Klik­nij by powiększyć

Z Nim wszystko staje sie nowe, bo jest Olu­bień­cem. Jezus jest tak rady­kal­nym wro­cze­niem Boga w świat, że moż­na­było Go zabić. A skoro tak jest, jak nie miłby być nowo­scią? Tylko fary­ze­usze sztyw­nieją w swo­ich sta­rych ubra­niach wyobra­żeń i zacho­wań. Zgo­dzi­liby się pew­nie na Jezusa gdyby tylko zacho­wał On stary bukłak tra­dy­cji. Lecz „nikt nie przy­szywa łaty z nowego mate­riału do sta­rego ubra­nia, bo nowa łata ode­rwie się od sta­rego i zrobi jesz­cze więk­sze roz­dar­cie.“ Jeśli zszy­wamy nasze tra­dy­cje z nowo­ścią Jezusa, to nadal cho­dzimy w dziu­ra­wej odzieży ujaw­nia­ją­cej raz po raz wewnętrzną pustkę. To jest wyzwa­nie Ewan­ge­lii. Meta­no­eite! — zmie­niaj­cie Wasze myśle­nie. My wszy­scy drep­czemy w sta­rych łachach. Pod­czas gdy wyma­ga­nie Ewan­ge­lii jest dużo więk­sze niż sobie wyobra­żamy. Z tego powodu przy­szy­wamy kawałki Ewan­ge­lii do naszego życia, tylko kawałki. Sma­ku­jemy nieco wina, ale nie zmie­niamy serca. To straszna opo­wieśc Mistrza z Naza­retu. Wymaga ona bowiem sta­wa­nia się nowym czło­wie­kiem każ­dego rana, ponie­waż Pan młody jest już blisko.

Klik­nij by powiększyć

Są chrze­ści­ja­nie, któ­rym chrze­ści­jań­stwo nie sma­kuje. Może dzieje się tak dla­tego, że nigdy nie byli bli­sko. Zasta­nówmy się. Cudu w Kanie nie widział ani sta­ro­sta, ani para młoda. Widzieli tylko Ci, któ­rzy byli bli­sko. Być bli­sko by zoba­czyć cud chrze­ści­jań­stwa. Być bli­sko by zasma­ko­wać chrze­ści­jań­stwa. Czę­sty obra­zek naszego chrze­ści­jań­stwa. Nie­dzielna Eucha­ry­stia. Więk­szość ludzi pod drzwiami kościoła, w kruch­cie. Jakby stale gotowi do odwrotu… to tylko symp­tom cze­goś co dzieje się głę­biej. A trzeba być bli­sko by zasma­ko­wać, trzeba być bli­sko źródła by nasy­cić pra­gnie­nie. A serce czę­sto jest daleko i chrze­ści­jań­stwo nie sma­kuje, jest mdłe. To nie jest godzina Mistrza… A nad głową Jezusa na obra­zie ludzie ćwiar­tują mięso i klep­sy­dra odmie­rza­jąca czas… Jesz­cze nie nade­szła godzina, jeszcze…