Bóg przygotował ucztę na górze, w górnej sali i zdarł zasłonę zapuszczoną na twarz narodów. Raz na zawsze została pokonana śmierć. Bóg rzeczywiście zdarł zasłonę, widzimy Go w każdej Eucharystii twarzą w twarz. Tu Bóg staje oko w oko ze swoim ludem. Wielu jest tu chromych, tych, którzy nie mają już siły powstać, wielu jest niewidomych bo nie odróżniają dobra od zła, za dużo niemych, którzy nie umieją otworzyć ust by świadczyć, wielu jest wreszcie ułomnych, którzy potrzebują Lekarza. A On przychodzi, taki prosty i nader oczywisty, że tu na pustyni miasta potrzebujemy wiatyku; pokarmu na drogę byśmy nie osłabli w drodze. Bo ta Ewangelia jest na dziś, na tę Mszę świętą. Tu każdy z nas przynosi swoje siedem chlebów. I tu słyszymy te same słowa. Tu chleb jest brany, ofiarowany, łamany i rozdawany. Obyśmy tak eucharystycznie traktowali nasze życie.
"Chlebie najcichszy,
otul mnie swym milczeninem,
ukryj mnie w swojej bieli,
wchłoń moją ciemność.
1. Przemnień mnie w siebie,
bym jak Ty stał się chlebem.
Pobłogosław mnie, połam,
rozdaj łaknącym braciom.
2. A ułomki chleba,
które zostaną
rozdaj tym,
którzy nie wierzą w swój głód."
Chlebie najcichszy...
