Piękno zbawi świat – uzupełnienie

9 uwag do wpisu “Piękno zbawi świat – uzupełnienie”

  1. Fakt, jest taki rodzaj pychy, który przypomina pokorę. Ale jest też taki rodzaj napominania, z którego bije brak pokory.
    Ostatnio bardzo dużo czasu spędzam na rozmowach z osobami, którym bliski jest los Kościoła, dla których, podobnie jak dla mnie, wybór nowego Biskupa Rzymu był wydarzeniem niezwykle ważnym. To, co mnie dotyka do głębi, to główny temat dyskursu związanego z wyborem papieża Franciszka: dbałość o poprawność liturgii. Wszystkie inne aspekty odchodzą w cień, kiedy podczas liturgii krzyż nie zostanie okadzony w poprawny sposób…

    Nie patrzymy na jego osobowość, na sposób w jaki głosi Chrystusa, na niespotykane (chciałoby się powiedzieć: Chrystusowe) łączenie łagodności z radykalizmem. Nie mówimy o pełnej teologicznej głębi prostocie wypowiedzi nowego Ojca Świętego. O ich chrystocentryzmie, i to nie jakimś przesłodzonym, ale pełnym stanowczości głoszeniu Prawdy o zbawczej mocy Krzyża Chrystusowego. O dynamice ewangelicznej i byciu jak Chrystus – dotykaniu ludzi: zarówno poprzez słowo, jak i dosłownie, fizycznie.
    Wolimy zorganizować zbiórkę na czerwone buty dla Ojca Świętego lub godzinami dyskutować nad zasadnością odmowy założenia mucetu.
    Rodzi się we mnie pytanie: Co dobrego płynie z takiej krytyki? Kto dzięki niej przybliża się do Chrystusa? Kto się przez nią do nawróci?
    Od początku pontyfikatu papieża Benedykta wysoko oceniałem jego słowo, troskę o Kościół i pełne precyzji i teologicznej refleksji nauczanie. Ten dopiero co zakończony pontyfikat był bez wątpienia ważny i niezwykle potrzebny Kościołowi w tym czasie.
    Ale papież Franciszek przez te kilka dni przez swój przykład i postawę bardziej poruszył moje serce i myślenie, i bardziej zmotywował mnie do realnego czynienia dobra i dostrzegania Chrystusa w drugim człowieku niż papież Benedykt przez cały pontyfikat (a uważnie go słuchałem i czytałem).
    „Po owocach ich poznacie”. Ja widzę owoce tu i teraz, we własnym życiu.
    I jeszcze jedno: patrzę na Jezusa. Jak żył, jak się ubierał, z kim się zadawał, jak był z ludźmi i jak wskazywał na Ojca. Jak brał swój krzyż i jak głosił Ewangelię. Patrzę na św. Piotra – papieża niedoskonałego, ale pełnego miłości i, w całej swojej niedoskonałości stanowiącego Skałę – Opokę Kościoła.
    I pytam: czy naprawdę do budowania Kościoła potrzeba nam walczyć o niuanse wypracowane przez wieki (nie zawsze chwalebnej) tradycji Kościoła? Czy nie lepiej zaczerpnąć u źródła?
    I broń Panie Boże nie wzywam tu do odrzucenia Tradycji, tylko do zwracania uwagi na rzeczy fundamentalne, podstawowe, a dopiero potem na ważne, piękne, ale jednak drugorzędne szczegóły, które pierwszym chrześcijanom nie przyszły nawet do głowy. A to o nich – nie o współczesnych – mówili nie-chrześcijanie: „patrzcie jak się miłują”. My mamy piękniejszą niż oni liturgię. Ale w tej miłości nie dorastamy im do pięt. Co jest ważniejsze z Bożego punktu widzenia? Nie wiem. Ale kiedy próbuję sobie odpowiedzieć co powiedziałby nam sam Jezus na obecną sytaucję, dyskusje, komentarze, to niekiedy wstyd mi za moich rozmiłowanych w Tradycji braci w Chrystusie.

  2. A, i jeszcze jedno. Nie wiem, po co piękno miałoby zbawiać świat, choć tytuł brzmi efektownie. Świat został już zbawiony przez Jezusa Chrystusa. Jego Ofiara naprawdę wystarczy. I choć jej Uobecnienie-Eucharystia zasługuje na największą dbałość o godność i piękno, to ta dbałość niczego już tej Najdoskonalszej Ofierze nie doda.

