Para­liże

Posted by: xTom in Ewangelia 1 Comment »

Gdy Jezus po pew­nym cza­sie wró­cił do Kafar­naum, posły­szeli, że jest w domu. Zebrało się tyle ludzi, że nawet przed drzwiami nie było miej­sca, a On gło­sił im naukę.

Wtem przy­szli do Niego z para­li­ty­kiem, któ­rego nio­sło czte­rech. Nie mogąc z powodu tłumu przy­nieść go do Niego, odkryli dach nad miej­scem, gdzie Jezus się znaj­do­wał, i przez otwór spu­ścili łoże, na któ­rym leżał para­li­tyk. Jezus widząc ich wiarę rzekł do para­li­tyka: „Synu, odpusz­czają ci się twoje grzechy“.
A sie­działo tam kilku uczo­nych w Piśmie, któ­rzy myśleli w duszy: „Czemu tak mówi? On bluźni. Któż może odpusz­czać grze­chy, jeśli nie Bóg sam jeden?“
Jezus poznał zaraz w swym duchu, że tak myślą, i rzekł do nich: „Czemu nur­tują te myśli w waszych ser­cach? Cóż jest łatwiej powie­dzieć do para­li­tyka: «Odpusz­czają ci się twoje grze­chy», czy też powie­dzieć: «Wstań, weź swoje łoże i chodź»? Otóż żeby­ście wie­dzieli, iż Syn Czło­wie­czy ma na ziemi wła­dzę odpusz­cza­nia grze­chów“ — rzekł do para­li­tyka: „Mówię ci: Wstań, weź swoje łoże i idź do domu“. On wstał, wziął zaraz swoje łoże i wyszedł na oczach wszyst­kich. Zdu­mieli się wszy­scy i wiel­bili Boga mówiąc: „Jesz­cze nie widzie­li­śmy cze­goś podobnego“.
Czemu nur­tują te myśli w waszych ser­cach? Co jest więk­szym prze­kleń­stwem dla czło­wieka, grzech czy cho­roba? Dobrze mieć kogoś, kto przy­nie­sie moje spa­ra­li­żo­wane życie przed Chry­stusa. „Na ramiona swoje weź o Panie, tych co sami wró­cić już nie mogą…“ Cza­sem potrzeba czte­rech przy­ja­ciół. Cza­sem trzeba samemu nieść czyjś para­liż. Może droga była daleka i ręce osła­błe, ale nadzieja zawieść nie mogła. Wiara, która działa przez miłość znaj­duje spo­sób, otwiera dach, znaj­duje Źródło.

(obra­zek: mozaika, Ravenna, San Apo­li­nare Nuovo)

Ikona

Posted by: xTom in Ewangelia 1 Comment »

Trę­do­waty przy­szedł do Jezusa i upa­da­jąc na kolana, pro­sił Go: „Jeśli chcesz, możesz mnie oczy­ścić“. Zdjęty lito­ścią, wycią­gnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: „Chcę, bądź oczysz­czony“. Natych­miast trąd go opu­ścił i został oczyszczony.

Jezus surowo mu przy­ka­zał i zaraz go odpra­wił, mówiąc mu: „Uwa­żaj, nikomu nic nie mów, ale idź, pokaż się kapła­nowi i złóż za swe oczysz­cze­nie ofiarę, którą prze­pi­sał Moj­żesz, na świa­dec­two dla nich“.
Lecz on po wyj­ściu zaczął wiele opo­wia­dać i roz­gła­szać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jaw­nie wejść do mia­sta, lecz prze­by­wał w miej­scach pustyn­nych. A ludzie zewsząd scho­dzili się do Niego.
Bóg zdjęty lito­ścią, wycią­gnął rękę, dotknął i rzekł. Dotknął ludz­kiego trądu i gni­ją­cego życia. Oka­zał miło­sier­dzie temu, który „przy­szedł do Jezusa i upa­da­jąc na kolana, pro­sił Go“. Tak doko­nuje się oczysz­cze­nie w try­bu­nale miło­sier­dzia, w kon­fe­sjo­nale. Bóg nie boi się doty­kać tych wszyst­kich miejsc, które czło­wiek i spo­łe­czeń­stwo uważa za przeklęte.
Widzie­li­śmy Matkę Teresę i mówi­li­śmy «święta». Tak czło­wiek staje się ikoną miło­sier­dzia. Jeśli czło­wiek tak potrafi pochy­lać się nad dru­gim, o ile bar­dziej Bóg, który jest miło­śni­kiem czło­wieka. Oby każdy, kogo życie lub histo­ria pełna jest śmierci spo­tkał ikonę Boga, czło­wieka zdol­nego zbli­żyć się, dotknąć i podnieść.

