Zapisz jako PDF Wydrukuj

Ofiara

Posted by: xTom in Ewangelia Add comments

Ofiara

Korzy­sta­jąc z ciszy i klasz­tor­nej biblio­teczki chciał­bym pochy­lić się nad pyta­niem, które nie ma odpo­wie­dzi. Pozo­sta­wie je otwarte. Jestem także świa­dom, że nie wyczer­pię tematu. Pewne kwe­stie tylko zasy­gna­li­zuję, inne pominę. Nie jest to wykład aka­de­micki, pełen ścisłych pojęć i zamknię­tych wąt­ków. To także zapis poszu­ki­wań więc nie daję gwa­ran­cji popraw­no­ści dok­try­nal­nej. Jeśli jakiś teo­log zechce popra­wić tych kilka myśli, będę wdzięczny za kon­struk­tywne uwagi. Całość zamknę w kilku obrazach.

Obraz pierw­szy: Źródło

Bóg jest Miło­ścią. Poza tą prawdą nie wolno szu­kać odpo­wie­dzi na pyta­nie o sens ofiary. Wszyst­kie inne wyj­ściowe zało­że­nia byłyby sprzeczne z Pismem i Tra­dy­cją. Kiedy sły­szymy słowo «ofiara» odru­chowo pełni jeste­śmy nega­tyw­nych odczuć. Ofiara wiąże się z cier­pie­niem i ten zwią­zek nie­jako pod­świa­do­mie czu­jemy. Nie wiem skąd w czło­wieku to sko­ja­rze­nie, ale nie można odmó­wić tej logice pew­nej słusz­no­ści. Kiedy więc pytamy o źródło zawsze patrzymy na Trójcę. Na Trzech, któ­rzy są Jedno. Miłość, która zakłada wie­lość (ina­czej jest ego­izmem), zakłada także ofiarę, pewny ruch odda­nia. Trwa­nie w wiecz­nym odda­niu, w ogo­ło­ce­niu sie­bie, a jed­no­cze­śnie w przyj­mo­wa­niu i pełni daru, tak można patrzeć na Trójcę. Ten ruch, jest także wycho­dze­niem naprze­ciw („Ja zawsze czy­nię to, co się Jemu podoba”). Tu kształ­tuje się zasad­ni­czy rys ofiary rozu­mia­nej jako ogo­ło­ce­nie (keno­sis), oraz przyj­mo­wa­nie. Ofiara jest więc nie­jako wewnątrz wymiany darów, w peł­nej wol­no­ści. W tym ryt­mie wymiany w Trójcy (aż chciał­bym opi­sać Trójcę jako Boga tań­czą­cego) rodzi się odwieczna decy­zja. Z niej zaś wypływa Wcie­le­nie (ogo­ło­ce­nie i przy­ję­cie – wymiana darów), oraz Eucharystia.

Hostia

Ofiara ma w języku łaciń­skim kilka odpo­wied­ni­ków. Okre­śla się ją jako «sacri­fi­cium», «obla­tio» oraz «hostia». Hostia – Ofiara, to żertwa, coś cał­ko­wi­cie poświę­co­nego. Sam ter­min wywo­dzi się od słowa ozna­cza­ją­cego «prze­bić włócz­nią», «zabić». Ofiara musi być zabita. W przy­padku Chry­stusa sama śmierć to «zbyt mało». Śpie­wamy wszakże «bądźże pozdro­wiona, hostio żywa», myśląc o Baranku jakby zabi­tym. Odnosi nas to do Eucha­ry­stii jako Ofiary. Usta­no­wiona w kon­tek­ście Uczty, pozo­staje przede wszyst­kim Ofiarą (tak okre­śla ją Jan Paweł II w «Mane nobi­scum Domine»). Jedna i jedyna dosko­nała Hostia, Jezus Chry­stus, zabity i zmar­twych­wstały, obecny i uobec­nia­jący Ofiarę krzyża w Eucha­ry­stii. Kapłan, ołtarz i ofiara jed­ność Mszy powie­rzona Kościo­łowi. Tak doko­nało się od – kupie­nie, walutą zaś była miłość wyra­żona w cier­pie­niu i śmierci. Kto bowiem kocha, ryzy­kuje zra­nie­nie, pozo­staje prze­cież odsło­nię­tym i pozwala w jakimś sen­sie sobą roz­po­rzą­dzać, a wszystko w peł­nej wol­no­ści («Nikt mi go [życia] nie odbiera, ja sam dobro­wol­nie je oddaje. Mam moc oddać i mam moc odzy­skać z powrotem»).

Dusze – ofiary

Święta Ofiara — pisze św. Teresa Bene­dykta — uka­zuje nam w coraz to nowym świe­tle rdzeń naszej wiary, sens histo­rii świata, tajem­nicę wcie­le­nia Odku­pi­ciela. Któż jeśli ma duszę i serce otwarte, potrafi uczest­ni­czyć w niej bez pra­gnie­nia ofiary z samego sie­bie, bez uczu­cia pie­ką­cej tęsk­noty, by zato­pić sie­bie i swe ludz­kie małe życie w wiel­kim dziele Odku­pie­nia?”.

