
Doświadczenie Zmartwychwstania w nieobecności, w niespotkaniu. Dziwne doświadczenie wiary apostołów, którzy oddali życie za fakt pustego grobu. Zapraszam do odsłuchania.
Proste zatrzymania nad Ewangelią

Doświadczenie Zmartwychwstania w nieobecności, w niespotkaniu. Dziwne doświadczenie wiary apostołów, którzy oddali życie za fakt pustego grobu. Zapraszam do odsłuchania.

W Wielki Piątek nie padają słowa o wydanym Ciele i Krwi wylanej. Liturgia nie rozpoczyna się znakiem krzyża, a nie nim się kończy. Nawet homilii nie trzeba mówić. Wszystko opowiedzą znaki. Wszystko zamknie Krzyż.
„Patrząc na ptaki, które gdy wzbijają się w górę do nieba, krzyż rozciągnąwszy skrzydła, tworzą, świergocąc coś podobnego do modlitwy”. Krzyż jak rozłożone bezradnie ręce matki na szpitalnym korytarzu. Orantka rzucająca w niebo pytanie „Boże mój, Boże mój czemuś mnie opuścił?” Krzyż jak wezwanie imienia Bożego analfabety pod dokumentem. Krzyż z drzewa żywota, z urwanej gałązki, posadzonej na grobie Abrahama. Narzędzie odrazy, którego nazwy nie można było wymawiać w wolnym mieście (nomem ipsum crucis absit… Mentio ipsa indigna cive romano atque homine libero est). „Crudelissimum teterrimumque supplicium” napisał Cyceron. Zazwyczaj krzyż był niski, aby psy i inne zwierzęta z łatwością mogły szarpać ciała. Zgorszenie dla Żydów, głupstwo dla pogan. Od czasów Golgoty, przez grafikę ukrzyżowanego osła na Palatynie, po krzyż z puszek po piwie i krzyż opluty, znieważony w domach gdzie Miłość nie jest kochana. Znalazł Bóg takie miejsce gdzie mógł być ostatnim, gdzie już nikt mu nie zazdrości. To miejsce i przestrzeń wypełnił krzyk, którego bali się nawet ewangeliści. „Clamavit Jesus voce magna dicens: Eli, Eli lamma Sabacthani? Hoc est: Deus meus, Deus meus, ut quid dereliquisti me?” Wszedł w ciemność, gubiąc rękę Taty, którą trzymał stawiając kroki na ziemi. Wolałem Barabasza. Bar abba, syn swego ojca i Syn Ojca skazany na śmierć. Staje się grzechem, „cierpi piekło własnej nieobecności”.
„Abyśmy mieli światło stałeś się ślepym.
(…) Aby niebo było naszym, doświadczyłeś piekła”.
Pokusa ciała odczuwana każdą raną i odmierzana kroplami krwi. Pokusa duszy odczuwana smutkiem i trwogą. I może najgorsza pokusa ducha odczuwana brakiem Ojca. Wszak kusiciel odszedł z pustyni tylko do czasu… Wydany w ręce ludzi. Nie dysponuje już sobą, zmanipulowany przez wolę innych, związany powrozami jak rzecz. Jak «przesyłka bez adresata». Od Annasza do Kajfasza, od Piłata do Heroda. On milczał. Nie oskarżał, przyjął na siebie gniew Boga. Wszystko wchłonięte przez Miłość i tam zabite na drzewie. Taki był portret umierającego. Ja nie chcę umierać, choć wiem, że jestem na śmierć skazany. Tak tkwisz między niebem i ziemią bo nie jestem u siebie, a niebo jest wciąż daleko. Jesteś sam, ponieważ kiedy przyjdzie ostatnia chwila także zostanę sam. Przebity przez linię pionową i poziomą. Wszystko bowiem pragnę ogarnąć zasięgiem ramion i wyrywam się w górę u Tobie. Ta linia przechodzi przez Twoje serce i rozcina je. Przybity jesteś ponieważ moja wolność złączona jest z koniecznością. Cielesne obwieszczenie, znak. Nie tyle cierpiący co bezradany, wy – dany. Nie mogąc powiedzieć tego, co pragnie powiedzieć staje się głosem tych, którzy nie potrafią opowiedzieć o własnym bólu. „Sens krzyża to fakt, gdzie Bóg jest”.
