Jezus odpra­wił tłumy i wró­cił do domu. Tam przy­stą­pili do Niego ucznio­wie i pro­sili Go: „Wyja­śnij nam przy­po­wieść o chwa­ście“. On odpo­wie­dział: „Tym, który sieje dobre nasie­nie, jest Syn Czło­wie­czy. Rolą jest świat, dobrym nasie­niem są syno­wie kró­le­stwa, chwa­stem zaś syno­wie Złego. Nie­przy­ja­cie­lem, który posiał chwast, jest dia­beł; żniwem jest koniec świata, a żeńcami są anio­ło­wie. Jak więc zbiera się chwast i spala ogniem, tak będzie przy końcu świata. Syn Czło­wie­czy pośle anio­łów swo­ich: ci zbiorą z Jego kró­le­stwa wszyst­kie zgor­sze­nia i tych, któ­rzy dopusz­czają się nie­pra­wo­ści, i wrzucą ich w piec roz­pa­lony; tam będzie płacz i zgrzy­ta­nie zębów. Wtedy spra­wie­dliwi jaśnieć będą jak słońce w kró­le­stwie Ojca swego. Kto ma uszy, nie­chaj słucha“.

Kiedy wydaje się, że Bóg się odda­lił, że chwast zagłu­szył ziarno. Bóg odpo­wiada ziar­nem. Wyja­śnia jego prawa. Ziarno pośród chwa­stu potrze­buje czasu, czasu na decy­zje. Jed­nak czas ten kie­dyś się skoń­czy. Przyj­dzie taki dzień w histo­rii, w któ­rym wszystko się zatrzyma a Bóg wypo­wie swoje osta­teczne słowo o Mnie i Tobie. Nikt nie chce tra­fić do pieca. Ogień nas prze­raża, ale i wypala, wyta­pia zło. Jan od Krzyża pisał: „ta ciemna noc ognia miło­snego w ciem­no­ściach oczysz­cza duszę. Jak w przy­szłym życiu oczysz­czają się dusze ciem­nym ogniem mate­rial­nym, tak w tym życiu oczysz­czają się i wybie­lają ciem­nym miło­snym ogniem ducho­wym.“ Może jed­nak ogień jest naszym prze­zna­cze­niem? Jest jed­nak jesz­cze ogień, rów­nie realny jak Boże miło­sier­dzie. Rów­nie tra­wiący jak pathos Boga. Ogień, który dosięga wol­no­ści czło­wieka. Ogień potę­go­wany wybo­rem nie-​Boga. Ogień pło­nący wbrew libe­ral­nej teo­lo­gii. Trzeba mieć świa­do­mość jego ist­nie­nia. Nie po to, by stra­szyć, ale by poka­zać jak wielką wagę ma ludzka wol­ność przy któ­rej nawet Wszech­po­tężny Bóg jest bez­silny. Święta sio­stra Fau­styna, prze­cież apo­stołka Bożego miło­sier­dzia, zanotowała:

Dziś byłam w prze­pa­ściach pie­kła, wpro­wa­dzona przez Anioła. Jest to miej­sce wiel­kiej kaźni, jakiż jest obszar jego strasz­nie wielki. Rodzaje mąk, które widziałam:

  • pierw­szą męką, która sta­nowi pie­kło, jest utrata Boga;
  • dru­gie — usta­wiczny wyrzut sumienia;
  • trze­cie — nigdy się już ten los nie zmieni;
  • czwarta męka — jest ogień, który będzie prze­ni­kał duszę, ale nie znisz­czy jej, jest to straszna męka, jest to ogień czy­sto duchowy, zapa­lony gnie­wem Bożym;
  • piąta męka — jest usta­wiczna ciem­ność, straszny zapach duszący, a cho­ciaż jest ciem­ność, widzą się wza­jem­nie sza­tani i potę­pione dusze, i widzą wszystko zło innych i swoje;
  • szó­sta męka jest usta­wiczne towa­rzy­stwo szatana;
  • siódma męka — jest straszna roz­pacz, nie­na­wiść Boga, zło­rze­cze­nia, prze­kleń­stwa, bluźnierstwa.

Są to męki, które wszy­scy potę­pieni cier­pią razem, ale to jest nie koniec mąk, są męki dla dusz poszcze­gólne, które są męki zmy­słów, każda dusza czym grze­szyła, tym jest drę­czona w straszny i nie do opi­sa­nia spo­sób. Są straszne lochy, otchła­nie kaźni, gdzie jedna męka odróż­nia się od dru­giej; umar­ła­bym na ten widok tych strasz­nych mąk, gdyby mnie nie utrzy­my­wała wszech­moc Boża. Niech grzesz­nik wie, jakim zmy­słem grze­szy, takim drę­czony będzie przez wiecz­ność całą; piszę o tym z roz­kazu Bożego, aby żadna dusza nie wyma­wiała się, że nie ma pie­kła, albo tym, że nikt tam nie był i nie wie jako tam jest.

Ja, Sio­stra Fau­styna, z roz­kazu Bożego byłam w prze­pa­ściach pie­kła na to, aby mówić duszom i świad­czyć, że pie­kło jest. O tym teraz mówić nie mogę, mam roz­kaz od Boga, abym to zosta­wiła na piśmie. Sza­tani mieli do mnie wielką nie­na­wiść, ale z roz­kazu Bożego, musieli mi być posłuszni. To com napi­sała, jest sła­bym cie­niem rze­czy, które widzia­łam. Jedno zauwa­ży­łam, że tam jest naj­wię­cej dusz, które nie dowie­rzały, że jest pie­kło. Kiedy przy­szłam do sie­bie, nie mogłam ochło­nąć z prze­ra­że­nia, jak strasz­nie tam cier­pią dusze, toteż jesz­cze się gorę­cej modlę o nawró­ce­nie grzesz­ni­ków, usta­wicz­nie wzy­wam miło­sier­dzia Bożego dla nich. O mój Jezu, wolę do końca świata konać w naj­więk­szych katu­szach, ani­żeli bym miała Cię obra­zić naj­mniej­szym grzechem.“

„Kto ma uszy, nie­chaj słu­cha…„

Klik­nij by powiększyć

Nawet nie chciała spo­tkać się z Jezu­sem. Zde­cy­do­wała się na grzech, zde­cy­do­wała się na śmierć a spo­tkała życie. Jest brzask. Noc się jesz­cze nie skoń­czyła, a dzień się nie zaczął. Wszystko pogrą­żone jest w sza­ro­ści. Jak patrzą fary­ze­usze? Musieli prze­cież śledzić tę kobietę by ją zła­pać. Jak w tłu­mie patrzy ten męż­czy­zna, uczest­nik grze­chu? Jak patrzy tłum gapiów? Ich to nie doty­czy, czują się bez­pieczni. W końcu, jak patrzy ta kobieta? Jest prze­cież świa­doma, że umrze. Gdzie Ty jesteś w tej sce­nie? Nikt tej kobiety tak naprawdę nie widzi. Ona jest jedy­nie pre­tek­stem; to Jezus ma być ośmie­szony. Popatrz teraz na Jezusa. On nie patrzy, a widzi. On czyta Twoje serce.

Kto jest bez grze­chu (…). Gdy to usły­szeli wszy­scy jeden po dru­gim zaczęli odcho­dzić.” Zaczął coś pisać na ziemi. W przy­padku cudzo­łó­stwa kamie­no­wano obie strony. Ona została sama. Może Jezus pisze imiona tych, któ­rzy z nią byli a teraz stoją w tłu­mie, jak Ci na obra­zie.
Read the rest of this entry »