Boży ogród

Posted by: xTom in Ewangelia 1 Comment »

Pew­nego dnia, gdy Jezus nauczał, sie­dzieli przy tym fary­ze­usze i uczeni w Pra­wie, któ­rzy przy­szli ze wszyst­kich miej­sco­wo­ści Gali­lei, Judei i Jero­zo­limy. A była w Nim moc Pań­ska, że mógł uzdrawiać.

Wtem jacyś ludzie nio­sąc na łożu czło­wieka, który był spa­ra­li­żo­wany, sta­rali się go wnieść i poło­żyć przed Nim. Nie mogąc z powodu tłumu w żaden spo­sób przy­nieść go, wyszli na pła­ski dach i przez powałę spu­ścili go wraz z łożem w sam środek przed Jezusa. On widząc ich wiarę, rzekł: „Czło­wieku, odpusz­czają ci się twoje grzechy“.
Na to uczeni w Piśmie i fary­ze­usze poczęli się zasta­na­wiać i mówić: „Któż On jest, że śmie mówić bluź­nier­stwa? Któż może odpusz­czać grze­chy prócz samego Boga?“
Lecz Jezus przej­rzał ich myśli i rzekł do nich: „Co za myśli nur­tują w ser­cach waszych? Cóż jest łatwiej powie­dzieć: «Odpusz­czają ci się twoje grze­chy», czy powie­dzieć: «Wstań i chodź?» Lecz aby­ście wie­dzieli, że Syn Czło­wie­czy ma na ziemi wła­dzę odpusz­cza­nia grze­chów“ — rzekł do spa­ra­li­żo­wa­nego: „Mówię ci, wstań, weź swoje łoże i idź do domu“. I natych­miast wstał wobec nich, wziął łoże, na któ­rym leżał, i poszedł do domu, wiel­biąc Boga.
Wtedy zdu­mie­nie ogar­nęło wszyst­kich; wiel­bili Boga i pełni bojaźni mówili: „Prze­dziwne rze­czy widzie­li­śmy dzisiaj“.
Bóg, który mocen jest zamie­nić pusty­nię w kwit­nący ogród. W obli­czu para­liżu duszy, woli, uczuć Bóg może doko­nać cudu uzdro­wie­nia. Wobec wyja­ło­wie­nia i wyschnię­cia. Nie­zdol­no­ści do zro­dze­nia życia, osa­mot­nie­nia, bez­rad­no­ści. Bóg mocen jest wypro­wa­dzić życie ze śmierci. On widzi poten­cjał tam gdzie wzrok czło­wieka widzi tylko śmierć.

Niech się roz­we­seli pusty­nia i spie­czona zie­mia, niech się raduje step i niech roz­kwit­nie! Niech wyda kwiaty jak lilie polne, niech się roz­ra­duje także ska­cząc i wykrzy­ku­jąc z ucie­chy. Chwałą Libanu ją obda­rzono, ozdobą Kar­melu i Saronu. Oni zoba­czą chwałę Pana, wspa­nia­łość naszego Boga. Pokrzep­cie ręce osła­błe, wzmoc­nij­cie kolana omdlałe!

Powiedz­cie mało­dusz­nym: „Odwagi! Nie bój­cie się! Oto wasz Bóg, oto pomsta“; przy­cho­dzi Boża odpłata; On sam przy­cho­dzi, aby was zba­wić. Wtedy przej­rzą oczy nie­wi­do­mych i uszy głu­chych się otwo­rzą. Wtedy chromy wysko­czy jak jeleń i język nie­mych wesoło krzyk­nie. Bo try­sną zdroje wód na pustyni i stru­mie­nie na ste­pie; spie­czona zie­mia zmieni się w staw, spra­gniony kraj w kry­nice wód (…)“. Naj­pięk­niej­sze pro­roc­two nadziei adwen­to­wej. Pro­roc­two bło­go­sła­wio­nej słabości.

