Pokój snu

Posted by: xTom in Ewangelia 2 Comments »

Przez cały dzień Jezus nauczał w przy­po­wie­ściach. Gdy zapadł wie­czór owego dnia, rzekł do uczniów: „Prze­prawmy się na drugą stronę”. Zosta­wili więc tłum, a Jego zabrali, tak jak był w łodzi. Także inne łodzie pły­nęły z Nim.
Naraz zerwał się gwał­towny wicher. Fale biły w łódź, tak że łódź się już napeł­niała. On zaś spał w tyle łodzi na wez­gło­wiu. Zbu­dzili Go i powie­dzieli do Niego: „Nauczy­cielu, nic Cię to nie obcho­dzi, że giniemy?” On wstał, roz­ka­zał wichrowi i rzekł do jeziora: „Milcz, ucisz się”. Wicher się uspo­koił i nastała głę­boka cisza.
Wtedy rzekł do nich: „Czemu tak bojaź­liwi jeste­ście? Jakże wam brak wiary?” Oni zlę­kli się bar­dzo i mówili jeden do dru­giego : „Kim wła­ści­wie On jest, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?”

Sen pośród burzy. Sza­leń­stwo żywiołu wewnątrz i na zewnątrz. Burza uczuć, ogar­nia­jący strach, fale, które zale­wają życie, stan zagro­że­nia. Nic Cię to nie obcho­dzi, że giniemy? Czemu nie zabie­rasz głosu, gdy sły­chać krzyk bólu? Brak wam wiary? Cóż może nas odłą­czyć od miło­ści Chry­stu­so­wej? Nie­bez­pie­czeń­stwo, nagość, miecz, burza, cier­pie­nie, śmierć. Nawet jeśli Jego obec­ność jest nie­obecna. Zasnąć w Bogu, nawet gdy wokół sza­leje sztorm. Zejść na taką płasz­czy­znę dotyku Boga, że czu­jemy się jak dziecko na kola­nach Ojca.

I na koniec kilka słów o dzi­siej­szym patro­nie świę­tym Toma­szu z Akwinu. Pod­czas gdy teo­lo­gia cza­sem błą­dzi szu­ka­jąc dróg, warto zwró­cić uwagę na osobę i dzieło tego świę­tego, geniu­sza i myśli­ciela. Dla­tego też umiesz­czam link do arty­kułu o Akwinacie:

DOK­TOR ANIELSKI

Upa­dek

Posted by: xTom in Ewangelia No Comments »

Sza­weł cią­gle jesz­cze siał grozę i dyszał żądzą zabi­ja­nia uczniów Pań­skich. Udał się do arcy­ka­płana i popro­sił go o listy do syna­gog w Damaszku, aby mógł uwię­zić i przy­pro­wa­dzić do Jero­zo­limy męż­czyzn i kobiety, zwo­len­ni­ków tej drogi, jeśliby jakichś znalazł.

Gdy zbli­żał się już w swo­jej podróży do Damaszku, olśniła go nagle świa­tłość z nieba. A gdy upadł na zie­mię, usły­szał głos, który mówił: „Szawle, Sza­wie, dla­czego Mnie prześladujesz?”

Powie­dział: „Kto jesteś, Panie?”

A On: „Ja jestem Jezus, któ­rego ty prze­śla­du­jesz. Wstań i wejdź do mia­sta, tam ci powie­dzą, co masz czynić”.

Ludzie, któ­rzy mu towa­rzy­szyli w dro­dze, onie­mieli ze zdu­mie­nia, sły­szeli bowiem głos, lecz nie widzieli nikogo. Sza­weł pod­niósł się z ziemi, a kiedy otwo­rzył oczy, nic nie widział. Wpro­wa­dzili go więc do Damaszku, trzy­ma­jąc za ręce. Przez trzy dni nic nie widział i ani nie jadł, ani nie pił.

W Damaszku znaj­do­wał się pewien uczeń, imie­niem Ana­niasz. Pan prze­mó­wił do niego w widze­niu: „Ananiaszu!”

A on odrzekł: „Jestem, Panie!”

A Pan do niego: „Idź na ulicę Pro­stą i zapy­taj w domu Judy o Szawła z Tarsu, bo wła­śnie się modli”. (I ujrzał w widze­niu, jak czło­wiek imie­niem Ana­niasz wszedł i poło­żył na nim ręce, aby przejrzał).

