O niebezpieczeństwie uczuć

32 uwagi do wpisu “O niebezpieczeństwie uczuć”

  1. Może trochę nie na temat, nie wiem… ale przypomniał mi się wiersz ks Twardowskiego…

    Kościółek był taki brzydki, że nie powiem który,
    brzydota wprost się lała z każdej większej dziury
    Dobry święty Antoni miał twarz wykrzywioną,
    inny święty był lepszy, lecz przed wojną spłonął
    Została po nim broda na pace przy murze,
    wota i dwie donice na fikusy duże
    Barankowi z chorągwi popruły się żebra,
    a za oknem drżał deszczyk z jaskółek i srebra,
    o cały cmentarz dalej, gdzie już las wysoki
    kolory czarnych jagód składał na obłoki
    W samym rogu świątyni baldachim jak szczudło
    łowił mole we frędzle, tuż— ambony pudło

    I nagle cud się zdarzył,
    że w to straszne wnętrze—
    szły na mnie jakieś dłonie od winnic gorętsze—
    i uniosły mą duszę nad rude aniołki
    pod Matki Bożej oczu szafirowe pąki

    wtedy sercem ukląkłem. I płakałem wiele

    Jan Twardowski

  2. Być może ja także nic nie rozumiem…

    Gdy byłam nastolatką, „z zazdrością” patrzyłam na kolegów należących do ruchu Światło Życie. Oni odnaleźli Boga -myślałam. Gdzie mnie było do nich?
    Uduchowieni, rozśpiewani, a ja ? Zwykła, szara mysz kościelna. W końcu znalazłam się na ich spotkaniu. Wydaje mi się, że uczestniczyłam we Mszy. Wyglądało to mniej więcej tak: małe pomieszczenie w „dolnym”kościele. Głowa przy głowie stłoczeni młodzi ludzie i nagle, gdzieś w tłumie dało się słyszeć dziwne dźwięki. Po chwili z innego końca pomieszczenia doszły kolejne. I tak kilka razy. Niczego nie rozumiałam. Przepraszam, ale nazwałam to zwykłym blablaniem. Na koniec podeszło do mnie kilka osób z pytaniem jak to przeżyłam, co czuję. Wstydziłam się przyznać, że nie czułam niczego.Może… jakieś wyobcowanie.
    Do dziś nie rozumiem modlitwy językami. Wiele razy zadawałam sobie pytanie:Dlaczego takie rzeczy nie dzieją się na co dzień?
    Pustka…

    Dziś wiem, że PAN JEZUS JEST TEN SAM na Mszy w Pcimiu Dolnym, w plenerze i w Bazylice Św. Piotra. Jest tak samo Obecny, gdy w świątyni są trzy osoby i gdy przebywa w niej trzystu wiernych. Wiem też, że kapłani są Sercem Jezusa (choć grzeszni i święci)- Żywym, Tętniącym Sercem Zbawiciela. Gdy wypowiadają słowa: „Przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie, Tobie Boże Ojcze Wszechmogący w jedności Ducha Świętego…”- łączą się z Przenajświętszą Trójcą, tworząc z Nią MONOLIT.
    Wiem, że podchodząc do Stołu Pańskiego, przyjmując Jego Ciało, my także stajemy się Jednością. Wszyscy stanowimy Jedno w Chrystusie. Znikają różnice wynikające z szerokości geograficznej, stanu, majątku, koloru skóry etc.
    Bywa, że chce mi się wyśpiewać sercem radość, wykrzyczeć pieśń dziękczynienia. Innym razem pragnę zaszyć się na klęczkach w najciemniejszym zakątku świątyni i z tej „samotności” wyruszyć w głąb mego serca, w ślad za Tym, którego Ciało przyjęłam.
    Lecz zdarza się też tak, że nie czuję nic… Ale wiem, że TO TEN SAM JEZUS, tyle, że Ukryty.

    Bywa, że jest mi ciężko się skoncentrować, pomimo modlitwy do Ducha Świętego, by pomógł mi uczestniczyć we Mszy św., a innym razem słucham z uwagą, dusza zaś zdaje się unosić ku Bogu.
    Dlaczego jest właśnie tak? Czy zawsze dzieje się to z mojej winy?
    Pan Bóg wie najlepiej, czego mi potrzeba. Czasem jednak nie godzę się z Jego wolą i buntuję przed tą „oschłością”, samotnością, ciemnością, czy rozproszeniem. I jest mi…wstyd. Ale… pozostaję.

    Zdarzało mi się uczestniczyć we Mszy celebrowanej przez kapłana, który całym sobą wskazywał Chrystusa. Bywało jednak i tak, że celebrans stawał się idolem (showmanem)i swym zachowaniem zdawał się wręcz obrażać Boga.
    Jednych przyciąga świętość,innych „atrakcje”.(Niestety tak właśnie narodził się churching.) Cokolwiek jednak by się nie działo, CHRYSTUS JEST ZAWSZE TEN SAM, nawet, jeśli ksiądz usiłuje zasłonić Go sobą.

    Wiernym też bywa ciężko skupić się na modlitwie. Ogromnym darem jest możliwość skierowania wzroku na tabernakulum. (O ile jest ono w głównym ołtarzu i nie zasłania go celebrans lub jego fotel.) Bardzo ważny jest też czas dziękczynienia – adorowania Najświętszego Ciała ukrytego w sercu.
    Ten czas zabrano kapłanowi.
    Ale CHRYSTUS JEST ZAWSZE TEN SAM. Może to chwila próby? Taka „kryjówka”? Pan Jezus za plecami…Nie koniecznie z Jego woli.

