„Czemu płaczesz niewiasto?“ Co za pytanie. Jakby na cmentarzu zapytać o powód płaczu. A mimo wszystko to piękna scena. Maria z Magdali. Kobieta o wielkich pragnieniach. Prostytutka, mająca siedem złych duchów a tu jest zupełnie inna. Czeka, choć nie ma nadziei. Chce po prostu być z Nauczycielem. Spotyka aniołów i rozmawia z nimi jakby robiła to na codzień… Ona ma tylko jedno pragnienie; znaleźć Mistrza. Kiedy spotyka „ogrodnika“, wtedy chce nawet ciało. A Jezus wypowiada tylko jej imię „Mario“. I wszystko staje się jasne. Kiedy Nauczyciel będzie szedł z uczniami do Emaus to całą drogę tłukł im do głowy i serca żeby go łaskawie rozpoznali. Tomasz będzie wkładał palce do ran. A tu wystarczy tylko jej imię. Scena nabiera dramatyzmu kiedy Maria jest już w pełni szczęśliwa a Mistrz mówi jej „nie dotykaj mnie“. I ona to rozumie, nie skarży się. Maria z Magdali. Kobieta, która płacze. Prostytutka, która już nie udaje, że jest twarda. Jej płacz przywołuje Mistrza. Jezus zaś wychodzi na przeciw jej tęsknocie. Obyśmy potrafili tak tęsknić.
kwi 05