„Tortury, jakim poddawana jest ofiara, przemieniają niebezpieczny tłum w widownię starożytnego teatru bądź współczesnego filmu, równie zafascynowaną krwawym widowiskiem, jak dzisiejsi ludzie hollywoodzkimi horrorami. Kiedy widzowie nasycą się przemocą, kiedy – zgodnie z terminologią Arystotelesa – przeżyją wyimaginowaną bądź prawdziwą «katharsis», wtedy spokojnie wracają do swoich domów i śpią snem sprawiedliwego”. Patrzyłem kiedy śpiewano mękę. Patrzyłem jak inni patrzą. Kołatał mi się fragment Pisma „A lud stał i patrzył”. W wygodnych fotelach sali kinowej, w wersji dolby, z popcornem na kolanach można oglądać «Pasję» Gibsona. W miękkich kapciach czytać mękę Pańską. Oglądać i czytać tylko dla pornografii przemocy jak w Koloseum. Widowisko dla ludu. Przy drodze, aby wszyscy widzieli, z tytułem winy w trzech językach. Maksymalne efekty. A lud stał i patrzył. „Siedzimy w ciemności. Widzimy, lecz nie jesteśmy widziani. Dzięki temu mamy dostęp do tych sfer życia, które zwykle opatruje się klauzulą prywatności. Po ciemku patrzymy jak ludzie uprawiają miłość i umierają, a wszystko pokazane jest w najdrobniejszych szczegółach bądź w zwolnionym tempie”. Tak można uczestniczyć w Liturgii Wielkiego Piątku, tak można słuchać Ewangelii. Z bezpiecznej odległości, nie wchodząc w tekst, nie zajmując pozycji, nie zastanawiając się gdzie stoisz. Czy byłbyś zdolny krzyczeć „Ukrzyżuj”, „Nie tego, ale Barabasza”. A lud stał i patrzył nabawiając się pobożnej obłudy. Jak dr Jekyll i Mr Hyde. Mr Hyde zaczyna żyć własnym życiem. Wydaje się, że jesteśmy dobrzy, uprzejmi, sprawiedliwi, a gdy nikt nie patrzy, gdy zamykają się drzwi… „Nie tego, ale Barabasza”. Lud stał i patrzył miotany chwilą i podszeptami syczącego głosu. W obliczu krzyża docieramy bowiem do skrzyżowania naszych dróg. Krzyż domaga się decyzji, to moment sądu (krisis). Krzyż, drzewo wyboru, jak druga szansa dla potomków Adama i Ewy. Tu Bóg szukał i znalazł człowieka. Szaleństwo Krzyża. Głupstwo i zgorszenie…
„W mroku Wielkiego Piątku stoi mężczyzna i patrzy na oświetloną światłem bramę piekła. Nagle widzi dwie postacie kobiece, które zbliżają się do bramy – jedna z nich ma łagodne oblicze, druga – surowe. To córki Boga: Miłosierdzie i Prawda. Miłosierdzie mówi, że światło oślepi szatana i ludzie przebywający w piekle zostaną wybawieni z mocy ciemności. Prawda powiada, że to nonsens – ludzie nie będą zbawieni. Czyż Hiob nie powiedział, że nie ma odkupienia w piekle? Nagle do obu kobiet dołączają ich dwie siostry: Sprawiedliwość i Pokój. Mężczyzna słyszy, że Pokój – podobnie jak wcześniej Miłosierdzie – mówi o nadziei zbawieni dla ludzkości, zaś Sprawiedliwość odzywa się szyderczo: «Co? Upiłaś się albo oszalałaś?» Z powodu grzechu pierworodnego – powiada – Adam i Ewa oraz wszyscy ich potomkowie będą cierpieć wiekuiste męki”.
Nie zrozumiem krzyża. Przyjmuję słowa zapisane na ścianie:
„Wierzę w słońce nawet wtedy, gdy nie świeci.
Wierzę w miłość nawet wtedy, gdy jej nie czuję.
Wierzę w Boga nawet wtedy, gdy milczy”.
Polecam:
A. Nowowiejski, Wykład Litrurgji Kościoła Katolickiego, tom I «Wiadomości wstępne», część I «O środkach rozwinięcia kultu», Warszawa 1893.