„W mesjań­skim pro­gra­mie Chry­stusa, który jest zara­zem pro­gra­mem kró­le­stwa Bożego, cier­pie­nie jest w świe­cie po to, ażeby wyzwa­lało miłość, ażeby rodziło uczynki miło­ści bliź­niego, ażeby całą ludzką cywi­li­za­cję prze­twa­rzało w „cywi­li­za­cję miło­ści“. (Jan Paweł II)

Zaproś Boga na swoją pusty­nię. Sła­bość pod­dana doty­kowi Jezusa staje się bramą. „Dopóki chleb nie zosta­nie poła­many, nikt się nie posili, nikt nie znaj­dzie pokrze­pie­nia“. Ofia­ro­wać Bogu swoje poła­ma­nie, włą­czyć je w Ofiarę Syna to doznać cudu prze­miany, nakar­mie­nia wielu. To w końcu doświad­czyć Zmartwychwstania.

Wydaje mi się, że już pole­ca­łem tę pio­senkę, ale nie zaszko­dzi odsłu­chać jej jesz­cze raz.

TWÓJ KRZYŻ

Głos na pustyni

Posted by: xTom in Ewangelia 1 Comment »

Począ­tek Ewan­ge­lii o Jezu­sie Chry­stu­sie, Synu Bożym. Jak jest napi­sane u pro­roka Iza­ja­sza: „Oto Ja posy­łam wysłańca mego przed Tobą; on przy­go­tuje drogę Twoją. Głos woła­ją­cego na pustyni: «Przy­go­tuj­cie drogę Panu, pro­stuj­cie ścieżki dla Niego»“.

