Cier­pli­wość Boga

Posted by: xTom in Ewangelia 3 Comments »

W tym cza­sie przy­szli nie­któ­rzy i donie­śli Jezu­sowi o Gali­lej­czy­kach, któ­rych krew Piłat zmie­szał z krwią ich ofiar. Jezus im odpo­wie­dział: „Czyż myśli­cie, że ci Gali­lej­czycy byli więk­szymi grzesz­ni­kami niż inni miesz­kańcy Gali­lei, że to ucier­pieli? Bynaj­mniej, powia­dam wam; lecz jeśli się nie nawró­ci­cie, wszy­scy podob­nie zginiecie“.

I opo­wie­dział im nastę­pu­jącą przy­po­wieść: „Pewien czło­wiek miał drzewo figowe zasa­dzone w swo­jej win­nicy; przy­szedł i szu­kał na nim owo­ców, ale nie znalazł.
Rzekł więc do ogrod­nika: «Oto już trzy lata, odkąd przy­cho­dzę i szu­kam owocu na tym drze­wie figo­wym, a nie znaj­duję. Wytnij je: po co jesz­cze zie­mię wyjaławia?»
Lecz on mu odpo­wie­dział: «Panie, jesz­cze na ten rok je pozo­staw; ja oko­pię je i obłożę nawo­zem; może wyda owoc. A jeśli nie, w przy­szło­ści możesz je wyciąć»“.
Myśli­cie, że te mał­żeń­stwa, które się roz­pa­dły były więk­szymi grzesz­ni­kami niż wy? Myśli­cie, że rodzina, w któ­rej syn wyrósł na prze­stępce była bar­dziej grzeszna niż wasza? Myślisz, że Ci, któ­rzy dziś zgi­nęli na dro­dze byli więk­szymi grzesz­ni­kami niż Ty?

Nie, nie byli. Lecz jeśli się nie nawró­cisz, podob­nie zgi­niesz. Może żyjesz w cza­sie Bożej cier­pli­wo­ści. „Kto roz­po­znaje zło tylko w innych lub z innymi je utoż­sa­mia, powo­duje że nara­sta ono w nim samym.“ Wieża zawa­liła się, my prze­ży­li­śmy, aby się nawró­cić. Bóg nie zaspo­koił naszej cie­ka­wo­ści. Nie odpo­wie­dział czemu na świe­cie jest zło. Bóg odpo­wie­dział histo­rią drzewa, które nie przy­nosi owocu. Czło­wiek i świat dotknięci są skut­kami grze­chu, więc odpo­wie­dzią na zło zawsze jest nawró­ce­nie, przede wszyst­kim wła­sne. Nie wystar­czy zatem żyć, stać jak figa w Bożym ogro­dzie, wege­to­wać i wyja­ła­wiać zie­mię. Kochamy życie na prze­kór lękom, sta­ro­ści, na prze­kór bólowi i zawie­dzio­nej miło­ści. Nie chcemy sły­szeć słów: „Wytnij je“. Samo jed­nak życie nie wystar­cza. Bóg zasa­dził nas w ist­nie­niu. Obda­ro­wał nas życiem, zdol­no­ściami, cza­sem dał nam trudne dary rodziny czy cho­roby. Dał nam wszystko dla wzro­stu w Kościele, poprzez sakra­menty. A my cze­kamy, że może kie­dyś, na sta­rość. Czas jed­nak zostaje zmar­no­wany, dobro zanie­dbane, zie­mia wyja­ło­wiona. My drzewa ozię­błe, któ­rym wystar­czy być i uspra­wie­dli­wiać się, że tacy naj­gorsi nie jeste­śmy. „Podob­nie zgi­nie­cie…“ I stan bez­owoc­no­ści zosta­nie prze­nie­siony na wieki. „Jesz­cze na ten rok oko­pię i obłożę nawo­zem“. Jesz­cze dał Ci Bóg czas i może jutro znów się obu­dzisz, bo ktoś się za Cie­bie zaczął modlić, bo ktoś ofia­ro­wał post i swoje cierpienie.