Odpo­wie­dział Ana­niasz: „Panie, sły­sza­łem z wielu stron, jak dużo złego wyrzą­dził ten czło­wiek świę­tym Twoim w Jero­zo­li­mie. I ma on także wła­dzę od arcy­ka­pła­nów wię­zić tutaj wszyst­kich, któ­rzy wzy­wają Twego imienia”.

Odpo­wie­dział mu Pan: „Idź, bo wybra­łem sobie tego czło­wieka za narzę­dzie. On zanie­sie imię moje do pogan i kró­lów i do synów Izra­ela. I pokażę mu, jak wiele będzie musiał wycier­pieć dla mego imienia”.

Wtedy Ana­niasz poszedł. Wszedł do domu, poło­żył na nim ręce i powie­dział: „Szawle, bra­cie, Pan Jezus, który uka­zał ci się na dro­dze, którą sze­dłeś, przy­słał mnie, abyś przej­rzał i został napeł­niony Duchem Swię­tym”. Natych­miast jakby łuski spa­dły z jego oczu i odzy­skał wzrok, i został ochrzczony. A gdy go nakar­miono, odzy­skał siły.

Jakiś czas spę­dził z uczniami w Damaszku i zaraz zaczął gło­sić w syno­go­gach, że Jezus jest Synem Bożym.

Wszy­scy, któ­rzy go sły­szeli, mówili zdu­mieni: „Czy to nie ten sam, który w Jero­zo­li­mie prze­śla­do­wał wyznaw­ców tego imiel1ia i po to tu przy­był, aby ich uwię­zić i zapro­wa­dzić do arcy­ka­płana?” A Sza­weł wystę­po­wał coraz odważ­niej, dowo­dząc, że Ten jest Mesja­szem, i sze­rzył zamie­sza­nie wśród Żydów miesz­ka­ją­cych w Damaszku.

Po swoim zmar­twych­wsta­niu Jezus uka­zał się Jede­na­stu i powie­dział do nich:

„Idź­cie na cały świat i gło­ście Ewan­ge­lię wszel­kiemu stwo­rze­niu. Kto uwie­rzy i przyj­mie chrzest, będzie zba­wiony; a kto nie uwie­rzy, będzie potępiony.

Tym zaś, któ­rzy uwie­rzą, te znaki towa­rzy­szyć będą: W imię moje złe duchy będą wyrzu­cać, nowymi języ­kami mówić będą; węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatru­tego wypili, nie będzie im szko­dzić. Na cho­rych ręce kłaść będą i ci odzy­skają zdrowie”

Wiara, która musi upaść, aby naro­dzić się na nowo. Wiara ośle­pła i trzy­mana za ręce. Wpro­wa­dzona do Kościoła. I Bóg, który współ­cierpi z Kościo­łem, któ­rego twa­rzą jest Kościół. Opluty, pora­niony i pobity grze­chami swo­ich dzieci. „Dla­czego Mnie prze­śla­du­jesz?“ Dla­czego Mnie prze­śla­du­jesz czło­wieku wie­rzący, żyjąc tak jak­bym nie ist­niał? Dla­czego dyszysz żądzą zabi­ja­nia? Z poboż­no­ści i gor­li­wo­ści cza­sem zabi­jasz swego brata. Musisz upaść, musisz wycią­gnąć ręce i dać się pro­wa­dzić do Kościoła, tam przej­rzysz i z nauczy­ciela sta­niesz się uczniem.

Sen

Posted by: xTom in Ewangelia 5 Comments »

We śnie usły­sza­łem muzykę, zoba­czy­łem kościół. Piękny i dostojny, w któ­rym wszystko mówiło o Nim. Gdzie nie było przy­padku, ale har­mo­nia uka­zu­jąca Nie­wi­dzial­nego. Był jak wielki średnio­wieczny trak­tat roz­po­czy­na­jący się od posta­wie­nia Boga na pierw­szym miej­scu. We śnie usły­sza­łem też muzykę, która pod­no­siła ducha. Powoli dostoj­nie pły­nęły nuty, głosy niby ludz­kie, niby aniel­skie. Nie mogłem odróż­nić miej­sca litur­gii. Jakby zawie­sze­nie mię­dzy zie­mią a nie­bem. Piękno szat i deli­kat­ność ruchów. Kadzi­dło, co jak modli­twa wier­nych wznosi się przed ołtarz w nie­bie. Czas nie ist­nieje. Wszystko dąży ku nie­skoń­czo­no­ści. Wyda­rze­nie, które nie prze­mija. Prze­strzeń staje się nad­rze­czy­wi­sta, a mistyka nama­calna. Budzi się tęsk­nota wiecz­no­ści i oczy widzą styk nieba z zie­mią. Ofiara speł­niona. Ciało wydane, Krew wylana. Con­sum­ma­tum est. I zej­ście z Gol­goty, po stop­niach ołta­rza. Śpiew towa­rzy­szy idą­cym, nie­sie ich na spo­tka­nie. Ugi­nają się kolana. Maje­stat w poko­rze, wszech­moc w umi­ło­wa­niu. Chcia­łem i ja podejść, ale nie nale­ża­łem do tego świata; ja, kustosz ruin… Dane mi było patrzeć i tęsk­nić do świata, który odszedł. Odpły­nął jak sen, gdy zama­zują się kon­tury rze­czy. Świat stał się realny. Została tylko muzyka, co jak psalm pokutny powraca w piątek.

