Aborcja dla opornych

18 uwag do wpisu “Aborcja dla opornych”

  1. Świetny tekst, proszę księdza.

    Ale nie byłbym sobą, gdybym nie chciał w ramach malutkiego uzupełnienia dorzucić jednego grosza odnośnie używanej przez niektóre środowiska proaborcyjne „analogii” między jajem a płodem.
    Miałkość takiego porównania na płaszczyźnie filozoficznej już ksiądz wyjaśnił. Dorzuciłbym natomiast również wyjaśnienie biologiczne, jako uzupełnienie wspomnianego wcześniej fragmentu o czasie i elementach tworzących coś. Całe porównanie człowieka w płodowej fazie rozwoju i jajka (kurzego) jest nieadekwatne ze względu na różnice w rozmnażaniu się ludzi i np. ptaków.
    I. Kura znosi jaja regularnie bez względu na fakt zapłodnienia przez koguta czy jego brak. W tej sytuacji niezapłodnionemu jaju bliżej do, przepraszam wszystkie Panie za porównanie, kobiecej menstruacji.
    II. Niezapłodnione jajo, niezależnie od upływu czasu, pozostanie jajem.
    III. W przypadku zapłodnienia: samo jajo nie staje się pisklęciem/kurczęciem/kurą, ale wewnątrz jaja rozwija się zarodek kury (czyli, co oczywiste, kura na bardzo wczesnym etapie rozwoju). W tej sytuacji jajku bliżej do (znów przepraszam wszystkie Panie) kobiecej macicy, łożyska i ogólnie całego matczynego organizmu: stanowi źródło pożywienia i przestrzeń konieczną do rozwoju nowego organizmu. Kurzy embrion/zarodek nie jest z jajkiem tożsamy, ale rozwija się wewnątrz niego. I można go z jajka usunąć, co drzewiej mi się nieraz zdarzało podczas zabaw w kuchni.
    IV. Co ciekawe (z tego co czytałem, ale nie jest to informacja na 100% pewna) w celach kulinarnych handel jajkami zapłodnionymi przez koguta jest w Polsce zabroniony.
    V. I jeszcze pozostając w temacie jajek, ale już nie kurzych. Jeśli niektóre osoby uznają, że człowiek staje człowiekiem, panda pandą a kot kotem w momencie urodzenia, to analogicznie słowik powinien stać się słowikiem w momencie wyklucia. Co zatem w sytuacji zwierząt jajożyworodnych, które wykluwają się jeszcze wewnątrz organizmu matki? Ot, kolejna zagadka dla pani Środy.

    A wracając do meritum, jeszcze raz: bardzo dobry tekst. Dziękuję księdzu. :)

  2. Chciałbym się odnieść do tego fragmentu:
    „W związku z tym można przyjąć tylko dwa stanowiska. Albo osobami są tylko ludzie w akcie (więc narkomanów, alkoholików, chorych psychicznie można pozbawić życia), albo należy przyznać prawa (w tym podstawowe prawo do życia) każdej osobie nawet, gdy jej rozumność i wolność znajdują się tylko w możności. Owa natura człowieka (ujmowana jako rozumność i wolność) nie może się brać z niczego („ex nihilo nihil„), więc w sposób potencjalny (możnościowy) musi istnieć od samego początku.”

    Rozważmy opcję przyznawania prawa do życia każdej osobie gdy jej rozumność i wolność są tylko w możności. Takie kryterium oczywiście zadziała dla zdrowych zarodków ale gdy mówimy o zarodkach z ciężkimi wadami to możemy rozważyć przypadek gdy rozumność nie jest w możności (np. z powodu bezmózgowia dziecka) lub wolność nie jest w możności (czy o osobie której życie musi być podtrzymywane w sztuczny sposób można powiedzieć, że jest wolna?).

    Wobec tego rozumiem, że efektem stosowania kryterium możności rozumności i wolności jest więc zgoda na eugeniczne aborcje zarodków co do których mamy pewność (np. bezmózgowie), że nigdy nie powstanie z nich rozumny i wolny człowiek.

    Czy ksiądz jest zwolennikiem przyjęcia takiego kryterium?