I ujrza­łem, a usły­sza­łem jed­nego orła lecą­cego przez środek nieba, mówią­cego dono­śnym gło­sem: «Biada, biada, biada miesz­kań­com ziemi wsku­tek pozo­sta­łych gło­sów trąb trzech anio­łów, któ­rzy mają <jesz­cze> trąbić!“

Świat siód­mej pie­częci jest świa­tem cał­ko­wi­cie odmie­nio­nym przez czło­wieka. Jest to świat przy­szło­ści — naj­praw­do­po­dob­niej świat zaawan­so­wa­nej tech­niki. Kata­strofy, jakie go spo­ty­kają, znaj­dują swoją inter­pre­ta­cję «tech­niczną». Mogą być skut­kami dzia­łań czło­wieka albo skut­kami zmian środo­wi­ska wywo­ła­nych przez te dzia­ła­nia. Ich pocho­dze­nie nie jest zresztą tak ważne, jak fakt, że czło­wiek w świe­cie siód­mej pie­częci poczyna sobie bez prze­szkód. Nie prze­ra­sta go ogrom morza, bo ma samo­loty, nie fascy­nuje go kosmos, bo też tam bywa rakietą lub tele­sko­pem, nie zachwyca życie, bo stało się igraszką w rękach leka­rzy i gene­ty­ków… W tym świe­cie nie ma już miejsc epi­fa­nii Boga. Nie spo­sób Go w nim roz­po­znać. Bóg został z tego świata wygnany. Nawet ze swej ostat­niej, naj­czy­tel­niej­szej i naj­sil­niej­szej epi­fa­nii — życia. A kim jest «orzeł lecący przez środek nieba»? Dziwny orzeł, który patrząc na to, co już jest, zapo­wiada jesz­cze więk­sze nie­szczę­ścia… Sły­sza­łam kie­dyś inter­pre­ta­cję tego sym­bolu jako osoby Ojca Świę­tego, Jana Pawła II. Coś w tym rze­czy­wi­ście jest. Bo Ojciec Święty jest tym, kto dzi­siaj naj­gło­śniej woła, że żyjemy w cywi­li­za­cji śmierci, że życie jest w naszym cza­sie zagro­żone i ostrzega przed tra­gicz­nymi skut­kami takiej postawy. Trak­tu­jąc ten sym­bol mniej per­so­nal­nie, musimy stwier­dzić, że rze­czy­wi­ście jedy­nie Kościół w oso­bach swych kapła­nów pro­te­stuje dziś prze­ciwko nisz­cze­niu «tchnie­nia życia», rozu­mie­jąc je nie tylko w sen­sie bio­lo­gicz­nym. Dla­tego nie­wąt­pli­wie trafna jest ta zasły­szana intu­icja, iż orzeł, ten sym­bol god­no­ści kró­lew­skiej i ptak «lecący przez środek nieba» — niebo pod­kre­śla tu jego zwią­zek z dzie­dziną wiary, a środek wska­zuje na cen­tralną w niej rolę — obra­zuje Kościół hie­rar­chiczny spra­wu­jący urząd nauczycielski.“

M. Sza­mot, Apo­ka­lipsa czy­tana dzi­siaj, Kra­ków 2000, s. 81n.

Znaki czasu

Posted by: xTom in Ewangelia 2 Comments »

Jezus mówił do tłu­mów: „Gdy ujrzy­cie chmurę pod­no­szącą się na zacho­dzie, zaraz mówi­cie: «Deszcz idzie». I tak bywa. A gdy wiatr wieje z połu­dnia, powia­da­cie: «Będzie upał». I bywa. Obłud­nicy, umie­cie roz­po­zna­wać wygląd ziemi i nieba, a jakże obec­nego czasu nie roz­po­zna­je­cie? I dla­czego sami z sie­bie nie roz­róż­nia­cie tego, co jest słuszne?