Mądrość Mędr­ców

Posted by: xTom in Ewangelia 2 Comments »

Gdy Jezus naro­dził się w Betle­jem w Judei za pano­wa­nia króla Heroda, oto Mędrcy ze Wschodu przy­byli do Jero­zo­limy i pytali: „Gdzie jest nowo naro­dzony król żydow­ski? Ujrze­li­śmy bowiem Jego gwiazdę na Wscho­dzie i przy­by­li­śmy oddać Mu pokłon“. Skoro usły­szał to król Herod, prze­ra­ził się, a z nim cała Jero­zo­lima. Zebrał więc wszyst­kich arcy­ka­pła­nów i uczo­nych ludu i wypy­ty­wał ich, gdzie ma się naro­dzić Mesjasz. Ci mu odpo­wie­dzieli: „W Betle­jem judz­kim, bo tak napi­sał pro­rok: «A ty, Betle­jem, zie­mio Judy, nie jesteś zgoła naj­lich­sze spo­śród głów­nych miast Judy, albo­wiem z cie­bie wyj­dzie władca, który będzie paste­rzem ludu mego, Izraela»“.

Wtedy Herod przy­wo­łał pota­jem­nie Mędr­ców i wypy­tał ich dokład­nie o czas uka­za­nia się gwiazdy. A kie­ru­jąc ich do Betle­jem, rzekł: „Udaj­cie się tam i wypy­tuj­cie sta­ran­nie o Dzie­cię, a gdy Je znaj­dzie­cie, donie­ście mi, abym i ja mógł pójść i oddać Mu pokłon“. Oni zaś wysłu­chaw­szy króla, ruszyli w drogę.

A oto gwiazda, którą widzieli na Wscho­dzie, szła przed nimi, aż przy­szła i zatrzy­mała się nad miej­scem, gdzie było Dzie­cię. Gdy ujrzeli gwiazdę, bar­dzo się ura­do­wali. Weszli do domu i zoba­czyli Dzie­cię z Matką Jego, Maryją; upa­dli na twarz i oddali Mu pokłon. I otwo­rzyw­szy swe skarby, ofia­ro­wali Mu dary: złoto, kadzi­dło i mirrę. A otrzy­maw­szy we śnie nakaz, żeby nie wra­cali do Heroda, inną drogą udali się do ojczyzny.

Kilka reflek­sji na temat uro­czy­sto­ści Obja­wie­nia Pańskiego:

URO­CZY­STOŚĆ OBJA­WIE­NIA PAŃSKIEGO

(obraz: Hugo Van der Goes, Pokłon Trzech Króli (Ołtarz Mon­forte), 1471-​73r., Drezno).

Już nie­długo Tydzień modlitw o jed­ność chrze­ści­jan. Prze­czy­ta­łem zatem mate­riały oraz pro­po­no­wane nabo­żeń­stwa eku­me­niczne na ten czas. Zgod­nie z tym co myśla­łem nie zna­la­złem tam nawet wzmianki o Matce Bożej (co aku­rat jest zgodne z moją wła­sną defi­ni­cją eku­me­ni­zmu jako wspól­nym mil­cze­niu o Matce Bożej). Nawet frag­ment o prze­ka­za­niu pry­matu został zin­ter­pre­to­wany jako zachęta Jezusa, aby się trosz­czyć o wszyst­kich… Zanim więc część Waszych dusz­pa­ste­rzy ura­czy Was pomy­słami nabo­żeństw i modlitw o jed­ność kilka cyta­tów z ency­kliki, którą pew­nie nie­wielu czy­tało. Z wła­snego doświad­cze­nia „wykształ­ce­nia“ semi­na­ryj­nego wiem, że poza ency­kliką «Divino Afflante» Piusa XII (doty­czącą nauk biblij­nych) nie oma­wia­li­śmy żadnej ency­kliki sprzed pon­ty­fi­katu Jana XXIII. Zresztą spró­buj­cie kupić np. ency­klikę «Pascendi» (o błę­dach moder­ni­zmu) w jakiejś kato­lic­kiej księ­garni… A więc wra­ca­jąc do eku­me­ni­zmu, cytuję papieża Piusa XI, ze spe­cjalną dedy­ka­cją na Tydzień Aku­ku­me­niczny oraz dla wszyst­kich zafa­scy­no­wa­nych Taize:

