Zapisz jako PDF Wydrukuj

Droga w górę

Posted by: xTom in Ewangelia Add comments

Wszech­mo­gący Boże, Wnie­bo­wstą­pie­nie Two­jego Syna jest wywyż­sze­niem ludz­kiej natury, spraw, aby­śmy pełni świę­tej rado­ści skła­dali Tobie dzięk­czy­nie­nie, i utwierdź naszą nadzieję, że my, człon­ko­wie Mistycz­nego Ciała Chry­stusa, połą­czymy się z Nim w chwale. Który z Tobą żyje i króluje…

Biskup Ablondi z Livorno napi­sał, że gdyby w ramach kolekty modlił się sło­wami: „Panie, spraw, aby ten kościół zawa­lił się na nas. Przez Chry­stusa, Pana naszego”, wierni posłusz­nie odpo­wie­dzie­liby: „Amen”. Czy te słowa nie opi­sują ponie­kąd także i mnie samego? Ile to już słów pod­czas Eucha­ry­stii umknęło mojej uwa­dze, ile zostało wybra­nych przez okrutne sępy docze­snych myśli i spraw? Nie chciał­bym, żeby tak samo umknęła mi dzi­siej­sza kolekta, bo to, o co się w niej modli Kościół nie może pozo­stać bez echa w moim życiu. To z jed­nej strony prośba o rado­sne dzięk­czy­nie­nie skła­dane Bogu, a zara­zem o utwier­dze­nie nadziei. Utwier­dze­nie nadziei. Jak bar­dzo tego potrze­buję… Wnie­bo­wstą­pie­nie to wła­śnie święto mojej chrze­ści­jań­skiej nadziei. Po zmar­twych­wsta­niu to jak kolejny łyk ożyw­czej wody dla mojej wiary. Jezus Chry­stus jako Bóg i Czło­wiek jest jedną z Osób Trójcy Prze­naj­święt­szej! Ile to nie­sie szczę­ścia. Ten udział mojej, ludz­kiej natury w Bogu jest zna­kiem ogrom­nej nadziei. A ta, jak mówił Gabriel Mar­cel, jest uobec­nie­niem tego, czego jest nadzieją. Chcę się dziś zapy­tać samego sie­bie – na co ja mam nadzieję?…”

«Dla­tego mam wyrzuty sumie­nia, czy­ta­jąc pro­log Dzie­jów Apo­stol­skich: „Pierw­szą księgę napi­sa­łem, Teo­filu o wszyst­kim, co Jezus czy­nił i co nauczał”. Gdzie jest ta klu­czowa dźwi­gnia, co musi prze­sko­czyć w moim patrze­niu na świat, myśle­niu, sercu, żeby Księga Mojego Życia była pełna Jezusa, nie mnie?

Bóg wezwał nas na świad­ków – bo chrzest jest tro­chę jak wezwa­nie do sądu. Mamy zaświad­czyć, kim Jezus dla nas jest; zeznać, czego w rela­cji z Nim doświad­czy­li­śmy sami, czego doświad­czyli nasi bli­scy, nasz naród; mamy udo­wod­nić naszą nadzieję. Jezus wnie­bo­wstą­pił i nie ma nic waż­niej­szego ponad to: „aby Bóg Pana naszego Jezusa Chry­stusa, Ojciec chwały, dał nam ducha mądro­ści i obja­wie­nia w głęb­szym pozna­niu Jego samego”.»

Jakże dra­ma­tyczne i bez­na­dziejne jest życie czło­wieka, który nie wie­rzy w niebo, dla któ­rego wszystko koń­czy się z chwilą wyda­nia ostat­niego tchnie­nia. Czy moż­liwe jest, aby­śmy rodzili się tylko po to, by żyć kilka, kil­ka­na­ście, kil­ka­dzie­siąt lat; aby­śmy przy­cho­dzili na ten świat po to, by cier­pieć, cho­ro­wać, sta­rzeć się, umie­rać, a wresz­cie odejść w nie­byt? Kru­chość, ulot­ność i nie­do­sko­na­łość naszego ziem­skiego życia wręcz domaga się wiary w to, że za pro­giem śmierci jest jesz­cze Coś — i że to Coś jest wła­śnie Tym, o co w ogóle w ludz­kim życiu chodzi.”