    Tak, ksiądz odwrócony plecami do tabernakulum zawsze czuje się jak człowiek stojący przed wielotysięcznym tłumem. Ten kapłan to jednak wciąż to samo Najświętsze Serce dla nas przebite,to ten, co tworzy MONOLIT z Przenajświętszą Trójcą, który daje się cały…

    Najświętsza Ofiara Kapłana i… kapłana…
    Może właśnie w tym rycie wierni mogą dostrzec tę Jedność?

  3. Bardzo podoba mi się owo porównanie Mszy Świętej do aktu małżeskiego. Intymność kapłana i intymność małżonków! Tylko, że jak to z każdą metaforą bywa, jest niedoskonała. Tu mamy cały Kościół i jego Pana – Oblubienica to jednak wspólnota ludzi (Oblubieniec jest rzeczywiście jeden, Chrystus); tam, w małżeństwie jest miejsce na intymność, bo to akt jedynie dwojga osób. Zatem, jak mówić o intymności zgromadzenia choćby 40, 50 osób? A przecież każda z nich jest we Mszy Świętej współ-składającą Ofiarę wraz z kapłanem, wraz z Chrystusem… (tak robię za advocatus diaboli, choć właściwie to się z Księdzem zgadzam).

  4. to ciekawy problem, ale i niezwykle płodny dla kapłańskiej duchowości. Bowiem w wymiarze podstawowym, Msza jest Ofiarą Syna składaną Ojcu. My możemy się jedynie/aż „podłączyć” pod ten ofiarniczy nurt. Jednocześnie kapłan jest tu jako in persona Christi a więc nie tylko jako urzędnik kultu wyznaczony dla składania ofiary, ale jako prawdziwy Ofiarnik bez którego nie ma Eucharystii. To cała duchowość zamknięta w lapidarnym „Sacerdos et hostia”. W niej kapłan jest jakby kielichem pełnym życia Chrystusowego, który ma to życie przelewać w ludzkie dusze…
    Dużo mi tu dała stara, dziś już tylko dostępna w wydawnictwie Te Deum, książeczka „Manete in dilectione mea. Serce Jezusa a kapłana”.
    W każdym razie kapłan jest Ofiarnikiem w sensie ścisłym i on jako pierwszy znajduje się w obecności samego Boga. Ma zaszczyt dotykać Ciała Pańskiego i spożywać je jako pierwszy, składając osculum (jak to nazwał Cyprian z Kartaginy). W tym sensie jest w tej najintymniejszej relacji. Właśnie z powodu bliskości i gestów, jak również ze względu na pieczęć w duszy wyciśniętą przez święcenia prezbiteratu. Świeccy natomiast mają stawać się na podobieństwo Chrystusa (lecz nie jest to kapłaństwo hierarchiczne), a więc do składania duchowych ofiar (moment Ofiarowania niestety został brutalnie zmieniony). Przytoczę tu fragment wspomnień pewnego kapłana, który pięknie pokazuje o co mi chodzi:
    „Kiedy mając ok. 18 lat powiedziałem mojej mamie, że pragnę wstąpić w tym wieku do seminarium… zdecydowała, że ofiaruje wszystkie swoje codzienne wysiłki, ofiary, aabym był dobrym kapłanem… Zatem zawsze gdy moja matka spełniła jakiś obowiązek, wypełniała jak najlepiej swe zadania matki, sąsiadki, przyjaciółki itp. odkładała na bok ziarenko zboża. Po siedmiu latach uzbierało się wiele ziaren zboża, które zmełła w wigilię moich święceń, aby przygotować wszystkie hostie do Mszy. Tego dnia przez ofiarowanie owych hostii odnowiła ze mną dar życia, który uczyniła mi dwadzieścia pięć lat wcześniej”. (więcej: Przewodnik po Mszy świętej, Jean-Denis Chalufour OSB). Tak więc różne są sposoby składania ofiary, co podkreśla (zmieniane przez pewnych ignorantów w sutannie) zdanie „aby moją i waszą ofiarę przyjął Bóg Ojciec wszechmogący”.
    Podsumowując. Msza jest aktem intymnym dla każdego uczestnika, w sposób szczególny dla kapłana, który przecież nawet celebrując sine populo, nigdy nie jest sam… Intymnym w sensie owego osculum (pocałunku), a także jako zjednoczenie każdego wiernego. Nie przeszkadza to w tym,że na Ofierze gromadzi się wspólota (Kościół). Liturgia może te dwa wymiary ukazywać i właściwie akcentować jak to było gdy kapłan był versus Deum. Wtedy to kapłan stał na czele ludu i był zwrócony w stronę Boga, jednocześnie mając przestrzeń intymności. Odwrócenie kapłana spowodowało, że podczas podniesienia oczy kapłana widzą lud zamiast krucyfiksu – wymowna zmiana znaczeń…

    1. Krucyfiks jest w ludzie. Jezus zszedl do ludu, na krzyzu mial rozwarte ramiona milosci milosiernej dla wszystkich. Moim zdaniem „odwrocenie” ksiedza podczas mszy sw. ma sens. We mszy sw. uczestniczy cale niebo, „zwrocone do nas twarza”. To jest wlasnie znak, ze Bog nas kocha, ze jestesmy dla niego wazni, ze chce byc w nas… Moja kolezanka, ktora opiekuje sie ludzmi ciezko chorymi (jest pielegniarka), o roznych swiatopogladach mowi, ze w nich wlasnie widzi Chrystusa, On jest zwrocony do nas twarza, nie odgradza sie murkiem.