T. Halik, Dotknij ran. Duchowość nieobojętności, tłum. A. Babuchowski, Kraków 2010.
E. Nevell [red.], Siedem ostatnich słów z Krzyża odczytywane dzisiaj, tłum. A. Nowak, Kraków 2004.
Akt I
Katharsis
W noc, która określa oczekiwanie.
W noc podobną do czasu Wieczernika.
Chcę spotkać Źródło mojego kapłaństwa. Zmierzyć się z czasem i postaciami. Utkać refleksję ze strzępów wiary, obrazów i cytatów. Dotknę też Kościoła, który kochać mi coraz trudniej.
„Kościele mój
Nie chcę ci ciążyć
gwałtownością słów
mędrkowaniem próżnym
plotkarstwem wzgardliwym
lub spojrzeniem krzywym
pod adresem twoich kulejących
sług
Tyś jest mi Matką
a matkę szanuję
i z bólem spoglądam
kiedy kaszle chora
albo pada z nóg”
Jak mówić, by nie stać się prorokiem rozpaczy? Jak czuć z Kościołem i kochać wraz z Nim i pośrodku Niego?
„Jak żyć, by przeżyć godnie odrobinę
Wrogiego czasu.
Jak żyć, by nie złamać
Twego imienia -
Ja, celnik, który kiedyś
Będę Cię błagał o kromkę wieczności
Jak o kromkę chleba”.
Niech więc noc będzie mi odbiciem Pisma. Zaglądam między wiersze Wielkiego Czwartku. Szukam siebie w twarzach i gestach. Każdy niech zrobi rachunek sumienia, zanim ucałuje kapłańskie dłonie.
Żywe jest Słowo bo opisuje dzisiejszą noc nachylenia się nad kapłaństwem.
Akt II
Kapłan
Jeruzalem. Mamy wolność kultu, mówią uczeni w Piśmie. Mimo niesprzyjających warunków jest równowaga. Oni nie wchodzą na nasz teren, my respektujemy zasady współżycia. Żadna ze stron nie jest w pełni usatysfakcjonowana, ale nie naruszamy status quo.
Herod zbiera uczonych arcykapłanów. Władza nie musi znać się na Piśmie. Wystarczy klęknąć kiedy trzeba, przed wyborami popędzić do świątyni. Potem można zabijać, ale to tylko polityka, gra interesów. Arcykapłani nie zwracają uwagi, bo oddają pokłon świętemu Spokojowi. Władza czasem pyta teologów, kiedy to użyteczne. Oni świetnie znają Pisma. Wiedzą gdzie ma narodzić się Mesjasz. Około dziesięciu kilometrów od Jerozolimy. Czekali na Mesjasza tyle tysięcy lat… I nic.
Zabalsamowani, nieruchomi, trwają w prawdach, których ich wyuczono. Nie potrafią wyjść, boją się konfrontacji, zmiany. Utkwili w bezczynności, zamknięci w świątyni, potrafili udzielać tylko poprawnych, gładkich odpowiedzi i zapisywać je na pergaminach pasterskich listów płynących ponad głowami. Nie docierają do stajni.
Wśród nich Kajfasz.
Kefa znaczy skała, ale kajefa znaczy depresja. Ten, który miał być skałą stał się miejscem depresji. Miał specjalne szaty, był głową kapłanów. Powinien być z rodu Aarona, sprawować funkcję dożywotnio. Kajfasz wiedział, że od lat wszystko jest nie tak. Tacy jak on byli nominowani przez władzę państwową. On sam potrfił się ustawić. Przeżył Gratusa i Piłata. Był bogaty, miał pałac i sługi. Nie rozpoznał przychodzącego Boga, rozdarł szaty.
„Powiedz Kajfaszu, któż ci tak zasłonił oczy, że nie rozpoznałeś Tego, który podarował ci wzrok? Czy to władza arcykapłańska uderzyła ci do głowy? Czy może teść odebrał ci wolność dostrzeżenia tego, co jest prawdą? A może układy, w jakie się uwikłałeś, stały się zasłoną, przez którą nie potrafiłeś rozpoznać już nie tylko Boga, ale i człowieka? Kto zasłonił ci oczy – jedyne, które w czasach Jezusa miały prawo oglądać Święte Świętych Boga Izraela?”