Gdy idziesz do urzędu ze swym prze­ciw­ni­kiem, sta­raj się w dro­dze dojść z nim do zgody, by cię nie pocią­gnął do sędziego; a sędzia prze­ka­załby cię dozorcy, dozorca zaś wtrą­ciłby cię do wię­zie­nia. Powia­dam ci, nie wyj­dziesz stam­tąd, póki nie oddasz ostat­niego pieniążka“.
Zachodni wiatr przy­no­sił wil­goć znad Morza Śródziem­nego. Powie­trze z połu­dnia, z pustyni Negew przy­no­siło wzrost tem­pe­ra­tury. Umiemy i my roz­po­zna­wać wygląd ziemi i nieba. Pro­gno­zu­jemy na tygo­dnie w przód. I bywa, że mamy rację. Tyle pozna­li­śmy i pozna­jemy dzięki rozu­mowi i inte­lek­towi. I dobrze bo są to dary Boże. Bóg jed­nak mówi do serca, a te bywa zosta­wione daleko w tyle za rozu­mem. Postęp tech­niczny nie idzie w parze z postę­pem moral­nym, uczy papież Bene­dykt. Serce już nie chce słu­chać. Ogłu­chli­śmy na deli­katny powiew, w któ­rym przy­cho­dzi Bóg. Ten powiew sumie­nia, które czę­sto zostaje znie­pra­wione spra­wia, że sami z sie­bie nie potra­fimy roz­róż­nić co jest słuszne. Zagłu­szy­li­śmy głos deka­logu, zagłu­szy­li­śmy głos prawa natu­ral­nego pie­śnią o wol­no­ści bez Boga. I tak sza­le­niec z trak­tatu Nie­tz­schego śpiewa nadal pieśń:

Bóg umarł! Bóg nie żyje! Myśmy go zabili! Jakże się pocie­szymy, mor­dercy nad mor­der­cami? Naj­święt­sze i naj­moż­niej­sze, co świat dotąd posia­dał, krwią spły­nęło pod naszymi nożami – kto zetrze z nas tę krew? Jakaż woda obmyć by nas mogła? Jakież uro­czy­sto­ści pokutne, jakież igrzy­ska święte będziem musieli wyna­leźć? Nie jestże wiel­kość tego czynu za wielka dla nas? Czyż nie musimy sami stać się bogami, by tylko zda­wać się jego godnymi?“

Potem dopo­wiada:

Jeśli porzuca się wiarę chrze­ści­jań­ską, to tym samym pozba­wia się prawa do moral­no­ści chrze­ści­jań­skiej. Nie jest ona bynaj­mniej zro­zu­miała sama przez się. (…) Jeśli wyrywa się z niego [chrze­ści­jań­stwa] pod­sta­wowe poję­cie, wiarę w Boga, to tym samym roz­bija się rów­nież całość: wów­czas nie pozo­staje już nic koniecznego“.

Nie zabi­jaj sumie­nia, karm się Sło­wem, bądź otwarty na ludzi i znaki. Bóg wciąż wypo­wiada Słowo i w lek­kim powie­wie przy­cho­dzi do czło­wieka. Umiesz roz­po­znać Jego głos?

Zapło­nąć

Posted by: xTom in Ewangelia 4 Comments »

Jezus powie­dział do swo­ich uczniów: „Przy­sze­dłem ogień rzu­cić na zie­mię i jakże bar­dzo pra­gnę, żeby on już zapło­nął. Chrzest mam przy­jąć i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie.