  5. Tak czytam Ks słowa i myślę czy można to pogodzić, porównać z tym co działo się na stadionie narodowym… Czy tam w czasie sprawowania Eucharysti był obecny Chrystus? Był… Ale czy to spotkanie, liturgia była Jego godna? Czy była godna Boga… Nie byłam tam i nie mnie oceniać. Ale kiedy w tvp widziałam ks. Bashoborę, który w jakimś kościele skakał wokół ołtarza, ubrany ‚po cywilnemu’ i wykrzykujący coś do mikrofonu to mogę sobie wyobrazić co dopiero działo się na stadionie… Tak pięknie opowiada Ksiądz o potrzebie intymności podczas celebrowania Eucharystii… Dodam jeszcze, że Jezus nie robił show kiedy działał cuda. Tylko pytał o wiarę i najpierw oopuszczal grzechy. I często odchodził z chorym na ubocze, z dala od tłumów i tam go uzdrawiał. A kiedy Herod chciał zobaczyć cud, Jezus milczał. Nie robił niczego na zawołanie, na pokaz. Nie robił show…

    1. Kiedy kobieta od 12 lat cierpiaca na krwotok, dotknela w ukryciu, z wiara szaty Jezusa i zostala uzdrowiona, Sam Jezus ja wywolal, aby ukazac ten cud tlumowi, na swiadectwo Boze i dla nawrocenia wielu, zeby uwierzyli. Laski, cuda, uzdrowienia umacniaja i szeza wiare, wlasnie z tego powodu ludzie daja swiadectwa o dzialaniu Boga w ich zyciu.

    2. Krucyfiks jest w ludzie. Jezus zszedl do ludu, na krzyzu mial rozwarte ramiona milosci milosiernej dla wszystkich. Moim zdaniem „odwrocenie” ksiedza podczas mszy sw. ma sens. We mszy sw. uczestniczy cale niebo, „zwrocone do nas twarza”. To jest wlasnie znak, ze Bog nas kocha, ze jestesmy dla niego wazni, ze chce byc w nas… Moja kolezanka, ktora opiekuje sie ludzmi ciezko chorymi (jest pielegniarka), o roznych swiatopogladach mowi, ze w nich wlasnie widzi Chrystusa, On jest zwrocony do nas twarza, nie odgradza sie murkiem.

    3. Pan Jezus mowil do Apostolow, aby nie byli ponurzy podczas modlitwy, jak to czynili Faryzeusze z falszywie smutnymi twarzami. Nakazywal im aby sie radowali. Podobnie czynil Salomon, kiedy wybudowal Swiatynie Panska. Kazal ludowi dziekowac Bogu grajac na instrumentach, tanczac i spiewajac. Bog jest miloscia, radoscia, pokojem wszystkim, co dobre. Afryka jest stosunkowo mlodym, radosnym kosciolem, inny temperament. Jezeli wiara jest prawdziwa, to nie wazne, w jaki sposob daje sie o niej swiadectwo, zawsze bedzie w tym Duch Sw. i Boze blogoslawienstwo, co widac po owocach. Min. w ten sposob Bog ukazuje, ze kocha kazdego czlowieka, przez kazdego moze przemowic i kazdy moze byc swietym: luzak, sztywniak, roztrzepany, ulozony… O. Bashobora jest ksiedzem katolickim.

  6. Odwrócenie kapłana spowodowało, że podczas podniesienia oczy kapłana widzą lud zamiast krucyfiksu.
    Może to spojrzenie z perspektywy krzyża?

  7. Dla mnie ta msza była cudownym doświadczeniem powszechności kościoła, jak niegdyś tłumy przychodziły do Jezusa, tak dziś cały Stadion. Ojciec Bashobora pokazał to o czym mówi papież Franciszek: że chrześcijanin ma być radosny, a nie nieustannie umęczony i zastygły, że chrześcijaństwo to życie i dynamizm. W postawie księdza Bashobory dostrzegam wiele pokory i wewnętrznego skupienia. Gorzej było z polskim księdzem animatorem, który w widoczny sposób upajał się faktem bycia na scenie i nieustannie męczył chór, jak wodzirej na wiejskim weselu, było to raczej nieprzyjemne doznanie, jeśli już o uczuciach mówimy.

  8. W takim szumie,oklaskach,ksiądz w garniturku,bez stuły trudno było usłyszec Boga .Lepiej żeby więcej tego nie było na stadionach .Przecież mamy tylu kapłanów i pustych olbrzymich kosciołów -potrzeba aby znalazły się kapłani wierzący i potrafli otworzyć ludzkie zamknięte serca .

  9. To prawda, że nikt z wiernych nie mógł naruszyć przestrzeni intymności kapłana. Komuś jednak zależało na zniszczeniu poczucia sacrum. Patrząc z perspektywy lat, w Kościele wprowadza się (oczywiście małymi krokami)jakiś misterny plan zniszczenia. Najpierw kapłani mają skierować swoją uwagę na lud, potem zaś zadbać o dobre samopoczucie wiernych. W ten sposób stajemy przed Ołtarzem w poczuciu nieświadomości Cudu Eucharystii.
    Kto wprowadził na Golgotę gitary, bębenki, zabawki? Kto zorganizował nam pod Krzyżem rodzinny piknik? (Msze „branżowe”- dla dzieci, młodzieży, wspólnotowe)?

