Nazajutrz Jan zobaczył Jezusa, nadchodzącego ku niemu, i rzekł: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata. To jest Ten, o którym powiedziałem: «Po mnie przyjdzie mąż, który mnie przewyższył godnością, gdyż był wcześniej ode mnie». Ja Go przedtem nie znałem, ale przyszedłem chrzcić wodą w tym celu, aby On się objawił Izraelowi“.

Pan mówił do Mojżesza tymi słowami: „Powiedz Aaronowi i jego synom: tak oto macie błogosławić synom Izraela. Powiecie im: «Niech cię Pan błogosławi i strzeże. Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą, niech cię obdarzy swą łaską. Niech zwróci ku tobie swoje oblicze i niech cię obdarzy pokojem». Tak będą wzywać imienia mojego nad synami Izraela, a Ja im będę błogosławił“.
Pasterze pospiesznie udali się do Betlejem i znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę, leżące w żłobie. Gdy Je ujrzeli, opowiedzieli o tym, co im zostało objawione o tym Dziecięciu. A wszyscy, którzy to słyszeli, dziwili się temu, co im pasterze opowiadali. Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu. A pasterze wrócili, wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im to było powiedziane.

Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami. Ojciec wziął za Nie odpowiedzialność i pozostawił to Słowo w ludzkiej historii. Tak szuka człowieka, wciąż pytając: „Adamie, gdzie jesteś?” Tak pozostał Bóg na ziemi, taki jest wymiar Eucharystii. Za mało było Miłości w przyjściu, w śmierci i zmartwychwstaniu. Miłość, która stała się ciałem pozostała zamknięta w ciszy i pozornej bezczynności. „Świat Go tak bardzo potrzebuje, a On nie mówi, ludzie tak bardzo go potrzebują, a On się nie rusza. Najświętszy sakrament doprawdy jest milczeniem Boga, słabością Boga”. Głód i pragnienie człowieka świadczy o tym, że człowiek został stworzony dla sytości i napełnienia. To ostatecznie pragnienie nieba, które polega na zjednoczeniu dwóch miłości. „Nie zostawię was sierotami”. Wziął chleb, w dzień przed męką i został wśród nas i w nas. Chleb, w którym zamieszkała Miłość jest pokarmem w drodze. Niepozorny Chleb podobny Dzieciątku w żłobie. I los chleba jest podobny życiu Wcielonego Słowa. Najpierw ziarno musi wpaść w ziemię, potem obumrzeć. Zboże musi zostać zżęte, a ziarno zmieszane z wodą wypalone. Może stąd takie podobieństwo słów mąka – męka. I zostawił Bóg wzór na Miłość. Zostawił w gestach i słowach Ostatniej Wieczerzy. Wziął, błogosławił, łamał, rozdał. Zostawiając ten wzór. Syn sam sprawdził jego skuteczność. Został wzięty przez Ojca, pobłogosławiony w chrzcie Janowym, połamany przez ludzi na drzewie krzyża oraz rozdawany do końca świata.
Wziął. Bóg bierze z Miłością, wziął na zawsze. Przed ukochaniem rodziców, On już mnie kochał i mimo moich rodziców On mnie kochał. „Ukochałem Cię odwieczną miłością” wołał Jeremiasz. Ramiona Syna są zawsze otwarte, bo ukrzyżowane. On wziął Cię od zawsze i przytulił, nawet gdybyś sam się nie kochał.
Błogosławił. Potwierdził Miłość. Bene – dicere, komunikacja miłości. Błogosławić słowami, gestami jak rodzice czyniący znak krzyża na czole dziecka. Gesty miłości, delikatne, czułe. Tak najpierw dotyka Bóg. „Choćby niewiasta zapomniała o Tobie, Ja nigdy o Tobie nie zapomnę”. Nie jesteś dzieckiem przekleństwa, Bóg cię błogosławi.
Łamał. To trudny moment. Dość łatwo zgodzić się na to, że Bóg mnie kocha, że mnie błogosławi. Łamanie może rodzić bunt. Czy nie wystarczająco połamali mnie rodzice, znajomi, falsyfikaty miłości? Bóg łamie w nas tylko to, co złe i co przeszkadza nam kochać. Złamać egoizm, słabość, grzech. Świat usiłuje połamać to, co dobre i piękne, Bóg łamie nasze oddalenia. Jak lekarz, który zadaje ból dla uzdrowienia. „Dopóki chleb nie zostanie połamany, nikt się nie posili, nikt nie znajdzie pokrzepienia”. Eucharystia zaprasza, aby przyjść ze swoimi połamaniami. Dobrze przeżyte połamania mogą nakarmić innych, trzeba tylko zgodzić się na połamanie.