Wystą­pił Jan Chrzci­ciel na pustyni i gło­sił chrzest nawró­ce­nia na odpusz­cze­nie grze­chów. Cią­gnęła do niego cała judzka kra­ina oraz wszy­scy miesz­kańcy Jero­zo­limy i przyj­mo­wali od niego chrzest w rzece Jor­dan, wyzna­jąc przy tym swoje grze­chy. Jan nosił odzie­nie z sier­ści wiel­błą­dziej i pas skó­rzany około bio­der, a żywił się sza­rań­czą i mio­dem leśnym. I tak gło­sił: „Idzie za mną moc­niej­szy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby się schy­lić i roz­wią­zać rze­myk u Jego san­da­łów. Ja chrzci­łem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym“.
II nie­dziela adwentu. Już jakoś widać święta. Spi­rala pośpie­chu nakręca się coraz bar­dziej. Sklepy świę­tują już od kilku tygo­dni. A my sta­ramy się trwać, czu­wać. II nie­dziela to także druga cześć odpo­wie­dzi na pyta­nie jak spo­tkać Boga? Pierw­sza część to czu­wa­nie. Część druga to Głos na pustyni. Jan gro­ma­dził mar­gi­nes spo­łeczny. Szli do niego wszy­scy pyta­jąc co mają czy­nić. On odpo­wia­dał banal­nie. Oddaj drugą suk­nię jeśli masz dwie, nie pobie­raj wię­cej niż jest Ci naka­zane itd. Rób to co w zasięgu ręki, takie adwen­towe posta­no­wie­nia. Przy­cho­dzi jed­nak moment, i Jan go prze­czuwa, że to nie wystar­cza, że potrzeba cze­goś wię­cej. Idzie moc­niej­szy ode Mnie. Wypro­stuj­cie drogi. Wypro­stuj drogi życia. Bóg przy­cho­dzi zawsze naj­prost­szą drogą. To my cza­sem tak zagma­twamy sobie serce, że trudno nam zna­leźć drogę. Wyty­czamy ścieżki naszego życia. Ścieżkę do samego sie­bie. Apli­ku­jemy sobie tanie pocie­sze­nia, żeby nie zaj­mo­wać się wła­snymi pro­ble­mami, sta­ramy się kochać tak, żeby nie bolało. Wyty­czamy ścieżkę do naszych bli­skich, ścieżkę do Boga. Czę­sto pokrę­cone ścieżki, pełne małych moty­wa­cji. Pro­stuj­cie wasze drogi. Wypro­stuj swoje myśle­nie, swoje poję­cia. To istota nawró­ce­nia. Nie zmiana czy­nów, ale myślenia.
Po dru­gie Jan był Sło­wem na pustyni. To dziwne miej­sce. Izra­elici doj­rze­wali idąc po pustyni. Szli 40 lat choć tę drogę można poko­nać w dwa tygo­dnie. Chry­stus wycho­dził na pusty­nię. Pierwsi chrze­ści­ja­nie, któ­rzy chcieli żyć głę­biej także wycho­dzili. Na pustyni trzeba czu­wać. To miej­sce umie­ra­nia jakiejś nadziei. I rodzi się pokusa ucieczki. Kiedy zosta­jesz sam na sam ze sobą wkra­czasz na pusty­nię. Kiedy sta­jesz twa­rzą w twarz z Bogiem na ado­ra­cji, wkra­czasz na pusty­nię. I rodzi się pokusa ucieczki. Wyjść, czy­tać, włą­czyć radio czy tele­wi­zor. Byleby tylko nie wytrwać w ciszy. A mimo to pusty­nia jest ogro­dem Boga. Ucie­kamy bo pustyni nie da się oszu­kać. Tu nie działa żaden z przy­kle­ja­nych uśmie­chów. „Pusty­nia kocha nagich“ pisał Hie­ro­nim. Tych, co nic nie ukry­wają, któ­rym nie zależy tylko na dobrym wra­że­niu, któ­rzy nie kano­ni­zują samych sie­bie. Pusty­nia to także miej­sce dzia­ła­nia złego ducha, to miej­sce jego sza­leń­stwa. Ten, który niósł świa­tło, stał się księ­ciem ciem­no­ści, strą­cony i doświad­cza­jący sza­leń­stwa utraty. Pro­du­kuje fata­mor­gany, owoc swo­jego wła­snego sza­leń­stwa. Wyczer­pany zbli­żasz się do cze­goś i doświad­czasz roz­pa­czy utraty. Jeśli więc wsze­dłeś jak Jan na pusty­nię i doświad­czasz tam potę­pie­nia, oskar­że­nia i pogardy to nie spo­tka­łeś Boga. Jeśli doświad­czasz roz­pa­czy to nie spo­tka­łeś Boga, ale oskar­ży­ciela. Bóg odsła­nia nasze grze­chy, zale­wa­jąc je jed­no­cze­śnie nadzieją. Sza­ta­nowi zależy tylko na praw­dzie. Na praw­dzie bez miło­ści. Na takiej praw­dzie, która zabije. Jest jed­nak Bóg, który potrafi cze­kać. Bóg adwentu, Bóg pustyni. Pro­stuj­cie ścieżki na pustyni życia. Pozwól, aby pusty­nia pro­sto­wała Twoje serce. Miej odwagę wyjść i daj się prowadzić.
I część ostat­nia. Jan mówi, że chrzci wodą, ale idzie moc­niej­szy od niego. Jan usta­wia w kolejce, mówiąc że przyj­dzie lekarz. Za chwilę. To eucha­ry­styczne doświad­cze­nie wska­za­nia. Nam księ­żom penie daleko do Jana, ale sche­mat jest ten sam. Każdy kapłan gło­szący homi­lię, kaza­nie może wska­zać na ołtarz i zacy­to­wać Jana: Idzie moc­niej­szy ode mnie. On ma moc zmie­nić twoje życie. Przyj­dzie w komu­nii świę­tej, nie­po­zor­nie, jak kie­dyś pośród ludzi nad brze­giem Jor­danu. Prze­cież za chwilę kapłan wypo­wie: Oto Bara­nek Boży. Eucha­ry­stia jest chle­bem na pustyni. Manną dawaną w dro­dze. Izrael dozna­jąc zmę­cze­nia i zwąt­pie­nia otrzy­muje mannę. Doznaje zdzi­wie­nia: Man-​hu? Co to jest? W Egip­cie były garnki pełne mięsa, a tu jest tylko ten pokarm mizerny. Wyjść z ziemi nie­woli, wkro­czyć na pusty­nię ozna­cza doświad­czyć banal­no­ści Eucha­ry­stii. I nic tak nie zabija ufno­ści jak rutyna. Auto­ma­tyzm „pro­duk­cji Pana Jezusa“ i „poże­ra­nia“. Bez­boż­ność nas kato­li­ków, któ­rzy kar­mimy się żywym Bogiem i uśmier­camy Go wiarą ani zimną, ani gorącą. Przyj­mu­jemy Boga na pustyni, sły­szymy Jego głos w każ­dej Mszy świę­tej, wycho­dzimy z kościoła i wiara się koń­czy. „Obyś był zimny albo gorący“. Adwen­towe czu­wa­nie i nadzieja na spo­tka­nie przy­cho­dzą­cego Boga ma wymiar słu­cha­nia Słowa na pustyni, oraz doświad­cza­nia smaku manny z nieba. Idzie moc­niej­szy ode mnie… A Słowo stało się cia­łem i zamiesz­kało mię­dzy nami…
(Korzy­sta­łem m.in. z książki: M. Adam­ski, Przejść pusty­nię, czyli od roz­pa­czy do nadziei, Poznań 2006. Obraz: Bar­to­lome Gon­za­lez y Ser­rano, Jan Chrzci­ciel 1612 r.)

