie­nie Boga możemy dostrzec kon­tem­plu­jąc dra­ma­tyczny moment śmierci Jezusa. Cierpi nie tylko Jego ludzka natura. Prze­ni­ka­nie się Osób Boskich spra­wia, że jeśli dotknięta jest jedna z nich, pozo­stałe rów­nież biorą w tym udział.”, W. Hry­nie­wicz, Cier­pie­nie jest woła­niem o prze­mianę, cyt. za: A. Smól­ski, Cier­pie­nie Boga, w: Com­mu­nio 2(140) 2004, s. 10.

[30] „Prze­ni­kliwa intu­icja reli­gijna potrafi dostrzec, że męka Chry­stusa nie doty­czy jedy­nie jego czło­wie­czeń­stwa. Wsku­tek Wcie­le­nia jest ona nie­ro­ze­rwal­nie zwią­zana także z Osobą Syna Bożego. Bóg był praw­dzi­wie obecny w męce i śmierci Jezusa. Ozna­cza to jed­nak rów­no­cze­śnie, że męka Jezusa musiała być obecna w samym Bogu. Jest to rela­cja dwu­stronna. Praw­dziwa obec­ność Boga w męce Jezusa wymaga obec­no­ści męki w nim samym. Krzyż Chry­stusa otwiera dostęp do tajem­nicy wewnętrz­nego cier­pie­nia Boga.”, W. Hry­nie­wicz, Peda­go­gia nadziei, War­szawa 1997, s. 41.

[31] „Logos stał się czło­wie­kiem, histo­ria i sta­wa­nie się tej ludz­kiej rze­czy­wi­sto­ści stały się Jego wła­sną histo­rią, nasz czas stał się cza­sem Wiecz­nego, nasza śmieć śmier­cią samego nie­śmier­tel­nego Boga. (…) Ten, który jest sam w sobie nie­zmienny, może sam być zmienny w Innym.”, K. Rah­ner, Pod­sta­wowy wykład wiary, War­szawa 1987, s. 181n.

[32] „Bóg jest miło­ścią. Imma­nentna Trójca obja­wiła się w Trójcy «eko­no­micz­nej» jako «orto­prak­sja», słuszne dzia­ła­nie Boga w odda­niu wła­snego Syna. (…) A jeśli jest prawdą, że Jeden w Bogu bie­rze na sie­bie cier­pie­nie aż po opusz­cze­nie przez Boga i uznaje za swoje wła­sne, to oczy­wi­ście nie jako coś obcego Bogu, lecz jako coś do Jego boskiej Osoby naj­głę­biej przy­na­leż­nego.”, H. U. von Bal­tha­sar, W pełni wiary, Kra­ków 1991, s. 170, 199.

[33] Por. J. Szy­mik, W świa­tłach Wcie­le­nia. Chry­sto­lo­gia kul­tury, Kato­wice – Ząbki 2004, s. 142.

[34] Por. H. U. von Bal­tha­sar, Teo­lo­gia miste­rium pas­chal­nego, tłum. E. Pio­trow­ski, Kra­ków 2001.

[35] Por. TD II/​2.

[36] „Byt jest miło­ścią”, por. J. O’Donnell, Klucz do teo­lo­gii Hansa Ursa von Bal­tha­sara, tłum., A. Wałęcki, Kra­ków 2005, s. 26.

[37] Por. TD III.

[38] Por. TD II/​2.

[39] Por. TD IV.

[40] Por. I. Bokwa, Try­ni­tarno — chry­sto­lo­giczna inter­pre­ta­cja escha­to­lo­gii w uję­ciu Hansa Ursa von Bal­tha­sara, Radom 1998, s. 140n.

[41] Por. TD III.

[42] Cz. St. Bart­nik, Dogma­tyka kato­licka, t. 1–2, Lublin 1999 (cyt. za: J. Szy­mik, W świa­tłach Wcie­le­nia. Chry­sto­lo­gia kul­tury, dz. cyt., s. 142n).

[43] J. Rat­zin­ger, Bóg i świat. Wiara i życie w dzi­siej­szych cza­sach (rozm. P. Seewald), tłum. G. Sowin­ski, Kra­ków 2001, s. 179n.

[44] H. U. von Bal­tha­sar, W pełni wiary, wyb. W. Lös­ser, tłum. J. Fen­ry­chowa, Kra­ków 1991, s. 218.

[45] J. Szy­mik, W świa­tłach Wcie­le­nia. Chry­sto­lo­gia kul­tury, dz. cyt., s. 146.

[46] Por. H. U. von Bal­tha­sar, Wień­czysz rok darami swej dobroci, tłum. E. Mar­szał, J. Zakrzew­ski, Kra­ków 1999, s. 13.

