Gdy anioł prze­mó­wił do nie­wiast, one pospiesz­nie odda­liły się od grobu z bojaź­nią i wielką rado­ścią i bie­gły oznaj­mić to Jego uczniom. A oto Jezus sta­nął przed nimi i rzekł: „Witaj­cie“. One zbli­żyły się do Niego, objęły Go za nogi i oddały Mu pokłon. A Jezus rzekł do nich: „Nie bój­cie się. Idź­cie i oznaj­mij­cie moim bra­ciom: niech idą do Gali­lei, tam Mnie zobaczą“.

Gdy one były w dro­dze, nie­któ­rzy ze straży przy­szli do mia­sta i powia­do­mili arcy­ka­pła­nów o wszyst­kim, co zaszło. Ci zebrali się ze star­szymi, a po nara­dzie dali żołnie­rzom sporo pie­nię­dzy i rze­kli: „Roz­po­wia­daj­cie tak: Jego ucznio­wie przy­szli w nocy i wykra­dli Go, gdy­śmy spali. A gdyby to doszło do uszu namiest­nika, my z nim pomó­wimy i wyba­wimy was z kło­potu“. Oni zaś wzięli pie­nią­dze i uczy­nili, jak ich pouczono. I tak roz­nio­sła się ta pogło­ska mię­dzy Żydami i trwa aż do dnia dzisiejszego.

Bariera wiecz­no­ści i prze­strzeni została oba­lona. Czło­wiek żyje wiecz­nie. Grób otwarty. Nie musimy się oba­wiać śmierci i tego, co do śmierci pro­wa­dzi, ani grze­chu, ani wła­snej słabości.

Chciał­bym dziś przy­po­mnieć dwie nie­zwy­kle donio­słe prawdy doty­czące praw­dzi­wej miło­ści. Praw­dziwa miłość jest nie­znisz­czalna i dyskretna.

Syn Boga zstą­pił na zie­mię i ukrył maje­stat swo­jego Bóstwa w śmier­tel­nym ciele. Bóg jest miło­ścią, a więc sama miłość zamiesz­kała wśród nas i pra­wie nikt tego nie dostrzegł. Ponad trzy­dzie­ści lat Syn Boga żył na pale­styń­skiej ziemi, a nie znali Jego god­no­ści ani jego krewni, ani sąsie­dzi, ani kole­dzy, ani ci, któ­rzy zama­wiali różne sprzęty, które jako sto­larz wyko­ny­wał. Był samą miło­ścią, ukrytą miło­ścią. Gdy­by­śmy mieli apa­rat do mie­rze­nia natę­że­nia miło­ści, odkry­li­by­śmy, że Naza­ret został tak napro­mie­nio­wany miło­ścią, iż do skoń­cze­nia świata będzie nią promieniował.

Ukryta jest miłość matki do dziecka i dziecka do matki. Ukryta jest miłość męża do żony i żony do męża. Ukryta jest miłość w sercu sio­stry zakon­nej, która przez dłu­gie lata pochyla się nad kale­kimi dziećmi czy znie­do­łęż­nia­łymi star­cami. Ukryta miłość, ujaw­nia się dopiero wów­czas, kiedy cierpi, kiedy składa ofiarę.

Rzadko dziś o tym mówimy. Środki maso­wego prze­kazu są na usłu­gach nagła­śnia­nia braku miło­ści. Jeśli tylko znajdą ślad braku miło­ści, mówią o tym w skali świata. Nie mówią o ukry­tej miło­ści, któ­rej jest na świe­cie miliardy razy wię­cej, ani­żeli zła.

Ta ukryta miłość zgro­ma­dziła nas przy ołta­rzu. Jest ukryta w moich kapłań­skich rękach, w moim kapłań­skim sercu nasta­wio­nym na to, by roz­grze­szać, by bło­go­sła­wić, by kar­mić Bożym Chlebem.

Ta ukryta miłość domi­nuje na świe­cie. I dla­tego autor Księgi Rodzaju mógł powie­dzieć: „a widział Bóg, że wszystko było bar­dzo dobre”. Bo jeżeli z tej per­spek­tywy spoj­rzymy na świat, to pro­por­cje dobra i zła wyglą­dają zupeł­nie inaczej.