Rozdał. Stać się darem, rozdać się z miłości. Bóg nie tworzy bubli i ich nie rozdaje. Egoista nie potrafi się dzielić. Bóg dał się jako pierwszy. Odwieczne oddanie Syna, Wcielenie, oddanie na krzyżu i Eucharystia. Bóg istnieje dlatego, że się oddaje. I tak do końca świata. A przecież na obraz Boga jesteś stworzony.
„Panie, Twoja obecność, tak bardzo prawdziwa, więcej waży
niż jakikolwiek argument.
Na moim karku i plecach poczułem Twój ciepły oddech.
Wymawiam słowa Twojej księgi, ludzkie, tak jak ludzkie są
Twoje miłości i gniewy.
Sam nas stworzyłeś na swój obraz i podobieństwo.
Chcę zapomnieć o misternych pałacach, które wznieśli teologowie.
Ty nie uprawiasz metafizyki.
Wybaw mnie od obrazów bólu, które zebrałem wędrując po świecie,
zaprowadź tam, gdzie mieszka Twoje tylko światło”.
Bóg jest wierny. Idzie na krańce życia i buduje most z krzyżowego drzewa. Eucharystia jest dowodem wierności Boga, jest Jego ikoną. Chcesz poznać Miłość?
Nie bój się, Pan jest z tobą. Bliżej niż myślisz…
I to jest historia, której już nie opiszę.
Bibliografia:
Adamski M., Przejść pustynię, czyli od rozpaczy do nadziei, Poznań 2005.
Biskup M., Ocalić w sercu, Kraków 2010.
Curtaz P., Mały Bóg w wielkim mieście, tłum. K. Stopa, Kraków 2010.
Dobraczyński J., Cień Ojca, Warszawa 1980.
Dziewiecki M., Najpiękniejsza historia miłości. Portret mężczyzny i kobiety XXI wieku, Kraków 2011.
Dziewiecki M., Ochronić życie. Tylko miłość chroni człowieka, Kraków 2009.
Iwanowska A. [red.], Elementarz księdza Twardowskiego dla najmłodszego, średniaka i starszego, Kraków 2000.
O’Donnell J., Klucz do teologii Hansa Ursa von Balthasara, tłum. A. Wałęcki, Kraków 2005.
Reale G., Karol Wojtyła. Pielgrzym Absolutu, tłum. M. Gajda, Warszawa 2008.
Szymik J., W światłach Wcielenia. Chrystologia kultury, Katowice – Ząbki 2004.
Domyślam się, że nie przeczytacie wszystkich tych pozycji (mam nadzieję się tutaj mylić), więc zachęcam do lektury chociaż kilku. Mój osobisty typ to Paolo Curtaz „Mały Bóg w wielkim mieście”. Pięknie pokazuje sens świąt nawet po świętach. Dla wszystkich spragnionych łyku teologii polecam księdza profesora Szymika; czyta się jednym tchem. A dla wszystkich spragnionych beletrystyki jest oczywiście Jan Dobraczyński „Cień Ojca”. Rzecz o świętym Józefie, pięknym człowieku, którego przez ten tekst zacząłem odkrywać na nowo.

Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła.
Na początku było Słowo. Stało u początku stworzenia. Słowo Ojca, które było u Boga i było Bogiem. Według Niego Bóg lepił człowieka. Wpatrywał się w Słowo i wsłuchiwał się aż ukończył swe dzieło dnia szóstego. W Słowie było życie, choć człowiek szuka życia poza Słowem. Opisuje siebie tysiącem słów, podczas gdy Słowo już przed stworzeniem opisało jego. To Słowo przyjęło ciało, bo Miłość jest konkretna albo nie ma jej wcale. I wśród innych słów, które wypowiadamy te są słowami prawdy, które oblekają się w ciało. Nawet jeśli jest to ciało tak kruche, że można je zanegować aż po krzyż.