W tym celu urzą­dzają zjazdy, zebra­nia i odczyty z nie­prze­cięt­nym udzia­łem słu­cha­czy i zapra­szają na nie dla omó­wie­nia tej sprawy wszyst­kich, bez róż­nicy, pogan wszyst­kich odcieni, jak i chrze­ści­jan, a nawet tych, któ­rzy — nie­stety — odpa­dli od Chry­stusa, lub też upo­rczy­wie prze­ciw­sta­wiają się Jego Boskiej natu­rze i posłan­nic­twu. Kato­licy nie mogą żadnym pak­to­wa­niem pochwa­lić takich usi­ło­wań, ponie­waż zasa­dzają się one na błęd­nym zapa­try­wa­niu, że wszyst­kie reli­gie są mniej lub wię­cej dobre i chwa­lebne, o ile, że one w równy spo­sób, cho­ciaż w róż­nej for­mie, ujaw­niają i wyra­żają nasz przy­ro­dzony zmysł, który nas pociąga do Boga (…)“.

W tym miej­scu należy obja­śnić i usu­nąć błędne zapa­try­wa­nia, na któ­rych wspiera się cała pod­stawa tych spraw (…). Ini­cja­to­rzy tej idei wciąż przy­ta­czają słowa Chry­stusa: Ut omnes unum sint… Fiet unum ovile et unus pastor («Aby wszy­scy byli jedno… Jedna niech będzie owczar­nia i jeden pasterz»), ale w ten spo­sób, jakby te słowa wyra­żały życze­nie i prośbę, które mają się dopiero speł­nić. Są bowiem zda­nia, że jed­ność wiary i kie­row­nic­twa — co jest zna­mi­niem praw­dzi­wego i jedy­nego Kościoła Chry­stusa — nigdy poprzed­nio nie ist­niała i dzi­siaj także nie ist­nieje. Może to według ich zda­nia byc wpraw­dzie życze­niem, które może też kie­dyś wspólną wolą wier­nych sie urzeczywistni (…).“

Pracy nad jed­no­ścią chrze­ści­jan nie wolno popie­rać ina­czej, jak tylko dzia­ła­niem w tym duchu, by odszcze­pieńcy powró­cili na łono jedy­nego, praw­dzi­wego Kościoła Chry­stu­so­wego, od któ­rego kie­dyś, nie­stety, odpadli.“

W tym jed­nym Kościele Chry­stusa jest i pozo­staje tylko ten, kto uznaje auto­ry­tet i wła­dzę Pio­tra i jego praw­nych następ­ców, słu­cha­jąc i przyj­mu­jąc ją“.

Nie­chajże powrócą do wspól­noty Ojca, który ich przyj­mie z całą miło­ścią, nie pomnąc krzywdy, jaką wyrzą­dzili poprzed­nio Sto­licy Apo­stol­skiej. Jeśli, jak to wciąż powta­rzają, pra­gną z Nami i z naszymi się połą­czyć, dla­cze­góż nie powra­cają jak naj­śpiesz­niej do Kościoła, tej «Matki i Mistrzyni wszyst­kich wie­rzą­cych w Chrystusa»?“

“ (…) powia­damy, do korze­nia i Matki Kościoła kato­lic­kiego nie­chaj zbliżą się syno­wie odłą­czeni, nie w tej myśli i nadziei, że Kościół Boga Żywego, ten filar i pod­pora prawdy poświęci czy­stość wiary i ścierpi ich błędy, lecz po to, by oddać się w opiekę Jego urzędu nauczy­ciel­skiego i Jego kierownictwa“.

