Zapisz jako PDF Wydrukuj

Do końca ich umiłował

Posted by: xTom in Ewangelia Add comments

Klik­nij by powiększyć

Było to przed Świę­tem Pas­chy. Jezus wie­dząc, że nade­szła Jego godzina przej­ścia z tego świata do Ojca, umi­ło­waw­szy swo­ich na świe­cie, do końca ich umi­ło­wał.
W cza­sie wie­cze­rzy, gdy dia­beł już nakło­nił serce Juda­sza Iska­rioty, syna Szy­mona, aby Go wydać, wie­dząc, że Ojciec dał Mu wszystko w ręce oraz że od Boga wyszedł i do Boga idzie, wstał od wie­cze­rzy i zło­żył szaty. A wziąw­szy prze­ście­ra­dło nim się prze­pa­sał. Potem nalał wody do mied­nicy. I zaczął umy­wać uczniom nogi i ocie­rać prze­ście­ra­dłem, któ­rym był prze­pa­sany.
Pod­szedł więc do Szy­mona Pio­tra, a on rzekł do Niego: „Panie, Ty chcesz mi umyć nogi?“ Jezus mu odpo­wie­dział: „Tego, co Ja czy­nię, ty teraz nie rozu­miesz, ale póź­niej to będziesz wie­dział“. Rzekł do Niego Piotr: „Nie, nigdy mi nie będziesz nóg umy­wał“. Odpo­wie­dział mu Jezus: „Jeśli cię nie umyję, nie będziesz miał udziału ze Mną“. Rzekł do Niego Szy­mon Piotr: „Panie, nie tylko nogi moje, ale i ręce, i głowę“. Powie­dział do niego Jezus: „Wyką­pany potrze­buje tylko nogi sobie umyć, bo cały jest czy­sty. I wy jeste­ście czy­ści, ale nie wszy­scy“. Wie­dział bowiem, kto Go wyda, dla­tego powie­dział: „Nie wszy­scy jeste­ście czy­ści“.
A kiedy im umył nogi, przy­wdział szaty, i gdy znów zajął miej­sce przy stole, rzekł do nich: „Czy rozu­mie­cie, co wam uczy­ni­łem? Wy Mnie nazy­wa­cie Nauczy­cie­lem i Panem i dobrze mówi­cie, bo nim jestem. Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczy­ciel, umy­łem wam nogi, to i wyście powinni sobie nawza­jem umy­wać nogi. Dałem wam bowiem przy­kład, aby­ście i wy tak czy­nili, jak Ja wam uczyniłem“.

Było to pew­nie 6 kwiet­nia 30 roku. Sala usłana, grono uczniów i Mistrz. Wszystko jak co roku. Nagle Mistrz wstaje i klęka przed nimi. Nie­zro­zu­mie­nie. Nie rozu­mieją tajem­nicy. Ja też nie rozu­miem Eucha­ry­stii i kapłaństwa.

Kie­dyś na reko­lek­cjach przed świę­ce­niami dia­ko­natu, nasz ojciec duchowny pod­czas Mszy św gdy ota­cza­li­smy ołtarz wziął mied­nice i umył nam stopy. Nikt się tego nie spo­dzie­wał. Wtedy po raz pierw­szy zro­zu­mia­łem scenę z dzi­siej­szej Ewan­ge­lii. Drugi raz kiedy byłem ako­litą na czwar­tym roku w semi­na­rium. Pierw­szy raz udzie­la­łem Chry­stusa w komu­nii. Ręce drżały. Zro­zu­mia­łem. Teraz już nie drżą, może to przy­zwy­cza­je­nie. Nie daj Boże rutyna. Może fak­tycz­nie jak pisał ksiądz Jan od bie­dronki, naj­lep­sze co może robić kapłan kiedy rano wsta­nie to uca­ło­wać swoje dłonie…

Apo­sto­ło­wie nie zro­zu­mieli gestu Mistrza. Nie­mniej tak Bóg służy w Eucha­ry­stii. Miłość, która klę­czy u stóp. Umi­ło­waw­szy swo­ich, któ­rzy byli na świe­cie, do końca ich umi­ło­wał. Umi­ło­wać do końca to zgiąć przed dru­gim kolana i obmyć mu stopy. Codzien­nie na ołta­rzach świata Bóg zgina kolana przed czło­wie­kiem. Ktoś wyli­czył, że codzien­nie na całym świe­cie, co sekunda jest pod­nie­sie­nie. Jakby cały świat trwał nie­ustan­nie w pod­nie­sie­niu, w kon­se­kra­cji. Bóg przy­cho­dzi, aby kar­mić. Nie ma obo­wiązku jedze­nia. Każdy w wol­no­ści może umrzeć z głodu. W ten spo­sób, po naszych uli­cach krążą tłumy mar­twych ludzi. Chrze­ści­jan, któ­rzy nie kar­mią się Bogiem. A miej­sce Boga nie jest w taber­na­ku­lum, a w sercu.