Po wszystkim nadal sprawował swą funkcję, pełny przekonania o jej słuszności.
W jednym momencie Kajfasz dotknie drugiej postaci nocnego dramatu…
Akt III
Judasz
Ish-Karya znaczy człowiek fałszywy. Tak też można tłumaczyć. Jeden z Dwunastu, skarbnik, ten, który Go wydał. Czemu nie Mateusz trzymał trzos? Słaby zrobił interes sprzedając Nauczyciela. Wszędzie tam gdzie powierzony jest trzos, są i Judasze.
„Zabierać z tacy, co się należy diecezji czy kustodii, oszukiwać kurię (…), nie oddawać pieniędzy za odprawienie drugiej mszy świętej, nie rozliczać się porządnie z władzami zakonnymi, nie ujawniać wszystkich dochodów, ustalać stawki za pogrzeb czy ślub (…). Układy i układziki”.
Tu nie o pieniądze chodziło. Mógł przecież utargować więcej, albo ucieć z trzosem. On oddala się od Miłości. Wchodzi w mrok. Demon zbliża się niepostrzeżenie, gdy miłość dezerteruje. Judasz staje się samotny, otoczony nieufnością i chłodem. Judasze rodzą się w zaciszach ciepłych plebanii, w których wszystko rozgrywa się za zamkniętymi drzwiami; chłód i brak wsparcia. Zewnętrznie wszystko gra, wewnętrznie pojawia się pokusa zdrady. Głosi naukę jako jeden z wybranych, ale już w nią nie wierzy, udaje kogoś kim nie jest. Zostawił wszystko i poszedł z głosem Mistrza, aż doszedł do szczytu samotności. Kryzys, którego nie oddał Mistrzowi zniszczył go.
Potem scena umycia nóg. Irytował go gest Marii w Betanii. Kobieta u stóp Mistrza. I pogarda gdy widzi Mistrza u swoich stóp. Samoosądzanie przypomina sługę, który zakopał talent. Ukryć swoje srebrniki, pod powierzchnią pychy zakopać świętokradztwa. Mimo wszystko Mistrz klęka.
„I jego także nogi – owe nogi, które niosły Judasza do pałacu Kajfaszowego – umyte zostały rękoma, które nazajutrz miano, za sprawą Judasza, przybić gwoźdźmi do krzyża”.
Jezus klęka przed błędem, Bóg zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Judasz nie ma tyle odwagi, by odejść. Izoluje się, aby wrócić w Ogrodzie Oliwnym, gdzie jego zdrada jest już widoczna. Rozerwany wewnętrznie, zdemaskowany podczas Eucharystii. Pokaż mi jak odprawiasz mszę, a powiem ci jaka jest wiara twoja…
Tu następuje osculum, tak nazwano kiedyś Eucharysię. „Pocałunek w którym umarła miłość”. Codziennie na ołtarzach świata składamy pocałunki pełne zdrady i śmierci. Czasem słychać tylko echo słów: „Przyjacielu, po coś przyszedł?”
Tylko powiedział, pokazał. Tylko współpracował, pisał donosy, załatwiał problemy przez prasę, a nie w cztery oczy. Plotki i obgadywanie. Aby złożyć pocałunek na czyimś policzku, nie trzeba kochać, wystarczy zawiść.
Giotto przedstawił zawiść. W płomieniu co zżera, z żądzą posiadania ściskając sakiewkę, podczas gdy prawa ręka jak wąż rozchyla paszczę w geście sięgania po cudze. Wąż wypełza, wychodzi ustami, wchodzi do oczu zatruwając jadem wzrok. „Zawiść ma oczy, ale nie widzi; ma uszy, ale nie słyszy, wręcz złośliwie podsłuchuje, słucha by zniekształcić, uderzyć”.
Zniekształcony pocałunek. Fałsz w słowach, znakach, gestach.