Ucząc się Boga, uczymy się bycia ofiarą. Na obraz Boga stwo­rzeni, a więc zapro­szeni do ofia­ro­wa­nia. I tu trzeba jesz­cze raz pod­kre­ślić pierw­szeń­stwo miło­ści. „Miło­ści pra­gnę, nie krwa­wej ofiary (…)”. Wszystko z niej wynika, a bez niej chrze­ści­jań­stwo jawić się będzie jako reli­gia cier­pie­nia, z naczel­nym emble­ma­tem mówią­cym o śmierci. Może dla­tego trudno nam, współ­cze­snym, trwać w ofia­ro­wa­niu lub zgo­dzić się na ofiarę. Nie potra­fimy kochać, a to co nazy­wamy miło­ścią jest tak dale­kie od kształtu jaki nadała Miłość. Są jed­nak osoby, dusze – ofiary, które poznały Miłość i z uko­cha­nia Miło­ści pod­jęły się bycia żertwą. „Z miło­ści rodzi się wielki ból i miłość rów­no­waży się miarą bólu. Z wiel­kiej miło­ści wynika wielki ból. Kto wiele miłuje, ten wielce cierpi” (św. Waw­rzy­niec z Brin­disi). Tyle dusz idzie na potę­pie­nie ponie­waż nikt się za nie nie ofia­ruje. Wybiera więc Bóg dusze czy­ste, dusze – ofiary, które zapra­sza do podej­mo­wa­nia szcze­gól­nej misji. Powo­ła­nie to ma zawsze wymiar krzy­żo­wej drogi. Zbyt wielu bowiem ludzi grze­szy licząc na Boże miło­sier­dzie, zamy­ka­jąc sobie tym samym drogę do nieba. Miło­sier­dzie Boga nie zna gra­nic, ale jest On także spra­wie­dliwy. Kiedy Bóg poka­zuje sio­strze Fau­sty­nie czy­ściec mówi zna­mienne słowa: „Miło­sier­dzie moje tego nie chce, ale spra­wie­dli­wość każe”. Potrzeba jest więc dusz – ofiar, które będą rów­no­wa­żyły spra­wie­dli­wość i miło­sier­dzie. Bóg będzie w nich doko­ny­wał aktu­ali­za­cji od – kupie­nia. Aby ktoś dostą­pił miło­sier­dzia potrzeba rów­no­wagi spra­wie­dli­wo­ści w duszach – ofia­rach, które dzięki mistycz­nej łączno­ści Ciała tzn. Kościoła, mogą doko­ny­wać ofia­ro­wa­nia. Tak Bóg jest zarówno miło­sierny jak i spra­wie­dliwy. Gdyby bowiem był tylko miło­sierny, byłby bez­radny. Gdyby tylko spra­wie­dliwy, byłby zim­nym mate­ma­ty­kiem. Ten wybór jest klu­czem otwie­ra­ją­cym pro­blem cier­pie­nia. Cza­sem cier­pie­nie jest jedyną szansą na otwar­cie oczu. Cier­pie­nie dziecka może być krzy­kiem Boga o jed­ność mał­żeń­stwa, o wyj­ście z ego­izmu itd. To, że cza­sem mamy zbyt cia­sne serce i zamknięte oczy, aby to dostrzec spra­wia, że nie zda­jemy tego egza­minu. Wybór Boga domaga się odpo­wie­dzi czło­wieka dla­tego też w prze­strzeni, któ­rej nie jeste­śmy w sta­nie prze­nik­nąć rozu­mem Bóg może zapy­tać dziecko ofia­ro­wa­nie. Nie wiemy czy tak jest, ska­zani jeste­śmy na domy­sły oraz na czas sądu Osta­tecz­nego, który odsłoni prawdę. Nie pró­buje wyja­śnić czego czego sam Chry­stus nie wytłu­ma­czył. Mówiąc o wielu rze­czy­wi­sto­ściach nie wytłu­ma­czył sensu cier­pie­nia. Tylko wziął krzyż i umarł. Zosta­wił otwarte ramiona jak zapro­sze­nie; Jeśli chcesz… „Rany Jezusa, w życiu i w śmierci, są wyra­zem jego otwar­cia na nasze cier­pie­nie. On cier­piał za swoją miłość: jego cier­pie­nia są styg­ma­tami jego zaopie­ko­wa­nia się nami oraz świa­tem odda­lo­nym od Boga. Taka zra­niona miłość ma moc uzdra­wia­nia, ponie­waż jest miło­ścią wcie­loną, która wnika w ludzką sła­bość, czuje i żyje naszym bólem“. (A. V. Camp­bell) Oczy­wi­ście należy pamię­tać, że sam Bóg w oso­bie Syna doko­nał Od – kupie­nia. My możemy tylko włą­czyć w tę dosko­nałą ofiarę. Z dru­giej strony Bóg sam współ­cierpi wraz z cier­pią­cymi. Zna­mienne są tu słowa zmar­twych­wsta­łego Chry­stusa skie­ro­wane do Szawła pod Damasz­kiem: „Dla­czego Mnie prze­śla­du­jesz?” Zmar­twych­wstały Bóg, w pełni swej szczę­śli­wo­ści nieba jest prze­śla­do­wany w swo­ich bra­ciach według natury ludz­kiej. „Dwie rze­czy są nie­moż­liwe dla Boga: cier­pie­nie i śmierć. Ale czy wła­śnie te dwie rze­czy nie wyzna­czają naszej toż­sa­mo­ści? Czyż nie są one przy­pad­kiem cechami nam przy­pi­sa­nymi — nam skoń­czo­nym isto­tom? Dla­tego wła­śnie cier­pie­nie jako znak nie­do­sko­na­ło­ści, dla­tego śmierć jako znak ogra­ni­cze­nia. Do przyj­ścia Chry­stusa taka była nasza tra­giczna rze­czy­wi­stość: potem przy­cho­dzi Chry­stus i bie­rze na sie­bie bagaż stwo­rze­nia, ten wielki bagaż ludz­ko­ści. Jest on praw­dzi­wym czło­wie­kiem, nie dla­tego, że się uro­dził jako czło­wiek, ale głów­nie dla­tego, że cierpi i umiera, nie dla­tego, że ma przy­ja­ciół i żyje w przy­jaźni, w pogo­dzie ducha, ale dla­tego, że prze­żywa ból. I dla­tego naprawdę jest czło­wie­kiem“. (Ravasi) Dla nas, ludzi życzą­cych sobie tak czę­sto «zdro­wia, bo to naj­waż­niej­sze», słowa o cier­pie­niu dzieci jako walu­cie mogą brzmieć bluź­nier­czo. Zawsze jed­nak roz­wa­ża­jąc pro­blem cier­pie­nia potkniemy się o krzyż, który będzie zgor­sze­niem dla żydów a głup­stwem dla pogan. „Kto chce iść za Mną, niech weź­mie swój krzyż i niech Mnie naśla­duje”. Zapro­sze­nie, swój krzyż, naśla­do­wa­nie. Chry­stus zaniósł swój krzyż na wzgó­rze i tam oddał życie. Naśla­do­wa­nie będzie więc także wezwa­niem do zło­że­nia ofiary. Tak docho­dzi się do wnio­sków, które brzmią dla naszych uszu jak para­doks. W ten spo­sób możemy mówić za św. Fau­styną „cier­pie­nie jest łaską (…) im więk­sze cier­pie­nie tym miłość staje się czyst­sza (…)”. A w końcu sam Chry­stus mówi Fau­sty­nie słowa wprost: „Nie żyjesz dla sie­bie, ale dla dusz. Z cier­pień two­ich będą korzy­stać inne dusze. Prze­cią­głe cier­pie­nie twoje da im świa­tło i siłę do zga­dza­nia się z wolą Moją.” (Dzien­ni­czek nr 67) Ta ofiara czło­wieka włą­czona w Ofiarę Syna sta­nie się też tre­ścią modli­twy, która otwiera prze­paść miło­sier­dzia. „Ojcze Przed­wieczny, ofia­ruje Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo, naj­mil­szego Syna Twego, a Pana naszego Jezusa Chry­stusa, na prze­bła­ga­nie za grze­chy nasze i całego świata. Dla Jego bole­snej męki, miej miło­sier­dzie dla nas i całego świata”. Tak wołała pokorna sio­stra tuż przed druga wojną świa­tową… Po niej nie można nie wspo­mnieć postaci ojca Piusa zwa­nego ojcem Pio. Pozwolę sobie oddać głos temu świę­temu kapucynowi.