[47] „[Bóg] nie jest poza-​światowym Abso­lu­tem, któ­remu cier­pie­nie ludz­kie jest obo­jętne (…), jest Bogiem, który dzieli los czło­wieka, uczest­ni­czy w jego losie.”, Prze­kro­czyć próg nadziei. Jan Paweł II odpo­wiada na pyta­nia Vit­to­ria Mes­so­riego, Lublin 1994, s. 66.

[48] Por. Jan Paweł II, Domi­num et Vivi­fi­can­tem 39.

[49] „(…) zosta­li­ście wyku­pieni nie czymś prze­mi­ja­ja­cym, sre­brem lub zło­tem, ale dro­go­cenną krwią Chry­stusa, jako baranka nie­po­ka­la­nego i bez zmazy. On był wpraw­dzie prze­wi­dziany przed stwo­rze­niem świata, dopiero jed­nak w ostat­nich cza­sach się obja­wił ze względu na was.”, 1P 1,19n.

[50] Por. F. Varil­lon, Pokora Boga, tłum. M. Figar­ski, Paris 1982.

[51] „Raha­mim już w swoim źródło­sło­wie wska­zuje na miłość mat­czyną (rehem = łono mat­czyne). Z tej naj­głęb­szej, pier­wot­nej bli­sko­ści, łączno­ści i więzi, jak łączy matkę z dziec­kiem, wynika szcze­gólny do tegoż dziecko sto­su­nek, szcze­gólna miłość. Można o niej powie­dzieć, że jest cał­ko­wi­cie darmo dana, nie zasłu­żona, że w tej postaci sta­nowi ona jakąś wewnętrzną koniecz­ność: przy­mus serca. Jest to jakby „kobieca” odmiana męskiej wier­no­ści samemu sobie, o jakiej mówi hesed. Na tym pod­łożu psy­cho­lo­gicz­nym raha­mim rodzi całą skalę uczuć, a wśród nich dobroć i tkli­wość, cier­pli­wość i wyro­zu­mia­łość, czyli goto­wość prze­ba­cza­nia.”, Jan Paweł II, Dives in mise­ri­cor­dia 4.

[52] Por. Ps 131,2–3; Iz 42,14, 49,15, 54,9–10, 66,13; Łk 13,34; 15,8–10, Mt 23,37.

[53] „Mój lud jest skłonny odpaść ode Mnie — wzywa imie­nia Baala, lecz on im nie przyj­dzie z pomocą. Jakże cię mogę porzu­cić, Efra­imie, i jak opu­ścić cie­bie, Izra­elu? Jakże cię mogę rów­nać z Admą i uczy­nić podob­nym do Seboim? Moje serce na to się wzdryga i roz­pa­lają się moje wnętrz­no­ści. Nie chcę, aby wybuch­nął pło­mień mego gniewu i Efra­ima już wię­cej nie znisz­czę, albo­wiem Bogiem jestem, nie czło­wie­kiem; pośrodku cie­bie jestem Ja — Święty, i nie przy­cho­dzę, żeby zatra­cać.”, Oz 11,7–9.

[54] „Syn Czło­wie­czy musi (dei) wiele wycier­pieć.”, Mk 8,31; Mt 16,21; Łk 9,22.

[55] Por. Flp 2,7.

[56] „Chry­stus cier­piał od początku (…). Krzyż towa­rzy­szył Mu jako nie­odwo­łalne prawo.”, Jan Paweł II, O cier­pie­niu. Wypo­wie­dzi ojca świę­tego do cho­rych i pra­cow­ni­ków służby zdro­wia (1978−1982), tłum. K. Szost­kie­wicz, T. Żeleź­niak, War­szawa 1985, s. 137.

[57] Por. Jan Paweł II, Dives in mise­ri­cor­dia 8.

[58] „Jego wszech­moc obja­wia się wła­śnie w tym, że dobro­wol­nie przy­jął cier­pie­nie.”, Jan Paweł II, Prze­kro­czyć próg nadziei. Jan Paweł II odpo­wiada na pyta­nia Vit­to­ria Mes­so­riego, Lublin 1994, s. 66.

[59] Innymi tek­stami są: „jeśli z Nim współ­cier­pimy (sym­pas­cho­men), to po to, byśmy wspól­nie zostali oto­czeni chwałą.”, Rz 8,17; czy „Jak bowiem obfi­tują w nas cier­pie­nia Chry­stusa, tak też wiel­kiej dozna­jemy przez Chry­stusa pocie­chy.”, 2 Kor 1,5.