Druga prawda: praw­dziwa miłość jest nie do znisz­cze­nia. Im bar­dziej jest nisz­czona, tym bar­dziej się kry­sta­li­zuje i potę­guje. To jest tajem­nica Wiel­kiego Piątku. To nie przy­pa­dek, że zło posta­no­wiło ude­rzyć włócz­nią w serce Chry­stusa. Tak jakby chciało udo­wod­nić, że to serce znisz­czy. Nie znisz­czyło, lecz otwarło i uczy­niło źródłem miło­ści dla miliardów.

Praw­dziwa miłość matki do dziecka jest nie do znisz­cze­nia. Ta praw­dziwa miłość ojca do dziecka jest nie do znisz­cze­nia. I nie bójmy się tego, że świat chce znisz­czyć naszą miłość. Tak nisz­czy już od wie­ków, ale znisz­czyć nie potrafi. Nawet jeśli nasze serce przy­wali potęż­nym kamie­niem nie­na­wi­ści, to praw­dziwa miłość w nim zmar­twych­wstaje. Taka jest wspa­niała prawda Wiel­ka­noc­nej Uroczystości.

Jeste­śmy ludźmi, któ­rzy uwie­rzyli w miłość, któ­rzy przy­no­szą do ołta­rza swoje serce, cza­sem obo­lałe i utru­dzone. Utru­dzone przez ataki zewnętrzne, przez poli­tykę, układy gospo­dar­cze, utru­dzone przez sytu­acje w rodzi­nie, utru­dzone czę­sto przez trudne dzieje swo­jego życia, utru­dzone przez swoje wła­sne sła­bo­ści. Nie bójmy się, bo to jest tylko ten kamień, który je przy­gniata. W naszym sercu jest auten­tyczna miłość, która zmar­twych­wstaje.“ x. Edward Staniek

Na mar­gi­ne­sie: Aż szkoda, że w drugi dzień tych pięk­nych świąt męczy się wier­nych kolej­nym listem…Co zaś do samego KUL-​u to pro­po­nuje raczej post, modli­twę i róża­niec z ten uni­wer­sy­tet, który jak pisze rek­tor „chce być wierny dzie­dzic­twu Jana Pawła II“:

KUL czy UL ?

Poza tym odno­szę wra­że­nie, że jest jakaś dziwna maniera wśród duchow­nych. Mam na myśli wci­ska­nie gdzie się tylko da postaci papieża Jana Pawła. Jest więc papież w homi­liach jako przy­kład wszyst­kiego, jest papież w gro­bach Pań­skich, papież w listach paster­skich, papież w pokracz­nych rzeź­bach stra­szący przed kościo­łami. Oczy­wi­ście powin­ni­śmy cie­szyć się z beaty­fi­ka­cji, z tego że Karol Woj­tyła był jed­nym z nas. Mimo to chciał­bym, żeby w cen­trum był zawsze Jezus Chry­stus. Przy­kłady są potrzebne, szcze­gól­nie te naj­bliż­sze nam. Jeśli jed­nak w nie­któ­rych tek­stach czy wystą­pie­niach Chry­stus wypada blado przy oso­bie i osią­gnię­ciach papieża to coś tu jest nie tak. Pozo­staje nie­dziela 1 maja, beaty­fi­ka­cja. Czy papież na ustach kapła­nów nie prze­słoni orę­dzia o Bożym miło­sier­dziu…

Ujrzał i uwierzył

Posted by: xTom in Ewangelia No Comments »

Pierw­szego dnia po sza­ba­cie, wcze­snym ran­kiem, gdy jesz­cze było ciemno, Maria Mag­da­lena udała się do grobu i zoba­czyła kamień odsu­nięty od grobu. Pobie­gła więc i przy­była do Szy­mona Pio­tra i do dru­giego ucznia, któ­rego Jezus miło­wał, i rze­kła do nich: „Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono“.

Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. Bie­gli oni oby­dwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprze­dził Pio­tra i przy­był pierw­szy do grobu. A kiedy się nachy­lił, zoba­czył leżące płótna, jed­nakże nie wszedł do środka.

Nad­szedł potem także Szy­mon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnę­trza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chu­stę, która była na Jego gło­wie, leżącą nie razem z płót­nami, ale oddziel­nie zwi­niętą na jed­nym miej­scu. Wtedy wszedł do wnę­trza także i ów drugi uczeń, który przy­był do grobu. Ujrzał i uwie­rzył. Dotąd bowiem nie rozu­mieli jesz­cze Pisma, które mówi, że On ma powstać z martwych.