Wejdź do tej świą­tyni, chłoń piękno, co zbawi świat.

LINK

Et in Saecula Saeculorum

Ecc­le­sia Triumphatrix

Nade­szła Matka Jezusa i bra­cia i sto­jąc na dwo­rze, posłali po Niego, aby Go przy­wo­łać. Wła­śnie tłum ludzi sie­dział wokół Niego, gdy Mu powie­dzieli: „Oto Twoja Matka i bra­cia na dwo­rze pytają się o Cie­bie“. Odpo­wie­dział im: „Któż jest moją matką i któ­rzy są braćmi?“ I spo­glą­da­jąc na sie­dzą­cych dokoła Niego rzekł: „Oto moja matka i moi bra­cia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bra­tem, sio­strą i matką“.

Znów Jezus spoj­rzał na zebra­nych wokół Niego. Ewan­ge­li­sta Marek lubi ten wzrok. W wielu miej­scach będzie zauwa­żał to spoj­rze­nie. Co było w tym spoj­rze­niu? Gdzie ono pro­wa­dziło ludzi? Wielu słu­chało, nie­wielu szło za tym. Od tego czasu histo­ria zna wielu tych, któ­rzy patrzyli jak Mistrz. Fran­ci­szek Salezy w cza­sach roz­łamu doko­na­nego przez here­zję pro­te­stancką, a dokład­nie przez jej odmianę kal­wi­nizm potra­fił patrzeć jak Mistrz. Mszał podaje, że nawró­cił 70000 ludzi. Taki cie­kawy akcent koń­czą­cego się tygo­dnia modlitw o jed­ność chrze­ści­jan. Ludzie roz­po­zna­wali Prawdę w spoj­rze­niu, sło­wach i łagod­no­ści Fran­ciszka Sale­zego. Tak pro­wa­dzi się do Chry­stusa. Przez upodob­nie­nie, przez świę­tość. Oby nasze spoj­rze­nie było Jego spoj­rze­niem. Oby nasze słowa były Jego sło­wami. Oby nasze czyny były Jego czynami.

Na koniec link do tek­stu Rafała Ziem­kie­wi­cza „Stosy kłamstw o Inkwi­zy­cji“. Podaję go z powodu wzmianki o Gene­wie za cza­sów Kal­wina i Fran­ciszka Sale­zego. Poza tym, tyle kłamstw i ste­reo­ty­pów krąży na temat Inkwi­zy­cji, że warto zapo­znać się z fak­tami. Prawda jest ciekawsza.

R. Ziem­kie­wicz, Stosy kłamstw o Inkwizycji

Uczeni w Piśmie, któ­rzy przy­szli z Jero­zo­limy, mówili o Jezu­sie: „Ma Bel­ze­buba i przez władcę złych duchów wyrzuca złe duchy“.

