Klik­nij by powiększyć

Bóg. Ten rupieć, ta stara świeca pło­nąca w mroku wie­ków, krwi­sto­czer­wony, błędny ognik, bieda świeczki, któ­rej wszyst­kie wia­try przy­ci­nają knot. My, ludzie dwu­dzie­stego wieku, nie wiemy, co z nią począć. Jeste­śmy ludźmi rozumu. Jeste­śmy doro­śli. Nie oświe­camy się już przy świecy. Prze­by­li­śmy długą drogę. Od dzie­ciń­stwa do wieku doro­słego, od błędu do prawdy. Dzi­siaj wiemy, gdzie jest prawda. W sek­sie, w eko­nomi i w kul­tu­rze. I dobrze wiemy, gdzie jest prawda tej prawdy. W śmierci. Wie­rzymy w seks, w eko­no­mię, w kul­turę i w śmierć. Wie­rzymy, że osta­teczna przy­czyna wszyst­kiego tkwi w śmierci, że zgrzyta mię­dzy jej zębami zaci­śnię­tymi na swej zdo­by­czy, i patrzymy na minione stu­le­cia z wyżyn tej wiary, z pobła­ża­niem i pogardą, tak jak na wszystko, na co patrzymy z góry. Nie możemy żywić do nich pre­ten­sji z powodu ich błę­dów. Nie­wąt­pli­wie były one konieczne. Teraz wyro­śli­śmy. Teraz wie­rzymy tylko w to, co jest potężne, rozumne, doro­słe — a nie ma nic bar­dziej dzie­cin­nego niż drżące w mroku świa­tło świecy.

Bóg. Ten bie­da­czyna, trza­ska­nie świa­tła w świe­tle, pomruk mil­cze­nia w milczeniu…“

Chri­stian Bobin, Najniższy

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Leave a Reply