Wszechmogący Boże, Wniebowstąpienie Twojego Syna jest wywyższeniem ludzkiej natury, spraw, abyśmy pełni świętej radości składali Tobie dziękczynienie, i utwierdź naszą nadzieję, że my, członkowie Mistycznego Ciała Chrystusa, połączymy się z Nim w chwale. Który z Tobą żyje i króluje…
„Biskup Ablondi z Livorno napisał, że gdyby w ramach kolekty modlił się słowami: „Panie, spraw, aby ten kościół zawalił się na nas. Przez Chrystusa, Pana naszego”, wierni posłusznie odpowiedzieliby: „Amen”. Czy te słowa nie opisują poniekąd także i mnie samego? Ile to już słów podczas Eucharystii umknęło mojej uwadze, ile zostało wybranych przez okrutne sępy doczesnych myśli i spraw? Nie chciałbym, żeby tak samo umknęła mi dzisiejsza kolekta, bo to, o co się w niej modli Kościół nie może pozostać bez echa w moim życiu. To z jednej strony prośba o radosne dziękczynienie składane Bogu, a zarazem o utwierdzenie nadziei. Utwierdzenie nadziei. Jak bardzo tego potrzebuję… Wniebowstąpienie to właśnie święto mojej chrześcijańskiej nadziei. Po zmartwychwstaniu to jak kolejny łyk ożywczej wody dla mojej wiary. Jezus Chrystus jako Bóg i Człowiek jest jedną z Osób Trójcy Przenajświętszej! Ile to niesie szczęścia. Ten udział mojej, ludzkiej natury w Bogu jest znakiem ogromnej nadziei. A ta, jak mówił Gabriel Marcel, jest uobecnieniem tego, czego jest nadzieją. Chcę się dziś zapytać samego siebie – na co ja mam nadzieję?…”
«Dlatego mam wyrzuty sumienia, czytając prolog Dziejów Apostolskich: „Pierwszą księgę napisałem, Teofilu o wszystkim, co Jezus czynił i co nauczał”. Gdzie jest ta kluczowa dźwignia, co musi przeskoczyć w moim patrzeniu na świat, myśleniu, sercu, żeby Księga Mojego Życia była pełna Jezusa, nie mnie?
Bóg wezwał nas na świadków – bo chrzest jest trochę jak wezwanie do sądu. Mamy zaświadczyć, kim Jezus dla nas jest; zeznać, czego w relacji z Nim doświadczyliśmy sami, czego doświadczyli nasi bliscy, nasz naród; mamy udowodnić naszą nadzieję. Jezus wniebowstąpił i nie ma nic ważniejszego ponad to: „aby Bóg Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec chwały, dał nam ducha mądrości i objawienia w głębszym poznaniu Jego samego”.»
„Jakże dramatyczne i beznadziejne jest życie człowieka, który nie wierzy w niebo, dla którego wszystko kończy się z chwilą wydania ostatniego tchnienia. Czy możliwe jest, abyśmy rodzili się tylko po to, by żyć kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt lat; abyśmy przychodzili na ten świat po to, by cierpieć, chorować, starzeć się, umierać, a wreszcie odejść w niebyt? Kruchość, ulotność i niedoskonałość naszego ziemskiego życia wręcz domaga się wiary w to, że za progiem śmierci jest jeszcze Coś — i że to Coś jest właśnie Tym, o co w ogóle w ludzkim życiu chodzi.”
„Uczniowie po wniebowstąpieniu Nauczyciela znieruchomieli, wpatrują się w niebo. Zapanowała cisza i powolne odpamiętywanie wydarzeń, słów zapowiadających tę chwilę. Przerywają ją dwie istoty opisane w Dziejach Apostolskich jako mężowie w białych szatach. Mówią do apostołów ”Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba”. Apostołowie to szczęściarze, którzy rozmawiali z Chrystusem i widzieli wielki finał historii Zbawienia. Czy byli pewni, że przejdą lustrację sumień na Sądzie Ostatecznym?
Najwygodniej byłoby usiąść na Górze i zaczekać na powrót Nauczyciela. Jak Szymon Słupnik odciąć się od ryzyka błędów i pokus. Jednak bezmyślne czekanie to ryzyko, że zło przyjdzie za nami lub wyjdzie z ukrycia, bo cały czas z nami było. Groza wyobraźni bogatszej od świętego Antoniego, kuszonego pustelnika do ucieleśnionych marzeń z „Solaris” Stanisława Lema. Może dlatego mężowie w białych szatach, opisani w Dziejach Apostolskich szybko sprowadzili apostołów na Ziemię. Nie wpatrujmy się w niebo. Wierzymy, że Chrystus wróci — ” … przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba”. Jednak czekać na Niego mamy w realnym życiu, popełniając błędy, żałując za grzechy… i kochając innych ludzi.”
„Św. Łukasz dwukrotnie pisze o Wniebowstąpieniu. Jego Ewangelia kończy się, a Dzieje Apostolskie rozpoczynają tym właśnie wydarzeniem. W jednym i drugim fragmencie wydaje się, że najistotniejsze nie jest wniebowstąpienie, ale posłanie uczniów. Zmartwychwstanie i Wniebowstąpienie są ogromnie dyskretne, ukrywają się za następującymi po nich wydarzeniami życia Kościoła. Próba zatrzymania się na nich kończy się zwykle upomnieniem: szczególnie mocno brzmi to w słowach dwóch mężów w białych szatach: „Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba” (Dz 1,11). Warto zwrócić uwagę, że również w pustym grobie było dwóch mężczyzn w lśniących szatach, którzy bezradnym kobietom powiedzieli: „Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj, zmartwychwstał” (Łk 24,5–6).
Jeszcze przed nami droga, by Go spotkać w naszym życiu i przygotować się do ostatecznego, wiecznego spotkania. Jeszcze się nic nie skończyło. Jesteśmy Kościołem, Jego Ciałem, w którym On jest Głową (por. Ef 1,22–23). Nasze posłanie – tak jak uczniów – jest jasno określone: „w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jerozolimy” (Łk 24,46–47).”