    1. Nie zgadzam się z dwóch powodów.
      1. Nie rozumiemy tak samo słowa „możność”. Otóż możność to nie możliwość. Możność jest kategorią metafizyczną, możliwość logiczną (jest o tym w tekście). Możność jest przesłanką metafizyczną i nie musi dotyczyć materii (np. przypadków chorób, o których Pan mówi). A więc dziecko nimi dotknięte jest zawsze w możności, nie mając czasem możliwości.
      2. W tekście wyjaśniam to bardziej w tekście „ludzie bez torsów”. Otóż człowiekiem są numerycznie wszyscy którzy należą do gatunku homo sapiens nawet gdy nie mają aktualnie własności, które ten gatunek zazwyczaj ma.

  3. Zacznę może o tego że jestem osobą wierzącą i praktykującą. Ale nie chodzę do Kościoła. Wolę się modlić sama w ciszy i skupieniu. Męczy mnie też mowa nienawiści z ambony, próba tworzenia podziałów. Chcę mieć prawo decydowania o sobie i obecnie mój kraj mi to zapewnia. Jeżeli ktoś zdecyduje się na urodzenie chorego dziecka – to jego indywidualny wybór. Bez ironii – szanuję i podziwiam.
    Oczywiście wszyscy stwierdzą że można takie dziecko urodzić bo przecież Jezus powiedział „nie zabijaj!” i oddać ale ile jest takich dzieci na świecie które świadomie nie przeżyły nawet jednego dnia? Ile mamy zdrowych dzieci, których los nikogo nie interesuje? Ładnie to wszystko wygląda co Ksiądz napisał temat jest ważny i na pewno warto go przemyśleć ale warto tą mowę „ubrać w życie”. A codzienność i hospicjów i domów dziecka jest bardzo smutna.
    Uważam, że osiągnięty w 1993 kompromis nie powinien być zmieniany. Pozwólmy ludziom postępować zgodnie ze swoim sumieniem. Mam niestety wrażenie że w naszym kraju tolerancji dla kogoś o odmiennym zdaniu jest coraz mniej. Wprowadzenie tej ustawy do życia cofnie nas do średniowiecza. A średniowieczu nie było hospicjów – takie dzieci po porodzie wrzucano do rzeki.
    Pozdrawiam ciepło

    1. Jeszcze nigdy w życiu nie słyszałam mowy nienawiści o której tyle czytam, choć chodzę do Kościoła.
      I ciekawe że piszą o niej ci, którzy do Kościoła nie chodzą, hehe.

    2. @Agnieszka
      „Chcę mieć prawo decydowania o sobie…”
      O SOBIE- tak. O innej osobie- o odebraniu jej życia- nie.
      „Pozwólmy ludziom postępować zgodnie ze swoim sumieniem. ”
      Złodziej, gwałciciel, zabójca też działa zgodnie ze swoim sumieniem.
      Z eugeniki najlepszym był Hitler- prawdziwie człowiek sumienia.

      ” jestem osobą wierzącą i praktykującą. Ale nie chodzę do Kościoła.”- a to już humor stulecia.

      1. Tak sobie myślę iż nie dziwię się nikomu kto jest wierzący i praktykujący, ale nie chodzi do Kościoła.Zastanawiam się po co ty chodzisz aby pokazać się Księdzu na niedzielnej mszy?. Z tego co wiem człowiek nie musi być w kościele,żeby musiał się modlić czy wierzyć bo wierzy się wszędzie a i modlitwę możesz zmówić wszędzie.

        1. @madzia
          „Tak sobie myślę iż nie dziwię się nikomu kto jest wierzący i praktykujący, ale nie chodzi do Kościoła.”
          A ja się dziwię, że nie rozumiesz znaczenia wyrazów, których używasz. Sprawdź może co to znaczy PRAKTYKUJĄCY. (Jakiś dziwny urodzaj na głupotę ostatnio)
          Dla ciebie chodzenie do kościoła jest po to by „pokazać się Księdzu na niedzielnej mszy” ???
          Czym jest Msza św.? Czym jest uczestniczenie w Niej? Ogarnij się!

          Oczywiście jeśli ktoś wierzy, to jego wiara nie jest zależna od miejsca, w którym się znajduje. Modlić także można się wszędzie, ale warto byłoby się zapoznać z tym, czym są sakramenty (pokuty i Eucharystia), co oznacza adoracja, przyjmowanie Ciała Pańskiego, jakie są jej owoce.
          Pomijam fakt iż dobrowolne opuszczenie Mszy św. niedzielnej jest grzechem, to jest izolacją/odejściem od Boga. Eucharystia to Centrum i Źródło. Myślisz, że można wierzyć i modlić się, a jednocześnie unikać zbliżania się/kontaktu z Bogiem, karmienia się Jego Ciałem? I to jest w porządku? To wystarczy?
          Wiesz, demony też wierzą i drżą. Nie zbliżają się do Niego.

