"Biedni są księża, którzy nie pojmują, że pisane dużą literą Słowo musi być nieustannie - jak matka -królowa u niektórych owadów - karmione przez małe «słowo - robotnice» "

roz­ma­wia­li­śmy o poezji we współ­cze­snym kościele. Biedni są księża, któ­rzy nie poj­mują, że pisane dużą literą Słowo musi być nie­ustan­nie — jak matka –kró­lowa u nie­któ­rych owa­dów — kar­mione przez małe «słowo — robot­nice» współ­cze­snych i daw­nych poetów. Bez tego ożyw­czego i uwraż­li­wia­ją­cego pokarmu wiel­kie Słowo zapada w głu­chy letarg. Kapłan bez poetyc­kiego uwraż­li­wie­nia obra­sta sadłem patosu, traci wspólny język przede wszyst­kim z otwartą na współ­cze­sną poezję mło­dzieżą. Jego zda­nia i gesty stają się mar­mu­rowo cięż­kie i jakoś leni­wie pewne sie­bie. A to zna­czy — ogłuchł, prze­stał sły­szeć życie w ulu. Już nie przy­łoży ucha do szu­mią­cego pnia, nie dosły­szy tych spraw malut­kich, które w wieku jego pod­opiecz­nych prze­cho­dzą w dra­mat wiary. Z dusz­pa­ste­rza zro­bił się głu­chy nadaj­nik Słowa Bożego.

Pewien ksiądz wyznał mi nie­dawno w rado­snym samo­uwiel­bie­niu, że kiedy roz­go­ry­czony stu­dent zarzu­cił mu, iż on, kapłan, nie czuje pro­blemu wiary, odpo­wie­dział stu­den­towi gładko i sta­now­czo, że dla niego wiara nie jest żadnym pro­ble­mem, jest wiarą. Stu­dent zatrza­snął drzwi.

W twa­rzy księ­dza był trium­falny uśmiech. A prze­cież to on zatrza­snął drzwi przed cudzą wraż­li­wo­ścią i cier­pie­niem. Już nie sły­szał cichej prośby, nie rozu­miał Poety z Nazaretu…”

Z. Jan­kow­ski, Posłańcy żywiołu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Leave a Reply