Dan w Rzy­mie, u św, Pio­tra, 6 stycz­nia, w uro­czy­stość Obja­wie­nia się Pana naszego Jezusa Chry­stusa, w roku 1928, szó­stym Naszego Pontyfikatu.

Pius XI ency­klika „Mor­ta­lium Ani­mos. O popie­ra­niu praw­dzi­wej jed­no­ści religii“.

(obra­zek: tak, zga­dli­ście. To pro­ce­sja Bożego Ciała w die­ce­zji Linz (tak, tak to Kościół Rzymsko-​katolicki). Na zdję­ciu ksiądz dzie­kan Hel­mut Part. Oszczę­dzi­łem Wam widoku kobiety w albie i stule. Na koniec, aby poka­zać dla­czego po sobo­rze jest tak dobrze, skoro jest jak widać, jesz­cze jedno zdję­cie. Pro­szę trzy­mać się mocno.

Otóż jest to ojciec jezu­ita, dok­tor Saju Geo­rge Moolam­thu­ru­thila. Zagadka jest nastę­pu­jąca: Co to za część Mszy świę­tej? Nie radzę zga­dy­wać… Zdję­cia pocho­dzą z por­talu Kro­nika Novus Ordo. Więc już na abso­lutny koniec link do Mszy „ekumenicznej“.

PS. Nie glo­ry­fi­kuje cza­sów przed sobo­rem dru­gim Waty­kań­skim, ale jak powie­dział Paweł VI „swąd sza­tana prze­nik­nął do świą­tyni“, a my wciąż bia­do­limy jak to kul­tura współ­cze­sna oddala ludzi od Boga…

http://​bre​via​rium​.blog​spot​.com/​2​0​0​7​/​1​2​/​m​s​z​a​-​w​i​t​a​-​e​k​u​m​e​n​i​c​z​n​a​.html

Chodź i zobacz

Posted by: xTom in Ewangelia 1 Comment »

Jan Chrzci­ciel stał wraz z dwoma swo­imi uczniami i gdy zoba­czył prze­cho­dzą­cego Jezusa, rzekł: „Oto Bara­nek Boży“. Dwaj ucznio­wie usły­szeli, jak mówił, i poszli za Jezusem.

Jezus zaś odwró­ciw­szy się i ujrzaw­szy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: „Czego szu­ka­cie?“ Oni powie­dzieli do Niego: „Rabbi! (to zna­czy: Nauczy­cielu), gdzie miesz­kasz?“ Odpo­wie­dział im: „Chodź­cie, a zoba­czy­cie“. Poszli więc i zoba­czyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozo­stali u Niego. Było to około godziny dziesiątej.
Jed­nym z dwóch, któ­rzy to usły­szeli od Jana i poszli za nim, był Andrzej, brat Szy­mona Pio­tra. Ten spo­tkał naj­pierw swego brata i rzekł do niego: „Zna­leź­li­śmy Mesja­sza“ (to zna­czy: Chry­stusa). I przy­pro­wa­dził go do Jezusa. A Jezus wej­rzaw­szy na niego rzekł: „Ty jesteś Szy­mon, syn Jana, ty będziesz nazy­wał się Kefas“ (to zna­czy: Piotr).
Czego szu­ka­cie? Czemu idziesz za Mną? Czego ocze­ku­jesz? Jak iść za Chry­stu­sem. Jak głodne rze­sze, które nasy­cały swoje pra­gnie­nie chleba, znaj­do­wali uzdro­wie­nie ze swo­ich cho­rób, a potem krzy­czeli: Ukrzy­żuj? Pokaż mi gdzie miesz­kasz Nauczy­cielu. Pozwól mi patrzeć na Cie­bie. Obec­ność mi wystar­czy. Zamiesz­kać w obec­no­ści Boga. Chodź­cie, a zoba­czy­cie. Wyrusz w drogę, w przy­godę z wiarą. Poszli, około godziny dzie­sią­tej i zostali dzień. Ósmego dnia, gdy wszystko się dopełni, zosta­niemy u Nauczyciela…