Reflek­sja nad kawą

Posted by: xTom in Ewangelia 8 Comments »

Korzy­sta­jąc z wol­nego popo­łu­dnia uda­łem się na spa­cer, obiad, kawę i do kina. Cho­dzi­łem, jadłem, roz­ko­szo­wa­łem się mro­żoną latte i myśla­łem. Oczy­wi­ście nie jest to notka auto­bio­gra­ficzna. Piszę ponie­waż mia­łem „przy­jem­ność“ zarówno przy obie­dzie jak i przy kawie czy­tać pro­po­no­waną prasę. Nie dziwi mnie, że zna­la­złem wyłącz­nie arty­kuły wzy­wa­jące do oswo­bo­dze­nia myśli z reli­gij­nych nale­cia­ło­ści i tego typu podobne tek­sty. Nie dziwi mnie nawet pochwała walki o wyzwo­le­nie kobiet jaką pro­wa­dzi pani Wanda Nowicka. Niczym nowym nie było także to, że nie zna­la­złem żadnej świą­tecz­nej kartki. Świą­tecz­nej to zna­czy mówią­cej, że są to święta Bożego naro­dze­nia. Wiem, że ocze­kuje może zbyt wiele, ale nie kupię kartki chwa­lą­cej pada­jący śnieg. Powiem wię­cej, nie kupię kartki z kato­licką tan­detą, czyli bro­ka­to­wym boba­sem. W każ­dym razie czy­ta­jąc nad kawą to, co jest pro­po­no­wane naszła mnie myśl: a gdzie są chrze­ści­ja­nie? Piszę to także z powodu 20 lat ist­nie­nia radia Maryja. Mam swoje zarzuty do tej sta­cji i myślę, że są one dość dużego kali­bru. Nie­stety Kościół odpu­ścił sobie kato­lic­kie media i sku­tek widać. Ludzie kar­mią się tym, co mają podane. Tak jest w samo­lo­tach, restau­ra­cjach, pocią­gach. Myśl prze­nika, a owoce widać. Czy jeste­śmy ska­zani na bycie oblę­żoną twier­dzą? Na wieczną obronę? Dla­czego to co kato­lic­kie musi czę­sto koja­rzyć się z czymś tanim i tan­det­nym? A jeśli jest coś dobrego to nie potra­fimy tego bro­nić. Pisa­łem już o tym, ponie­waż kie­dyś na tere­nie War­szawy i oko­lic funk­cjo­no­wało radio św. Józef. Potem nazy­wało się „Józef“, potem „Plus Józef“ i w końcu „Plus“. Cie­kawa ewo­lu­cja, prawda? Wraz ze zmianą nazwy szła zmiana tre­ści, aż kiedy usły­sza­łem na ante­nie tegoż radia utwór „Masz naj­pięk­niej­szą d… na świeci“, to posta­no­wi­łem, iż będzie to ostani dzień kiedy słu­cham tej sta­cji. Prze­łą­czy­łem się na radio Maryja. I cho­ciaż mam mnó­stwo zastrze­żeń, to nie zostaje mi nic innego. Nie będę już poru­szał sprawy tele­wi­zji. Nie­stety prze­kaz wiary idzie przez kul­turę. Dziś jest to kul­tura obraz­kowa. Idąc na kawę czy jadąc pocią­giem jestem zmu­szony zabie­rać wła­sną lek­turę. I gene­ral­nie nie mam z tym pro­blemu, ponie­waż zawsze jest kilka ksią­żek, które jesz­cze leżą na półce „do prze­czy­ta­nia“. Zanie­dba­nie jed­nak jest na tyle poważne, że odbija się ono czkawką. Jeśli nie potra­fimy, wło­żyć wiary w dobre, pro­fe­sjo­nalne ramy kul­tury i z nią dotrzeć do ludzi tam, gdzie oni żyją, gro­ma­dzą się, myślą i dys­ku­tują, to mar­nie widzę przy­szłość Kościoła w Pol­sce. Pisa­łem nie­dawno o arcy­bi­sku­pie Ful­to­nie J. She­enie. Wiem, że cha­ry­zmą biskupa nie jest bycie tzw. szoł­me­nem, ale czy ska­zani jeste­śmy na brak jakiej­kol­wiek cha­ry­zmy? Czy odpo­wie­dzią Kościoła hie­rar­chicz­nego będą tylko listy, zwięk­sza­jące ilość maku­la­tury przy­pa­da­ją­cej na para­fia­nina, oraz pro­gramy dusz­pa­ster­skie, któ­rych reali­za­cji nikt nie spraw­dza? Ludzie tego świata są roz­trop­niejsi… Oczy­wi­ście ktoś zapyta: No może i prawda, ale co ja mogę zro­bić w tej sytu­acji? Otóż lokal­nie zawsze możemy pod­rzu­cić jakiś dobry tytuł. Czy to w pracy czy w w domu swoim dzie­ciom. Zawsze można nie zamy­kać dobrej inter­ne­to­wej strony i zosta­wić ją na pasku. Pew­nie opcji jest dużo. Trzeba tylko prze­jąć się i szu­kać roz­trop­nych spo­so­bów, by pro­pa­go­wać to, co dobre. Jesz­cze mamy kilka dobrych por­tali i tytu­łów pra­so­wych. Co do tele­wi­zji i radia. No cóż, pozo­staje modlitwa…