    Mam wrażenie, że to małpa Pana Boga drwi z nas sobie w najlepsze.
    Tak myślę… Gdyby spojrzeć na czas, w którym żyjemy, z perspektywy Męki Pańskiej, w jakim momencie znajduje się ludzkość dziś?
    Proszę mi wybaczyć, ale …
    Czy może być uczeń nad Mistrza? Pisze Ksiądz o odarciu z intymności. Wiemy, że jest to bolesne, niepotrzebne i w pewien sposób szkodliwe.
    Ale czy Chrystus, gdy Go obnażono nie został w okrutny sposób odarty z intymności? Gdy wisiał na Krzyżu nagi, pokryty ranami naszych grzechów, patrzył na lud. Lud szydzący,rozbawiony, dziki, brzydzący się Go lub całkiem obojętny.
    Czy można sobie wyobrazić jak bardzo potrzebował wtedy ciszy, intymności?
    Wydaje mi się, że ludzkość stanęła na Golgocie i drwi, jak dwa tysiące lat temu.
    Ból, jaki Ksiądz odczuwa jest zrozumiały. Staje Ksiądz przed ludem jak Chrystus Obnażony i z perspektywy krzyża spogląda na swoje owce. A ten obraz zdaje się niczym nie odbiegać od tego sprzed wieków.
    Przepraszam, że tak się mądrzę, ale tak czuję.

  10. Z książki ks. Karola Stehlina Ruch charyzmatyczny. Czy to jest katolickie? Wyd. TE DEUM, Warszawa [warto kupić całą – bardzo aktualna. md

    http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=9838&Itemid=46

    Cała duchowość charyzmatyzmu ma jako fundament: doświadczenie religijne oraz głębokie uczucie obecności Boga. Im więcej tych doświadczeń tym doskonalszy jest człowiek.

    Św. Jan od Krzyża (Droga na Górę Karmel II. 10) bardzo szeroko mówi o tej sprawie. Zasadą życia duchowego, życia wewnętrznego jest to, że Pan Bóg i jego jakość daleko przewyższają możliwości percepcji naszych pięciu zmysłów. Bóg jest duchem i zmysły nie mogą sięgnąć realności ducha. Dlatego zmysły nie są instrumentami przystosowanymi, zdolnymi do poznania rzeczywistości niebiańskiej. Bóg jest tak wielki, że zmysły pewno nie mogą doświadczyć czegoś od Niego. Rozum może pośrednio poznać istnienie Boga badając stworzenie (Rz 1, 20) i w ten sposób stwierdzić jedynie Jego istnienie, i kilka przymiotów doskonałych jak np. to, że jest stworzycielem, Najwyższym Dobrem, Celem wszystkich stworzeń, że jest Wieczny, wszechmogący. Jedynie wiara może sięgnąć do jego życia wewnętrznego, przekonać, że wszystko to co nam objawił jest prawdą, nawet jeśli nie możemy tego wiedzieć i doświadczyć.

    Próba ogarnięcia Boga przez zmysły i przez doświadczenia zmysłowe grozi wielkim niebezpieczeństwem.

    Po pierwsze często takie doświadczenia są tylko iluzją i błędem.

    Po drugie uczucia „obecności Bożej” powodują, że dusza jest zadowolona z samej siebie i sądzi że już jest bardzo bliska Panu Bogu, może nawet już jest święta. To pycha przychodząca od szatana, który wie, że pycha jest naj straszniejszym z wszystkich grzechów. I dlatego z chęcią używa swoich możliwości wywierania wpływu na zmysły człowieka by zwodzić go fałszywymi uczuciami. Dlatego nigdy nie wolno twierdzić, że dusza pragnie tych uczuć, wręcz przeciwnie, jeśli takie uczucia są, musi ona uwolnić się od nich i zachować się w czystym i prostym akcie wiary…

    Po trzecie dlatego, że te uczucia są niebezpieczeństwem dla wiary. Wiara jest wielką cnotą, polega na trwałej zgodzie i mocnym przekonaniu, że to co Pan Bóg objawił jest prawdą, jedyną prawdą i w tej prawdzie powinien człowiek żyć, powinna ona przenikać wszystkie myśli, słowa, czyny aż do śmierci.

    Jeśli sprowadzi się wiarę jedynie do uczucia albo zmysłowych doświadczeń, to religia przestaje być sprawą rozumu, inteligencji, duszy, ducha lecz staje się sprawą instynktu, uczuć, podświadomości. W tym momencie religia straci swoją istotę, swoją więź z Bogiem, stanie się tylko częścią psychologii, sprawą ludzkiej wiedzy i nic więcej. Oto fundament całego modernizmu potępionego przez papieża św. Piusa X:

    W uczuciu religijnym – jeśli je głębiej zbadamy ­wykryjemy łatwo pewną intuicję serca, przez którą człowiek bez żadnego pośrednictwa doświadcza rzeczywistości pierwiastka Bożego i w ten sposób powstaje pewność o istnieniu i obecności Boga. (…) I to jest owo prawdziwe doświadczenie, przewyższające wszelkie doświadczenie rozumowe. (…) Według modernistów, gdy ktokolwiek to (-oświadczenie osiągnie, staje się prawdziwie wierzącym .

    Takie doświadczenie nie pomaga, lecz raczej przeszkadza wierze. Zamiast pogłębiać wiarę, tzn. przekonanie i życie w świetle boskich objawień, pogłębia się życie według własnych zmysłów i przekonanie o własnej wartości, innymi słowy: pychę.

    Poszukiwanie sensacji

    Nie chodzi tutaj o podstawowe przekonanie, że uczucia obecności Bożej są znakami doskonałości i świętości, zasadą naszej religii. Tutaj chodzi o samą istotę aktu religijnego, modlitwy i nabożeństwa! Jak ma się kształtować nabożeństwo i modlitwa? Co to jest? Kto stoi w centrum nabożeństwa? Uwielbienie Pana Boga, kult Chrystusa czy coś innego?