Ucznio­wie po wnie­bo­wstą­pie­niu Nauczy­ciela znie­ru­cho­mieli, wpa­trują się w niebo. Zapa­no­wała cisza i powolne odpa­mię­ty­wa­nie wyda­rzeń, słów zapo­wia­da­ją­cych tę chwilę. Prze­ry­wają ją dwie istoty opi­sane w Dzie­jach Apo­stol­skich jako mężo­wie w bia­łych sza­tach. Mówią do apo­sto­łów ”Mężo­wie z Gali­lei, dla­czego sto­icie i wpa­tru­je­cie się w niebo? Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyj­dzie tak samo, jak widzie­li­ście Go wstę­pu­ją­cego do nieba”. Apo­sto­ło­wie to szczę­ścia­rze, któ­rzy roz­ma­wiali z Chry­stu­sem i widzieli wielki finał histo­rii Zba­wie­nia. Czy byli pewni, że przejdą lustra­cję sumień na Sądzie Ostatecznym?

Naj­wy­god­niej byłoby usiąść na Górze i zacze­kać na powrót Nauczy­ciela. Jak Szy­mon Słup­nik odciąć się od ryzyka błę­dów i pokus. Jed­nak bez­myślne cze­ka­nie to ryzyko, że zło przyj­dzie za nami lub wyj­dzie z ukry­cia, bo cały czas z nami było. Groza wyobraźni bogat­szej od świę­tego Anto­niego, kuszo­nego pustel­nika do ucie­le­śnio­nych marzeń z „Sola­ris” Sta­ni­sława Lema. Może dla­tego mężo­wie w bia­łych sza­tach, opi­sani w Dzie­jach Apo­stol­skich szybko spro­wa­dzili apo­sto­łów na Zie­mię. Nie wpa­trujmy się w niebo. Wie­rzymy, że Chry­stus wróci — ” … przyj­dzie tak samo, jak widzie­li­ście Go wstę­pu­ją­cego do nieba”. Jed­nak cze­kać na Niego mamy w real­nym życiu, popeł­nia­jąc błędy, żału­jąc za grze­chy… i kocha­jąc innych ludzi.”

Św. Łukasz dwu­krot­nie pisze o Wnie­bo­wstą­pie­niu. Jego Ewan­ge­lia koń­czy się, a Dzieje Apo­stol­skie roz­po­czy­nają tym wła­śnie wyda­rze­niem. W jed­nym i dru­gim frag­men­cie wydaje się, że naj­istot­niej­sze nie jest wnie­bo­wstą­pie­nie, ale posła­nie uczniów. Zmar­twych­wsta­nie i Wnie­bo­wstą­pie­nie są ogrom­nie dys­kretne, ukry­wają się za nastę­pu­ją­cymi po nich wyda­rze­niami życia Kościoła. Próba zatrzy­ma­nia się na nich koń­czy się zwy­kle upo­mnie­niem: szcze­gól­nie mocno brzmi to w sło­wach dwóch mężów w bia­łych sza­tach: „Mężo­wie z Gali­lei, dla­czego sto­icie i wpa­tru­je­cie się w niebo? Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyj­dzie tak samo, jak widzie­li­ście Go wstę­pu­ją­cego do nieba” (Dz 1,11). Warto zwró­cić uwagę, że rów­nież w pustym gro­bie było dwóch męż­czyzn w lśnią­cych sza­tach, któ­rzy bez­rad­nym kobie­tom powie­dzieli: „Dla­czego szu­ka­cie żyją­cego wśród umar­łych? Nie ma Go tutaj, zmar­twych­wstał” (Łk 24,5–6).

Jesz­cze przed nami droga, by Go spo­tkać w naszym życiu i przy­go­to­wać się do osta­tecz­nego, wiecz­nego spo­tka­nia. Jesz­cze się nic nie skoń­czyło. Jeste­śmy Kościo­łem, Jego Cia­łem, w któ­rym On jest Głową (por. Ef 1,22–23). Nasze posła­nie – tak jak uczniów – jest jasno okre­ślone: „w imię Jego gło­szone będzie nawró­ce­nie i odpusz­cze­nie grze­chów wszyst­kim naro­dom, począw­szy od Jero­zo­limy” (Łk 24,46–47).”

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Leave a Reply