Jezus obcho­dził wszyst­kie mia­sta i wio­ski. Nauczał w tam­tej­szych syna­go­gach, gło­sił Ewan­ge­lię kró­le­stwa i leczył wszyst­kie cho­roby i wszyst­kie słabości.

A widząc tłumy ludzi, lito­wał się nad nimi, bo byli znę­kani i porzu­ceni, jak owce nie mające paste­rza. Wtedy rzekł do swych uczniów: „Żniwo wpraw­dzie wiel­kie, ale robot­ni­ków mało. Pro­ście więc Pana żniwa, żeby wypra­wił robot­ni­ków na swoje żniwo“.
Wtedy przy­wo­łał do sie­bie dwu­na­stu swo­ich uczniów i udzie­lił im wła­dzy nad duchami nie­czy­stymi, aby je wypę­dzali i leczyli wszel­kie cho­roby i wszel­kie słabości.
Tych to Dwu­na­stu wysłał Jezus, dając im nastę­pu­jące wska­za­nia: „Idź­cie do owiec, które pogi­nęły z domu Izra­ela. Idź­cie i gło­ście: Bli­skie już jest kró­le­stwo nie­bie­skie. Uzdra­wiaj­cie cho­rych, wskrze­szaj­cie umar­łych, oczysz­czaj­cie trę­do­wa­tych, wypę­dzaj­cie złe duchy. Darmo otrzy­ma­li­ście, darmo dawajcie“.