On wybiera sobie dusze i wśród nich – bez jakiej­kol­wiek mej zasługi – wybrał także moją, aby mu poma­gała w tym ogrom­nym zada­niu doko­ny­wa­nia zba­wie­nia ludzi. Im bar­dziej te dusze cier­pią bez naj­mniej­szej pocie­chy, tym więk­szą ulgę przy­no­szą cier­pie­niom dobrego Jezusa. Oto cała przy­czyna tego, że pra­gnę cier­pieć zawsze coraz wię­cej i to cier­pieć bez pocie­sze­nia. Tutaj ma źródło cała moja radość”. (list z 20 IX 1912r.) Wybór, cier­pie­nie dla zbawienia.

O Jezu! Obym mógł kochać Cię! Obym mógł cier­pieć tyle, ile chciał­bym, aby Cię zado­wo­lić i napra­wić w jakiś spo­sób nie­wdzięcz­ność ludzi wobec Cie­bie! A Pan Jezus pozwo­lił mi usły­szeć w mym sercu wyraź­niej Jego głos: «Mój synu! Miłość poznaje się w bólu; odczu­jesz go jako ostry w swej duszy, a jesz­cze ostrzej­szy w swym ciele»”. (list z 29 XII 1912r.) Cier­pie­nie jako spo­sób wyna­gro­dze­nia i miłość, którą poznaje się w bólu.

Wie­lo­krot­nie, to prawda, wyra­ża­łem te goto­wość sta­nia się ofiarą, zakli­na­jąc Go, aby wylał na mnie kary prze­wi­dziane dla grzesz­ni­ków i dusz czyść­co­wych, czy­niąc je nawet sroż­szymi, byleby tylko nawró­cił i zba­wił grzesz­ni­ków, dopusz­cza­jąc szybko do raju dusze w czyśćcu cier­piące (…)”. (list z 29 XI 1910r.)