Ujrzał i uwie­rzył. Wła­ści­wie nie ujrzał i uwie­rzył. Potem zapi­sze: „Bło­go­sła­wieni, któ­rzy nie widzieli a uwie­rzyli“. Bóg obja­wił się w nie­obec­no­ści. Szcze­gól­nie nam, któ­rzy­śmy nie widzieli i budu­jemy makiety gro­bów. Zostały płótno i chu­sta. Całun w Tury­nie i chu­sta w Oviedo. Ciało wypro­mie­nio­wało, został obraz. Ci, któ­rzy szu­kają Boga spo­ty­kają puste groby i ikony Zmar­twych­wsta­łego, czyli nas wie­rzą­cych. Jak czy­tel­nym jestem zna­kiem, płót­nem, ikoną? Naj­krót­sze i legen­darne kaza­nie na Wiel­ka­noc. Ksiądz odczy­tał Ewan­ge­lię, spoj­rzał na ludzi i rzekł: „Chry­stus zmar­twych­wstał a Wy i tak w to nie wie­rzy­cie“. Ktoś powie, że za mocne. Może. A może po pro­stu praw­dziwe.

Po upły­wie sza­batu, o świcie pierw­szego dnia tygo­dnia przy­szła Maria Mag­da­lena i druga Maria obej­rzeć grób. A oto powstało wiel­kie trzę­sie­nie ziemi. Albo­wiem anioł Pań­ski zstą­pił z nieba, pod­szedł, odsu­nął kamień i usiadł na nim. Postać jego była jak bły­ska­wica, a szaty jego białe jak śnieg. Ze stra­chu przed nim zadrżeli straż­nicy i podrę­twieli jak umarli. Anioł zaś prze­mó­wił do nie­wiast: „Wy się nie bój­cie! Bo wiem, że szu­ka­cie Jezusa Ukrzy­żo­wa­nego. Nie ma Go tu, bo zmar­twych­wstał, jak powie­dział. Chodź­cie, zobacz­cie miej­sce, gdzie leżał. A idź­cie szybko i powiedz­cie Jego uczniom: «Powstał z mar­twych i udaje się przed wami do Gali­lei. Tam Go ujrzy­cie». Oto co wam powie­dzia­łem“.
Pospiesz­nie więc odda­liły się od grobu z bojaź­nią i wielką rado­ścią i bie­gły oznaj­mić to Jego uczniom. A oto Jezus sta­nął przed nimi i rzekł: „Witaj­cie“. One zbli­żyły się do Niego, objęły Go za nogi i oddały Mu pokłon. A Jezus rzekł do nich: „Nie bój­cie się. Idź­cie i oznaj­mij­cie moim bra­ciom: niech idą do Gali­lei, tam Mnie zobaczą“.

Nastał świt. Nie ma Go tu. Życie zwy­cię­żyło. Miłość zna­la­zła spo­sób. Wesel­cie się już zastępy anio­łów w nie­bie. Zła­mał bramy śmierci; jeste­śmy wolni od mroku co świat okrywa. Zaiste bło­go­sła­wiona noc. Niech zabrzmi Alle­luja aż po krańce świata.

Kiedy milk­nie Słowo

Posted by: xTom in Ewangelia 3 Comments »

Wielka Sobota. Wielka cisza przy gro­bie zmar­łego. Kościół milk­nie, gdy zabito Słowo. Ktoś przyj­dzie tylko poświę­cić jajka, ktoś zdziwi się, że nie ma Mszy, a inny będzie chciał się wyspo­wia­dać. A Kościół mil­czy jakby nie potra­fił zna­leźć odpo­wied­nich słów. Bóg, choć pogrze­bany, znów prze­cha­dza się po ogro­dzie, jak na początku w porze powiewu. Przy­sło­nięty bia­łym welo­nem, skry­wa­jący obli­cze Bóg łagod­nego powiewu. Świą­ty­nie pogrą­żone w ciszy skry­wają dyna­mizm Boga. „Zstą­pił do pie­kieł“ wyzna­jemy każ­dej nie­dzieli, nie zda­jąc sobie sprawy z aktu­al­no­ści tej tajem­nicy. Bóg scho­dzi na samo dno, by wydo­być czło­wieka. „Abra­ham roz­ra­do­wał się, gdy ujrzał Mój dzień“. Ocze­ki­wa­nie spo­tyka się z wypeł­nie­niem. Wresz­cie wszystko staje się jasne. Zapo­wiedź potom­stwa z raju i goście u Abrama; bara­nek na wzgó­rzu Moria i Oblu­bie­niec z Pie­śni nad Pie­śniami. Jezus pro­wa­dzi orszak bło­go­sła­wio­nych cze­ka­ją­cych speł­nie­nia. U bram nieba wybiega Ojciec. Anio­ło­wie nie poznają ludz­kiego pora­nio­nego Boga. „Abba“, Tatu­siu spójrz na nich przez rany na moich dło­niach i sto­pach, do końca ich umi­ło­wa­łem. „Dla Jego bole­snej męki, miej miło­sier­dzie…“ A w kościele pro­boszcz przy­go­to­wuje Pas­chał, ktoś trza­ska drzwiami, inny nie wej­dzie bo już „oświę­cił“ jajka. I tylko jakaś bab­cia, która widzi wię­cej prze­suwa paciorki koronki: “ (…) miej miło­sier­dzie dla nas i całego świata“.

