Oto Chrystus wyszedł siać Ojca w sercach ludzi. Wyszedł. Opuścił swoje miejsce — kenoza. Bóg ma władzę nad ziarnem. Czemu więc rzuca je na skałę? Dlaczego jedni idą całe życie drogą Ewangelii a inni łamią się jak suche konary kiedy przychodzą wątpliwości? Może dlatego, że nawet jesli nie widać owoców to zawsze Bóg widzi coś więcej. Widzi nadzieję; możliwość spełnienie w oczach drugiego. „Losem człowieka jest: dać się pokonać nadziei. Ginie ten, kto przestaje jej ulegać“. (J. Tischner) Faktycznie Bóg rzucił swoje jedyne Słowo na miejsce skaliste. A ono uschło na oczach tłumu i wydane zostało na podeptanie mądrych tego świata. Ufać nadziei, bo nadzieja szepcze, że w Bożych rękach nic nie staje się bezużyteczne i absurdalne.
Czemu tak niewiele osób czeka na Słowo? Nikt nie czeka na słowo trubadurów, filozofów, nikt nie wychodzi na Agorę i Forum. Czemu rozmowa przy świątecznym stole to już rzadkość? Może słowo ludzkie uległo erozji, banalizacji, infalcji, tak bardzo że życzenia wolimy wysłać smsem niż zadzwonić. A co ze Słowem, które staje się ciałem? Tyle wieków walki o to by Słowo bylo obecne w ludzkich domach. Smutny jest widok gdy chodzę po kolędzie. Pytam: „A mają Państwo Pismo Święte?“ I zaczyna sie poszukiwanie. „No gdzieś tu było“, „Może tam?“. samotne Słowo, które nie stało sie ciałem. W tym domu nie było Bożego narodzenia, myślę sobie. Potem znajdują egzemplarz. Wetknięty między inne. Czysty, nie używany, zakurzony egzemplarz Słowa. I tu też Bóg się nie narodził, mimo kolęd i pasterki. Bóg narodził się mały, bezdomny i bezbronny, nikt go nie chciał. Nikt nie potrzebował takiego Boga. On tylko leży i płacze — jak dziecko. Tak leży i płacze bezdomna, niepotrzebna nikomu Biblia. Leży i płacze, bo Bóg wciąż mówi, wypowiada Słowo, a ciałem się staje w tak niewielu duszach. A Miłość jest wciąż pisana Słowem.
Był X wiek. Ludzie spodziewali się sądu Boga. Strach i lęk. Nagle nastąpił 31 grudnia. Ludzie jak dawniej rodzili się i umierali, pracowali i odpoczywali. Chrystus sędzia nie nadszedł. Zaczęto się cieszyć, że dano ludziom jeszcze trochę czasu. Radość była tak wielka, że papież Sylwester nakazał świętowanie tego dnia. I choć dziś już prawie nikt nie pamięta skąd pochodzi radość 31 grudnia, to trzeba sobie zadać pytanie o naszą umiejętność słuchania Słowa. Wszak Bóg, który jest milczeniem wciąż wypowiada Słowo, a ono codziennie na ołtarzach świata staje się ciałem. Trzeba tylko usłyszeć, usłyszeć Słowo, pozwolić by Słowo pokonało naszą głuchotę. Bóg bowiem wciąż mówi, a „Słowo przyszło do swojej własności a swoi Go nie przyjęli“. Człowiek pozostaje głuchy, Miłość nie jest kochana. „A dzisiaj czemu wśród ludzi tyle łez, jęków, katuszy? Bo nie ma miejsca dla Ciebie w nie jednej człowieczej duszy“…

