Koń trojański, czyli o humorze kardynałów

22 uwagi do wpisu “Koń trojański, czyli o humorze kardynałów”

  1. Też mi się wydaje, że wypowiedź wspomnianych hierarchów Kościoła pozostaje w pewien sposób śmieszna. Zdajemy sobie sprawę, że i w KOŚCIELE obecny jest człowiek – wola Pana Boga – z całą swoją naturą, również tą mniej pożądaną. Pragnienie stołka, siedzenie wyżej, knucie, jakoś to mnie nie przeraża. Jest i tak tego zdecydowanie mniej, niż w historii, która szokuje bardziej… gdy papież i tzw. kuria rządzili Kościołem i Państwem Kościelnym. Osobiście cieszę się, że papież to pasterz, który przyszedł służyć, a nie rządzić, że chce być, czy chciał być pasterzem, dobrym pasterzem.
    Co do dokumentów soborowych… W strukturze hierarchicznej dokumentów – patrząc ze strony prawa administracyjnego Kościoła – konstytucje zajmują najwyższą i niezwykle czytelną pozycję, potem za nią idą dekrety soborowe. To już nie tylko propozycja.

  2. nie ma nic złego w byciu pasterzem, ale nawet od strony ludzkiej w tak wielkiej instytucji, potrzebna jest np. właściwa polityka kadrowa.
    co do dokumentów to niestety nie jest to takie proste. Proszę sobie przypomnieć, że konstytucję o Kościele trzeba było wyjaśniać (co dobrze widać w wydaniu dokumentów Pallottinum). Poza tym polecam także tekst profesora Roberto de Mattei
    http://www.pch24.pl/sobor-niedogmatyczny,522,i.html

  3. Ten artykuł to przemyślenia Pana Profesora. Konstytucje są konstytucjami i nie bez przyczyny promulgowano je w takiej formie. Można przecież było wybrać inną, chociażby zwykły list czy messaggio. Stało się inaczej. Polityka kadrowa. Piotr, Andrzej, Filip, Jakub, Judasz, Jan… Tysiące innych. Kościoła nie zniszczy nawet najgorsza polityka kadrowa. Kościół jest silniejszy i piękniejszy, ponad. Potrzebowałem czasu, aby pokochać taki Kościół. Pokochałem, bo Chrystus pokochał pierwszy. On powołuje, on wybiera. Nawet gdy człowiek trochę Mu przeszkadza, potrafi wyprowadzić z tego niezwykłe owoce dobra.

  4. Tak pytam w kontekście dzisiejszej Ewangelii o skłóconym królestwie. Krytyka Kościoła posoborowego dość druzgocąca. A przecież widząc minusy, trzeba dostrzec też ogrom dobra, które wynika między innymi z podejścia właśnie duszpasterskiego ostatnich papieży. Tylko Duch Św. wie, czy bez Soboru odejść z Kościoła nie byłoby 2 razy więcej. Pozdrawiam

  5. Nie znam się na polityce. Wiem jedno. Współczesny Kościół bardzo często odbiega od nauki, którą głosił Jezus. ‚Idzie’ na ilość zamiast na jakość. To instytucja. Czy Chrystus chciał, żeby Jego Kościół był instytucją? Raczej nie. Chciał, żebyśmy byli wspólnotą. Ludzi służących sobie wzajemnie. Żeby nie liczyły się stołki i stanowiska tylko wzajemna miłość. Chyba wszyscy troszkę zapomnieliśmy co, a raczej Kto w Kościele jest najważniejszy…

  6. Moniko, współczesny Kościół to ten, który dziś kocham, bo jestem współczesnym człowiekiem. Współczesny Kościół prowadzi mnie dziś do Boga – nie ma innej drogi. Pozdrawiam Cię serdecznie.

  7. Moniko, piszesz z wyczuciem. Żebyśmy byli wspólnotą ludzi służących sobie wzajemnie, żeby liczyła się miłość. Przed moimi oczami sceny z Ewangelii. Przekraczanie tego, co przez prawo zamknęło człowieka na Boga i ograniczyło do gestów bez miłości. Przepisy, nakazy bez miłości. Wołanie o miłosierdzie dla człowieka. Poszukiwanie zagubionych. Pozwolenie na odejście w wolności. Wielki Czwartek – przykazanie miłości. Przyszedł jako Sługa i służył do końca. Powala mnie zawsze obraz Pana Jezusa klęczącego przed człowiekiem i myjącego stopy. Umył je wszystkim apostołom. W Kościele jest tyle dobra… Na nim też możemy się skupić. I w Kościele oczywiście i przede wszystkim jest On – Pan i Bóg.