    Dla charyzmatyków to przede wszystkim „doświadczenie charyzmatyczne”, uczucie, żywe wrażenie aż do łez. Nadzwyczajne rzeczy dzieją się w głębokościach naszego serca. Żyjemy trochę naszym snem! Modlitwa to rodzaj samorealizacji, szukanie euforii i radości. To żywe świadectwo wiernych o Bogu. Jeśli osiągnie się to szczęście, wtedy czuje się kontakt z Bogiem: ekstaza, dar łez, języków. Uczucie lekkości, otwarcia się na wszystko. „Byłem naprawdę otwarty, zupełnie otwarty. Ale do czego?”

    Ta samorealizacja chce wyrażać się w dowolnych gestach i tańcach, w tworzeniu własnych spontanicznych modlitw… Dokładnie ten sam rodzaj wyrażania własnych religijnych uczuć znajdujemy w religiach wschodnich. Więź charyzmatyzmu z Jogą, Zen, Krishną jest bardzo bliska. Zawsze chodzi o własne „JA”. To bardzo niebezpieczne dla zbawienia, jeśli w centrum życia religijnego już nie stawia się Boga i życia wiecznego w niebie, lecz człowieka . szczęśliwe życie na ziemi.

    Pragnienie nadzwyczajnych zdarzeń jest cechą charakterystyczną charyzmatyzmu. Jest to dla nich sprawdzenie błogosławieństwa o obecności Ducha Św. jak już to stwierdziliśmy, jest to jedna z przyczyn sukcesu ruchu.

    Komentarze świętych np. św. Wincentego z Ferrier podkreślają, że pragnienie uczuć i nadzwyczajnych doświadczeń jak wizje, ekstazy, cuda, zmysłowe doświadczanie Boga jest strasznym niebezpieczeństwem dla duszy. Dlaczego? Dlatego, że takie pragnienia przychodzą z próżnej ciekawości wobec majestatu Bożego, z braku wiary, a może nawet z żądania pysznej, szczególnej bliskości z Bogiem. Dlatego też, diabeł korzysta z tego pragnienia i pokazuje duszy błędne wizje i objawienia, bo on ma naturę anielską i może wywierać wpływ na zmysły, fantazję, i wyobraźnię. Skutkiem takich pragnień jest pycha, duchowy egoizm i utrata wiary. Bowiem w końcu własne uczucia stają się ważniejsze niż nauczanie Kościoła. (Zob. św. Wincenty z Ferrier, ,,Życie duchowne”, VIII.1)

    W ten sam sposób św. Jan od Krzyża nazywa te pragnienia dziełem diabła: Trzeba zaś wiedzieć, że… nigdy nie wolno im ufać ani ich dopuszczać, trzeba raczej od nich uciekać, nie badając nawet, czy są dobre czy złe. Im bardziej bowiem są zewnętrzne i cielesne, tym mniej niepewne jest ich pochodzenie od Boga. Dla Boga bowiem bardziej właściwe i zwyczajne jest udzielanie się w duchu, w czym jest więcej bezpieczeństwa i korzyści dla duszy niż przy udzielaniu się zmysłowym, w którym zazwyczaj jest wiele niebezpieczeństwa ułudy, ponieważ zmysł cielesny chce być sędzią i rozjemcą w sprawach duchowych, uważając je za takie, jakimi je odczuwa, podczas gdy one są tak różne, jak różne jest ciało od duszy, a zmysły od rozumu. Albowiem zmysły ciała jeszcze mniej pojmują rzeczy duchowe, aniżeli zwierzę pojmuje rzeczy rozumne… Ponadto w duszę przeżywającą te nadprzyrodzone rzeczy wkrada się często tajemne przekonanie o swej wartości przed Bogiem, co jest przeciwne pokorze. Także i szatan sprytnie ukazuje jej zmysłom często zjawy, przedstawiając wzrokowi postacie świętych i blaski najwspanialsze; słuchowi łudzące słowa; powonieniu zapachy mile i słodkości ustom a dotykowi rozkosz. I znęciwszy w ten sposób zmysły, wtrąca je w wielkie nieszczęście… Pożądanie tych objawień otwiera drogę szatanowi, by mógł duszę oszukiwać innymi widziadłami, które umie on bardzo dobrze naśladować i przedstawiać je duszy jako dobre. Mówi bowiem Apostoł, że diabeł może się przemienić w anioła światłości (2 Kor 11.14) .

  11. Ha, ha, Ksiądz pisze o stawaniu twarzą do tabernakulum. A mój biskup to sobie siada już „dupą” do tabernakulum (jakby ktoś nie wierzył to może sprawdzić: biskup Mazur podczas Mszy, 18 maja b.r. w katedrze w Ełku, bierzmowanie młodzieży). Jeżeli przedtem kapłan stał na czele i prowadził do Boga, to teraz po odwróceniu kierunku, już nie prowadzi do Boga, tylko zawraca stadko i kieruje gdzieś indziej. Patrząc na to co się dzieje w Kościele, i kierunek rozpadu Kościoła, można uznać, że ci wszyscy którzy zaplanowali SVII, nową mszę byli genialnymi teologami, czapki z głów. Wystarczyło rozregulować kilka koncepcji teologicznych i taki rozpiernicz, że przez pokolenia będzie się łatało i próbowało doprowadzić do porządku. A teraz jak jeszcze nowi święci papieże (w tym jeden przez pięćdziesiąt lat bez cudu), to zacznie się utrwalanie „władzy ludowej” po SVII. Czy tego Pan Jezus chciał?