„Co się stało? Wielka cisza spo­wiła zie­mię; wielka na niej cisza i pustka. Cisza wielka, bo Król zasnął. Zie­mia się prze­lę­kła i zamil­kła, bo Bóg zasnął w ludz­kim ciele, a wzbu­dził tych, któ­rzy spali od wie­ków. Bóg umarł w ciele, a poru­szył Otchłań.
Idzie, aby odna­leźć pierw­szego czło­wieka, jak zgu­bioną owieczkę.
Pra­gnie nawie­dzić tych, któ­rzy sie­dzą zupeł­nie pogrą­żeni w cie­niu śmierci; aby wyzwo­lić z bólów nie­wol­nika Adama, a wraz z nim nie­wol­nicę Ewę, idzie On, który jest ich Bogiem i synem Ewy.
Przy­szedł więc do nich Pan, trzy­ma­jąc w ręku zwy­cię­ski oręż krzyża. Ujrzaw­szy Go pra­oj­ciec Adam, pełen zdu­mie­nia, ude­rzył się w piersi i zawo­łał do wszyst­kich: „Pan mój z nami wszyst­kimi!“ I odrzekł Chry­stus Ada­mowi: „I z duchem twoim!“ A pochwy­ciw­szy go za rękę, pod­niósł go mówiąc: „Zbudź się, o śpiący, i powstań z mar­twych, a zaja­śnieje ci Chrystus.
Oto Ja, twój Bóg, który dla cie­bie sta­łem się twoim synem. Oto teraz mówię tobie i wszyst­kim, któ­rzy będą two­imi synami, i moją wła­dzą roz­ka­zuję wszyst­kim, któ­rzy są w oko­wach: Wyjdź­cie! A tym, któ­rzy są w ciem­no­ściach, powia­dam: Niech zaja­śnieje wam świa­tło! Tym zaś, któ­rzy zasnęli, roz­ka­zuję: Powstańcie!
Tobie, Ada­mie, roz­ka­zuję: Zbudź się, który śpisz! Nie po to bowiem cię stwo­rzy­łem, abyś pozo­sta­wał spę­tany w Otchłani. Powstań z mar­twych, albo­wiem jestem życiem umar­łych. Powstań ty, który jesteś dzie­łem rąk moich. Powstań ty, który jesteś moim obra­zem uczy­nio­nym na moje podo­bień­stwo. Powstań, wyjdźmy stąd! Ty bowiem jesteś we Mnie, a Ja w tobie, jako jedna i nie­po­dzielna osoba.
Dla cie­bie Ja, twój Bóg, sta­łem się twoim synem. Dla cie­bie Ja, Pan, przy­bra­łem postać sługi. Dla cie­bie Ja, który jestem ponad nie­bio­sami, przy­sze­dłem na zie­mię i zstą­pi­łem w jej głę­biny. Dla cie­bie, czło­wieka, sta­łem się jako czło­wiek bez­silny, lecz wolny pośród umar­łych. Dla cie­bie, który porzu­ci­łeś ogród raj­ski, Ja w ogro­dzie oliw­nym zosta­łem wydany Żydom i ukrzy­żo­wany w ogrodzie.
Przy­patrz się mojej twa­rzy dla cie­bie oplu­tej, bym mógł ci przy­wró­cić ducha, któ­rego nie­gdyś tchną­łem w cie­bie. Zobacz na moim obli­czu ślady ude­rzeń, które znio­słem, aby na twoim zeszpe­co­nym obli­czu przy­wró­cić mój obraz.
Spójrz na moje plecy prze­orane razami, które wycier­pia­łem, aby z two­ich ramion zdjąć cię­żar grze­chów przy­tła­cza­ją­cych cie­bie. Obej­rzyj moje ręce tak mocno przy­bite do drzewa za cie­bie, który nie­gdyś prze­wrot­nie wycią­gną­łeś swą rękę do drzewa.
Snem śmierci zasną­łem na krzyżu i włócz­nia prze­biła mój bok za cie­bie, który usną­łeś w raju i z two­jego boku wyda­łeś Ewę, a ta moja rana uzdro­wiła twoje zra­nie­nie. Sen mej śmierci wywie­dzie cię ze snu Otchłani. Cios zadany Mi włócz­nią zła­mał włócz­nię skie­ro­waną prze­ciw tobie.
Powstań, pójdźmy stąd! Nie­gdyś sza­tan wywiódł cię z raj­skiej ziemi, Ja zaś wpro­wa­dzę cie­bie już nie do raju, lecz na tron nie­biań­ski. Zaka­zano ci dostępu do drzewa będą­cego obra­zem życia, ale Ja, który jestem życiem, oddaję się tobie. Przy­ka­za­łem anio­łom, aby cię strze­gli tak, jak słu­dzy, teraz zaś spra­wię, że będą ci odda­wać cześć taką, jaka należy się Bogu.
Gotowy już jest nie­biań­ski tron, w pogo­to­wiu cze­kają słu­dzy, już wznie­siono salę godową, jedze­nie zasta­wione, przy­ozdo­bione wieczne miesz­ka­nie, skarby dóbr wie­ku­istych są otwarte, a kró­le­stwo nie­bie­skie, przy­go­to­wane od zało­że­nia świata, już otwarte“.