[60] „Czyż więc «prze­ko­ny­wać świat o grze­chu» — nie musi rów­no­cze­śnie zna­czyć: obja­wiać cier­pie­nie? Obja­wiać ból, nie­po­jęty i nie­wy­ra­żalny, jaki z powodu grze­chu w jego antro­po­mor­ficz­nej wizji Księga święta zda się dostrze­gać w «głę­bo­ko­ściach Bożych», w samym nie­jako sercu nie­ogar­nio­nej Trójcy? Kościół czer­piąc natchnie­nie z Obja­wie­nia, wie­rzy i wyznaje, że grzech jest obrazą Boga. Co odpo­wiada tej «obra­zie» w nie­zgłę­bio­nym życiu Ojca, Syna i Ducha Świę­tego, temu odrzu­ce­niu Ducha, który jest Miło­ścią oraz Darem? Poję­cie Boga, jako Bytu abso­lut­nie dosko­na­łego, wyłą­cza z pew­no­ścią wszelki ból pocho­dzący z braku czy zra­nie­nia; jed­nakże w «głę­bo­ko­ściach Bożych» jest miłość ojcow­ska, która w języku biblij­nym wobec grze­chu czło­wieka posuwa się za do słów: «żal mi, żem stwo­rzył czło­wieka». (…) Naj­czę­ściej jed­nak Pismo Święte mówi nam o Ojcu, który współ­czuje czło­wie­kowi, dzie­ląc jakby jego ból. Osta­tecz­nie ów nie­zgłę­biony i nie­wy­po­wie­dziany «ból» Ojca zro­dzi nade wszystko prze­dziwną eko­no­mię miło­ści odku­pień­czej w Jezu­sie Chry­stu­sie, ażeby – poprzez myste­rium pie­ta­tis – Miłość mogła się oka­zać potęż­niej­sza od grze­chu w dzie­jach czło­wieka. Ażeby zwy­cię­żył «Dar».”, Jan Paweł II, Domi­num et Vivi­fi­can­tem 39.

[61] „W roz­dzie­ra­ją­cym doświad­cze­niu Bożego «bez­ru­chu» w myśle­niu o Nim rodzić się zaczęło jado­wite podej­rze­nie, utwier­dzone zresztą przez nie­które twier­dze­nia kla­sycz­nej (scho­la­stycz­nej) nauki o Bogu: jeżeli pozo­staje On nie­wzru­szony (nie­cier­pię­tliwy, nie­zmienny, nie­skoń­cze­nie szczę­śliwy) wobec tego wszyst­kiego, co przy­da­rza się nie­win­nym, to być musi jakimś strasz­nym mon­strum, radu­ją­cym się z obo­jęt­no­ścią oprawcy w obli­czu męki tych, do któ­rych miłość jakoby dekla­ruje.”, G. Strzel­czyk, O cier­pie­niu Boga. Głos w dys­ku­sji, w: W poszu­ki­wa­niu sensu cier­pie­nia. Dia­log inter­dy­scy­pli­narny, [red.] A. Bar­to­szek, Kato­wice 2006, s. 166.

[62] Por. M. Figura, Cier­pie­nie Boga w teo­lo­gii Ojców Kościoła, w: Com­mu­nio 2(140) 2004, s. 26–45.

[63] Por. Doku­menty Sobo­rów Powszech­nych. Tekst grecki, łaciń­ski, pol­ski, [red.] A. Baron, H. Pie­tras, tłum. T. Wnę­trzak, t. 1, Kra­ków 2001, s. 295.

[64] Por. BF VI 9.

[65] „Try­ni­tarny Bóg pozwala cier­pie­niu nie­jako wnik­nąć w sie­bie, a zło jako nic nie zna­czącą nicość (mówiąc języ­kiem Augu­styna) nie­jako przy­własz­cza sobie, dla­tego dzieli to ze swymi stwo­rze­niami w spo­sób istotny. Ma to ozna­czać, że ból i cier­pie­nie są nie tylko pozo­sta­ją­cymi poza Bogiem przy­pa­dło­ściami, lecz doty­czą Go w samym Jego byciu-​Bogiem. Ale wła­śnie przez Niego i w Nim zostają poko­nane.”, W. Breu­ning, Nauka o Bogu. Pod­ręcz­nik teo­lo­gii dogma­tycz­nej, Kra­ków 1999, s. 240n.

[66] Por. J. D. Szczu­rek, Szczę­ście i cier­pie­nie Boga, Ana­lecta Cra­co­vien­sia 29(1997), s. 363.

[67] Ignacy Antio­cheń­ski, List do Efe­zjan, 7,2.

[68] dane za: C. Mac­cise, Jak mówić o Bogu po Oświę­ci­miu?, w: A. Grze­gor­czyk [red.], Nie­wi­dzialna rze­czy­wi­stość. Szkice o filo­zo­fii ducho­wej Edyty Stein, Poznań 1999, s. 219.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

One Response to “Obli­cze cierpiącego”

  1. monika Says:

    Bar­dzo dzię­kuję. Roz­wa­żam. Trudne to, ale nie­zwy­kle inte­re­su­jące. I poruszające…

Leave a Reply