Czy myśli­cie, że przy­sze­dłem dać ziemi pokój? Nie, powia­dam wam, lecz roz­łam. Odtąd bowiem pię­cioro będzie roz­dwo­jo­nych w jed­nym domu: troje sta­nie prze­ciw dwojgu, a dwoje prze­ciw trojgu; ojciec prze­ciw synowi, a syn prze­ciw ojcu; matka prze­ciw córce, a córka prze­ciw matce; teściowa prze­ciw syno­wej, a synowa prze­ciw teściowej“.

Jakże bar­dzo pra­gnę. Pra­gnę wylać ogień, który jed­nych będzie parzył, a dru­gim da cie­pło. Pra­gnę wypa­lić grzech i wszystko co nie jest Mną w Tobie. Kiedy Bóg wypo­wie to pra­gnie­nie jako żertwa na ołta­rzu krzyża, otwo­rzą Mu serce włócz­nią i ogień przyj­dzie. I świat spło­nął miło­ścią, którą nie­śli chrze­ści­ja­nie. Dziś wyda­wać się może, że tylko tli się gdzie­nie­gdzie. A potrzeba ognia, iskry wiary nawet za cenę roz­łamu. Świa­dec­two cza­sem musi boleć ponie­waż kom­pro­mis nie jest moż­liwy w przy­padku ognia. Lepiej spło­nąć niż zardze­wieć. W świe­cie, który karmi się fajer­wer­kami, sztucz­nym ogniem, który pło­nie krótko i szybko się wypala potrzeba ognia z wciąż otwar­tego boku. Obyś był zimny albo gorący. Oby. Czy przy Two­jej wie­rze ktoś może się ogrzać?

Amne­zja

Posted by: xTom in Ewangelia 1 Comment »

Jezus powie­dział do swo­ich uczniów: „To rozu­miej­cie, że gdyby gospo­darz wie­dział, o któ­rej godzi­nie zło­dziej ma przyjść, nie pozwo­liłby wła­mać się do swego domu. Wy też bądź­cie gotowi, gdyż o godzi­nie, któ­rej się nie domy­śla­cie, Syn Czło­wie­czy przyj­dzie“. Wtedy Piotr zapy­tał: „Panie, czy do nas mówisz tę przy­po­wieść, czy też do wszystkich?“

Pan odpo­wie­dział: „Któż jest owym rządcą wier­nym i roz­trop­nym, któ­rego pan usta­nowi nad swoją służbą, żeby na czas wydzie­lał jej żywność? Szczę­śliwy ten sługa, któ­rego pan powró­ciw­szy zasta­nie przy tej czyn­no­ści. Praw­dzi­wie powia­dam wam: Postawi go nad całym swoim mie­niem. Lecz jeśli sługa ów powie sobie w duszy: «Mój pan ociąga się z powro­tem», i zacznie bić sługi i słu­żeb­nice, a przy tym jeść, pić i upi­jać się, to nadej­dzie pan tego sługi w dniu, kiedy się nie spo­dziewa, i o godzi­nie, któ­rej nie zna; każe go ćwiar­to­wać i z nie­wier­nymi wyzna­czy mu miejsce.
Sługa, który zna wolę swego pana, a nic nie przy­go­to­wał i nie uczy­nił zgod­nie z jego wolą, otrzyma wielką chło­stę. Ten zaś, który nie zna jego woli i uczy­nił coś god­nego kary, otrzyma małą chło­stę. Komu wiele dano, od tego wiele wyma­gać się będzie; a komu wiele zle­cono, tym wię­cej od niego żądać będą“.
Gdyby gospo­darz wie­dział… Bądź­cie gotowi. Kiedy się nie domy­śla­cie Pan przyj­dzie i „wszystko tajne jaw­nym będzie“. Przy­szedł Pan do swo­jego sługi księ­dza Jerzego. Przy­szedł w paź­dzier­ni­kową noc, w bólu i poni­że­niu. Nie ina­czej mógł przyjść do kogoś, kto uro­dził się 14 wrze­śnia. Jesz­cze w uszach zebra­nych na paź­dzier­ni­ko­wym różańcu brzmiały słowa:

Módlmy się, byśmy byli wolni od lęku, zastra­sze­nia, ale przede wszyst­kim od żądzy odwetu i przemocy“.