  8. Współczesny Kościół nie odbiega od nauki, którą głosił nasz Pan. Owszem jest też instytucją, która wielu ateistom staje kością w gardle… Nie mniej Droga jest wyznaczona, Prawda jest objawiona a Życie jest ukryte w przypowieści o ziarnie, które jeśli nie obumrze nie przyniesie plonu… Z pewnością Plugastwo wślizgnęło się do Świątyni i zmiata ogonem wszystko co może, lecz ci, którzy to widzą walczą z Bestią Słowem, życiem. W końcu co 3 minuty ginie za wiarę jeden chrześcijanin… Kościół walczący, cierpiący i chwalebny to jeden Kościół. Nawet zdradzony, ukrzyżowany i zstępujący do piekieł trzeciego dnia zmartwychwstanie.

  9. Czyli instytucja i wspólnota, tak? To trudno pogodzić wg mnie. Ale z drugiej strony przez ponad 2000 lat jakoś się udaje… Do Andrzeja. Tak. Taki Kościół miałam na myśli. Kościół, w którym Bóg byłby najważniejszy. Czy jest taki? Stara się być. Wszystko zależy od tego czy człowiek zapatrzony jest na siebie i własne ambicje czy na Boga. Kariera to przecież też nic złego. Potrzebny jest umiar, równowaga. Z obserwacji wynika, że większość hierarchów jednak zapatrzona jest w Boga. Żeby jeszcze mówili jednym głosem…

  10. ” Oto ja służebnica pańska”, powtarzam za Maryją i chcę być nią naprawdę w kontaktach z Bogiem, Kościołem i człowiekiem. Tak mi dopomóż Bóg i wszyscy Święci.Amen.

  11. Zresztą świeci i błogosławieni nie patrzyli na siebie, własne zasługi i zaszczyty. Wpatrywali się w Boga. I dlatego zaszli tak daleko. wysoko.. Przed Boży Tron. I my jako Kościół mamy ich naśladować.

  12. Święci najczęściej też mili swój trudny okres – czasem niewiary, buntu i odejść. A potem, gdy Prawda pozwoliła im się odnaleźć, następowały piękne powroty.
    Ta różnorodność głosów hierarchów jest dozwolona, byleby nie w tym, co należy do istoty naszej wiary, godności człowieka, moralności. Pociąga mnie różnorodność w Kościele, w którym jest miejsce dla każdego człowieka, dla każdego charyzmatu.

  13. Podam jeden z przykładów różnych, odmiennych głosów księży na ten sam temat. Sprawa Nergała. Bezczeszczenie przez niego Biblii na satanistycznym koncercie. Pojawiały się wtedy różne głosy. Nawet księży. Jeden nawet powiedział, że woli palić cygaro niż czarownice. Oczywiście nie chodzi mi, żeby zaraz kogoś na stosie. Chodzi o stosunek do całej sytuacji, zajścia.

  14. Chyba się trochę pogubiłem czytając powyższy tekst.
    Z jednej strony konstytucje soborowe z drugiej strony deklaracja Dominus Iesus. Papież wyraźnie podkreśla w niej że tylko wiara katolicka zawiera prawdę absolutną w pełni…

    przypomnę streszczenie z wikipedii:

    objawienie Chrystusa zawiera jedyną i pełną (całą) prawdę o Bogu,
    Kościół jest obowiązany głosić tę prawdę w drodze ewangelizacji,
    tylko wiara katolicka zawiera prawdę absolutną w pełni,
    święte księgi innych religii nie są objawieniem tej prawdy, a mogą co najwyżej zawierać jej elementy,
    Jezus Chrystus nie był tylko jednym z proroków, lecz Synem Bożym, którego śmierć na krzyżu odkupiła ludzkość w sposób zupełny (tzn. do odkupienia nie są potrzebne żadne inne formy działania Bożego, w szczególności zawarte w innych wyznaniach),
    Boży plan zbawienia obejmuje wszystkich ludzi,
    Królestwo Boże nie może zostać urzeczywistnione bez Kościoła.