Czy czło­wiek może pozo­stać ukrzy­żo­wany przez pół wieku? Co to ozna­cza? Czy wie­cie, dla­czego Jezus poszedł na krzyż? Poszedł na krzyż za grze­chy ludzi i kiedy w histo­rii poja­wia się ktoś ukrzy­żo­wany (…) zna­czy to, że grzech ludzi jest ogromny i, aby ich zba­wić, trzeba, by znów wszedł na Kal­wa­rię, wstą­pił na krzyż i pozo­stał na nim, aby cier­pieć za swo­ich braci, któ­rzy ofia­ruja to, co ofia­ro­wał jed­no­ro­dzony Syn (…). W tym zawiera się cała histo­ria Ojca Pio”.

Tak cier­piał święty ojciec Pio, w cza­sie kiedy zamiast wio­sny Kościoła, dym sza­tana wtar­gnął do świą­tyni, jak powie­dział Paweł VI. W cza­sie gdy teo­lo­go­wie holen­der­scy, oraz kon­fe­ren­cje epi­sko­patu Austrii i Kanady odrzu­ciły papie­skie naucza­nie zawarte w ency­klice Huma­nae Vitae (1968r.). Aby przy­bli­żyć kli­mat «nowej wio­sny Kościoła», przy­to­czę frag­ment z jed­nego z cza­so­pism (paź­dzier­nik 1968r.)

Czy godzi się jesz­cze być kato­li­kiem? To Kościół Pacel­lego, który nie jest kato­licki. Nigdy wię­cej posłu­szeń­stwa. Schi­zma ist­nieje, teraz musi się ujaw­nić. Lep­szy anty­pa­pież niż zgni­li­zna reli­gij­nych prze­żyć. Nie­uki, san­fe­dy­ści, kle­ry­ka­ło­wie i reak­cjo­ni­ści niech sobie zatrzy­mają Kościół Bel­lar­mina i Pacel­lego. Nowi kato­licy niech się oddzielą. A wy, nie­liczni wśród wyso­kiej hie­rar­chii, macie nasze pełne zaufa­nie: wy, tacy jak Alfrink i Suenes, Dopf­ner i Pel­le­grino i Hel­der Camara. Czas ostroż­no­ści minął. Policz­cie swo­ich naśla­dow­ców i nie­za­leż­nie od ich liczby opuść­cie Kościół, który już na was nie zasłu­guje, o ile to prawda, że nas nie oszu­ka­li­ście. Oto naro­dził się nowy katolicyzm”.

Ostat­nia z dusz – ofiar, które chciał­bym przed­sta­wić to zmarła w 2003 roku, ukryta styg­ma­tyczka, sio­stra Wanda Boni­szew­ska. Swoją ofiarę skła­dała za kapła­nów. Oddajmy jej głos. „Cier­pie­nia przy­cho­dzą na mnie za nie­wier­no­ści powo­ła­nych do szcze­gól­nej służby Bożej, na przy­kład kapła­nów, zakon­ni­ków i zakon­nic, i dawa­nie przez nich zgor­sze­nia innym. (…) Rozu­miem Jego ból odna­wiany przez wybra­nych, a ode mnie żąda i pra­gnie zadość­uczy­nie­nia. Co się ze mną dzieje w cza­sie bole­snego prze­ży­cia, na przy­kład, że otwie­rają się styg­maty rąk, że od biczo­wa­nia zostają ślady na ciele (…). Tek­sty te można przy­ta­czać jesz­cze długo. Na końcu zamiesz­czę wybraną biblio­gra­fię oraz linki. Chcia­łem tylko poka­zać, że potrzeba jest i dziś dusz – ofiar. Jak sio­stra Fau­styna przed drugą wojną świa­tową, jak ojciec Pio przed kry­zy­sem Kościoła po dru­gim sobo­rze Waty­kań­skim, oraz sio­stra Wanda Boni­szew­ska przed kry­zy­sem kapła­nów zwią­za­nym z przy­pad­kami skan­dali. Na koniec słowa Jezusa do sio­stry Wandy, jako rachu­nek sumie­nia dla nas kapła­nów. Są to obja­wie­nia pry­watne więc nie trzeba w nie wie­rzyć, może jed­nak słowa te staną się inspi­ra­cją dla jakie­goś kapłana, który zabłą­dzi na tę stronę. I tak koń­czę tę chwilę reflek­sji, zanim świt obu­dzi mały klasz­tor, wdzięczny za dar ciszy.