Wtedy Jezus przy­wo­łał ich do sie­bie i mówił im w przy­po­wie­ściach: „Jak może sza­tan wyrzu­cać sza­tana? Jeśli jakieś kró­le­stwo wewnętrz­nie jest skłó­cone, takie kró­le­stwo nie może się ostać. I jeśli dom wewnętrz­nie jest skłó­cony, to taki dom nie będzie mógł się ostać. Jeśli więc sza­tan powstał prze­ciw sobie i wewnętrz­nie jest skłó­cony, to nie może się ostać, lecz koniec z nim. Nie, nikt nie może wejść do domu moca­rza i sprzęt mu zagra­bić, jeśli moca­rza wpierw nie zwiąże, i wtedy dom jego ograbi.
Zaprawdę powia­dam wam: wszyst­kie grze­chy i bluź­nier­stwa, któ­rych by się ludzie dopu­ścili, będą im odpusz­czone. Kto by jed­nak zbluź­nił prze­ciw Duchowi Świę­temu, nigdy nie otrzyma odpusz­cze­nia, lecz winien jest grze­chu wiecz­nego“. Mówili bowiem: „Ma ducha nieczystego“.
Gdyby Chry­stus przy­szedł dziś. Pew­nie stałby się wido­wi­skiem, podej­rza­nym, oskar­żo­nym o odbie­ra­nie wol­no­ści. Byłby szar­la­ta­nem, który opo­wiada bajki. Serce ludzie potrafi odwra­cać porzą­dek rze­czy. Tak gdzie dzieje się dobro, potrafi szu­kać zła. Nazy­wać grzech wol­no­ścią, a dobro zaco­fa­niem. Znie­pra­wione serce potrafi także szu­kać uspra­wie­dli­wień i wyja­śnień dla swo­jego zagu­bie­nia. Wtedy każda odpo­wiedź wydaje się słuszna. Znów przy­po­mi­nają się słowa Che­ster­tona: „Jeśli czło­wiek nie wie­rzy w Boga, jest gotowy uwie­rzyć we wszystko“. A słowo Boga jest twarde i jed­no­znaczne. Wszyst­kie grze­chy będą odpusz­czone, poza grze­chem prze­ciw Duchowi Świę­temu. Cóż to za grzech? To żaden uczy­nek. To postawa, zatwar­działe serce, któ­rego nawet wszech­mo­gący Bóg nie potrafi skru­szyć. Bóg więc usza­nuje Twój wybór życia bez Niego. Ten wybór czło­wieka nazy­wamy pie­kłem, czyli miej­scem wiecz­nie panu­ją­cego ego­izmu i zatwar­dzia­ło­ści; «miej­sce» bez Boga. Kate­chizm wymie­nia sześć grze­chów zali­cza­nych jako grzech prze­ciw Duchowi Świętemu.
1. Grze­szyć licząc na miło­sier­dzi Boże
Grze­szyć z nasta­wie­niem, że i tak Bóg mi wyba­czy. Powięk­szać obszar bez Boga. Zapo­mi­nać, że Bóg jest nie tylko miło­sierny, ale spra­wie­dliwy, że każdy grzech ma swoje kon­se­kwen­cje, nawet popeł­niany w samot­no­ści. Kościół jest mistycz­nym Cia­łem Chry­stusa, jeśli więc jakiś frag­ment ciała jest chory to osła­bia całe Ciało.
2. Wątpić o łasce Bożej
Wpa­dać w pychę, która pod­po­wiada, że mój grzech jest zbyt wielki, aby Bóg go prze­ba­czył. Popa­dać w roz­pacz, uzna­wać, że są sprawy beznadziejne.
3. Sprze­ci­wiać się uzna­nej praw­dzie chrześcijańskiej
Oszu­ki­wać swoje sumie­nie. Wie­rzyć w Boga, ale nie w Kościół. Nie uzna­wać, że mój grzech może spra­wić wieczne potępienie.
4. Bliź­niemu nie życzyć łaski lub jej zazdrościć
Jak Saul Dawi­dowi, zazdro­ścić Bożego wej­rze­nia. Nie cie­szyć się z nawró­ce­nia innych, szcze­gól­nie tych, któ­rych już dawno potępiliśmy.
5. Zatwar­dzia­łość na Boże natchnienia
Nie sły­szeć głosu Kościoła, sumie­nia. Nie widzieć ludzi, któ­rzy wzy­wają do opa­mię­ta­nia. Ze stra­chu przed odrzu­ce­niem. przez rezy­gna­cją z grze­chu, do któ­rego się przyzwyczailiśmy.
6. Odkła­dać pokutę aż do śmierci
Cze­kać na sta­rość, aby pod­jąć pokutę. Żyć w prze­ko­na­niu, że jesz­cze zdążę, że mam czas. A śmierć przy­cho­dzi jak zło­dziej w nocy. Kie­dyś będzie ten ostatni raz gdy wyj­dziemy z domu. Śmierć cza­sem nie czeka na sta­rość i cho­robę. Ci, któ­rzy byli na statku Costa Con­cor­dia też tylko wypły­nęli na rejs, na urlop. Mieli wró­cić za tydzień, dwa. Śmierć nie cze­kała. Poza tym trzeba pamię­tać, że każdy grzech zabu­rza har­mo­nię miło­ści i trzeba ją odbu­do­wać przez pokutę. Jeśli nie zdą­żymy za życia, trzeba będzie odpo­ku­to­wać w czyśćcu.