I nagle ciosy, jeden za dru­gim, ogłu­sze­nie, zwią­za­nie, zakne­blo­wa­nie i zimne wody Wisły. Pan przy­szedł i przy­tu­lił księ­dza, który zło dobrem zwy­cię­żył. Tama na rzece stała się świad­kiem spo­tka­nia. Oprawcy po raz kolejny w histo­rii chcieli uci­szyć głos. Zamknęli usta księ­dza, a serca innych otwo­rzyły się na słowa „jako i my odpusz­czamy naszym wino­waj­com“. I choć trudno je było wypo­wie­dzieć tym, któ­rzy modlili się przy kościele, to jed­nak było naj­więk­sze zwy­cię­stwo księ­dza Jerzego. Znów zło zostało zwy­cię­żone siłą dobra. „Aby­śmy byli wolni od żądzy odwetu i prze­mocy“. Tak zwy­cię­żył zwy­kły ksiądz, czło­wiek z wadami, nie zawsze lubiany. Nie­stety pamięć ludzka jest krótka. Zbyt krótka. Nie pozna­li­śmy odpo­wie­dzi kto zle­cił zabi­cie księ­dza Jerzego. Jedno poko­le­nie, a już Ci, któ­rzy na uży­tek władz ogła­szali „Seanse nie­na­wi­ści“, dziś bry­lują na salo­nach. Jedno poko­le­nie utra­ciw­szy pamięć chce zdej­mo­wać krzyż z sejmu, który poda­ro­wała mama księ­dza Jerzego. To, czego nie udało się uzy­skać funk­cjo­na­riu­szom SB, udaje się funk­cjo­na­riu­szom powszech­nego zaniku pamięci. Tak zło nazywa się dobrem, a dobro dyk­ta­turą i ciem­no­gro­dem. Kilka dni temu prze­glą­da­jąc zasoby inter­netu natra­fi­łem na wywiad czło­wieka, który stał się twa­rzą Pol­skiej pre­zy­den­cji i zasły­nął wsa­dza­niem Pol­skiej flagi w atrapę psich odcho­dów. Roz­ma­wiał On z czło­wie­kiem, który w swoim cza­sie stwier­dził, że „rząd się sam wyżywi“ oraz okre­ślił wizytę scho­ro­wa­nego papieża Jana Pawła II w Pol­sce jako „Obwoźne sado-​maso“. W bla­sku kamer, przy kil­ku­mi­lio­no­wej publicz­no­ści Jerzy Urban został okre­ślony jako bojow­nik o demo­kra­cję. Ostat­nio na salo­nach, za sprawą pana Pali­kota. Chi­chot histo­rii czy amne­zja Polaków?

Mimo wszystko lek­cja księ­dza Jerzego jest aktu­alna. Zło dobrem zwyciężaj.

Módlmy się, byśmy byli wolni od lęku, zastra­sze­nia, ale przede wszyst­kim od żądzy odwetu i przemocy“.

Boża psze­nica

Posted by: xTom in Ewangelia 4 Comments »

Ktoś z tłumu rzekł do Jezusa: „Nauczy­cielu, powiedz mojemu bratu, żeby się podzie­lił ze mną spad­kiem“. Lecz On mu odpo­wie­dział: „Czło­wieku, któż mnie usta­no­wił sędzią albo roz­jemcą nad wami?“