O Wy, kapłani, krzy­żem macie pie­czę­to­wać dusze i z tą pie­czę­cią będą wpusz­czone do serca mego. Tu u stóp krzyża wzmac­niaj­cie się razem z Matką Moją. Ona tu stała, współ­bo­lała. Pra­gnę od was ofiary cało­pal­nej aż do znisz­cze­nia. Prze­la­łem krew, a od was żądam ofiary aż do sza­leń­stwa, ofiary dla miło­ści Mojej. Pozy­skuj­cie dusze dla serca mego, bo mi ich stale brak. Głodny jestem dusz. (…) Brak Mi dusz, które odku­pi­łem krwią wła­sną. Oto krzyż, niech ten krzyż nie zej­dzie z umy­słów waszych. (…) Mniej zakony robią mi przy­jem­no­ści, niźli świat. Zaty­kają uszy na mój głos. Nie pamię­tają o Mnie. Nie jest moją roz­ko­szą w nich miesz­kać. Wybra­łem osoby kon­se­kro­wane. Jestem obra­żany, nie­znany, zosta­łem wyrzu­cony przez zakony. (…) Rutyna wiary, nie masz miło­ści do Oblu­bieńca, serce roz­dwo­jone do oblu­bień­ców fał­szy­wych, fał­szywe przy­wią­za­nie do rze­czy ziem­skich. Ubó­stwo nie­za­cho­wane. Rzą­dze­nie się bez wie­dzy prze­ło­żo­nych. Nie masz zapar­cia się sie­bie. Brak pokory. Mar­no­wa­nie łask (…) Plu­ga­wie­nie, co Boże. Oto, co obciąża krzyż. Nie jestem kró­lem ich serc, lecz żebra­kiem. Miłość Moja nienasycona”.

Obie­cana biblio­gra­fia i linki:

A. Gnoc­chi, M. Pal­maro, Ostat­nia Msza ojca Pio, tłum. K. Kubis. Bar­dzo ser­decz­nie pole­cam tę pozy­cję. Dobrze poka­zuje drogę ojca Pio na Golgotę.

M. da Pobla­dura, A. da Ripa­bot­toni [opr.], Listy ojca Pio, tłum. B. Winczyk-​Sowa, J. S. Kafel, Łódź 2002.

W. Łaszew­ski, Droga, która pro­wa­dzi do Boga. Roz­wa­ża­nia nad fatim­ską tajem­nicą Nie­po­ka­la­nego Serca Maryi, Warszawa-​Zakopane 2005.

J. Prysz­mont, Ukryta styg­ma­tyczka. Sio­stra Wanda Boni­szew­ska (1907−2003), Szcze­ci­nek 2004.

D. M. Komp, I dziecko będzie je pro­wa­dzić. Dzieci z nowo­two­rem uczą jak mieć nadzieję, War­szawa 1997.

oraz linki:

MSZA JAKO OFIARA, Ks. prof Jerzy Szymik

LITUR­GIA OFIARY, Ks. bp. Zbi­gniew Kier­ni­kow­ski, Anam­ne­sis (pdf)

i na koniec tekst mojego autor­stwa. Oneg­daj był tu na blogu, ale zagu­bił się w otchła­niach sieci więc umiesz­czę go raz jesz­cze w następ­nym wpisie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

37 Responses to “Ofiara”

  1. monika Says:

    Tyle tu pięk­nych słów, myśli. Wiel­kich i wznio­słych. Popar­tych pięk­nymi świa­dec­twami wiel­kich świę­tych. Dzię­kuję za nie. Będę je jesz­cze roz­wa­żać. Na razie czuję się troszkę zagu­biona wśród tych wszyst­kich wiel­kich Spraw. Wiem jedno. Pra­gnę do wiel­kiej Ofiary Jezusa dołą­czyć swoją małą ofiarę. Poma­gać Mu. I jeśli choć tro­chę może Mu to jakoś ulżyć, będę bar­dzo szczę­śliwa. On pra­gnie mojej małej, nie­zdar­nej miło­ści. To niesamowite!

  2. Anna Says:

    Po co sobie tak kom­pli­ko­wać życie?
    Filo­zo­fia bez granic:ofiara,cierpienie,miłość.
    Ja wybie­ram miłość bez cierpienia.Jesteśmy wolni
    więc mamy prawo wyboru.Kochać i być kochanym.Życie
    może być piękne-​trzeba tylko kochać nie cierpieć.

  3. xTom Says:

    powo­dze­nia

  4. monika Says:

    Anno… cier­pie­nie na Cie­bie samo przyj­dzie. Na każ­dego przy­cho­dzi, prę­dzej czy póź­niej. Zależy tylko w jaki spo­sób je przyj­miesz. Piszesz, że chcesz tkwić w ego­izmie.… Twój wybór.

  5. Nika Says:

    Aniu A co zro­bisz z cier­pie­niem, które Cię dotknie? NIE MA CZŁO­WIEKA, KTÓRY BY NIE CIER­PIAŁ. Różne też są rodzaje cier­pie­nia. Jeśli ktoś odrzuca cier­pie­nie, które go dotknęło, a spo­so­bem na to jest bunt dla­czego mnie dotyka, złość na Boga i innych ludzi to jakie wów­czas życie zgo­tuje ludziom wśród któ­rych będzie żył? Czy wtedy swoim bli­skim, uko­cha­nym będzie mógł dawać tylko miłość?

  6. Anna Says:

    Mnie też dotyka cier­pie­nie ale ja zamie­niam go na 
    miłość.To jest wielka „sztuka“-jednak można się tego
    nauczyć-​lata praktyki.Trzeba umieć kochać a wtedy
    cier­pie­nie samo zamie­nia się w miłość do osoby
    cier­pią­cej i do sie­bie też.Nie należy cele­bro­wać
    cierpienia,lecz szu­kać zamienników,najlepszym jest
    miłość,która wszystko pokona,cierpienie też.
    Pozdrawiam,Anna.

