Brama owiec

Posted by: xTom in Ewangelia 2 Comments »

Jezus powie­dział: „Zaprawdę, zaprawdę powia­dam wam: Kto nie wcho­dzi do owczarni przez bramę, ale wdziera się inną drogą, ten jest zło­dzie­jem i roz­bój­ni­kiem. Kto jed­nak wcho­dzi przez bramę, jest paste­rzem owiec. Temu otwiera odźwierny, a owce słu­chają jego głosu; woła on swoje owce po imie­niu i wypro­wa­dza je. A kiedy wszyst­kie wypro­wa­dzi, staje na ich czele, a owce postę­pują za nim, ponie­waż głos jego znają. Nato­miast za obcym nie pójdą, lecz będą ucie­kać od niego, bo nie znają głosu obcych“.

Tę przy­po­wieść opo­wie­dział im Jezus, lecz oni nie pojęli zna­cze­nia tego, co im mówił. Powtór­nie więc powie­dział do nich Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę powia­dam wam: Ja jestem bramą owiec. Wszy­scy, któ­rzy przy­szli przede Mną, są zło­dzie­jami i roz­bój­ni­kami, a nie posłu­chały ich owce. Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wej­dzie przeze Mnie, będzie zba­wiony — wej­dzie i wyj­dzie, i znaj­dzie paszę. Zło­dziej przy­cho­dzi tylko po to, aby kraść, zabi­jać i nisz­czyć. Ja przy­sze­dłem po to, aby owce miały życie i miały je w obfitości“.
Brama owiec. Pasterz kładł się w bra­mie, aby owce nie mogły odejść. Brama owiec to bycie w poprzek świata. To swoim cia­łem zasła­niać owce. Kiep­ska to reklama powo­ła­nia kapłań­skiego. Wczo­raj sły­sze­li­śmy o odda­wa­niu życia, dziś o byciu na prze­kór temu światu. W świe­cie roz­bi­tych rodzin trudno mówić o odda­niu życia za kogoś. Nie zwa­lajmy jed­nak wszyst­kiego na świat, wszak to my go two­rzymy i kształ­tu­jemy. Trudno mi czy­tać tę Ewan­ge­lię, bo mówi o szu­ka­niu tych, któ­rzy zagi­nęli, o odda­wa­niu życia. Módl­cie się za nas, o to Was proszę.
„Jak ksiądz ma poła­taną sutannę, mówią: — Jaki nieporządny!
Jak ma piękną i nową, zasta­na­wiają się za co on ją kupił?
Jak ksiądz jest przy­stojny, mówią: zmar­nuje się chłopaczysko!
Jak jest brzydki: — Co?! To już takie łamagi święcą na księży?
Jak mów dłu­gie kaza­nia, mówią: Zamę­czy nas!
Jak mówi krót­kie: — Nieprzygotowany!
Jak jest młody, mówią: — Za młody! Nie ma doświad­cze­nia! Grzech mu mach­nie ogo­nem i prze­wróci się.
Jak jest stary: — No, tak święty, bo stary. Grze­chy same od niego pouciekały.
Trudno być księ­dzem, dla­tego ksiądz odwraca się cza­sem do ludzi ple­cami, żeby nie widzieli, jak pła­cze, kiedy pod­nosi ukry­tego Pana Jezusa w swo­ich rękach“. x. J. Twardowski

Ego sum pastor bonus

Posted by: xTom in Ewangelia No Comments »

Jezus powie­dział: „Ja jestem dobrym paste­rzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce. Najem­nik zaś i ten, kto nie jest paste­rzem, do któ­rego owce nie należą, widząc nad­cho­dzą­cego wilka, opusz­cza owce i ucieka, a wilk je porywa i roz­pra­sza. Najem­nik ucieka dla­tego, że jest najem­ni­kiem i nie zależy mu na owcach.

