«Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec.
No, może i nikt. Z wyjątkiem nas. My jesteśmy zbyt mądrzy, żeby stawiać daty. Mądrzejsi od Świadków Jehowy. My dokładnie na odwrót. My z kolei „wiemy”, że to NA PEWNO nie będzie ani jutro, ani za miesiąc, ani za rok. Na pewno nie za naszego życia. Na pewno nie.
Ale to nie znaczy, że nie stanie się to jutro. To nie znaczy, że nas nie dotyczy, To tylko znaczy, że trzeba być zawsze gotowym. Nie będzie ważna data, gdy serce czyste. Nie będzie pospiesznego przygotowywania się do drogi. Nie będzie strachu.
Ale wiemy jedno. Koniec świata dla świata jest dla nas abstrakcją. Ale koniec świata dla mnie — to moja śmierć. I to już łatwiej objąć. Śmierć przyjdzie na pewno jeszcze za mojego życia. Do niektórych z nas, przyjdzie już dziś. To będzie nasz prywatny koniec świata. Reszta — już nas dotyczyć nie będzie.
I boimy się jak współcześni Jezusowi. Tamci ludzie bali się spadających gwiazd, gasnącego księżyca. My boimy się, przeżywamy jakieś bytowe katastrofy — wielkie jako ludzkość i małe jako poszczególne osoby. Ileż wielkich imperiów upadło od chwili, gdy Jezus nauczał o końcu świata? Ile wojen przetoczyło się, pochłaniając miliony ofiar? Ile osób zmarło nagle i niespodziewanie. Czy mnie również spotka coś takiego? Oczywiście wolę nie myśleć o zagrożeniach, o śmierci czekającej mnie i moich bliskich, o upadku cywilizacji czy możliwości globalnej zagłady. Pozwala mi to swobodniej działać, lecz lęk nie niknie. Czai się w ukryciu i czeka na jakiś znak, aby wypełznąć. Każdy ma taki repertuar swoich strachów. Lęk przypomina człowiekowi o jego bezradności wobec śmierci oraz rozmaitych życiowych zagrożeń, o granicach ludzkich możliwości, o nieuniknionym kresie wszelkich ludzkich dokonań. Jak ból stanowi sygnał, że z naszym ciałem dzieje się coś niedobrego, tak lęk wskazuje na niedomagania duszy. Ból mówi: „Trzeba pójść do lekarza”. Lęk powiada: „Zwróć się ku Bogu”. On jest kresem naszego świata, On jest początkiem świata nowego, On jest wiecznością. Stworzenie zostało dokonane ze względu na Paruzję. Ludzkość zrodzona jest dla tego wspaniałego poranka. Dzieje ludzi to czas rodzenia się, czas przygotowania do ich drugiego i ostatecznego przyjścia na świat — świat Jezusa, świat Boga. W międzyczasie, pomimo łez, ciemności i skarg, ludzkość przeżywa wiosnę — trzeba śmiało to stwierdzić — gałęzie nabierają soków, pojawiają się liście. Tylko Bóg potrafi to dostrzec i któregoś dnia powie: „Uczynię wasze lato”. Musimy wierzyć w lato, wierzyć, że Jezus „jest we drzwiach”. Wszystko, co zostało przeżyte przez ludzi od początku czasów, rozwija się i zmierza do tego dnia i godziny, kiedy zniknie świat stary i rozpocznie się świat, który nasz Ojciec niebieski wymarzył dla nas i który zorganizował wokół Jezusa.
Zmierzamy do kresu. Najpierw do naszego własnego kresu. Czy jesteśmy młodzi, czy też starzy, Jezus stoi u naszych drzwi, każdy dzień zwiastuje ten dzień ostatni, każdego dnia coraz cieńsza staje się granica pomiędzy naszym życiem tu, a naszym życiem tam. To nie jest wcale groźba, lecz spokojna perspektywa — jeśli naprawdę wierzymy w lato: w nasze małe lato, kiedy sami zadomowimy się w świecie Jezusa oraz w wielkie lato, gdy zabrzmi fanfara wielkiego zmartwychwstania.
Ale jaka jest moja wiosna? „Czuwajcie!” — mógłby Jezus na zakończenie swojej mowy. To znaczy, przygotowujcie się do wiecznego lata. Czy moje gałęzie nabrzmiały już sokiem miłości do braci? Czy wypuszczają liście uczynków sprawiedliwości i hojności?