          Nie wiem czy jesteś trollem, idiotką, próbujesz oszukać względnie usprawiedliwić siebie/innych, czy tylko nie masz pojęcia o tym, o czym piszesz. Zakładam to ostatnie, dlatego odpisuję.
          Otwórz oczy.

  4. Świetny tekst, widać duża wiedzę i zdrowe podejście :)
    Wreszcie przeczytałam coś w tym temacie z wielką przyjemnością,
    dziękuję!

  5. Argumenty, choćby najbardziej racjonalne (a te, które tu widzę nie są najwyższych lotów, choćby w sprawie owulacji i aluzji o przespaniu lekcji: wiadomo, że wiele zapłodnionych jaj nie zagnieżdża się macicy i obumiera) na nic się zdadzą w sporze ideologicznym, wywołującym ekstremalne emocje. Nie jest tajemnicą ogromne poczucie winy po usunięciu ciąży. Walka z sumieniem jest trudna, bo przeciwnika nie widać, a księży, którzy wzmacniają wyrzuty nie tylko widać ale jest to cel bardzo łatwy, na którym można dać upust swojej frustracji, poczuciu niższości i rozczarowania własną osobą. Zamiast bicia piany potrzebna jest modlitwa o nawrócenie błądzących w tej sprawie, a tej w kościele nie słychać. Naprawdę nie da się więcej zrobić? Czy księża nie mogą napisać listu do biskupów z prośbą o zajęcie wyraźnego stanowiska? Mam wrażenie, że Kościół w każdej niewygodnej sprawie milczy. Kiedy zmieniał się ustrój i trzeba było ludziom tłumaczyć na nowo, co jest dobre, a co złe, Wyborcza wbijała mi do głowy, że dobre są pieniądze, a wszystko co nie zakazane jest dozwolone. Kościół nie reagował, nie wspierał kiedy musiałem przewartościować się moralnie, aby jakoś finansowo przeżyć w tym świecie, za to niemal codziennie słyszałem kazanie o aborcji, kiedy generalnie wszyscy sie z tym stanowiskiem zgadzali. Dziś o aborcji jak na lekarstwo. Bp. Polak bardziej dba o własną poprawność niż o małe duszyczki. I jak tu mieć szacunek do kościelnej hierarchii.

  6. „Wolna wola” (chyba nam to Dał Ktoś)
    Rozumiem że aborcji nie popiera kościół, ale …
    nie chce urodzić dziecka (jej sumienie)
    chce urodzić dziecko (jej odwaga)

    Po co się wtrącać w coś, co nas bezpośrednio nie dotyczy (chodzi mi o ♂).
    Co facet może wiedzieć o tym co czuje kobieta w momencie „zapłodnienia”, może mu się nie podobać jej decyzja, ale trzeba to uszanować (nawet jeśli jest to nieetyczne, czy nie po bożemu).

    1. @Mrok
      „nie chce urodzić dziecka (jej sumienie)
      chce urodzić dziecko (jej odwaga)”
      Drobna korekta:
      „CHCE ZABIĆ DZIECKO (jej sumienie)
      chce urodzić dziecko (jej odwaga)”
      To masz na myśli?
      Czy z równym szacunkiem podchodzisz do decyzji każdego zabójcy, czy tylko do dzieciobójczyń/ów? (Nie zapominajmy, że ta szlachetność winna tyczyć także ojców, którzy chcą zabić lub ułaskawić dziecko.)
      To jak? Ojciec ma prawo żądać zabicia dziecka? Ma prawo naciskać , by kobieta zabiła? A ma prawo do wychowania dziecka i w związku z tym do walki o życie swego potomka? (Mowa o ojcu -Człowieku).

      „Po co się wtrącać w coś, co nas bezpośrednio nie dotyczy ”
      Polecam opowiadanie Bruno Ferrero pt: „Ostatnie miejsce”
      http://www.apostol.pl/rozwazania/bruno-ferrero/ostatnie-miejsce

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>