  12. Dziękuję Bogu, że są jeszcze tacy księża jak ksiądz Tomasz. Urodziłam się w latach kiedy nowy „postęp” Novus Ordo był już w rozkwicie. Kiedy czasami na jakimś filmach widziałam odwróconego plecami do ludu księdza byłam zdziwiona , nic z tego nie rozumiałam, o co chodzi? Zadałam pytanie mojemu tacie „Dlaczego ksiądz nie stoi twarzą do ludzi?” Otrzymałam dość lakoniczną odpowiedz, która niewiele mi wyjaśniła, że lepiej jest teraz bo kiedyś ludzie niewiele rozumieli z takiej mszy, ksiądz po cichu modlił się, a ludzie najczęściej spali. Ta odpowiedz na razie mi wystarczyła i nie drążyłam tematu dalej. Uczęszczałam na msze jak mi się wtedy wydawało właściwe, myślałam, że takie podobają się Panu Bogu bo zostałam wychowana w ten sposób, że to co dzieje się w kościele pod przewodnictwem księży jest jak najbardziej właściwe i nie należy się nad tym zastanawiać, a tym bardziej dyskutować. Tylko było jedno ale, najczęściej z takich mszy wychodziłam czując pustkę w środku, często zmuszałam się do tego aby wypełnić swój niedzielny obowiązek.Najbardziej zawsze odpowiadało mi zajście do kościoła i modlitwa w ciszy, cicha rozmowa z Bogiem, którego czułam i słyszałam. Minęło wiele lat wyszłam za mąż i urodziłam córkę. Mąż był bardziej pobożny ode mnie, ja wiarę odbierałam w porównaniu z nim płytko na zasadzie obowiązku. Ale jak to mówią Pan Bóg ma swoje sposoby i różnymi drogami prowadzi ludzi do siebie. Przeżywałam bardzo trudny okres z moją mamą zaczęłam częściej chodzić do kościoła ,tam też znalazłam i kupiłam modlitewnik Rudolfa Szaffera „Armia Najdroższej Krwi Jezusa Chrystusa” Znalazłam wydawnictwo modlitewnika i kupiłam tam wiele książek w jednej z nich dowiedziałam się o Mszy Św. w rycie Trydenckim. Z innych książek dowiedziałam się o masonach, którzy w sposób cykliczny rozkładają wiarę katolicką, a zaczęło się od Soboru Watykańskiego II. O bardzo złych owocach SWII , które aktualnie są widoczne. O tym jak coraz bardziej podkopywane są fundamenty naszej wiary za którą ginęli nasi dziadowie, tylu świętych i męczenników oddało za nią swoje życie. Odkąd nasza rodzina uczęszcza na Msze Św. w rycie Trydenckim, które są cudownym spotkaniem z Bogiem, wychodzimy z nich pełniejsi. Nasza 17-letnia córka nie chce już chodzić na Msze Novus Ordo. My zresztą też. Jeżeli jesteśmy już zmuszeni do tego bo nie ma innego wyjścia. Stoję wtedy na takiej mszy z bardzo ciężkim sercem i czuję się rozdarta. Staram się patrzyć jak najczęściej na obraz Pana Jezusa lub Matki Bożej i próbuję łączyć się z Nimi.

    1. „I tobie dam klucze krolestwa niebieskiego;cokolwiek zwiazesz na ziemi, bedzie zwiazane w niebie, a cokolwiek rozwiazesz na ziemi, bedzie rozwiazane w niebie.”Mt 16,19. Wypowiadajac te slowa do sw. Piotra, Pan Jezus namascil go na glowe Kosciola, dajac mu tym samym wladze. Piotrem kazdych czasow jest Papiez. Jezeli SWII uznal, ze msze sw. moga byc odprawiane w danym jezyku, a ksiadz odwrocony przodem do wiernych, to moim zdaniem jest to zgodne z powyzszym cytatem, czyli z Pismem sw. Ustalenia SWII zatwierdzil Papiez, ktory zostal wyswiecony, a kazde wyswiecenie, jesli jest wola Boza, jest potwierdzone cudami za wstawiennictwem tego swietego, nawet po jego smierci. Nie jest wiec to dzialanie czlowieka, a Boga. Dla mnie msza sw. to najwieksza ofiara, nie wazne czy po polsku, czy po lacinie, jest zawsze osobistym spotkaniem (mimo tlumu) z Panem Bogiem. Podczas przyjmowania komunii sw. dokonuja sie uzdrowienia i nie ma to znaczenia, czy ksiadz stoi tylem, czy przodem do ludzi, ze Pan Jezus jest obecny w Przenajswietszym Sakramencie, w komunii sw., nie mam watpliwosci. Pokazal to niejednokrotnie, chociazby w Sokolce. Gdyby wiec ustalenia SWII „rozwalaly Kosciol od srodka”, Pan Bog nie utozsamialby sie z tym. Jesli chodzi o Masonow, to faktycznie sa wszedzie…

  13. Zapomniałam dopisać coś bardzo ważnego. W piątek rano w drodze do pracy spotkałam księdza Małkowskiego. Szedł w sutannie czyli ze swoim wyznaniem wiary w Jedynego Boga. Kiedy pozdrowiłam go słowami „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus” a ksiądz uśmiechnął się do mnie i odpowiedział na moje pozdrowienie, nagle poczułam się niezwykle szczęśliwa. Tym szczęściem było odczucie spłynięcia na mnie błogosławieństwa od Boga. Jednocześnie poczułam ogromną tęsknotę za moim dzieciństwem kiedy księży i zakonników widywało się na ulicy częściej w sutannach lub habitach.

