Z Nim wszystko staje sie nowe, bo jest Olubieńcem. Jezus jest tak radykalnym wroczeniem Boga w świat, że możnabyło Go zabić. A skoro tak jest, jak nie miłby być nowoscią? Tylko faryzeusze sztywnieją w swoich starych ubraniach wyobrażeń i zachowań. Zgodziliby się pewnie na Jezusa gdyby tylko zachował On stary bukłak tradycji. Lecz „nikt nie przyszywa łaty z nowego materiału do starego ubrania, bo nowa łata oderwie się od starego i zrobi jeszcze większe rozdarcie.“ Jeśli zszywamy nasze tradycje z nowością Jezusa, to nadal chodzimy w dziurawej odzieży ujawniającej raz po raz wewnętrzną pustkę. To jest wyzwanie Ewangelii. Metanoeite! — zmieniajcie Wasze myślenie. My wszyscy drepczemy w starych łachach. Podczas gdy wymaganie Ewangelii jest dużo większe niż sobie wyobrażamy. Z tego powodu przyszywamy kawałki Ewangelii do naszego życia, tylko kawałki. Smakujemy nieco wina, ale nie zmieniamy serca. To straszna opowieśc Mistrza z Nazaretu. Wymaga ona bowiem stawania się nowym człowiekiem każdego rana, ponieważ Pan młody jest już blisko.
Bóg człowiek, pracował ludzkimi rękoma, myslał ludzkim umysłem, działał ludzka wolą, a przede wszystkim kochał ludzkim sercem. To znak, że nasza natura jest w stanie niejako pomieścić Boga samego. Nasze myśli, działanie i nasza miłość nie umierają w skurczonym sercu, ale otwieraja się na nieskończone bo boskie horyzonty. A dziś ten słodki ton kolęd zostaje przewany przez krew pierwszego męczennika Szczepana. Wiar bowiem ma swoje konsekwencje. Jeśli w małżeństwie pojawia sie dziecko, to dezorgnizuje ono całe życie rodziny. Kiedy przychodzi Bóg człowiek z twarzą Dziecka to też trudno przejść obok Niego obojętnie. Jeśli obok żłóbka przechodzimy obojetnie to znaczy to, że z naszej wiary pozostała forma, jakaś religijność, że nasza wiara przekazywana z dziada pradziada ma tak naprawdę wiecej wspólnego dziadostwem, a nasze poranne paciorki mają więcej wspolnego z paciorkowcem, ktory drąży pusta formę religijności. On wzywa do świadectwa. Co trzy minuty ginie za wiarę jeden chrześcijanin. A nasza wiara rozpoczyna się za drzwiami kościoła. Łatwo buddyścia postawić na biurku w pracy posążek buddy, łatwo wegetarianom odmówić jedzenia mięsa. A katolicy się wstydzą, bo nie wypada, bo co inni pomyślą. Boimy się żeby inni nie obnażyli naszej pustej pobożności konfrontując nas z naszym życiem. Tu potrzeba nawrócenia serca. Najsmutniejsze z mojego krótkiego kapłaństwa nie jest to że my ludzie grzeszymy, ale to że ktoś grzeszy w kwietniu w okolicach Wielkiej nocy, a spowiada się w grudniu przed Bożym narodzeniem. Martyr tzn świadek, świadek wiary rozpoczynającej się poza drzwiami kościoła.