„Kocham każ­dego z was, kocham miło­ścią pełną, abso­lutną. Oddaję się z miło­ści każ­demu z was. Uni­żam się jak nie­wol­nik, aby wam słu­żyć. Wynisz­czam wła­sne życie, aby­ście wy mogli żyć. Klę­kam przed wami w poko­rze, aby was pro­sić o przy­ję­cie mojej miło­ści. Ty Pio­trze, Janie, Juda­szu, Mate­uszu, jesteś teraz panem mojej miło­ści i możesz zro­bić z nią, co zechcesz. Pro­szę cię jed­nak, abyś ją przy­jął. Pro­szę cię, ale nie zmu­szam cię do tego. Praw­dziwa miłość bowiem jest zawsze pokorna. Ona nigdy nie używa prze­mocy i gwałtu. Ona nigdy nie znie­wala. Praw­dziwa miłość zawsze daje wolność.

To wła­śnie miłość Jezusa, który klę­czy u stóp Apo­sto­łów, obja­wia nam deli­kat­ność i kru­chość miło­ści, każ­dej miło­ści. Także miło­ści Boga. Miłość jest deli­katna i kru­cha, ponie­waż można ją zlek­ce­wa­żyć, odrzu­cić. Także tę naj­więk­szą — miłość Boga, odwo­łu­jąc się do swo­jej wol­no­ści czło­wiek może zlek­ce­wa­żyć i odrzu­cić. Odrzu­ca­jąc ją, głę­boko ją ranimy. Każda miłość pod­lega zra­nie­niu. Rów­nież miłość Boga do człowieka.

Piotr nie chce, aby Jezus umył mu nogi, ponie­waż nie umie i nie chce zgo­dzić się na kru­chość i deli­kat­ność miło­ści Boga do czło­wieka. Nie umie przy­jąć prawdy, iż jego Mistrz pozwoli się raczej ukrzy­żo­wać, niż zła­mie ludzką wol­ność. Piotr nie chce przy­jąć bez­rad­no­ści Boga wobec złego uży­cia wol­no­ści przez człowieka.

Jezus umywa nogi także Juda­szowi. Judasz nie bro­nił się jed­nak przed tym nie­zwy­kłym gestem. Uni­że­nie się Mistrza przed nim było dla niego jesz­cze jed­nym dowo­dem Jego bez­rad­no­ści. Judasz utwier­dził się, iż nie może naśla­do­wać Kogoś tak naiw­nego. Judasz repre­zen­tuje postawę siły, życio­wego sprytu, cwa­niac­twa, które każe mu na wszyst­kim zara­biać. Uczeń ten — korzy­sta­jąc ze swej wol­no­ści — zra­nił Jezusa w Jego miło­ści. Odrzu­cona miłość zawsze cierpi. Także odrzu­cona miłość Boga cierpi.

Cyryl­lo­nas tak komen­tuje umy­cie nóg Juda­sza przez Jezusa: Jezus zbli­żył się z miło­ścią, tak samo do wszyst­kich. Przy­stą­pił też do Juda­sza i umył mu nogi. Jękła zie­mia, choć jest bez ust. Pod­nio­sły głos na ten widok kamie­nie w murach. Spu­ści­łem głowę, usły­sza­łem głos pła­czu. Prze­ra­ża­jąca mowa wyszła z ust owie­czek: co bar­dziej podzi­wiać i na kogo patrzeć. Podwójne zdzi­wie­nie w nas się rodzi. Czy o tym myśleć, który sie­dząc, knuje zabój­stwo i zdradę, czy o tym, który pełen miło­sier­dzia myje nogi zbrod­nia­rza. Dzi­wili się bar­dzo, gdy ręka Pań­ska tknęła zdrajcy. Nie wyja­wił Mistrz jego zło­ści, lecz odniósł się do niego jak do innych.“

Eucha­ry­stia święto bez pierw­szych miejsc…

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

One Response to “Do końca ich umiłował”

  1. Mak. Says:

    To wielka i piękna Tajemnica.…

Leave a Reply