  14. Trochę zasmucił mnie ten wpis. A większość komentarzy pod wpisem tym bardziej.

    Jeżeli mowa o uczuciach to przypomniałem sobie jak słuchałem rekolekcji Księdza z Wielkiego Postu o miłosierdziu. Przypominam sobie jak poczułem się wtedy wezwany i zaproszony przez Chrystusa. To ciężko wyjaśnić, ale to tak jakby Ksiądz na chwilę wtedy „przestał” być księdzem (bez obrazy) i pozwolił mówić Chrystusowi.

    Wierzę w to (mogę się mylić), że Ci ludzie, którzy przyszli na stadion też poczuli się wezwani przez Chrystusa i chyba o tym tu zapomniano.

  15. Ostatnio postanowiłem dowiedzieć się więcej na temat Vaticanum II i skutkach jakie przyniósł dlatego też zacząłem sporo o tym czytać. Kiedyś wpadła mi w ręce broszura wydana przez bractwo św. Piusa X, w której przeczytałem wiele ciekawych rzeczy dotyczących wiary katolickiej. 2 tygodnie temu skończyłem czytać książkę Roberto de Mattei „Sobór Watykański II, Historia dotąd nieopowiedziana” która to wywołała u mnie dość duże zdziwienie dotyczące przebiegu Vaticanum II. Owocem przeczytania tej książki była najdelikatniej to ujmując rezerwa wobec dokumentów soborowych, ale z drugiej strony wciąż brzęczało mi w głowie świadectwo ostatnich papieży od Jana XXIII i Pawła VI, poprzez JPII i Benedykta XVI aż do Franciszka, którzy to wydają się być wielkimi zwolennikami soboru watykańskiego II mimo tego że nawet Paweł VI stwierdzał, że skutki są zupełnie różne od tych jakich oczekiwano. To spowodowało że postanowiłem przeczytać dokumenty soborowe i to co wynika z zestawienia tych dokumentów z książką R. de Mattei nie zupełnie się pokrywa z faktami. Sam sobór watykański nie narzuca ustawienia kapłana przodem do wiernych, ale jest to skutkiem wprowadzania zmian posoborowych (nie znalazłem nigdzie zaleceń takiego ustawienia kapłana) – być może wynika to z tego że jestem dopiero w połowie lektury). Podobnie dekret o ekumenizmie Unitatis Redintegratio, któremu tak wiele się zarzuca deklaruje bardzo wyraźnie ekumenizm jako powrót do wiary Kościoła Katolickiego, nie uśrednianie prawdy czy coś podobnego.
    Wielu też zarzuca negatywny wpływ Vaticanum II na obecną sytuację Kościoła podczas gdy wiele wskazuje na to że to rozkwit mediów w tym okresie mógł się tak bardzo do tego przyczynić.
    To tylko moje przemyślenia, nie jestem tu ekspertem.

  16. Co do uczuć to wiara wcale nie jest równa „czuciu”, a często przeciwstawia się ją z rozumem. Wiara to czucie i rozum i ich współdziałanie. Spójrzmy na wielkich mistyków, czy świętych, np. Święta Siostra Faustyna również miała stałego spowiednika i również nie zostawała sama ze swoimi objawieniami, bo były one weryfikowane przez ten „zły” dla niektórych charyzmatyków rozum. Podczas modlitwy o uzdrowienie wiele osób odczuwa niepokój i zapalają się im różne „lampki”. Grupy charyzmatyczne często sprzeciwiają się Kościołowi, bo jest „zły”, bo weryfikuje ich „charyzmaty” i „czucie” rozumem.

    Wierzę, że Bóg pomaga bardzo wielu osobom na modlitwach wstawienniczych z nałożeniem rąk, ale rozumowo wierzę również w moc modlitwy za kogoś bez emocjonalnych i nieraz lekko psychodelicznych pieśni.
    Nie chcę ograniczać Pana Boga i nie nawołuję do zakazania modlitw o uzdrowienie, ale bez używania rozsądku otwieramy furtkę złemu. Bo wiadomo, że „uczucia” trzeba badać. I wcale nie uczuciami.

    „Po owocach ich poznacie.”
    „Różne są dary Łaski, lecz ten sam Duch”

    Przewaga w „walce” ruchów charyzmatycznych z tradycjonalistami:
    „Bóg objawił nam…, a wy tylko te przepisy i przepisy”
    Może zamiast popadać ze skrajności w skrajność dążmy do jedności?

  17. Też mnie ten temat ostatnio bardzo interesuję. Myślę, że to będzie dyskusja jeszcze na wiele lat w naszym Kościele, bo globalizacja, a co za tym idzie subiektywizacja i infantylizacja religii staje się faktem również u nas w Polsce. Ameryka już dawno to przeszła i teraz dopiero próbuje z tego jakoś wybrnąć.
    Podjęłam podobny temat niedawno na swoim blogu, gdyby kogoś interesowało:
    http://wboskimkregu.bloa.pl/2015/04/27/globalizacja-w-kosciele/
    Serdecznie zapraszam do dyskusji. Pozdrawiam.