Rilke. Oto jak rozpoczął szóstą ze swych Elegii Duinejskich:
Drzewo figowe, jak dawno jest dla mnie znakiem,
iż prawie całkiem omijasz kwitnienie
i do wcześnie otwartego owocu,
bez chwały przesz twą czystą tajemnicą.
/ … /
Patrz: jak bóg w łabędzia.
Jego słowa zawierają więcej, są otwarte na prawdę o Wcieleniu w Jezusie. Drzewo figowe zapowiada drzewo krzyża, gdzie nie widać kwitnienia, lecz jego chwałą są owoce, których dobroć i słodycz objawi czas żniwa. Tak i my cierpliwie oczekujmy pełni objawienia.
Tylko Ty, Panie, możesz sprawić, że moje dni będą dniami jednocześnie pełnymi życia i oczekiwania. Przyjdź, Jezu, przychodź każdego ranka, aż nastanie wielki poranek. Drzwi są otwarte, wreszcie otwarte. Maranatha!
Ale Jezus schylił się
i pisał palcem na ziemi
potem znowu schylił się
i pisał na piasku
Matko są tak ciemni
i prości że muszę pokazywać
cuda robię takie śmieszne
i niepotrzebne rzeczy
ale ty rozumiesz
i wybaczysz synowi
zamieniam wodę w wino
wskrzeszam umarłych
chodzę po morzu
oni są jak dzieci
trzeba im ciągle
pokazywać coś nowego
wyobraź sobie
Kiedy zbliżyli się do niego
zasłonił i wymazał
litery
na wieki”»

Listopad 28th, 2009 at 12:12
„Człowiek jako istota myśląca — homo sapiens, wszystko chce wiedzieć lepiej, chce i umie ( albo wydaje mu się, że umie ) przewidywać prognozę pogody, spadki i wzrosty na giełdzie, początek i koniec kryzysu.
Ostatnio modne stało się przewidywanie końca świata. Od zamierzchłych czasów wielu proroków jak i naukowców przygotowywało kilkakrotnie świat (i nas ludzi) na jego zakończenie.
Taką apokaliptyczną wizję roztaczano w roku 1000, 2000 a ostatnio przewiduje się ją na 12 grudnia 2012 r.
Koniec świata nieodmiennie jest dla ludzi tematem intrygującym. Wszystko, co miało swój początek, musi mieć i koniec. Ale jednocześnie koniec świata jest czymś trudnym do pojęcia, budzi grozę, strach,zaciekawienie, a także sensacje.
Minął rok 1000…minął rok 2000… i nic się nie stało. Świat istnieje jak istniał. Niektórzy byli zawiedzeni, inni odetchnęli z ulgą.
Ja nie wierzę w takie przepowiednie. Po pierwsze dla tego wyznaczenie konkretnej daty tak nieprzewidywalnego wydarzenia uważam niemożliwe ‚nierealne wręcz głupie.
Po drugie jako osoba wierząca , swoją wiedzę (wiarę) na ten temat czerpię z Biblii, z Nowego Testamentu.
W Nowym Testamencie te określenia zostały podtrzymane i dokładniej wyjaśnione przez Jezusa, apotem przez apostołów, którzy przekazywali to, co od Niego na ten temat usłyszeli. „A gdy siedział na Górze Oliwnej, przystąpili do niego uczniowie na osobności, mówiąc: Powiedz nam, kiedy się to stanie i jaki będzie znak twego przyjścia i końca świata?” (Mat. 24:3) Jezus oglądając ze swoimi uczniami zabudowania świątyni, przepowiedział jej zniszczenie: „nie pozostanie tutaj kamień na kamieniu”. Słowa te bardzo zdziwiły Jego uczniów. Zapytali kiedy się to stanie i jaki będzie znak Twego przyjścia i końca świata?
Jezus im odpowiedział : „Czuwajcie więc, bonie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie.„
„Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny.„
Nikt nie wie kiedy nastąpi koniec nawet Syn…
‘’Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec.’’
Koniec świata… może nastąpić w każdej chwili… Więc zamiast kłócić się i ‘’ prorokować’’ o to kiedy i jak ma wyglądać, żyjmy tak jakby miałoby to stać się jutro, dziś…za godzinę… minutę. Czy jesteśmy gotowi na powtórne przyjście Jezusa?
Czy ja jestem gotowa…?“
To notka z mojego bloga, niech posłuży jako komentarz do Księdza postu.
Pozdrawiam
M.
Maj 13th, 2012 at 14:11
Proszę księdza dokładnie tak jest a ślicznie to opisuje piosenka http://www.youtube.com/watch?v=2L1sHDaq_ag