    Na mój prosty chłopski rozum wygląda na to, że Vaticanum II, albo został źle zrozumiany, albo wcale nie został zrozumiany, albo został mocno nadinterpretowany. Nie wiem czy nie za sprawą wroga Kościoła.

    o ile nie będzie jeszcze herezją odrzucenie konstytucji soborowej to odrzucenie dogmatu, np. co do nieomylności papieża już na takową zakrawa. Znane jest w końcu stanowisko ostatnich papieży co do soboru.

    Przypomnę tez słowa biskupa Fellaya:
    „Akceptujemy i uważamy za własne wszystkie sobory aż do Soboru Watykańskiego II, wobec którego zachowujemy rezerwę.”

    Nie wiem też czy szukanie związku miedzy opłakanym stanem obecnego czy świata a SW2 to dobre połączenie.

    Ekumenizm rozumiany jako próba stworzenia jednego Kościoła gdzie prawda byłaby jakąś średnią z depozytu każdego z „kościołów” wydaje się rzeczywiście niedorzeczny, ale w Kościele Katolickim, ani Soborze Watykańskim II nie dostrzegam osobiście takiej tendencji.

    Nie wiem czy nie ocieramy się tu o schizmę starokatolicyzmu lub lefebryzmu, sam nie wiem co gorsze.
    W każdym razie to papież kieruje Kościołem Rzymskim i na nim został zbudowany Kościół Chrystusowy.

    Jedna sprawa to jedność biskupów, a inna kwestia reform soborowych.

  15. jako, ze tematyka Vaticanum II ostatnio mnie żywo interesuje więc wrócę jeszcze do tematu i polecę w odpowiedzi też jedną książkę, mianowicie:
    „Koń trojański w mieście Boga. Pół wieku po Soborze” autorstwa Tomasza Terlikowskiego.

    fragment ze wstępu:
    „W przemówieniach Pawła VI można jednak znaleźć jeszcze ostrzejsze sformułowania. 7 grudnia 1968 roku w przemówieniu do studentów Seminarium Lombardzkiego w Rzymie papież mówił: „Kościół znajduje się w niespokojnej godzinie samokrytyki, lub raczej «autodestrukcji». Jest to gorzki i skomplikowany obrót spraw, którego nikt po soborze się nie spodziewał. Kościół praktycznie sam siebie biczuje” . Cztery lata później, 30 czerwca 1972 roku, Paweł VI mówił o tym, że przez szczelinę dostał się do świątyni Pana „swąd szatana”. „Także wewnątrz Kościoła króluje dziś ten stan niepewności. Wydawałoby się, że po soborze nadejdzie słoneczna pogoda dla Kościoła. Natomiast nastąpił czas burz mgieł i ciemności” – podkreślał papież, który według świadectwa wielu swoich współczesnych z rosnącym przerażeniem spoglądał na kryzys, który nastąpił w Kościele po zakończeniu Soboru. Odejścia kapłanów, milczące i nigdy niepotwierdzone schizmy całych wspólnot kościelnych, kryzys życia zakonnego (ze szczególnym uwzględnieniem jezuitów), kontestacja nauczania papieskiego, spadek praktyk religijnych – to wszystko było doświadczeniem, z którym przyszło się zetknąć katolikom żyjącym w okresie po Soborze. I wielu, szczerze zatroskanych o losy Kościoła, zaczęło podejrzewać, że ich przyczyną jest właśnie Sobór. Tak jednak nie było. W istocie bowiem w latach 70. trudno w ogóle mówić o pełnej recepcji Soboru. Ten okres, w wielu Kościołach lokalnych, jest raczej czasem zastąpienia prawdziwego Soboru i tego, co on oznaczał przez fałszywego ducha Soboru, który był wytwarzany przez ludzi, którym wcale nie zależało na tym, żeby katolicyzm się rozwijał, ale by go osłabiać, by odbierać mu jego specyficzne oblicze, i by stopniowo, ale w widoczny sposób zsekularyzować go czy sprotestantyzować. Zjawisko to widać było niemal w każdej dziedzinie życia Kościoła: w teologii, filozofii, życiu zakonnym, rozumieniu polityki, ekumenizmie, pojmowaniu małżeństwa, a nawet tym, co uznaje się za Magisterium Kościoła. Jego skutkiem było zaś nie tyle przyspieszenie rozwoju Kościoła, ile jego stopniowy, ale doskonale widoczny w wielu krajach, upadek. „

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>