Ja jestem dobrym paste­rzem i znam owce moje, a moje Mnie znają, podob­nie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. Życie moje oddaję za owce. Mam także inne owce, które nie są z tej owczarni. I te muszę przy­pro­wa­dzić i będą słu­chać głosu mego, i nasta­nie jedna owczar­nia i jeden pasterz.
Dla­tego miłuje Mnie Ojciec, bo Ja życie moje oddaję, aby je potem znów odzy­skać. Nikt mi go nie zabiera, lecz Ja od sie­bie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzy­skać. Taki nakaz otrzy­ma­łem od mojego Ojca“.
Nie­dziela dobrego Paste­rza, czyli co ma wspól­nego Paweł Mała­szyń­ski z praw­dzi­wym ateizmem.
Moje szaty, kapłana i spowiednika,
są po to, żeby ukryć strach i niepewność.
Jeste­śmy ludzie odłączeni.
Tłu­mowi zazdro­ści­łem zna­jo­mo­ści świata.
Czu­łem się dziec­kiem, które poucza dorosłych.
I daje rady, co są jak papie­rowe tamy na gwał­tow­nym potoku.
Byłem im potrzebny tylko w nieszczęściu,
Do zakli­na­nia nie­bie­skich mocy.
Żeby przy­były i uratowały
Od guza w płu­cach albo wiru­so­wej infekcji.
Oto legion nas, pośred­ni­ków mię­dzy tym, co wysoko i tym, co tutaj nisko.
Kro­pimy, poświę­camy, mamroczemy.
Coraz to bun­tują się prze­ciwko nam,
Bo chcie­liby roz­ma­wiać z samym Gospo­da­rzem bez pośredników.
Ale czyż nie jeste­śmy Jego gło­sem, który jest jak głos człowieka?
Cze­sław Miłosz

Sza­weł cią­gle jesz­cze siał grozę i dyszał żądzą zabi­ja­nia uczniów Pań­skich. Udał się do arcy­ka­płana i popro­sił go o listy do syna­gog w Damaszku, aby mógł uwię­zić i przy­pro­wa­dzić do Jero­zo­limy męż­czyzn i kobiety, zwo­len­ni­ków tej drogi, jeśliby jakichś znalazł.

Gdy zbli­żał się już w swo­jej podróży do Damaszku, olśniła go nagle świa­tłość z nieba. A gdy upadł na zie­mię, usły­szał głos, który mówił: „Szawle, Szawle, dla­czego Mnie prze­śla­du­jesz?“ Powie­dział: „Kto jesteś, Panie?“ A On: „Ja jestem Jezus, któ­rego ty prze­śla­du­jesz. Wstań i wejdź do mia­sta, tam ci powie­dzą, co masz czynić“.
Ludzie, któ­rzy mu towa­rzy­szyli w dro­dze, onie­mieli ze zdu­mie­nia, sły­szeli bowiem głos, lecz nie widzieli nikogo. Sza­weł pod­niósł się z ziemi, a kiedy otwo­rzył oczy, nic nie widział. Wpro­wa­dzili więc go do Damaszku, trzy­ma­jąc za ręce. Przez trzy dni nic nie widział i ani nie jadł, ani nie pił.
W Damaszku znaj­do­wał się pewien uczeń, imie­niem Ana­niasz. Pan prze­mó­wił do niego w widze­niu: „Ana­nia­szu!“ A on odrzekł: „Jestem, Panie!“ A Pan do niego: „Idź na ulicę Pro­stą i zapy­taj w domu Judy o Szawła z Tarsu, bo wła­śnie się modli“. (I ujrzał w widze­niu, jak czło­wiek imie­niem Ana­niasz wszedł i poło­żył na nim ręce, aby przejrzał).
Odpo­wie­dział Ana­niasz: „Panie, sły­sza­łem z wielu stron, jak dużo złego wyrzą­dził ten czło­wiek świę­tym Twoim w Jero­zo­li­mie. I ma on także wła­dzę od arcy­ka­pła­nów wię­zić tutaj wszyst­kich, któ­rzy wzy­wają Twego imienia“.
Odpo­wie­dział mu Pan: „Idź, bo wybra­łem sobie tego czło­wieka za narzę­dzie. On zanie­sie imię moje do pogan i kró­lów, i do synów Izra­ela. I pokażę mu, jak wiele będzie musiał wycier­pieć dla mego imienia“.
Wtedy Ana­niasz poszedł. Wszedł do domu, poło­żył na nim ręce i powie­dział: „Szawle, bra­cie, Pan Jezus, który uka­zał ci się na dro­dze, którą sze­dłeś, przy­słał mnie, abyś przej­rzał i został napeł­niony Duchem Świę­tym“. Natych­miast jakby łuski spa­dły z jego oczu i odzy­skał wzrok, i został ochrzczony. A gdy go nakar­miono, odzy­skał siły. Jakiś czas spę­dził z uczniami w Damaszku i zaraz zaczął gło­sić w syna­go­gach, że Jezus jest Synem Bożym.
Żydzi sprze­czali się mię­dzy sobą, mówiąc: „Jak On może nam dać swoje ciało na poży­wie­nie?“ Rzekł do nich Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę powia­dam wam: Jeżeli nie będzie­cie spo­ży­wali ciała Syna Czło­wie­czego i nie będzie­cie pili krwi Jego, nie będzie­cie mieli życia w sobie.