  3. To, że zdania „Piękno zbawi świat” nie zrozumie człowiek Zachodu, starałem się wykazać. Cała metafizyka piękna u Dostojewskiego domaga się oddzielnej refleksji.
    Co do reszty tekstu, zaznaczałem, że nie odnosi się on do papieża. Skierowany jest on do pewnych grup, które uaktywniły się po gestach papieża. Zachwyt wywołany przez „odrzucenie szmatek” stał się przyczynkiem do przeciwstawiania pontyfikatu Benedykta XVI i Franciszka.
    Co do szat i gestów to nie tylko „efekt” Tradycji, ale to całe bogactwo znaczeń. A co zatem idzie odrzucenie znaku oznacza odrzucenie całej sfery, która się za nim kryje. Żeby przykład był bliższy życiu, użyję symbolu obrączki. Nie ma tragedii jeśli mąż zdejmuje obrączkę kiedy wyjeżdża na delegację. Niemniej jest to podejrzane. I dzieje się tak właśnie dlatego, że za symbolem obrączki kryje się pewna treść, a nawet rzekłbym, kryje się za tym osoba. Jeśli nie podam komuś dłoni na przywitanie to będzie to miało konkretny wydźwięk. Znaki kryją coś o wiele głębszego. Liturgia jest zbiorem znaków i gestów, pozbywanie się ich, niechlujne wykonywanie, o czymś świadczy.
    Co zaś do sięgania do źródła.
    Po pierwsze pierwotny Kościół nie był tak fantastyczny jak się Go kreuje w haśle „popatrzcie jak oni się miłują”, żeby tego dowieść wystarczy przeczytać listy św. Pawła. Od początku rosła pszenica i kąkol.
    Poza tym niemożliwym jest powrót starca do wieku niemowlęcego. Jeśli wyznajemy, że Duch św. działał w kształtowaniu Liturgii przez stulecia to odrzucanie tego dziedzictwa w imię powrotu do źródeł jest co najmniej bałamutne. Dalej, istnieje logiczna sprzeczność między hasłem „uwspółcześnienia” do wcześniej wspomnianego „powrotu do źródeł”. Kończąc chciałbym zauważyć, że forma musi być adekwatna do treści. Jeśli ktoś poda Ci zupę w brudnym talerzu to możesz poczuć się obrażony. Jeśli zaś ktoś celebruje Eucharystię niechlujnie to jest w porządku, byleby był sympatyczny.
    Fakt poznamy po owocach. Przypominam, że seminarium w Buenos Aires świeci pustkami. Niemniej modlę się za papieża i życzę Mu jak najlepiej, co nie zwalnia mnie jako katolika z odpowiedzialności za Kościół także w wymiarze Liturgii.

  4. Chciałam zwrócić uwagę na wystrój współczesnych kościołów. Bardzo często panuje w nich chaos, brak harmonii. Kicz. O ile w romańskich, gotyckich a także w renesansowych świątyniach każdy szczegół był na swoim miejscu. Owszem, były bogato zdobione, ale z tego bogactwa biła prostota, dostojność, pokora wobec Boga. Wszystko tam wskazywało na Niego. Wznosiło do Niego wszystkie zmysły. Całego człowieka skupiały na Bogu. We współcześnie budowanych kościołach często panuje chaos, rozproszenie, kicz. Chciałoby się powiedzieć jakie świątynie, taka liturgia. Ale myślę, że problem leży głębiej. W człowieku. Zatracamy pojęcie sacrum, próbujemy wszystko spłycić. Nawet Boga… I to prawda, że On przychodzi podczas każdej Eucharystii i w każdym kościele. I nadal będzie przychodził, stawał się Ciałem na ołtarzu. Ale wystrój świątyni jak i celebrowanie liturgii powinno być godne Boga. Świadczy ono o naszej wierze i miłości do Niego. Powiedziałabym nawet, że świadczy o naszym człowieczeństwie. O świadomości kim my jesteśmy, a kim jest Bóg.

  5. Po raz kolejny przychodzi na myśl powiedzenie: „jeżeli Pan Bóg jest na pierwszym miejscu, wszystko inne jest na właściwym”. Także w wymiarze celebrowania Mszy świętej. A może przede wszystkim w tym wymiarze.

  6. „Uroczysty kult – w którym Kościół wyraża piękno Boga, radość wiary, zwycięstwo prawdy i światła nad błędem i ciemnością – nie jest triumfalizmem. Bogactwo liturgiczne nie jest bogactwem jakiejś kasty kapłanów, ale bogactwem wszystkich, także ubogich, którzy nie gorszą się nim, lecz go pragną. Cała historia pobożności ludowej wykazuje, że ci najbiedniejsi zawsze byli gotowi do spontanicznego wyzbycia się rzeczy nawet koniecznych, by najlepiej uwielbić swego Pana i Boga” – T słowa kogoś nam bardziej wspólczesnego. kard. Josepha Ratzingera z książki „Raport o stanie wiary”

  7. Napisał Ksiądz w pierwszej części tego wpisu o papieżu „Zaiste cienka jest gra­nica mię­dzy pro­stotą a pro­stac­twem, ubó­stwem i dzia­do­stwem.” Czy te słowa nie są aby za mocne i czy Ksiadz nie przesadził? MZgadzam się, że liturgia powinna być piękna, że wystrój świą­tyni jak i cele­bro­wa­nie litur­gii powinno być godne Boga, ale nie to jest moim zdaniem najważniejsze. Najcudowniejsze Msze Święte przeżyłam poza murami kościoła – na ołtarzu zrobionym ze stołu w lesie czy nad brzegiem jeziora z grupą ludzi, którzy stanowili prawdziwą wspólnotę…

  8. Mozna i tak… JP II zanim zostal papieżem, jeździł w góry razem z młodymi ludzmi w góry i tam odprawiał takie Msze św.

    Do mnie jednak bardziej przemawia Msza św celebrowana w Kościele. Raz w życiu miałam szczęście uczestniczyć (a raczej słuchać) we Mszy odprawianej po łacinie w Katedrze Wawelskiej. Niesamowite przeżycie!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>