Będziesz miło­wał

Posted by: xTom in Ewangelia No Comments »

Klik­nij by powiększyć

Dwa przy­ka­za­nia, z któ­rych uczy­niono jedno. Jak dwie są belki Chry­stu­so­wego krzyża; nie­roz­łączne. Jak jedno jest serce czło­wieka zdolne kochać Boga i czło­wieka. I wiara rodzi się ze słu­cha­nia, dla­tego pierw­sze jest „Słu­chaj“. Słu­chaj byś umiał kochać, byś usły­szał ból bliź­niego, jego cicho krzy­czące serce. To słu­cha­nie rodzi też umi­ło­wa­nie. Takie umi­ło­wa­nie, które było przed ist­nie­niem. Gdy Bóg wsłu­chał się w Słowo i tchnął Ducha w proch. A będziesz miło­wał ser­cem, duszą, umy­słem, mocą. Miłość domaga się wszyst­kiego, całego czasu, całej oso­bo­wo­ści, utraty sił.

możesz ode­brać mi wszystko

lecz gdy­bym miło­ści nie miał…

nadzieją żył bym przekornie!

z wiarą zachwianą

sto­pami na ziemi znaczyłbym

powód wła­snego istnienia.

Nie pytam o niebo

ono jest we mnie

ostatni klej­not

serce“ Joanna Osiak-​Hainey

Klik­nij by powiększyć

Gdy Jezus ujrzał wielki tłum, ogar­nęła Go litość nad nimi; byli bowiem jak owce nie mające paste­rza. I zaczął ich nauczać.

A gdy pora była już późna, przy­stą­pili do Niego ucznio­wie i rze­kli: „Miej­sce jest puste, a pora już późna. Odpraw ich. Niech idą do oko­licz­nych osie­dli i wsi, a kupią sobie coś do jedze­nia“. Lecz On im odpo­wie­dział: „Wy daj­cie im jeść“. Rze­kli Mu: „Mamy pójść i za dwie­ście dena­rów kupić chleba, żeby im dać jeść?“ On ich spy­tał: „Ile macie chle­bów? Idź­cie, zobaczcie!“
Gdy się upew­nili, rze­kli: „Pięć i dwie ryby“. Wtedy pole­cił im wszyst­kim usiąść gro­ma­dami na zie­lo­nej tra­wie. I roz­ło­żyli się gro­mada przy gro­ma­dzie, po stu i po pięćdziesięciu.

A wziąw­szy pięć chle­bów i dwie ryby, spoj­rzał w niebo, odmó­wił bło­go­sła­wień­stwo, poła­mał chleby i dawał uczniom, by kła­dli przed nimi. Także dwie ryby roz­dzie­lił mię­dzy wszyst­kich. Jedli wszy­scy do syto­ści i zebrali jesz­cze dwa­na­ście peł­nych koszów ułom­ków i ostatki z ryb. A tych, któ­rzy jedli chleby, było pięć tysięcy mężczyzn.

Bóg jest Miło­ścią, a Miłość chce się roz­da­wać. Jak chleb. Tak nie­dawno byli­śmy w Betle­jem, w domu chleba… Dziś jeste­śmy na Eucha­ry­stii, uczcie Chleba. „Miej­sce jest puste a pora późna“. Świat jest coraz bar­dziej pusty i pora już późna a my mamy tak mało wiary, nadziei i miło­ści. Może mniej niż oni mieli. Mniej niż pięć chle­bów i dwie ryby. Nie zba­wimy tym świata Panie, mamy tak mało cie­pła, wystar­czy tylko by ledwo samych sie­bie ogrzać. Boże nadziejo żyją­cych w bez­na­dziei, Boże rze­czy nie­moż­li­wych… A on kazał im usiąść na zie­lo­nej tra­wie… Pas­cha jest już bli­sko. Już nie­długo nakarmi wszyst­kich Chle­bem. „A wziąw­szy pięć chle­bów i dwie ryby, spoj­rzał w niebo, odmó­wił bło­go­sła­wień­stwo, poła­mał chleby i dawał uczniom, by kła­dli przed nimi“. Wziął, spoj­rzał, bło­go­sła­wił, poła­mał, dawał a oni kła­dli przed ludźmi — Eucha­ry­stia. Weź Panie maleńką ma wiarę, słabą nadzieję i zalęk­nioną miłość, spojrz w niebo, bło­go­sław, połam i daj tym, któ­rzy są głodni nawet gdy sami nie wie­rzą w swój głód. Jest taka mozaika w Tabga. Dwie ryby a w koszu cztery chleby. Czyżby autor nie wie­dział że było pięc chle­bów? Wie­dział. Dosko­nale wie­dział. Nad mozaiką jest ołtarz… To tajem­nica pią­tego chleba. „Jedli wszy­scy do syto­ści i zebrali jesz­cze dwa­na­ście peł­nych koszów ułom­ków i ostatki z ryb“.

Klik­nij by powiększyć

Boże Naro­dze­nie — z samej nazwy bije jakiś czar, któ­remu pod­dają się serca nawet nie­wie­rzą­cych w nowinę o betle­jem­skim Dzie­ciątku. „Tygo­dnie i mie­siące na przód całą zie­mię prze­nika gorący stru­mień miło­ści. Rado­sne święto miło­ści to wła­śnie ta gwiazda, ocze­ki­wana od pierw­szych dni zimy”. Prze­ży­wamy wła­śnie tę tajem­nicę. Świat wokół nas ist­nieje, a my dostrze­gamy coś, czego wcze­śniej nie widzie­li­śmy; zagad­ko­wość ist­nie­nia Boga i czło­wieka w małym Dziecku. Ono wyrywa nas z codzien­no­ści, z oczy­wi­sto­ści ist­nie­nia nio­sąc zadzi­wie­nie nie­wy­tłu­ma­czal­no­ści świa­tła biją­cego ze żłóbka. To nie jest świa­tło ozdób cho­in­ko­wych i jed­no­ra­zo­wej, nie­kosz­tu­ją­cej nas dobroci jed­nego nakry­cia wię­cej. W tym miej­scu baj­kowy sen­ty­men­ta­lizm roz­bija się o Miłość do końca, ponie­waż Betle­jem jest w cie­niu Gol­goty, a chłód drew­nia­nego żłóbka zapo­wiada doświad­cze­nie innego Drzewa.

Wcie­lony blask, raj na ziemi, Miłość pośród umi­ło­wa­nych. Tej nocy lekki pło­mień uchyla ciężką zasłonę nocy tak, że świa­tło try­ska z ciem­no­ści. Życzę Wam dro­dzy bra­cia i sio­stry odwagi ugię­tych kolan, by zoba­czyć kolor Jego oczu, odwagi schy­lo­nej głowy, by zmie­ścić się z Maryją i Józe­fem w gro­cie naro­dze­nia. Trwa­jąc w modli­twie przy Jezu­sie chcę się razem z Wami wpa­try­wać w Dzie­cinę mówiącą, że nada­jemy się do kocha­nia, że Bogu i czło­wie­kowi cudow­nie jest być razem.

Życzę w końcu kon­tem­pla­cji tego przyj­ścia, które powo­duje, że miłość nie umiera już wię­cej z braku Miłości.

x. Tomasz Delurski