Kto spo­żywa moje ciało i pije moją krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrze­szę w dniu osta­tecz­nym. Ciało moje jest praw­dzi­wym pokar­mem, a krew moja jest praw­dzi­wym napo­jem. Kto spo­żywa moje ciało i pije krew moją, trwa we Mnie, a Ja w nim. Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spo­żywa, będzie żył przeze mnie.
To jest chleb, który z nieba zstą­pił. Nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przod­ko­wie, a poumie­rali. Kto spo­żywa ten chleb, będzie żył na wieki“. To powie­dział ucząc w syna­go­dze w Kafarnaum.
Nie wyja­śnił Chry­stus żydom jak to jest moż­liwe. Eucha­ry­stia nie jest tyle do rozu­mie­nia, co do kar­mie­nia się. Zanim czło­wiek zro­zu­miał skom­pli­ko­wany mecha­nizm odży­wia­nia i rolę skład­ni­ków pokar­mo­wych, wie­dział, że jeść należy. Nie wyja­śnił Chry­stus Eucha­ry­stii, został z nami i w nas. Stał się budul­cem naszych dusz i ciał. Został też w swoim Ciele mistycz­nym. Tak samo kru­chym, deli­kat­nym i wyda­nym w ręce ludzi. Nie wyja­śnił jak jest pośród dwóch lub trzech zgro­ma­dzo­nych w Jego imię. Został i jest nadal prze­śla­do­wany, obecny, wydany. On Zmar­twych­wstały, Bara­nek zabity.

Jezus powie­dział: „Ja jestem dobrym paste­rzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce. Najem­nik zaś i ten, kto nie jest paste­rzem, do któ­rego owce nie należą, widząc nad­cho­dzą­cego wilka, opusz­cza owce i ucieka, a wilk je porywa i roz­pra­sza. Najem­nik ucieka dla­tego, że jest najem­ni­kiem i nie zależy mu na owcach.

Ja jestem dobrym paste­rzem i znam owce moje, a moje Mnie znają, podob­nie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. Życie moje oddaję za owce. Mam także inne owce, które nie są z tej owczarni. I te muszę przy­pro­wa­dzić i będą słu­chać głosu mego, i nasta­nie jedna owczar­nia i jeden pasterz.
Dla­tego miłuje Mnie Ojciec, bo Ja życie moje oddaję, aby je potem znów odzy­skać. Nikt mi go nie zabiera, lecz Ja od sie­bie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzy­skać. Taki nakaz otrzy­ma­łem od mojego Ojca“.
Zapis «Szkoły Słowa».

Ucznio­wie opo­wia­dali, co ich spo­tkało w dro­dze, i jak poznali Jezusa przy łama­niu chleba. A gdy roz­ma­wiali o tym, On sam sta­nął pośród nich i rzekł do nich: „Pokój wam“. Zatrwo­żo­nym i wylę­kłym zda­wało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich: „Czemu jeste­ście zmie­szani i dla­czego wąt­pli­wo­ści budzą się w waszych ser­cach? Popa­trz­cie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknij­cie się Mnie i prze­ko­naj­cie: duch nie ma ciała ani kości, jak widzi­cie, że Ja mam“. Przy tych sło­wach poka­zał im swoje ręce i nogi.

Lecz gdy oni z rado­ści jesz­cze nie wie­rzyli i pełni byli zdu­mie­nia, rzekł do nich: „Macie tu coś do jedze­nia?“ Oni podali Mu kawa­łek pie­czo­nej ryby. Wziął i jadł wobec wszyst­kich. Potem rzekł do nich: „To wła­śnie zna­czyły słowa, które mówi­łem do was, gdy byłem jesz­cze z wami: Musi się wypeł­nić wszystko, co napi­sane jest o Mnie w Pra­wie Moj­że­sza, u Pro­ro­ków i w Psal­mach“. Wtedy oświe­cił ich umy­sły, aby rozu­mieli Pisma. I rzekł do nich: „Tak jest napi­sane: Mesjasz będzie cier­piał i trze­ciego dnia zmar­twych­wsta­nie; w imię Jego gło­szone będzie nawró­ce­nie i odpusz­cze­nie grze­chów wszyst­kim naro­dom, począw­szy od Jero­zo­limy. Wy jeste­ście świad­kami tego“.
Zapis «Szkoły Słowa» o ranach, które były dowo­dem życia.