„Gdy nadeszła pełnia czasów”. Bóg wszystko przygotował, każdy najdrobniejszy szczegół. Cała historia skupiła się w tym momencie. Przyszedł ubogo i cicho. Bóg przyszedł, ale nie zastał człowieka. Przyszedł do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Bóg daleki, Bóg w niebie jest bezpieczny. Bóg pośród nas budzi zakłopotanie. Miłość wcielona zmusza do konfrontacji, do podjęcia decyzji. Jezusa czy Barabasza? I już nie można się schować za filozofią, za zdaniem większości. Miłość zaskakuje człowieka, przychodzi różna od tego, czegośmy się spodziewali. Jak uczniowie uciekający do Emaus. Oblicze prawdziwej Miłości obnaża wszystkie falsyfikaty, jak światło obnaża każdą drobinkę kurzu.
„Żaden z poetów i myślicieli nie znalazł odpowiedzi na pytanie:
«czym jest miłość?» Chcecie uwięzić światło?
Wymknie się wam między palcami”.
Bóg odsłania prawdę o człowieku, od Niego uczymy się człowieczeństwa. I im dalej od Boga, tym dalej od prawdy o człowieku, a bliżej do tego by człowiek równy był zwierzętom, choć sam uważać się będzie za boga. Chcesz takiego Boga? Spodziewałeś się Boga mocnego, który wszystko ci wyjaśni, a stajesz wobec noworodka. Biedni rodzice, bez dachu nad głową i dziecko. Patologia. A Bóg tak umiłował życie, że chciał je dzielić z człowiekiem. Może pamiętał blask oczu Adama i chciał go zobaczyć raz jeszcze, na własne oczy. Lecz kiedy Bóg przynosi pokój , człowiek wybiera przemoc. „Pełne krwi jest to Boże Narodzenie, które my wypełniliśmy łakociami”. Święty Szczepan, Młodziankowie i prawosławne ikony Dzieciątka ubranego w grobowy całun. Wobec Miłości można przyjąć tylko dwie postawy. Odrzucić (zabić) lub przyjąć (wcielić). Herod zabijał już wcześniej. Z obawy przed spiskiem, przed odebraniem władzy. Zabijał najbliższych. August, wiedząc że żydzi nie jedzą wieprzowiny, miał powiedzieć: „Lepiej być świnią (hys) Heroda niż jego synem (hyios). Pojawia się spełnione proroctwo, które znał. „Oddam mu pokłon”. Perfidia Heroda nie zna granic. Polityka używa religii, kiedy ta ostatnia jest dla władzy opłacalna. W pogoni za władzą, Bóg musi umrzeć. Miłość staje się konkurencją nie do zniesienia, nie możemy sobie pozwolić na dziecko… Tak zaczyna krążyć po głowie i sercu człowieka widmo śmierci.
Herod nie zna się na religii. Daje na tacę, chodzi czasem do świątyni, potem zabija. Wzywa teologów, pyta gdzie się narodzi Król. Wszystko się zgadza. I zostają na miejscu. Bóg? Dobrze, ale niech mi nie przeszkadza. Nawrócenie? Oczywiście, ale zostawię sobie kilka furtek na wszelki wypadek. Utkwieni w bezczynności, zamknięci. Kapłani nie spotkali Boga, myśleli że już Go posiadają. „Nowość Wcielenia polega właśnie na tym: Bóg nie jest już zamknięty w świątyni, mieszka w mieście, chodzi z tobą do pracy, stoi spocony i zmęczony w metrze, wracając wieczorem do domu, staje się twoim towarzyszem, sąsiadem”. Tak trwają starzy i młodzi proboszczowie, którzy jak refren powtarzają: „Ale nigdy tak nie było” lub „u nas tak było zawsze”. Rutyna bywa chorobą śmiertelną. Mieszkańcom Betlejem też zabrakło miejsca dla Miłości. I już wtedy spełniły się słowa Apokalipsy.
„Oto stoję u drzwi i kołaczę:
jeśli ktoś posłyszy mój głos i drzwi otworzy,
wejdę do niego i będę z nim wieczerzał,
a on ze Mną”.