  7. Anna Says:

    Do Moniki.Nic nie rozumiesz-​miłość to nie egoizm!

  8. monika Says:

    Aniu, miłość dla samej miło­sci to ego­izm. Piszesz: „Ja wybie­ram miłość bez cier­pie­nia“. Piszesz, że masz prawo wyboru…
    Zga­dzam się z tym, że naj­waż­niej­sza jest Miłość. Ale taka, którą mozna się dzie­lić. Zga­dzam się też, że cier­pie­nia nie można cele­bro­wać.
    Tu nie o to cho­dzi.
    Tu cho­dzi o ofia­ro­wa­nie. O przyj­mo­wa­nie, dawa­nie. Ofia­ro­wuję dla­tego, że kocham. A nie dla­tego, że cierpię.

  9. monika Says:

    Prze­czy­ta­łam ostat­nio taką myśl, która prze­wró­ciła do góry nogami moje myśle­nie. „Nie «potrze­buję» cię, dla­tego cię kocham, ale KOCHAM cię i dla­tego cię potrze­buję“. I dla­tego, że kocham kogoś, pra­gnę dla niego dobra, pra­gnę dla niego coś od sie­bie, z sie­bie poda­ro­wać, ofia­ro­wać. To doty­czy miło­ści wzglę­dem bliź­niego. I wzglę­dem miło­ści do Pana Boga. Przede wszystkim.

  10. Anna Says:

    Jeżeli umiem zamie­nić cier­pie­nie na miłość to nie
    muszę ofia­ro­wy­wać cierpienia.Nie rozu­miem jak można
    ofia­ro­wać cierpienie,komu to potrzebne,ofiarować miłość
    –tak jak najbardziej-​ale ofia­ro­wać cierpienie-​straszny
    prezent.A ofia­ro­wy­wać cier­pie­nia Panu Bogu-​po co?
    czy tym udo­wad­niamy swoją miłość do Niego? a nie lepiej
    ofia­ro­wać wła­śnie miłość.Wiem,że się ze mną nie zgo­dzisz
    ale ja mam taki pogląd:cierpieć w ukry­ciu i nie dzie­lić się cier­pie­niem ale miłością.Pozdrawiam.

  11. monika Says:

    Bóg jest Miło­ścią. Nie cier­pie­niem. I to w Tej Miło­ści żyjemy. Dla Niej. Nie dla cier­pie­nia. Uwa­żam, że moty­wem naszego jakie­go­kol­wiek dzia­ła­nia, chce­nia, pra­gnie­nia powinna być Miłość. Chry­stus poszedł na krzyż z Miło­ści. Do Ojca i do nas. Nato­miast jeśli cho­dzi o Twój ostatni pogląd, zga­dzam się z nim. Św. Tere­ska nawet mówiła, żeby Jezu­sowi choć tro­chę ulżyć, trzeba uda­wać, że cier­pie­nia nie ma. Pozdrawiam.

  12. monika Says:

    Nie można oddzie­lać Miło­ści od cier­pie­nia. To tak jakby przyj­mo­wać Chry­stusa ale bez Jego krzyża. Cier­pie­nie wypływa z Miłości.

  13. Anna Says:

    Do Moniki.
    Zupeł­nie nie rozu­miesz moich wypowiedzi.Twój pogląd
    na miłość i cier­pie­nie po pro­stu mnie bawi.„nie można
    oddzie­lać miło­ści od cierpienia“-dzięki za taką miłość
    w którą wpi­sane jest od początku cierpienie-​w miło­ści
    nie cho­dzi o cier­pie­nie ale o kochanie-​ale widzę,że Ty
    kochasz cier­pieć i wszystko Ci się z tym koja­rzy.
    Powodzenia.

  14. monika Says:

    Nie kocham cier­pieć ale ofia­ro­wy­wać. Sta­ram się…
    Aniu to może trudno nam zro­zu­mieć, że miło­ści nie można oddzie­lać od krzyża ani krzyża oddzie­lać od miło­ści. W parze idzie zawsze miłość i cier­pie­nie. Krzyż stał się sym­bo­lem miło­ści i cier­pie­nia.
    I to nie jest tylko mój pogląd.

  15. ela Says:

    To prawda Moniko, nie jesteś odosob­niona w Twoim poglą­dzie. Powyż­szą notkę prze­czy­ta­łam jed­nym tchem, piękna ! I powiem Ci jesz­cze że Ci zazdrosz­czę, bo masz co ofia­ro­wać Panu. A moje ręce cią­gle są puste…

  16. monika Says:

    Dla­czego nie­któ­rzy decy­dują się oddać część sie­bie kocha­nej oso­bie? Dosłow­nie. Decy­dują się oddać np. nerkę swo­jemu dziecku? Bo KOCHAJĄ! Widzą, że ich dziecko cierpi. Nie patrzą na to, że będą musieli przejść ope­ra­cję, prze­szczep, że będzie ich boleć, będą sami cier­pieć. Że do końca życia będą musieli żyć z jedną nerką. Dla nich naj­waż­niej­sze jest zdro­wie (a czę­sto i życie) dziecka.
    Robią to z Miło­ści do niego. Czy ich „pre­zent“ jest straszny? Nie. Prze­ciw­nie. Jest piękny. I daje życie dru­giej osobie.