Powie­dział też do nich: „Uwa­żaj­cie i strzeż­cie się wszel­kiej chci­wo­ści, bo nawet gdy ktoś opływa we wszystko, życie jego nie jest zależne od jego mienia“.
I opo­wie­dział im przy­po­wieść: „Pew­nemu zamoż­nemu czło­wie­kowi dobrze obro­dziło pole. I roz­wa­żał sam w sobie: «Co tu począć? Nie mam gdzie pomie­ścić moich zbio­rów». I rzekł: «Tak zro­bię: zbu­rzę moje spi­chle­rze, a pobu­duję więk­sze i tam zgro­ma­dzę całe zboże i moje dobra. I powiem sobie: Masz wiel­kie zasoby dóbr na dłu­gie lata zło­żone; odpo­czy­waj, jedz, pij i używaj».
Lecz Bóg rzekł do niego: «Głup­cze, jesz­cze tej nocy zażą­dają two­jej duszy od cie­bie; komu więc przy­pad­nie to, coś przy­go­to­wał?» Tak dzieje się z każ­dym, kto skarby gro­ma­dzi dla sie­bie, a nie jest bogaty przed Bogiem“.
Zbu­do­wać zabez­pie­cze­nia. Spi­chle­rze, konta, zna­jo­mo­ści. „Głup­cze jesz­cze tej nocy zażą­dają od cie­bie duszy“. Kru­chym stwo­rze­niem jest czło­wiek. Nikt nie gwa­ran­tuje nad następ­nego dnia. „Wielu snem śmierci upa­dli, co się wczo­raj spać pokła­dli“. „I tym, co zasną raz ostatni Panienko daj szczę­śliwą dobrą noc“. I co zabie­rzesz ze sobą? Dla wielu śmierć jest tra­ge­dią. I po ludzku to prawda, szcze­gól­nie dla tych, któ­rzy zostają po tej stro­nie życia. Dla czło­wieka wiary to rzu­ce­nie się w ramiona Miło­ści. Ignacy Antio­cheń­ski czło­wiek, który oddał życie za to, że był chrze­ści­ja­ni­nem. Osiem­dzie­się­cio­letni sta­rzec, który dla zabawy tłumu był trans­por­to­wany przez pół świata. Zmie­rza na śmierć i pisze listy do kościołów.

„Dla mnie pro­ście tylko o moc ducha i ciała, abym nie tylko mówił, ale i chciał, abym nie tylko ucho­dził za chrze­ści­ja­nina, ale był nim rze­czy­wi­ście. Jeśli zostanę nim rze­czy­wi­ście, będę miał prawo nosić to imię i stać się praw­dzi­wym wier­nym, gdy już nie będzie mnie na tym świe­cie. (..) Gdy więc chrze­ści­jań­stwo jest znie­na­wi­dzone przez świat, ozna­cza to, iż nie jest wyni­kiem ludz­kiego gło­sze­nia, ale dzie­łem mocy Bożej. Piszę do wszyst­kich Kościo­łów i ogła­szam wszyst­kim, iż chęt­nie umrę dla Boga, jeśli mi w tym nie prze­szko­dzi­cie. Pro­szę was, wstrzy­maj­cie się od nie­wcze­snej życz­li­wo­ści. Pozwól­cie mi stać się poży­wie­niem dla dzi­kich zwie­rząt, dzięki któ­rym dojdę do Boga. Jestem Bożą psze­nicą. Zostanę starty zębami dzi­kich zwie­rząt, aby stać się czy­stym chle­bem Chry­stusa. (…) Nie­chaj więc żadna istota, tak widzialna jak nie­wi­dzialna, nie prze­szka­dza mi dojść do Chry­stusa. Nie­chajby dosię­gła mnie tor­tura ognia, męka krzyża, walka z dzi­kimi zwie­rzę­tami, roz­szar­pa­nie, łama­nie kości, odci­na­nie człon­ków, miaż­dże­nie ciała, naj­dzik­sze męki ze strony sza­tana, byle­bym tylko połą­czył się z Chry­stu­sem.“ (List do Rzymian)

Nie roz­pra­wiaj­cie o Jezu­sie Chry­stu­sie, gdy rów­no­cze­śnie pra­gnie­cie świata”. Kto jest gotowy stać się Bożą pszenicą?