Są jednak i ci, którzy przyjmują wcielona Miłość. Wśród nich najpiękniejsza para ludzi. Ona około trzynastoletnia kobieta poślubiona młodemu, pewnie około dwudziestoletniemu, chłopakowi z sąsiedztwa. Jak rodziła się między nimi miłość? Pierwsze spojrzenia i uśmiechy, nieśmiałe odwracanie głowy zakłopotanej Miriam. Ona była tak piękna, i pełna gracji, że Józef nie mógł oderwać od Niej oczu. Od dawna jednak na tej dziewczynie spoczywał wzrok kogoś Innego. Ona musiała stawiać Józefowi wysokie wymagania. Nie przeszkadzał Bóg młodym ludziom. Znał serce Józefa i wiedział, że kocha pięknie i czysto. Znał serce Maryi i wiedział, że potrafi kochać jak nikt inny na świecie. Bóg wybrał ludzką miłość, aby wejść w historię. Nie oczekiwał na CV i rozmowę kwalifikacyjną. Widział serce i to Mu wystarczyło. Posłał anioła, a Ona zmieszał się na te słowa. „Nie bój się”. Bóg prosi człowieka… Zbawienie zawisa na wargach kobiety. Poznaj swoją godność kobieto! „Pan z Tobą”. „Ale jak to się stanie?”. Anioł zobaczył czystość kobiety, która stanie się jego królową. Zrozumiał czemu Bóg wybrał właśnie ją. Skoro Syn miał być bez grzechu, to musiał przyjąć oczyszczoną krew. Miłość, która przyszła wsłuchuje się w pytania człowieka, rozumie lęki. „Duch święty zstąpi na Ciebie”. Duch, który unosił się nad wodami, bereszit. Wszyscy aniołowi patrzyli na to miejsce, na prowincji. Bóg wsłuchiwał się w każdy ruch warg Miriam. „Fiat”. Tak Jej życie zostało odwrócone. Odszedł anioł i zostawił Ją z masą pytań. Jak to powiedzieć Józefowi? I nie ma słów, które między sobą wymienili. Może żadne nie padły. Ona pozostała piękną, nowa Ewa. Człowiek po grzechu traci piękno, Ona pozostała piękną dziewczyną, pełną łaski. I może Józef to zrozumiał, choć potrzebował zasnąć, aby być pewnym. Sprawy zaczęły się komplikować. Trzeba ruszać do Betlejem. Osiołek stąpał delikatnie, ale nawet on nie zapewniał komfortu. Każdy kamień i nierówność były bolesne dla kobiety w błogosławionym stanie. Dotarli do Betlejem. I nie było miejsca dla nich. Józef pukał do każdych drzwi, prosił i błagał. Najgorsze chwile dla mężczyzny, gdy nie potrafi zapewnić opieki swej rodzącej żonie. Może szopa wystarczy, na tyle domu. Ładnie człowiek przyjął Boga…
Zdjął Józef płaszcz i przytulił swoja twarz do twarzy Maryi. Trzymał ją za rękę i powtarzał: Nie bój się; choć sam bał się o wszystko. Osłaniał Ją przed chłodem i we troje zasnęli oświetleni blaskiem gwiazdy. Potem pasterze i magowie. Nie rozumieli i za każdym razem kiedy ktoś wchodził Józef wstawał gotowy bronić żony i dziecka. Nie trwali tak długo. Trzeba uciekać. Znów długa droga, bez zabezpieczenia przyszłości. Gdzie będziemy mieszkać, gdzie znajdę pracę. Nie są obce Bogu dylematy wypędzonych. I znów Józef, który umie pracować, jest młody i silny, ale nie potrafi zapewnić bezpieczeństwa rodzinie. Wielu mu gratulowało, gdy zaręczyli się z Miriam. Przygotowywał dom, robił meble, pewnie nawet wystrugał kołyskę. Potem wiadomość o Jej błogosławionym stanie. Pytania, wątpliwości, koszmarne wizje przyszłości i bezsenne noce. Mimo wszystko Józef jest sprawiedliwy to znaczy, że nie sądzi po pozorach. Wreszcie zasypia. „Nie bój się”, słyszy od anioła. To tajemnica. Czuwaj nad Miriam i naucz jej dziecko jak być pięknym człowiekiem. Józef jest człowiekiem czynu. Wstaje, bierze w opiekę swoją żonę i ufa. Bez słowa buntu czy komentarza. Obudzić się i otoczyć opieką kobietę. Święty Józefie ucz tego mężczyzn naszych czasów. Ucz tego, że marzenia Boga należy stawiać przed swoimi. Potem wygnanie i powrót. Trzeba Syna nauczyć zawodu. Kiedy zabierał chłopca do pracy, patrzył na Miriam jakby pytał, ale ponad wszystko ufał.