    To tylko przy­kład. Takie przy­kłady można mnożyć.

  17. monika Says:

    Elu… ofia­ruj Panu Bogu sie­bie. Swoje życie. To naprawdę piękna ofiara. Bar­dzo piękna.

  18. Anna Says:

    W związku z ostat­nią wypo­wie­dzią Moniki mam pyta­nie:
    Zycie dał nam Bóg-​od Niego pochodzi,więc dla­czego
    pro­po­nu­jesz aby życie ofia­ro­wać Bogu?-zwrócić Mu
    swoje życie to zna­czy nie przy­jąć życia?Co to za obse­sja
    z tą ofiarą?-a bez ofiary żyć nie można? Czy żyjemy po to
    aby cią­gle coś Bogu ofia­ro­wy­wać? OBSE­SJA !
    Już nie będę się wypo­wia­dać bo takie poglądy są dla mnie jakieś paranoidalne.Chyba,że jesteś bar­dzo chora i nie możesz korzy­stać z życia normalnie-?????????????????

  19. ela Says:

    Do Moniki. Wiesz pró­buję, ale cią­gle mam wra­że­nie że ofia­ro­wuję z tego co mi zbywa a nie wszystko, nie „wdowi grosz“. Rozu­miesz ? Ale to chyba nie tylko mój pro­blem :)
    Cią­gle czuję się jak poga­nin co to zabiega o względy tego świata…
    Do Anny: to żadna obse­sja. Trzeba kochać żeby chcieć i umieć ofia­ro­wać :)

  20. monika Says:

    Kiedy apo­stoł Paweł pisze o tym, aby­śmy byli ofiarą miłą Bogu, pisze o zasa­dzie życia, która sta­wia na pierw­szym miej­scu Boga i Jego wymogi. Zasada ta doty­czy tego co jemy, co pijemy, w co się ubie­ramy, co czy­tamy i oglą­damy, co robimy ze swoim cza­sem, a także jak korzy­stamy z naszych ducho­wych darów.
    I jesz­cze link:
    http://www.apostol.pl/rozwazania/rozne/ofiarowa%C4%87-si%C4%99-bogu
    Mowa w nim jest o ofia­ro­wa­niu Bogu Dziecka ale ofia­ro­wać
    Bogu może się każdy.
    “ Cóż mam czego bym nie otrzy­mał“. Kiedy ofia­ru­jemy Bogu to co mamy, życie, odda­jemy się w Jego Ręce. Ta świa­do­mość spra­wia, że jeste­śmy wolni, że nic tu na świe­cie nas nie „trzyma“. Bo nale­żymy do Niego.
    I to nie ma nic wspól­nego z moją cho­robą. Ani nie jest obse­sją. Tylko życiem wiarą.
    I jesz­cze jedno, Aniu, jeśli nie chcesz niczego Bogu ofia­ro­wać — nie musisz. Twój wybór.
    Pozdra­wiam Cię serdecznie.

  21. monika Says:

    http://​www​.deon​.pl/​r​e​l​i​g​i​a​/​d​u​c​h​o​w​o​s​c​-​i​-​w​i​a​r​a​/​z​y​c​i​e​-​i​-​w​i​a​r​a​/​a​r​t​,​3​1​6​,​z​o​s​t​a​n​-​b​o​z​y​m​-​p​a​r​a​n​o​i​k​i​e​m​.html

  22. Anna Says:

    Po dokład­nym prze­czy­ta­niu tekstu:„Ofiara“ mówię
    NIE dla cier­pie­nia i ofiary– to jest samo­bi­czo­wa­nie
    a mamy prze­cież XXI wiek-​świat idzie z postę­pem
    a tu cią­gle o cier­pie­niu i ofiarowaniu.PARANOJA!!!

  23. monika Says:

    Jak sądzę uwa­żasz też, że to, że Chry­stus cier­piał z miło­ści do Cie­bie na krzyżu to też jest paranoja.

  24. monika Says:

    Aniu idąc za rokiem Two­jego myśle­nia można by przy­jąc to co napi­sa­łam powy­żej jako prawde. Ale prze­cież to nie­prawda! Chry­stus cier­piał na krzyżu za moje grze­chy. Wobec tego faktu nie potra­fię przejść obo­jęt­nie. Pra­gne odpo­wie­dzieć Mu swoim życiem.
    Sza­nuje Twój pogląd jed­nak nie zga­dzam się z nim. Pozdrawiam.

  25. monika Says:

    :) I do Eli: Poga­ni­nem nie jesteś napewno. Tak to jest, że cią­gle mamy dążyć do ide­ału. Ale czę­sto nam nie wycho­dzi. Dajemy Bogu z tego co nam zbywa. Wiem to po sobie. Za mało kochamy chyba…

  26. Anna Says:

    Nie wiem za czyje grze­chy Chry­stus cier­piał na krzyżu–
    za moje napewno nie ponie­waż jesz­cze wtedy nie żyłam.A i tak widzimy,że to cier­pie­nie nic nie dało bo ludzie nadal grzeszą,zabijają i.td.Więc co dało to cier­pie­nie na
    krzyżu?????? Mam na ten temat swoje zda­nie i go nie zmienię.Cierpienie Chry­stusa nie zba­wiło świata ponie­waż w dal­szym ciągu świat jest zły a nam się cią­gle wma­wia cier­pie­nie i zba­wie­nie tylko od czego i po co.Takie są moje rozważania.Chyba Chry­stus będzie musiał przyjść ponow­nie tylko po co??????? I tyle na ten temat.