W tych kra­jach bar­dzo wielu nie jest chrze­ści­ja­nami tylko dla­tego, że nie ma nikogo, kto by wśród nich apo­sto­ło­wał. Czę­sto wspo­mi­nam, jak to daw­niej, na uczel­niach euro­pej­skich, a szcze­gól­nie na Sor­bo­nie, wyszedł­szy z sie­bie, krzy­cza­łem do tych, któ­rzy mają wię­cej wie­dzy niż miło­ści, i nawo­ły­wa­łem ich tymi sło­wami: O jak wiele dusz z waszej winy traci niebo i pogrąża się w otchłań pie­kła!” To święty Fran­ci­szek Ksa­wery, sza­le­niec Boga. Wię­cej wie­dzy niż miło­ści i owce, które nie mają paste­rza, znę­kane i porzu­cone. Przy­czyna i sku­tek. Spo­łe­czeń­stwo tak bar­dzo wykształ­cone, że zapo­mina kochać przede wszyst­kim. Żniwo jest wiel­kie, a robot­ni­ków zbyt mało. Jak mają wie­rzyć, skoro im nikt nie gło­sił? Jak mają usły­szeć skoro są głusi? Jak mają kochać skoro wystar­czy im wie­dza? Skąd mają wziąć się paste­rze skoro w rodzi­nach brak miło­ści i modli­twy? Mądra i piękna Gre­cja nie zba­wiła świata. Wielki i potężny Rzym też upadł, choć miał być wieczny. Prze­trwała nie­po­zorna Miłość ukrzy­żo­wana. Zgor­sze­nie dla Żydów i głup­stwo dla pogan. Nie daj mi Boże znać niczego innego…

Nie dla nagrody kocham Cię, mój Panie!
Lecz tak, jak Ty mnie uko­cha­łeś, Boże,
chce Cie­bie serce kochać, ile może!
Tyś Król mój, Bóg mój, jedyna ostoja!
Innej pobudki nie zna miłość moja

Prze­ło­mo­wym doświad­cze­niem w życiu św. Fran­ciszka Ksa­we­rego były trzy­dzie­sto­dniowe Ćwicze­nia duchowne odpra­wione pod kie­run­kiem samego Igna­cego. Był to czas ducho­wej walki. Żeby wytrwać do końca na trwa­ją­cych godzinę pię­ciu medy­ta­cjach dzien­nie, przy­wią­zy­wał się do krzesła“.

Pole­cam doświad­cze­nie reko­lek­cji metodą świę­tego Igna­cego. Oczy­wi­ście nie trzeba od razu spę­dzić trzy­dzie­stu dni i przy­wią­zy­wać się do krze­sła :) Co do ter­mi­nów, wystar­czy wpi­sać w google „reko­lek­cje igna­cjań­skie“. Kiedy strona zosta­nie napra­wiona, dowie­cie się wszyst­kich szczegółów.

(obraz: P.P. Rubens, św. Fran­ci­szek Ksawery)

Na skale

Posted by: xTom in Ewangelia 1 Comment »

Jezus powie­dział do swo­ich uczniów: „Nie każdy, który Mi mówi: «Panie, Panie», wej­dzie do kró­le­stwa nie­bie­skiego, lecz ten, kto speł­nia wolę mojego Ojca, który jest w niebie.

Każ­dego więc, kto tych słów moich słu­cha i wypeł­nia je, można porów­nać z czło­wie­kiem roz­trop­nym, który dom swój zbu­do­wał na skale. Spadł deszcz, wez­brały potoki, zerwały się wichry i ude­rzyły w ten dom. On jed­nak nie runął, bo na skale był utwierdzony.
Każ­dego zaś, kto tych słów moich słu­cha, a nie wypeł­nia ich, można porów­nać z czło­wie­kiem nie­roz­sąd­nym, który dom swój zbu­do­wał na pia­sku. Spadł deszcz, wez­brały potoki, zerwały się wichry i rzu­ciły się na ten dom. I runął, a upa­dek jego był wielki“.
Słu­chaj Izra­elu. Słu­chaj i czyń. Pozwól sobie na ciszę i milcz, cze­ka­jąc na łagodny szmer. Można iść na skróty, budo­wać szybko, łatwo i tanio. Duchowy fast food. Trud­niej wle­wać latami zimny beton pod powierzch­nię ziemi i budo­wać, choć nie widać efek­tów. Budowa na pia­sku kom­pro­mi­sów, ukła­dów. Jak zamek z pia­sku nad mor­skim brze­giem, odej­dzie z pierw­szą falą. To, co przy­cho­dzi z zewnątrz i co rodzi się w czło­wieku, jak burza odsła­nia fun­da­menty. Oca­leje tylko dom, który wbu­do­wany był głę­boko w Skałę. Słu­chaj Słowa i wypeł­niaj je. Bóg jest zawsze głębiej.
(zdję­cie: Petra, frag­ment mia­sta Naba­tej­czy­ków, a kon­kret­nie „Deir“ — Klasztor)