„Narzeczeni mówią w kancelarii przed ślubem, że w pełni się zgadzają z nauką Kościoła. Również i tą na temat antykoncepcji…
Proboszcz dziękuje kaznodziei za piękne kazanie na odpuście (a połowa kościoła spała)…
Ludzie śpiewają «Liczę na Ciebie, Ojcze», a i tak każdy liczy tylko na siebie… (…)
Ten został kanonikem, bo dach na kościele pomalował (to znak, że troszczy się o dobro Kościoła), a drugi nie zostanie, bo tylko spowiada… (…)
Nie śpiewaj, Judaszu, «wszystko Tobie oddać pragnę», skoro nie pragniesz…”

Fałsz. Zgiełk, ruch od prawej do lewej. Judasz ściska Jezusa, przyciąga Go i całuje. Mistrz nadstawia lewy policzek. Spojrzenie Mistrza wykracza poza obraz.
On patrzy na mnie…
Ciemność, wszystko odbywa się w nocy. Gwałtowność i ciężar Judasza wydają się miażdżyć Jezusa jak grzech. Centrum świata jest spychane na bok. Fala uderza o Mistrza, nastąpiło „panowanie ciemności”. Pocałunek Judasza jak ukąszenie węża. Twarze żołnierzy ukryte w zbrojach, obrośnięte i zakryte grzechem. Jezus zasłania ciałem ucznia, który ucieka.
„Pozwólcie tym odejść”.
Dłonie splecione, jakby nie skończył jeszcze modlitwy.
Tunika w kolorze krwi i ognia miłości. Szata ogarnia uciekającego ucznia i Judasza. Nikt nie jest poza Miłością…
Twarz Mistrza jest w pełni widoczna, reszta pozostaje w cieniu, unika światła, rozpływa się w ciemności. Uczeń ucieka. Nie trzeba czynić zła, aby przykładać do niego rękę.
Judasz zrobił interes. Zahandlował wolnością z uczonymi w Prawie. Niewiele warte jest sumienie.
„Co nas obchodzi Pan Bóg? Boga nie widzimy, nie daje nam jedzenia, nie zapewnia nam rozrywki, nie nadaje naszemu życiu sensu. Trzydzieści srebrników. I nie mamy siły by je zachować. Idą sobie, ponieważ gdy sumienie nie jest spokojne, również pieniądze stają się udręką”.
Żałował, zwrócił pieniądze, ale wszystko za plecami Jezusa.
„Bój się Boga zanim popełnisz grzech, a nie po grzechu. Po grzechu bój się samego siebie…”
„Judasz nie powiesił się na drzewie. On zawisł na kościelnych pulpitach, schował się w kasach pancernych na plebanii, siedzi w kieszeniach proboszczów. Jest na ustach zakonnic kochających wojny (…)”.
„Jezus był nie tylko zdradzony, ale i sprzedany, zdradzony za cenę umówioną, sprzedany za niską cenę, przehandlowany za bieżącą monetę. Stał się przedmiotem wymiany; towarem zapłaconym i doręczonym. Judasz, ów człowiek trzosa, człowiek kasy, przedstawił się nie tylko, jako siepacz, ale i jako handlarz, jako handlarz krwi. Żydzi, którzy znali się na krwi, codzienni zabijacze i ćwiartownicy ofiar, rzeźnicy Najwyższego, byli pierwszymi, i byli ostatnimi stałymi klientami Judasza. Zaprzedanie Jezusa było pierwszym interesem tego zaimprowizowanego handlarza: było interesem nędznym, co prawda, lecz, bądź co bądź, było istotna i właściwą transakcją kupiecką, rzeczywistym aktem kupna-sprzedaży, umową słowną, lecz uczciwie przez kontrahentów spełnioną. (…) Atoli sprzedano go tak, jak jagnię sprzedaje się rzeźnikowi; jak niewinne jagnię, które rzeźnik kupuje na zabicie, aby je rozsprzedać na sztuki, aby je rozdzielić kawałkami między spożywających mięso. Święty rzeźnik Kaifasz nigdy, w swoich najpiekniejszych czasach, nie dostał do rąk ofiary równie niezmierzonej. Od lat bez mała dwóch tysięcy chrześcijanie Ofiarę tę pożywają, a przecież wciąż pozostaje ona nietknięta, i spożywający wciąż są nienasyceni. Każdy z nas złożył pewną kwotę, pewną drobniutką kwotę, aby nabyć od Judasza tę ofiarę – niespożytą. Wszyscy złożyliśmy się pospołu na tę sumę widzialną, jaką kosztowała krew Oswobodziciela: Kajfasz był tylko naszym pełnomocnikiem. Pole Aceldama, nabyte za tę sumę, pole, nabyte za cenę owej krwi, stało się naszym dziedzictwem, jest nasza własnością. I pole to rozrosło się tajemniczo, rozszerzyło się tak, że obecnie obejmuje pół świata: całe miasta, miasta ludne, murowane, iluminowane, zamiatane, miasta, pełne sklepów i burdeli, jaśnieją na niem od strony północnej do południowej. I aby to pole stawało się coraz większe, również i srebrniki Judaszowe, mnożąc się wskutek zdrad, powtarzanych wiekami, wskutek zawieranych interesów coraz nowych, a na domiar, wskutek rosnących stąd procentów, rozrodziły się w nieskończoność. Dziś – mogą o tym zaświadczyć buchalterzy, ci prawdziwi naszych czasów wieszczbiarze – wszystkie nawy i dziedzińce Świątyni nie zdołałyby pomieścić w sobie monet, jakie rozmnożyły się po dziś dzień z owych Trzydziestu, które cisnął na podłogę oszalały ze zgryzoty Judasz: człowiek, kótry sprzedał swego Boga”.