Posted by: xTom in Ewangelia No Comments »

+ Kró­le­stwo moje nie jest z tego świata. Gdyby kró­le­stwo moje było z tego świata, słu­dzy moi biliby się, abym nie został wydany Żydom. Teraz zaś kró­le­stwo moje nie jest stąd.

+ Tak, jestem kró­lem, Ja się na to naro­dzi­łem i na to przy­sze­dłem na świat, aby dać świa­dec­two praw­dzie. Każdy, kto jest z prawdy, słu­cha mojego głosu.

Nie Tego, lecz Barabasza!

Ukrzy­żuj! Ukrzyżuj!

Precz! Precz! Ukrzy­żuj Go!

Poza Ceza­rem nie mamy króla.

"Tak szli i rozmawiali już trzeci dzień:
Oto wzgórze, na którym mam złożyć Bogu ofiarę —
mówił ojciec. Syn milczał, nie śmiał pytać:
Gdzie jest żertwa? mamy ogień i drwa i nóż ofiarny,
lecz gdzie żertwa?
Bóg sam sobie tę żertwę upatrzy —
tak powiedział, nie śmiał głośno
wypowiedzieć tych słów: żertwą, mój synu, będziesz ty —
więc milczał.

Tym milczeniem znów się zapadał w głuchy ostęp.
Słyszał Głos, który go prowadził.
Teraz Głos umilkł.
Został sam ze swym imieniem
Abraham: Ten, który uwierzył wbrew nadziei.
Za chwilę zbuduje stos ofiarny,
rozpali ogień, zwiąże ręce Izaaka —
i wówczas —  co? zapłonie stos...
Widzi siebie już ojcem martwego syna,
którego Głos mu dał, a teraz mu odbiera?

O Abrahamie, który wstępujesz na to wzgórze w krainie Moria,
jest taka granica ojcostwa, taki próg, którego ty nie przekroczysz.

Inny Ojciec przyjmie tu ofiarę swego Syna.
Nie lękaj się, Abrahamie, idź dalej przed siebie
i czyń, co masz czynić.
Ty będziesz ojcem wielu narodów,
czyń, co masz czynić, do końca.

On sam powstrzyma twą rękę,
gdy będzie gotowa zadać ów ofiarniczy cios...
On sam nie dopuści, aby spełniła twa ręka
to, co już spełniło się w sercu.
Tak —  zawiśnie w powietrzu twa ręka.
On sam ją wstrzyma.
I odtąd wzgórze w krainie Moria stanie się oczekiwaniem —
na nim bowiem ma się spełnić tajemnica."