„Tysiące mężczyzn i kobiet przyzywało imienia Boga, dzień po dniu, leżąc na swych łożach boleści lub zakuci w kajdany niewoli, a Bóg co robi?
Stołki”.
Tak wychowywał się Bóg, wśród ludzkiej miłości. Tak potrafią kochać tylko święci. Im bliżej małżonkowie są Boga, tym piękniej potrafią kochać się wzajemnie. Józef, który stał się cieniem i Miriam, dziewczyna, która powiedziała „fiat”. Idą ofiarować dziecko Bogu do świątyni. Każdy, kto dojrzale kocha powierza swoje dziecko Bogu. Bóg jest przecież najlepszym Rodzicem. „Ileż dzieci, iluż nastolatków zostałoby uratowanych, gdyby ich rodzice nie próbowali wychowywać swych dzieci i troszczyć się o nie jedynie własnymi siłami, gdyby przyprowadzali swe dzieci do Boga i u Boga szukali mądrości oraz mocy potrzebnej do tego, by umiejętnie wychowywać i chronić swe dzieci przez zagrożeniami tak zewnętrznymi, jak i wewnętrznymi!?”
„Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono”. Tajemnica Miłości wciąż ich zaskakuje. Tak trzeba zdumiewać się tajemnicą dziecka, jego niepowtarzalnością. Pięknie działa Bóg we współpracy z rodzicami. Tworzy dzieła niepowtarzalne, tajemnicze i piękne. Wyobraźnia Boga niesie w sobie twarz każdego dziecka. Potem całą trójkę widzimy w świątyni. Dwunastoletni Jezus i bolesna prawda, że nie jest On ich własnością. Dziecku trzeba także pozwolić odejść. Tam po raz ostatni widzimy Józefa, patrona odpowiedzialnej i pięknej miłości małżeńskiej i rodzicielskiej. Otwartej na Boga relacji wcielenia Miłości w słowa i czyny. Tak miłość karmi się obecnością a geniusz kobiety przejawia się w miłości macierzyńskiej.
„Nie muszę nikomu niczego zazdrościć, bo sam też mam Matkę. Brakowało mi jej. Moja Matka nosi imię Maryja, mówi Bóg. Jej dusza jest czysta i pełna wdzięku. Jej ciało jest dziewicze i przeniknięte takim światłem, że nigdy nie mogłem oderwać od niej oczu, przestać jej słuchać i podziwiać. Moja Matka jest tak piękna, że wszystkie piękności nieba nie były mi bliższe od niej. Wiem, mówi Bóg, co znaczy przebywać w objęciach aniołów: a jednak wierzcie mi, brakowało mi matczynych ramion!”
Miłość tak potrafi zmieniać świat i ludzi. Miłość tak wkroczyła w życie Józefa i Maryi. Geniusz odpowiedzialnego mężczyzny i geniusz pięknej kobiety. Miłość potrafi realizować piękno macierzyństwa i ojcostwa także wśród tych, którzy pozostają bezżenni dla Królestwa. Nie bez przyczyny nazywamy ich ojcami, a najbardziej znana kobieta naszych czasów nazywana była Matką Teresą z Kalkuty.
„W rodzinie kobieta jest więzią, która łączy ojca z dzieckiem. Jest tą, przez którą ojciec spieszy ku dziecku, a dziecko ku ojcu. Tą, ku której spieszy ojciec i dziecko. Jest wspólnym oddechem ojca i dziecka. Dzięki niej ojciec staje się bardziej ojcem, a dziecko bardziej dzieckiem. Taka jest kobieta w rodzinie, uświęcona przez łaskę”. Tu ostatni raz widzimy Józefa. Ten piękny i silny mężczyzna odchodzi prawdopodobnie w ramiona Ojca przed tym nim Jezus rozpoczął publiczną działalność. Odchodzi ojciec w ramiona Ojca. Piękne odejście w obecności Jezusa i Maryi. Tak rozpływa się w codzienności Józef, człowiek posłuszny aż do zniknięcia na kartach Dobrej Nowiny. „Człowiek konkretny, małomówny, sprawiedliwy i marzyciel, przekazał swoje imię i swoją wiedzę rzemieślnika Synowi Bożemu, nauczył Boga przymiotów ludzkich”.
Miłość jednak musiała zrobić krok dalej, to jednak jest już całkiem inna historia…