Akt IV
Epilog
Zbliża się świt. Światło odsłoni dzień i zdrada wyjdzie na jaw. Wszystki fałszywe pocałunki składane na kapłańskich rękach i dłoniach biskupów w Wielki Czwartek. Podczas dzisiejszych życzeń Jezus zostanie sam w ciemnicy. Pszenica i chwast będą rosnąć razem.
„Ileż to razy chcielismy, aby Bóg okazał się silniejszy. Aby zdecydowanie uderzył, zniszczył zło, i stworzył lepszy świat. (…) Cierpimy z powodu cierpliwości Boga. Tymczasem wszyscy potrzebujemy Jego cierpliwości”. (Benedykt XVI)
„Do ciebie mówię, człowieku,
Mężu ciemności.
Jesteś zwierciadłem czasu,
Powtórzeniem dawno umarłej ludzkości.
I nad tobą, na pogorzelisku twojego ciała,
Będę sprawował sąd na ziemi pustej,
Na miejscu strachu i głębokiej rozpaczy,
Wśród anonimowych wulkanów.
Przyjdę od pustyni, od wnętrza domów,
Od wschodu i zachodu, północy i południa,
W czerwonej szacie, jak robtnik w tłoczni wina,
Zgięty pod ciężarem własnej krwi.”
Warto zajrzeć:
A. Pelanowski, Odejścia, Kraków 2008.
S. Stevan, Judasz. Misterium zdrady, tłum. B. Bochenek, Kraków 2007.
W. Węgrzyniak, Twarzą w twarz z ukrzyżowanym. Jerozolimskie kazania pasyjne, Kraków 2010.
P. Curtaz, Mały Bóg w wielkim mieście, tłum. K. Stopa, Karków 2010.
B. Giemza, Rachunek sumienia Kościoła w świetle Apokalipsy, Kraków 2010.
R. Brandstaetter, Księga modlitw, Kraków 2003.

W krótkiej przerwie między szkołą a konfesjonałem kilka cytatów tych zostawiam. W ramach wstępu chciałbym przypomnieć, że słowa te opublikowano 15 X 1890 roku. Wszelkie podobieństwo do osób i sytuacji znanych z czasów dzisiejszych jest zamierzone.
„System ten nie jest nowy lecz nowa jest zuchwałość, zaciętość i szybkość, z jaką jest realizowany“.
„Zaczęło się od zniesienia z motywów politycznych cywilnej władzy papieży (…)“.
„Później rozszerzono również na kleryków obowiązek służby wojskowej, co spowodowało jako nieuniknioną konsekwencję poważne i liczne trudności z naborem i odpowiednim kształceniem także duchowieństwa świeckiego. Położyli rękę na dziedzictwie Kościoła, konfiskując je w części całkowicie, częściowo zaś przygniatając je ogromnymi ciężarami w celu zubożenia duchowieństwa i Kościoła oraz pozbawienia go środków potrzebnych do życia i prowadzenia dzieł wspomagających jego Boskie apostolstwo. (…)“
„Z drugiej strony działalność państwa zmierza całkowicie do usunięcia z życia narodu cech religijnego i chrześcijańskiego charakteru; z prawodawstwa i z całej sfery oficjalnych stosunków eliminuje się systematycznie, wszelkie objawy i koncepcje religijne, jeżeli nie dochodzi wprost do prześladowań; publiczne przejawianie pobożności i wiary katolickiej jest zabronione lub utrudnione na tysiąc sposobów pod błahymi pozorami“.