  27. monika Says:

    Brak słów.…

  28. Anna Says:

    A szkoda.….!

  29. xTom Says:

    http://​www​.youtube​.com/​w​a​t​c​h​?​v​=​D​f​f​h​k​T​7​-​d​W​M​&​a​m​p​;​f​e​a​t​u​r​e​=​r​e​lated

  30. ela Says:

    Wiesz Anno, aż ciarki cho­dzą po ple­cach kiedy czy­tam Twoje słowa. Są okrutne. To bluź­nier­stwo !Przy­po­mina mi się wiersz który kie­dyś czy­ta­łam na tym blogu
    „Byłam Mag­da­leną.
    Przy­wlo­kłam się za nim na Gol­gotę
    i sta­nę­łam opo­dal krzyża pełna lęku,
    bo była tam Jego Matka,
    która mogła powie­dzieć, że moje miej­sce wśród tych,
    co Go na śmierć wydali…
    I spo­tka­łam Jej wzrok — bez cie­nia urazy.
    Prze­su­nęła się nawet nieco,
    bym mogła podejść bli­żej.
    Popa­trzy­łam teraz na Niego.
    Wyczy­ta­łam w gasną­cym spoj­rze­niu
    nie żal,
    nie potę­pie­nie,
    nie wyrzuty,
    ale słowa wdzięcz­no­ści:
    Dzię­kuję ci, Mario, że nie pozwa­lasz,
    abym dla cie­bie umarł na próżno“ Z. Zaborowska

  31. monika Says:

    Jestem poru­szona. Potrze­bo­wa­łam tego.
    Bóg aż tak bar­dzo mnie kocha…!!!
    Będę Go pro­sić, bła­gać, zeby zanu­rzył mnie w Swoim cier­pie­niu. Jesz­cze bar­dziej! I będę pro­sić, żebym nigdy nie stała się let­nia. Tylko gorąca!
    Nie wolno pozwo­lić, żeby Jego Miłość i Jego Cier­pie­nie było lek­ce­wa­żone.
    Przez to Jego Serce cierpi jesz­cze bar­dziej.
    Nie chcę żeby cier­piało przeze mnie.…

  32. ela Says:

    Powy­żej umie­ścił Ksiądz link do „Kaza­nia o cier­pie­niu“, a ja przy oka­zji wysłu­cha­łam „Szo­ku­ją­cego kaza­nia“ Paula Washera z listy po prawej(słuchał Ksiądz ?). Piękne kaza­nie, czło­wiek ten swoją cha­ry­zmą przy­po­mina mi ks. Pawlukiewicza. Ale z jed­nym zda­niem nie mogę się zgo­dzić. Padło tam stwier­dze­nie „Ludzie mówią, że krzyż jest zna­kiem tego ile wart jest czło­wiek. To nie jest prawda. Krzyż jest zna­kiem tego że jeste­śmy tak zde­pra­wo­wani, iż wyma­gało to śmierci Bożego jedy­nego Syna “ A ja patrząc na krzyż dopiero z całą wyra­zi­sto­ścią widzę jak wiele jestem warta, jak cenna jestem w oczach Ojca, to dla mnie Bóg Boga ukrzyżował !

  33. Anna Says:

    Wszystko to pre​hi​sto​ria​.My żyjemy tu i teraz a o
    pre­hi­sto­rii możemy sobie poczy­tać a nie żyć według
    tam­tych prawd,które nijak nie przy­stają do rzeczywistości.Proszę nie odsą­dzać mnie od czci i wiary–
    jestem po pro­stu realistką.Chcę i myślę pozy­tyw­nie i nie
    będę uda­wać cier­pięt­nicy bo to nie jest mi do niczego potrzebne.Bez takich „wiel­kich“ słów jak powyżej,komu i po co to ma służyć.?Chyba,że osoba pisząca jest zakon­nicą?
    P.S.dzięki za fil­miki na Youtube-interesujące.Pozdrawiam.

  34. Anna Says:

    Do Eli:nie bądz śmieszna, to nie dla Cie­bie Bóg Boga
    ukrzyżował-​nawet w prze­no­śni to brzmi jak here­zja i
    naprawdę nie jesteś aż tyle warta-​przeceniasz się!
    Z Waszych wypo­wie­dzi widzę wyra­znie ‚że„tylko spo­kój
    może nas uratować“-to infantylizm.

  35. Nika Says:

    Kró­le­stwo Boże, to kró­le­stwo miłości.

    Duchu Święty …
    przyjdź i roz­pal nas i utul nas,
    Miłość nam daj…“

    Duchu Święty, ucz nas roz­po­zna­wać w każ­dym czło­wieku Jezusa.

  36. Anna Says:

    A to już schizofrenia.

  37. monika Says:

    Nie Anno.
    To wiara i modlitwa.

Leave a Reply