  18. Jestem ciekawa, dlaczego Ksiądz mówiąc o Jezusie, nawiązuje tylko do rzeczywistości Nazaretu i do cierpienia na krzyżu? A co trzyletnim okresem nauczania? Do Chrystusa ściągały tłumy, a on ich uzdrawiał – na kartach Ewangelii czytamy o tym wciąż i wciąż – nauczał i uzdrawiał, uzdrawiał i nauczał.
    Brakuje mi tego w Kościele – uzdrawiania właśnie. Mam wrażenie, że księża ograniczają się jedynie do mówienia. Nie jestem osobą, która szuka tylko „miodu” w Kościele – że ma być miło i słodko. Umiem przyjąć cierpkie słowa, trudną, wymagającą naukę… Ale dla mnie to za mało. Powinniście uzdrawiać… dusze i ciała… Powinniśmy uzdrawiać. Tak czynił Jezus i to też zostawił swoim Apostołom. I nie mówię tu o tym, aby robić szum, podkręcać emocje, bazować na satysfakcji, jaką daje obecność rozentujazmowanego tłumu, stawać się showmanem… Chyba dorosły człowiek umie rozpoznać takie objawy, potrafi zrezygnować z podążania w tę stronę. Obserwując jednak kapłanów, mam wrażenie, że racjonalizm to dla nich rezygnacja z uzdrawiania. Czy może mi Ksiądz wyjaśnić, dlaczego tak jest? Chrześcijaństwo to nie tylko Nazaret i Golgota. To również Kafarnaum, Tyr i Sydon, Betsaida,…
    I dalej – czas po Zmartwychwstaniu. Pisze Ksiądz, że pod krzyżem zostały trzy osoby – zgadza się. Tyle, że krzyż nie jest celem, a środkiem do celu. A Chrystus po Zmartwychwstaniu nie powiedział: „No dobra, wrócę tylko do tych, którzy byli ze mną do końca”…

  19. Dla sprostowania- „Obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena” (J 19, 25) Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: «Niewiasto, oto syn Twój». Następnie rzekł do ucznia: «Oto Matka twoja». I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie” (J 19, 26-27).”

  20. Pan Jezus wybral 12 apostolow, ale uczniow bylo znacznie wiecej, na poczatku 72. Poslal wszystkich, aby nauczali, a do jakiego domu weszli i tam ich przyjeto, mieli w tym domu pozostac uczac i czyniac cuda, uzdrowienia… Apostolowie nie mogli wyjsc z takiego domu, az nie przekazali Bozej nauki. to oznacza, ze ci, ktorzy przyjeli apostolow, sami stawali sie uczniami Jezusa, oni nastepnie kontynuujac nauke Chrystusowa, poprzez organizowanie w swoich domach spotkan, szerzyli wiare. W tamtych czasach w wielu miejscowosciach nie bylo Synagog. Ludzie zeby sluchac nauki Chrystusowej mogli gromadzic sie w tych domach, w ktorych wczesniej nauczali Apostolowie. Oczywiscie na modlitwach zamiast Synagog mogli spotykac sie w innych przeznaczonych do tego domach, ale jesli chodzi o nauke Jezusowa to jak juz wspomnialam, tylko tam, gdzie wczesniej nauczali Apostolowie i uczniowie Jezusowi, poniewaz Apostolowie moca Jezusa i z woli Jezusa przekazywali madrosc Boza i moc Boza, przez Apostolow Jezus namaszczal i blogoslawil kolejnych uczniow, przez ktorych Bog objawial siebie,czyniac ich rekoma i ich ustami rozne cuda. W innym miejscu Pisma Sw. Bog mowi, ze ojcowie, dziadkowie, dzieci, sluzacy, itd. prorokowac beda w imie Boze, beda miec wizje, obcymi jezykami mowic beda… i nie powiedzial Bog, kiedy to sie skonczy, wrecz przeciwnie, doznawanie zywego Boga bedzie trwalo i bedzie sie rozlewalo, bo jestesmy grzeszni i marni, bo potrzebujemy cudow. Mowi Pan rowniez, jesli bedziemy miec wiare jak ziarenko gorczycy, o co prosic bedziemy, stanie sie. Wierze Bogu, jesli Pismo Sw. mowi, ze Bog posluguje sie nami to tak jest. Nie mozna mylic o. Bashobory z Harisem.Haris kazal wynosic Przenajswietszy Sakrament i zdejmowac poswiecone medaliki, a uzdrowienia jesli nawet nastepowaly, to zniewalaly ducha, a nie uwalnialy. Uzdrowienia nie sa po to, aby poprawic nasze samopoczucie, ale jako swiadectwo Boze, dla nawrocenia, umocnienia wiary, dla zbawienia. Ludzie faktycznie nawracaja sie po doznanych cudach, takze na Stadionie. Przepraszam, ze nie podaje adresow konkretnego Slowa z Pisma Sw., ale pisze z marszu i nie jestem przygotowana. Mysle jednak, ze wszyscy znamy opisane przeze mnie sytuacje Nowego Testamentu. Na koniec podziele sie jeszcze takim spostrzezeniem: Na poczatku Bog objawial Siebie jako Boga jedynego Wszechmocnego, pozniej byl czas Jezusa Chrystusa, czy teraz nie jest epoka Ducha Sw…, choc od poczatku Trzy Osoby Boskie byly razem, to jakby daja nam sie poznac po malutkiej czesci odzielnie. Z Panem Bogiem

  21. Pan Jezus nauczal tlumy. Moim zdaniem chodzi o to, aby jak najwiecej ludzi nawracalo sie, zeby koscioly pekaly w szwach. Im wiecej wiernych przychodzi do Boga, tym wieksza Jego chwala. Obecnosc tysiecy wyznawcow Chrystusowych na roznego rodzaju spotkaniach modlitewnych, wcale nie przeszkadza w osobistym przezywaniu wiary. Moze problem skupienia sie na modlitwie, medytacji, tkwi w nas samych…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>