„Rodzinie odebrano jej podstawę i religijny charakter przez wprowadzenie tego, co nazywają małżeństwem cywilnym oraz nauczanie, które ma być całkowicie świeckie od samych początków aż po wykształcenie wyższe na uniwersytetach (…)“.
„Przypieczętowaniem tych poczynań są jeszcze bardziej wyraźne oświadczenie wydawany publicznie przez stojących na czele rządu, które można streścić następująco: prawdziwa i rzeczywista walka, której podjecie jest zasługą rządu, toczy się między wiarą i Kościołem z jednej strony oraz wolnością badań i rozumem z drugiej. Gdy Kościół stara się po prostu reagować, poczytuje się to za ponowne krępowanie rozumu i wolności myśli oraz dominacji. Rząd zaś deklaruje się zaś w tej walce po stronie rozumu przeciwko wierze i przypisuje sobie jako właściwe zadanie doprowadzenie do tego, by państwo włoskie było oczywistym wyrazem tego rozumu i wolności; smutne to zadanie, które usłyszeliśmy niedawno, gdy zostało sformułowane zuchwale przy podobnej okazji“.
„Jeśli chodzi o lud katolicki, to przede wszystkim należy go poinformować o prawdziwym stanie rzeczy we Włoszech a właściwie o sytuacji religii, o czysto religijnym charakterze walki prowadzonej we Włoszech przeciwko Najwyższemu Pasterzowi oraz o prawdziwym celu, do którego się stale dąży tak, by stały się dla niego oczywiste fakty o tym, jakie zasadzki zastawia się dla jego religii i by przekonał się, jakie niebezpieczeństwo zagraża mu z powodu ograbienia z nieocenionego skarbu wiary“.
„Niech rozumieją też bez trudności; że jest to czas zaciętej i otwartej walki, niegodziwością byłoby opuszczać obóz i chować się. Jego obowiązkiem jest pozostawanie na stanowisku, pokazywanie z otwartym obliczem, że jest się prawdziwym katolikiem z przekonania i czynu zgodnego z wiarą i to na cześć tej wiary oraz na chwałę najwyższego Wodza, za którego sztandarami idą, by nie doznać najwyższej hańby odrzucenia i nieuznania za swoich w dzień ostateczny przez najwyższego Sędziego, który oświadczył, że kto nie jest z Nim, jest przeciwko Niemu“.
„Ponieważ głównym narzędziem, którym posługują się nieprzyjaciele jest prasa inspirowana i utrzymywana w dużej części przez nich, trzeba, by katolicy przeciwstawili złej prasie dobrą przez obronę prawdy, ochronę religii i zachowanie praw Kościoła. Jak zadaniem prasy katolickiej jest obnażanie perfidnych zamierzeń sekt, wspomaganie i włączanie się do działania świętych pasterzy, obrona i rozwijanie katolickich dzieł, tak też obowiązkiem wiernych jest skuteczne utrzymywanie jej, odmawiając lub wycofując wszelkie uznanie dla przewrotnej prasy lub przyczyniając się bezpośrednio, każdy w miarę swoich możliwości, do jej żywotności i pomyślności; sądzimy, że w tej sprawie nie zrobiono dostatecznie dużo we Włoszech“.
Leon XIII, „Dall» Alto“, o wojnie wydanej Kościołowi, 15 X 1890r.

Na sześć dni przed Paschą Jezus przybył do Betanii, gdzie mieszkał Łazarz, którego Jezus wskrzesił z martwych. Urządzono tam dla Niego ucztę. Marta posługiwała, a Łazarz był jednym z zasiadających z Nim przy stole. Maria zaś wzięła funt szlachetnego i drogocennego oleju nardowego i namaściła Jezusowi nogi, a włosami je otarła. A dom napełnił się wonią olejku.